Prof. Marczyńska: pandemia nasiliła lęk wśród dzieci. Szkoły powinny zostać otwarte

MS/PAP
opublikowano: 11-10-2021, 13:41

Edukacja zdalna przynosi bardzo wiele strat. Izolacja dzieci, zaburzanie kontaktów rówieśniczych doprowadza do wyższego poziomu lęku. Więcej jest też prób i myśli samobójczych. Dlatego trzeba jak najszybciej skończyć w szkołach z nadmiarowym wysyłaniem na kwarantannę - mówi prof. Magdalena Marczyńska.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W okresie epidemii wzrosła liczba przypadków prób samobójczych czy myśli samobójczych. Nasiliły się stany lękowe u dzieci
FOT. iStock

Specjalistka chorób zakaźnych wieku dziecięcego z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Magda Marczyńska podkreśla, że od początku epidemii zakażenia dzieci wirusem SARS-CoV-2 to niewielki procent wszystkich zakażeń. Do tego w tej grupie większość stanowiły dzieci starsze. Tymczasem w przedziale 12-18 lat zaszczepiło się już ponad 30 proc. młodych ludzi, co nie pozostaje bez znaczenia.

Wariant Delta koronawirusa nie jest szczególnie groźny dla dzieci

Ekspertka tłumaczy, że już dziś widać, że: “mutacja Delta szczególnie nie upodobała sobie najmłodszych”.

– Procent zakażeń w tej grupie wiekowej jest porównywalny do tego, jaki obserwowaliśmy przy poprzednich wariantach wirusa. Zdecydowana większość szkół działa, wszystko przebiega tak, jak było założone. Oby tak było przez cały rok szkolny, bo edukacja stacjonarna jest dla uczniów koniecznością, nie jakimś kaprysem - mówi prof. Marczyńska.

Oceniając kwestię zakażeń wariantem Delta wśród dzieci ekspertka dodaje:

– Słyszę głosy dobiegające z południa kraju, ale trudno mi się ustosunkować do tego, co się tam dzieje. W Warszawie oczywiście są także hospitalizowane dzieci z COVID-19, ale jest ich niewiele. Do tego nie są to ciężkie przebiegi. Objawy są takie, jak widzieliśmy dotychczas. Przypuszczam, że np. w Krakowie duża część z tych dzieci, które muszą być przyjmowane do szpitali, to dzieci z wielochorobowością.

– COVID-19 niewątpliwie nie pomaga ciężko chorym pacjentom. To schorzenia towarzyszące są w mojej ocenie w głównej mierze przyczyną hospitalizacji - wyjaśnia ekspertka.

Więcej zakażeń wirusem RSV

Prof. Marczyńska podkreśla też, że w tym roku wirus RSV, odpowiedzialny za infekcje dróg oddechowych, zaatakował z pewnym opóźnieniem i rzeczywiście przypadków zakażeń tym patogenem jest więcej.

– U nas w szpitalu tego tak nie widać, ale słyszę takie informacje ze szpitala pediatrycznego przy ul. Żwirki i Wigury. Takie doniesienia płyną od naszych kolegów. Czy jednak ogólnie zakażeń wirusami jest obecnie więcej niż w sezonach jesiennych w poprzednich latach? Nie sądzę. Dzieci poszły do szkoły i to dość normalne, że łapią sezonowe infekcje. Taka jest specyfika okresu jesiennego - wyjaśnia.

W mojej ocenie podnoszenie alarmu w tym momencie jest chyba przedwczesne. Być może w poradniach widać wyraźny wzrost infekcji w porównaniu z okresem sprzed pandemii.

Należy podkreślać: szkoły nie będą zamykane

Prof. Marczewska wyjaśnia też, że obecnie czynione założenia, chociażby w ramach Rady Medycznej przy premierze, zmierzają do tego, aby szkoły działały normalnie.

– Zatraciliśmy w tym wszystkim dystans do różnych rzeczy. Traktujemy każdą sytuację w sposób dość skrajny. Jeżeli dziecko w jakiejś klasie ma rozpoznany COVID1-19, a duża część klasy jest zaszczepiona, to nie rozumiem tego, że cała klasa idzie na nauczanie zdalne. Przecież to działanie nadmiarowe, niepotrzebne - podkreśla.

Wyjaśnia, że racjonalnemu podejściu nie służą podnoszone głosy, że nie może być inaczej, bo konieczna byłaby segregacja uczniów.

– Ochłońmy trochę i zastanówmy się nad tym zdroworozsądkowo. Czy naprawdę słowo segregacja jest adekwatne do tej sytuacji? Przecież dziecko chore po prostu zostanie w domu. Dzieci, które nie są zaszczepione (z różnych powodów), przez tydzień dostaną zwolnienie i zostaną w domu w ramach prewencji, a np. pół klasy normalnie będzie się uczyło. Gdzie tu jest problem? Ta druga połowa uzupełni lekcje, ktoś podrzuci im zeszyty, a cała organizacja nauczania nie będzie stała na głowie - wyjaśnia.

Psychologia i psychiatria
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
×
Psychologia i psychiatria
Wysyłany raz w miesiącu
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Odsyłanie do domów zaszczepionych dzieci to błąd

Jak mamy zachęcać do szczepień, pokazywać plusy z nimi związane, jeżeli dzieci zaszczepione też odsyłamy do domu, bo w klasie pojawił się jeden przypadek COVID-19?

Dodaje: - Skrajności w drugą stronę też nie rozumiem. W jednej klasie jest przypadek zakażenia, na kwarantannę wysyła się wszystkie klasy, które miały styczność z nauczycielem uczącym także w tej pechowej.

– Po co się to robi? Gdzie tu sens? Musimy zacząć podchodzić do tego spokojniej, racjonalnie. Musimy nauczyć się z tym wirusem żyć i przestać reagować panicznie i niemądrze - wyjaśnia.

Izolacja pogłębia lęk u dzieci

W ocenie prof. Marczyńskiej w czasie trwania epidemii na pewno wzrosła liczba przypadków prób samobójczych czy myśli samobójczych.

– W mojej ocenie – a powtarzam to od początku epidemii – edukacja zdalna przynosi bardzo wiele strat. Izolacja dzieci, zaburzanie ich normalnych kontaktów rówieśniczych i właśnie wysyłanie nadmiarowych grup na kwarantanny będzie tylko pogłębiało lęk u najmłodszych. A tego lęku wśród dzieci jest więcej - mówiła.

Dodała: - Potwierdziły to, zarówno amerykańskie, jak i europejskie badania towarzystw pediatrycznych.

– To te towarzystwa zaapelowały do władz poszczególnych krajów, aby przywrócić normalną naukę i przestać izolować dzieci. Poza zaburzeniami psychicznymi wzrósł także problem z otyłością, bo młodzież znacznie więcej czasu spędzała przed komputerem czy telewizorem. Tych strat jest dużo. Trzeba robić wszystko, aby normalność w szkołach wróciła na stałe - wyjaśniła ekspertka.

Problemy kadrowe w pediatrii mogą się pogłębiać

W ocenie ekspertki we wszystkich medycznych zawodach w Polsce jest obecnie sporo problemów. Nie ominęły one także pediatrii, która jest jedną ze specjalności deficytowych.

– Problemy kadrowe były już wcześniej. W jednostkach akademickich są one jeszcze większe, czemu nie ma się co dziwić. Te kliniki są obciążone znacznie mocniej pracą, bo odpowiadają za leczenie, dydaktykę i działalność naukową. To wszystko może być fajne, ale nie mogą tylko rosnąć wymagania, przy braku wzrostów wynagrodzeń. Młodzi ludzie są sfrustrowani i mają tego dosyć - zwraca uwagę prof. Marczyńska na obecne problemy w ochronie zdrowia.

Jak wyjaśnia, kiedy to ona zaczynała pracę, a było to dawno temu, trzeba było poczekać na pracę w klinice, bo było sporo chętnych.

– Teraz ogłaszamy konkursy i nie za bardzo jest w kim wybierać. Emigracja zarobkowa kilka lat temu była ogromna. Wszystko to się na siebie nakłada. W kolejnych latach problemy w naszym systemie ochrony zdrowia mogą niestety się zwiększać - podsumowuje.

PRZECZYTEJ TAKŻE: Dzieci w kryzysie psychicznym - czy dorośli są im w stanie pomóc?

Pomoc psychologiczna i psychiatryczna. Premier: wdrażamy potężny program wsparcia

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.