Wyzwania systemowe w leczeniu alergii na jad owadów błonkoskrzydłych

Oprac. Monika Rachtan
opublikowano: 02-07-2021, 15:01

Osoby uczulone na jad owadów błonkoskrzydłych, przyjmujące immunoterapię alergenową czekają na dostęp do leczenia w warunkach ambulatoryjnych. Postulowane zmiany w organizacji prowadzenia immunoterapii alergenowej już w kolejnym roku od ich wprowadzenia mogłyby przynieść milionowe oszczędności dla budżetu państwa.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Szacuje się, że nawet 8 na 100 Polaków jest uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych. Dla części alergików użądlenie przez pszczołę czy osę może mieć dramatyczne konsekwencje, prowadząc do wstrząsu anafilaktycznego. A wstrząs anafilaktyczny bez szybkiej pomocy medycznej może doprowadzić do śmierci. Podczas debaty realizowanej w ramach 11. edycji konferencji „Polityka lekowa” eksperci wskazali możliwości leczenia osób uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych oraz nierozwiązane problemy w dostępie do immunoterapii alergenowej.

Zaproszenie red. Ewy Kurzyńskiej z „Pulsu Medycyny” do dyskusji przyjęli:

  • dr Katarzyna Korpolewska, specjalista w dziedzinie psychologii;
  • prof. dr hab. n. med. Krzysztof Kowal z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, przewodniczący Sekcji Immunoterapii Polskiego Towarzystwa Alergologicznego;
  • prof. dr hab. n. med., dr hab. n. ekon. Marcin Czech, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego;
  • Grzegorz Baczewski, p.o. wiceprezesa Fundacji Centrum Walki z Alergią.

Szacuje się, że około 5 proc. Polaków może manifestować ciężkie objawy alergiczne po użądleniu owada błonkoskrzydłego. Pozostała, także liczna grupa osób uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych, może reagować tzw. dużymi miejscowymi objawami alergicznymi. Nie są one wprawdzie tak groźne jak objawy ogólnoustrojowe, ale także wpływają na jakość życia pacjentów i stanowią bezpośrednie zagrożenie życia osoby uczulonej.

– Jeśli alergia dotyka pszczelarza i reaguje on dużym obrzękiem na użądlenie osy czy pszczoły, to problem nie jest zbyt istotny, jeśli pszczoła użądli go w nogę czy w rękę. W sytuacji, gdy pszczoła użądli go w okolice krtani, problem staje się poważniejszy. Chciałbym podkreślić, że chociaż bardzo często rozdzielamy te dwa rodzaje reakcji alergicznych, to ich wpływ na zdrowotność i chorobowość oraz na jakość życia osób uczulonych może być bardzo poważny, zarówno w alergii miejscowej, jak i w uogólnionej – tłumaczy prof. Krzysztof Kowal.

Jego zdaniem, uogólnione objawy alergii mogą dotyczyć kilku procent populacji, należy jednak pamiętać, że dane procentowe są jedynie szacunkowe, gdyż objawy kliniczne są ujawniane przez ekspozycję na jad. Ryzyko ekspozycji zaś może być różne i zmieniać się z roku na rok. Dlatego bezpieczniej mówić zgodnie ze światową literaturą, że uogólniona reakcja na jad owadów błonkoskrzydłych dotyczy od 1 do kilku proc. populacji. Trudno także stwierdzić, ile osób rocznie w Polsce umiera z powodu wstrząsu anafilaktycznego wywołanego użądleniem przez osę czy pszczołę.

– Wrócę do przykładu pracownika rolnego. Kiedy dojdzie u niego do nagłego zgonu podczas pracy, trudno wyobrazić sobie, że osoby udzielające mu pomocy będą u niego szukać żądła, a nawet jeśli je znajdą, zaraportują ten fakt. Raczej zakwalifikują zgon jako będący skutkiem zaburzeń sercowo-naczyniowych – uważa prof. Krzysztof Kowal.

Dodaje, że w krajach zachodnich prowadzone są lepsze statystyki dotyczące zgonów spowodowanych silną reakcją anafilaktyczną i tam również podkreśla się fakt, że podawana oficjalnie wartość procentowa może być niedoszacowana. Szacuje się, że w kraju takim jak Polska w ciągu roku umiera kilka osób w wyniku silnej reakcji anafilaktycznej wywołanej przez użądlenie owada błonkoskrzydłego.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Odczulanie: o jego schemacie powinien decydować alergolog [KOMENTARZ prof. Krzysztofa Kowala]

Strach przed użądleniem paraliżuje pacjenta

Pacjenci, którzy doświadczyli reakcji alergicznej po użądleniu błonkoskrzydłego, często odczuwają przewlekły lęk przed kontaktem z tym owadem, co przekłada się na ich życie codzienne, a z czasem może przerodzić się w fobię lub być powodem depresji.

– Pierwsze doświadczenia z użądleniem i jego konsekwencjami sprawiają, że człowiek boi się, że sytuacja się powtórzy. Najczęściej po użądleniu i wystąpieniu reakcji alergicznej dostaje on zalecenia od lekarza, że powinien chronić się przed kontaktem z takimi owadami. Trudno jednak określić, w jaki sposób ma się do tych zaleceń stosować. Bardzo często lęk jest tak silny, że człowiek budzi się w nocy, bo wydaje mu się, że w pomieszczeniu lata owad. Czasem te obawy przechodzą w fobię, która dezorganizuje życie. Znam przypadek osoby, która zrezygnowała z wykonywania pracy, gdyż w okresie letnim bała się wychodzić z domu. Pamiętajmy, że problem ten dotyczy nie tylko osoby, której alergia dotyka, ale także jej rodziny – tłumaczy dr Katarzyna Korpolewska.

Grzegorz Baczewski uważa, że zachowania osób uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych zależą od tego, do jakiej reakcji prowadzi użądlenie owada – czy jest to reakcja miejscowa, czy uogólniona.

– Mój syn doświadczył użądlenia tylko raz, później udało nam się unikać zagrożenia. W dużo gorszej sytuacji są rodzice dzieci, które reagują bardzo silnym odczynem alergicznym. Takim rodzinom często towarzyszy lęk, poczucie zagrożenia, wyeliminowania z codziennego życia. Jest to bardzo uciążliwe dla całej rodziny. Osoby te starają się zawsze mieć przy sobie lek, który pozwala na zatrzymanie reakcji alergicznej. Taka sytuacja rodzi pytanie, co należy zrobić, jakie leczenie zastosować, aby zmienić sytuację tej rodziny w perspektywie kolejnych lat? Myślę, że kluczowa jest odpowiedź na pytanie, jak poprawić komfort życia, jak leczyć osoby cierpiące na nadmierną reakcję alergiczną – dodaje Grzegorz Baczewski.

Jak leczyć skutecznie alergię na jad owadów błonkoskrzydłych?

Współczesna medycyna proponuje dwie metody leczenia. Pierwsza to leczenie objawowe, polegające na wyposażeniu pacjenta w zestaw przeciwwstrząsowy. W skład takiego zestawu wchodzi ampułkostrzykawka zawierająca adrenalinę, którą osoba uczulona może podać sobie samodzielnie w sytuacji nagłej. Drugą metodą jest zastosowanie odczulania, immunoterapii alergenowej.

– To pierwsze działanie porównuję do koła ratunkowego, gdyż nasi chorzy muszą rozumieć, że takie postępowanie nie jest rozwiązaniem problemu. Nawet jeśli chory posiada zestaw przeciwwstrząsowy, to używa go po to, by wezwać pomoc doraźną albo dotrzeć do miejsca, gdzie zostanie mu udzielona fachowa pomoc medyczna. Druga metoda, immunoterapia alergenowa, jest domeną alergologów i służy do tego, aby zmienić naturalny przebieg choroby. Za pomocą immunoterapii alergenowej staramy się przywrócić tolerancję na alergeny, na które chory był uprzednio uczulony – wyjaśnia prof. Krzysztof Kowal.

Dostęp do leczenia przyczynowego alergii na jad owadów błonkoskrzydłych zapewniają w Polsce głównie oddziały szpitalne. Czy takie rozwiązanie jest efektywne kosztowo i wygodne dla pacjentów i ich rodzin?

– Proces odczulania, który odbywa się w Polsce, jest długi. Po fazie inicjacji przechodzi w fazę przewlekłą, w której podaje się leki przez okres do 5 lat. W Polsce podania leku w większości przypadków realizowane są w warunkach szpitalnych (94 proc.). Wycena tej procedury odbywa się w ramach grupy o kodach P.32 i P.33. Wartość tych procedur wynosi ok. 1000 zł. Według danych konsultanta krajowego w dziedzinie alergologii z 2018 r., w Polsce odczulanych przeciwko jadom owadów błonkoskrzydłych było 2800 osób. Według innego źródła, badania ankietowego, zrealizowanego w 33 ośrodkach w 2018 roku odczulanych było 3090 pacjentów. Patrząc na te dane, możemy stwierdzić, że około 3 tysiące osób jest w trakcie procesu odczulania, przy czym znacząca większość tych procedur odbywa się w warunkach szpitalnych – podsumowuje prof. Marcin Czech.

Grzegorz Baczewski wyjaśnia, że dostęp do immunoterapii alergenowej jest problemem, z którym Fundacja walczy od pewnego czasu. Celem działań członków fundacji jest poszerzenie dostępu do terapii, aby była ona dostępna nie tylko w warunkach szpitalnych, ale także ambulatoryjnych.

– Chcielibyśmy, aby dostęp do immunoterapii alergenowej został poszerzony o możliwość leczenia w dobrze wyposażonych warunkach ambulatoryjnych. W wielu krajach terapia ta z dobrym skutkiem realizowana jest właśnie w warunkach ambulatoryjnych. Dlaczego jest to tak ważne? W Polsce zaledwie 33 ośrodki prowadzą odczulanie w warunkach szpitalnych. Niewielka liczba ośrodków, oddalonych od mniejszych miejscowości, jest uciążliwa dla pacjentów, którzy muszą dojeżdżać do szpitala przez kilka lat. Trzeba także pamiętać, że taki pacjent bądź jego rodzic w związku z hospitalizacją musi korzystać z dnia wolnego od pracy i ponieść koszt związany z dojazdem do szpitala. Wiele osób zmagających się z takimi trudnościami rezygnuje z immunoterapii lub wycofuje się z już rozpoczętego procesu odczulania. Pandemia także sprawiła, że szpitale prowadzące wcześniej odczulanie zostały przemianowane na szpitale jednoimienne. W związku z tym wielu chorych straciło możliwość kontynuowania terapii. Nie wiemy także, jak sytuacja pandemiczna będzie wyglądała jesienią. Czy szpitale powrócą do trybu normalnej pracy? A może czeka nas kolejna fala, która znów zatrzyma pracę oddziałów? Umożliwienie odczulania w warunkach ambulatoryjnych jest dla nas ważnym postulatem na obecny, trudny czas. Jeśli uda się rozpocząć terapię w warunkach ambulatoryjnych, stosowane będą w odczulaniu nieco inne preparaty i walczymy, aby były one refundowane, właśnie do stosowania w warunkach pozaszpitalnych – mówi Grzegorz Baczyński.

Konieczność wizyty w szpitalu i hospitalizacja dla pacjenta zmagającego się z silnym lękiem czy fobią związaną z obawą o użądlenie przez owada błonkoskrzydłego wywołuje u niego kolejną sytuację stresową. Wydaje się, że możliwość przyjęcia terapii w warunkach ambulatoryjnych, w przychodni, która jest pacjentowi bliska, jest dla niego bardziej naturalne i nie wiąże się z tak ogromnym stresem.

– Konieczność dojechania do szpitala jest kolejnym stopniem napiętnowania przez alergię. Nie dość, że leczenie jest długotrwałe, to występują jeszcze uciążliwości związane z podróżą. Wyjazdy do szpitala dezorganizują życie całej rodziny, bez względu na to, którego członka tej rodziny dotyczy alergia. Zastanówmy się, jak sytuacja by wyglądała, gdyby terapię można było zrealizować na miejscu? Na pewno odium zagrożeń jest nieco mniejsze. Taka forma leczenia jest korzystniejsza dla rodziny, ponieważ zabiera mniej czasu, jest mniej kłopotliwa. Koszty dojazdów redukowane są do minimum. Istotny jest także fakt, że wiedza o odczulaniu trafia na niższy poziom organizacyjny służb medycznych. Nie zawsze to, co się dzieje z pacjentem, który ma alergię, jest dobrze rozpoznawane na niższym szczeblu opieki medycznej, szczególnie jeśli dzieje się po raz pierwszy. Bardzo ważne jest zatem, aby wszyscy medycy na niższym poziomie organizacji służby zdrowia wiedzieli o tym, że w swojej praktyce mogą spotkać pacjenta z bardzo silnymi objawami alergii i aby brali to pod uwagę. Czasem ta wiedza i świadomość mogą ocalić pacjentowi życie – podkreśla dr Katarzyna Korpolewska.

Dwie metody odczulania

Na oddziałach szpitalnych prowadzących odczulanie stosowane są metody ultraszybkie. Stosuje się tu preparaty wodne, które natychmiast po podaniu dawki szczepionki uwalniają alergen do organizmu osoby uczulonej. Jeśli nie obserwuje się działań niepożądanych, pacjent otrzymuje kolejną dawkę szczepionki. Metody ultraszybkie nie są jedynymi możliwymi. Inna metoda odczulania opiera się na stosowaniu preparatów depot, w których alergen uwalnia się stopniowo. Metoda ta charakteryzuje się korzystniejszym profilem bezpieczeństwa, zatem mogłaby być stosowana w warunkach ambulatoryjnych. Czy stworzenie systemowych możliwości, pozwalających na odczulanie lekami depot w warunkach pozaszpitalnych wpłynęłoby na efektywność kosztową tego procesu i czy poprawiłoby dostęp do immunoterapii alergenowej w Polsce?

– W tej chwili odczulanie w trybie szpitalnym, w fazie wstępnej, kosztuje ok. 2 tys. zł. Podanie kolejnych 52 dawek każdorazowo kosztuje średnio 1060 zł, co daje około 61 tys. zł. Rozważając udostępnienie odczulania w poradni należy wskazać, że naszym celem nie jest zaprzestanie podawania terapii w warunkach szpitalnych. Chcielibyśmy, aby systemowo taka możliwość pozostała, ale dodatkowo otwarty został tryb ambulatoryjny. W tym trybie faza inicjująca kosztowałaby ok. 2,5 tys. zł, natomiast faza podtrzymująca – ok. 17,5 tys. zł; podana suma obejmuje koszt leku oraz wizyt w okresie 5-letnim. Podsumowując, w proponowanym przez nas modelu odczulanie kosztuje jedynie 20 tys. zł. Zestawiając koszty całkowite w trybie hospitalizacji, wynoszące 63 tys. zł i 20 tys. zł, jeśli chodzi o koszt terapii w ambulatorium, widzimy że udaje nam się oszczędzić ponad 40 tys. zł. Taka sytuacja kosztowa w przypadku odczulania ambulatoryjnego nie jest zaskoczeniem. Wiemy o tym, że pozaszpitalne leczenie specjalistyczne jest dużo tańsze. Już sam pobyt w szpitalu jest bardzo drogi. Warto również dodać, że w ogólnym ujęciu, z budżetu NFZ na tę najbardziej kosztochłonną część leczenia, tj. hospitalizację, przeznacza się ok. 51 proc. wszystkich wydatków NFZ, które obecnie w ujęciu ogólnym wynoszą prawie 100 miliardów zł rocznie. Zatem każde przesunięcie procedury do trybu ambulatoryjnego, jeśli jest możliwe i bezpieczne dla pacjenta, przynosi oszczędności dla systemu. Jeśli udałoby nam się przesunąć 1/3 pacjentów będących obecnie w trakcie terapii podawanej w szpitalu do odczulania ambulatoryjnego, w perspektywie 5 lat bylibyśmy w stanie wygenerować oszczędności w wysokości 40 milionów zł. Realokacja tych oszczędności do systemu pozwoli na objęcie opieką większej grupy chorych – mówi prof. Marcin Czech.

Zdaniem Grzegorza Baczewskiego, dostępność do odczulania i łatwość korzystania z terapii w warunkach ambulatoryjnych jest istotnym czynnikiem, który z pewnością wpłynie na liczbę osób podejmujących terapię.

– Osoby mieszkające daleko od ośrodków realizujących immunoterapię alergenową, decydując się na podjęcie terapii odczulania muszą poświęcić dużo czasu na dojazdy. Możliwość skorzystania z leczenia w swojej okolicy jest bardzo istotna. Leczenie szpitalne wiąże się z ogromną liczbą formalności, więc udostępniając terapię w ambulatoriachum likwiduje się czynnik, który dla wielu jest ogromną barierą. Wielu podopiecznych naszej fundacji mówi, że leczenie szpitalne wiąże się dla nich ze stresem, że chętniej zdecydowaliby się na podjęcie terapii, gdyby była ona dostępna w warunkach ambulatoryjnych – wyjaśnia Grzegorz Baczewski.

Prof. Marcin Czech uważa, że czas wakacji to dobry moment, aby ponownie pomyśleć o osobach uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych. Znoszenie obostrzeń pandemicznych i chęć spędzania czasu na łonie natury sprawią, że wiele osób częściej będzie narażonych na kontakt z owadami.

ZAPIS całej debaty dostępny jest pod tym linkiem: Konferencja “Polityka lekowa”. Wyzwania systemowe w leczeniu alergii w Polsce [WIDEO]

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.