Polityka to taka dziwna dziedzina życia, w której nie wystarczy mieć rację. Trzeba również do niej umieć przekonać innych, a perswazję znacznie ułatwia posługiwanie się wynalazkiem Fenicjan. Podobnie uważał dr Konstanty Radziwiłł, kiedy jako prezes Naczelnej Rady Lekarskiej w latach 2001-2009 przekonywał, że bez 6 proc. PKB na zdrowie nie ma o czym mówić. W kręgach ówczesnej władzy był wręcz znany ze swej pryncypialności i zaciętości.
Marzy mi się, aby na świątecznych stołach rozsmakował nas karp i barszcz z uszkami. A na balach i prywatkach sylwestrowych królował szampański humor zamiast starannie z roku na rok ustawianej barykady pomiędzy współbiesiadnikami. Może jestem naiwny, ale podobno takie samo marzenie ma nowy premier.
Wydaje się, że im większa transparentność ludzi decydujących o publicznym groszu, tym lepiej. Jednak nawet szczytna intencja usankcjonowania tego może odbić się czkawką, gdy się zdrowo przesadzi. Tak jak w projekcie ustawy o jawności życia publicznego autorstwa ministra tajnych służb.
Ostatnie kampanie Ministerstwa Zdrowia na dobre zapadną w moją pamięć. Gdy w poprzednim numerze pisałam o „sławnych” już na całym świecie królikach, nie spodziewałam się, że kolejna kampania wzbudzi we mnie jeszcze więcej emocji. Wstrząsnął mną „koński” spot, w którym człowiek w masce konia zachęca do profilaktyki i „bycia jak on”, najlepiej „nał”.
Ilekroć biały personel raz na dziesięć lat tupnie nogą i upomni się o swoje, tylekroć zasadność jego postulatów natychmiast przykrywa ogólnonarodowa debata o etyce lekarskiej. Hipokrates i Judym stają się natychmiast dyżurnymi strażnikami i drogowskazami ku doskonałości. Ale nie tylko oni.
W ostatnich dniach najmocniej dyskutowanym problemem polskiej medycyny stały się nie kolejne zmiany systemowe, tylko króliki — mnożące się w reklamie zachęcającej do intensywniejszej pracy Polek i Polaków nad wzrostem liczebności narodu. (Mała dygresja: Nie czuję się do końca bezpiecznie, używając słowa „naród”; być może należałoby napisać „społeczeństwo obywatelskie” albo jeszcze lepiej: „europejska multikulturowa społeczność”…).
Myśląc o króliczkach, część społeczeństwa wyobraża sobie małe, puchate zwierzątka, podczas gdy skojarzenia innych płyną w stronę popularnego magazynu dla dorosłych mężczyzn. Co kierowało komitetem sterującym Narodowego Programu Zdrowia Publicznego, który zdecydował o wydatkowaniu ponad 2 mln złotych na królikową kampanię, tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Jak wiadomo, sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą.
O tyle właśnie minister zdrowia Konstanty Radziwiłł chce zwiększyć finansowanie opieki zdrowotnej w ciągu najbliższych 10 lat. „To niewyobrażalne pieniądze — przyznał — ale arytmetycznie łatwe do wyliczenia”. Nie chodzi przy tym o przyspieszenie wymuszone strajkiem rezydentów czy potencjalnie groźną dla ministra restrukturyzacją rządu, ale o głęboką reformę systemu, której elementy Konstanty Radziwiłł skrupulatnie wyliczył.
„Money makes the world go round” („to pieniądz tak naprawdę kręci naszym światem”) — przypomniała ongiś Liza Minnelli. Choć przemijają lata, epoki, reżimy i tyranie, wynalazek Fenicjan wciąż całkiem nieźle służy ludzkości. Gdzie się nie obrócić, pieniądze są nie tylko potrzebne, ale mile widziane. A w medycynie szczególnie.
Pierwszy listopada to czas, kiedy na chwilę się zatrzymujemy. Wpadamy w zadumę nad przemijaniem i wiecznością, dwoma przeciwstawnymi zjawiskami, które bez siebie nie istnieją. Nasze myśli biegną też ku osobom, które odeszły już dawno, ale najbardziej nas porusza, gdy spostrzegamy, że ktoś w ubiegłym roku był, a dziś już go nie ma.
Tajemnica lekarska to chyba najważniejszy kanon etyki lekarskiej. Pacjent często szczerzej zwierza się lekarzowi z ostrych zakrętów swojego życia niż kapłanowi w konfesjonale. Naruszenie tajemnicy lekarskiej to nie jakieś tam plotkarstwo czy nawet wykroczenie kodeksowe, ale powód do blamażu i niesławy, żeby nie powiedzieć — do zawodowego samobójstwa. Nie na darmo tajne policje polityczne starają się o pozyskanie wśród lekarzy i pielęgniarek swoich agentów jako bezcennych depozytariuszy ludzkich sekretów. Nierzadko z powodzeniem, ale historia medycyny zna też bohaterskie postawy medyków, którzy obronę tego kanonu okupili utratą życia lub wolności.
Biorąc pod uwagę liczbę projektów ustaw, które ostatnio napłynęły do Sejmu w sprawie ograniczenia w Polsce zjawiska alkoholizmu, można by powiedzieć, że apel bp. Tadeusza Bronakowskiego, aby nie kończyć Narodowego Kongresu Trzeźwości 24 września (odbywał się 21-23.09), został wysłuchany. Ale czy faktycznie atmosfera kongresu przeniesie się z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego na ulicę Wiejską, trudno wyrokować. Na razie w czytaniu w Izbie jest parę projektów ustaw dotyczących tej problematyki — zarówno w zakresie działania sądów i tzw. wywiadu środowiskowego, jak i opieki psychiatrycznej czy ograniczania zjawiska przemocy.
W tym numerze „Pulsu Medycyny” polecamy dodatek tematyczny „Kardiologia”. Prezentowane w nim teksty zostały przygotowane na podstawie wykładów wygłoszonych podczas XXI Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, który odbył się we wrześniu w Katowicach. Oprócz bardzo naukowych wystąpień, organizatorzy zaproponowali również chwilę wytchnienia, w której uczestnicy kongresu mogli spojrzeć na serce od niemedycznej strony. Między innymi historyk sztuki dr Grażyna Bastek opowiadała o obecności motywu serca w sztuce. W naszym dodatku jest wywiad z dr Bastek.
Kiedy pisaliśmy w „Pulsie Medycyny” o buncie rezydentów pod koniec 2015 roku, powstawał nowy rząd. Obietnice kampanii wyborczej rozbudziły oczekiwania środowisk medycznych. Młodzi lekarze prawdopodobnie w sporej części oddali swoje głosy również na obóz „dobrej zmiany”. Ich także rozczarowała polityka ciepłej wody w kranie i głodne kawałki, opowiadane o planowanych reformach.
Z każdym sezonem jesiennym zaczyna się równocześnie sezon grzewczy (to w mieszkaniach) oraz sezon przeziębień i infekcji (to w przychodniach i szpitalach). Być może udałoby się nawet znaleźć związek między jednym a drugim, gdyby tylko zajęli się tym amerykańscy naukowcy, którzy lubią wyszukiwać korelacje pomiędzy faktami pozornie niezwiązanymi ze sobą.
Prof. dr hab. n. med. Jacek P. Szaflik podzielił się z nami ciekawą obserwacją. Otóż okazuje się, że ludzie mają różne wymagania, jeśli chodzi o jakość widzenia. Czasami bada pacjenta, który słabo widzi, ale jemu to w ogóle nie przeszkadza. Bo przyzwyczaił się do swoich ograniczeń i zdaje się ich nie zauważać. Dlatego trafia do okulisty zbyt późno.
W przetaczającej się przez media polemice na temat potrzeby szczepień ochronnych wyczerpano już chyba wszystkie argumenty. Ostatnio jednak doczekaliśmy się w tej debacie bardzo znamiennej pointy. Niewątpliwie ruch antyszczepionkowy ma swój rozmach, rozprzestrzeniając się już nie tylko jako chwilowa celebrycka moda. Utrwala się jako swoista postawa życiowa oporu przeciwko systemowi, któremu zależy na niszczeniu niewinnych.
Być może niektórych zaskoczę, ale dzisiaj nie będzie o sieci szpitali. O niej warto napisać za kilka miesięcy, kiedy zacznie działać i coś się wykolei. Bo musi. Nie ma rzeczy idealnych ani tym bardziej idealnych ustaw. Specjaliści z ministerstwa wyprodukowali najdłuższy na świecie algorytm do liczenia kontraktów. Wkrótce zrozumieją, że życia nie da się zamknąć w żadnym algorytmie.
Ogórek nie jest zwykłym warzywem, pomijając fakt, że z punktu widzenia botanika jest owocem — jagodą rzekomą. Już od dzieciństwa znamy ogórka w zielonym garniturku, czapce i sandałach. Gdzie jeszcze, oprócz bajeczek dla dzieci, zadomowił się ten pochodzący prawdopodobnie z Indii jegomość?
Niedawno usłyszałem od kolejnego już kolegi tę samą opowieść. Zarzucany mailami, postami na portalach społecznościowych, a także tradycyjnymi listami, dużą część tych przesyłek świadomie ignoruje. Wrzuca do szuflady kolejne nieotwarte koperty. Spośród kilkuset maili, które codziennie otrzymuje, otwiera co drugi. Wizyty na twitterze i fejsie ogranicza do kilku mocno wyspecjalizowanych profili. Nie ogląda telewizji, a telewizora używa jedynie jako monitora do gier.
Przecieram oczy ze zdumienia. Coś co było zakazane i piętnowane nawet już po przełomie solidarnościowym, miałoby być teraz nie tylko możliwe, ale wręcz pożądane. Bo jeśli w publicznym szpitalu skończyłby się tzw. ryczałt, to dyrekcja mogłaby pobierać opłaty za operację czy hospitalizację. Projekt nowelizacji ustawy już czekał na konsultacje społeczne. Ale ktoś na szczytach władzy rezolutnie tupnął nogą. Bo to przecież pacjent jest celem samym w sobie, a nie szpital.