Lipidologia
Kwasy omega-3 w świetle najnowszych badań - kiedy warto je suplementować?
Opublikowano:
Fot. Archiwum
Choć kwasy omega-3 od lat uchodzą za sprzymierzeńców serca i naczyń, nauka nie daje prostych odpowiedzi. Korzyści wynikają przede wszystkim ze zbilansowanej diety bogatej w naturalne źródła EPA i DHA, a nie z profilaktycznego „łykania kapsułek”. Jak przypomina dr hab. Joanna Popiołek-Kalisz, suplementacja ma sens jedynie u wybranych pacjentów, np. z hipertriglicerydemią, i powinna być prowadzona pod kontrolą lekarza.
Dr hab. Joanna Popiołek-Kalisz, prof. UMLub kieruje Zakładem Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Jest specjalistką kardiologii i dietetyki klinicznej, przewodniczącą Sekcji Młodych Lipidologów PTL.
Wiele osób zastanawia się, czy warto suplementować kwasy omega-3. Niektórzy sięgają po nie „na wszelki wypadek”. Czy istnieją wiarygodne badania naukowe potwierdzające ich korzystny wpływ na zdrowie?
To w dużej mierze zależy od kontekstu. Mówiąc o kwasach omega-3, mamy na myśli trzy główne związki występujące w pożywieniu: kwas alfa-linolenowy (ALA), eikozapentaenowy (EPA) i dokozaheksaenowy (DHA). Ich rola w organizmie jest dobrze poznana, ale kluczowe znaczenie ma sposób, w jaki je dostarczamy.
Dysponujemy dwoma typami dowodów naukowych. Pierwsze pochodzą z badań obserwacyjnych, które wskazują, że wzorce żywieniowe – takie jak dieta bogata w naturalne źródła kwasów omega-3 – wiążą się z niższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych. Takie wnioski przyniosło m.in. badanie PREDIMED.
Natomiast jeśli mówimy o suplementacji, czyli przyjmowaniu preparatów omega-3 bez wyraźnych wskazań klinicznych, nie mamy przekonujących dowodów na jej korzystny wpływ. Wyjątek stanowi badanie REDUCE-IT, które wykazało wyraźne korzyści ze stosowania wysokooczyszczonego preparatu EPA w dużych dawkach u pacjentów z hipertriglicerydemią, u których mimo leczenia statynami nie udało się osiągnąć oczekiwanego efektu terapeutycznego.
Dodam, że zgodnie z definicją suplementu diety, jego stosowanie powinniśmy rozważyć jedynie w sytuacjach, gdy dieta nie pokrywa zapotrzebowania na dany składnik, np. u osób na diecie eliminacyjnej (np. wegańskiej) czy z innych powodów ograniczającej spożycie naturalnych źródeł kwasów omega-3. Wtedy suplementacja może być uzasadniona.
Czy w takim razie pacjent może usłyszeć w gabinecie – czy to kardiologa, czy lekarza POZ – „proszę suplementować kwasy omega-3”? Jeśli tak, to w jakiej grupie pacjentów takie zalecenie byłoby zasadne?
Rutynowe zalecenie suplementacji a priori, bez konkretnego uzasadnienia klinicznego, nie powinno się pojawiać. Zawsze pierwszym krokiem – co bardzo wyraźnie podkreślają także wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (European Society of Cardiology, ESC) – jest modyfikacja diety. Zalecamy przede wszystkim zwiększenie spożycia tłustych ryb morskich jako naturalnego źródła kwasów omega-3. I tu warto podkreślić, że nie chodzi wyłącznie o łososia, który zwykle jako pierwszy przychodzi wielu osobom do głowy. Bardzo dobrym źródłem EPA i DHA są również nasze rodzime, łatwo dostępne ryby, takie jak śledź czy makrela.
Co więcej, mówimy nie tylko o pojedynczym składniku, ale o całym wzorcu żywieniowym. Zmiany w diecie, które prowadzą do większego spożycia naturalnych źródeł kwasów omega-3, zwykle idą w parze z innymi korzystnymi modyfikacjami sposobu żywienia. Dlatego patrzymy raczej całościowo na dietę pacjenta, a po suplementację odwołujemy się dopiero wtedy, gdy jest ona rzeczywiście konieczna, np. gdy pacjent z różnych powodów nie jest w stanie pokryć zapotrzebowania dietą.
Czy kwasy omega-3 można przedawkować?
Jeżeli mówimy o suplementacji, czyli o przyjmowaniu skoncentrowanych preparatów kwasów omega-3, to tak – istnieje ryzyko niepożądanych efektów przy bardzo wysokich dawkach. Wytyczne ESC dopuszczają stosowanie dawek rzędu 4 g na dobę w określonych sytuacjach klinicznych. To są dawki praktycznie niemożliwe do osiągnięcia poprzez zwykłą dietę, nawet przy dużym spożyciu tłustych ryb. Mówimy więc o leczeniu farmakologicznym, a nie „łykaniu kapsułek profilaktycznie”.
Wiemy jednak, że tak wysokie dawki mogą być powiązane ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia migotania przedsionków. W związku z tym same wytyczne podkreślają, że u pacjentów, którzy mają już podwyższone ryzyko arytmii, decyzja o suplementacji powinna być naprawdę dobrze przemyślana, oceniona indywidualnie i prowadzona pod kontrolą lekarską.
Wspomniała pani profesor o wytycznych. Co mówią najnowsze rekomendacje dotyczące stosowania kwasów omega-3?
W najnowszej, opublikowanej w tym roku, aktualizacji wytycznych ESC dotyczących postępowania w zaburzeniach gospodarki lipidowej odniesiono się do kwestii stosowania kwasów omega-3. Poza badaniem REDUCE-IT, o którym już wspominałam, a które potwierdziło skuteczność terapii EPA, wytyczne omawiają także wyniki badania STRENGTH. Ta obserwacja przyniosła rezultaty niemal odwrotne do REDUCE-IT – nie wykazała bowiem pozytywnego wpływu suplementacji omega-3 na redukcję ryzyka sercowo-naczyniowego, ani na tzw. złożony punkt końcowy, obejmujący m.in. zawał serca, udar mózgu czy zgon sercowo-naczyniowy.
Różnice między tymi badaniami zostały szczegółowo omówione w wytycznych. W badaniu REDUCE-IT oceniano czysty EPA, natomiast w badaniu STRENGTH – mieszaninę EPA i DHA. To właśnie ta różnica w składzie preparatu mogła mieć kluczowe znaczenie dla odmiennych wyników.
Podsumowując: aktualne zalecenia podtrzymują możliwość stosowania wysokooczyszczonego EPA u pacjentów z hipertriglicerydemią, zwłaszcza gdy mimo leczenia statynami nie udaje się osiągnąć właściwego poziomu lipidów. Natomiast stosowanie mieszanek EPA i DHA – typowych dla większości dostępnych suplementów diety – nie znajduje obecnie potwierdzenia w dowodach naukowych i nie jest profilaktycznie, rutynowo zalecane w prewencji chorób sercowo-naczyniowych. W tych sytuacjach pierwszym krokiem powinna być modyfikacja diety.
Zapraszamy do obejrzenia rozmowy!
Udostępnij artykuł: