Kompendium24.pl

Medibas.pl

Kontakt

Reklama

E-wydanie

Szukaj

Więcej

Kardiologia

Polska prewencja wzorem dla Europy. Prof. Maciej Banach o nowej erze w walce z „najcichszym zabójcą”

Opublikowano:

Prof. dr hab. n. med. Maciej Banach Fot. Emilia Zielińska

Choroby sercowo-naczyniowe pozostają główną przyczyną zgonów w Europie, a kraje jej regionu środkowo-wschodniego wciąż mierzą się ze znacząco wysokim ryzykiem występowania tych schorzeń i ograniczonymi zasobami systemowymi. O lukach w dotychczasowych strategiach, potrzebie przesunięcia ciężaru z leczenia na prewencję, roli Polski we wprowadzaniu takich zmian w kardiologii mówi prof. Maciej Banach, laureat 4. miejsca Listy Stu 2025.


Anna Rogala


Rok 2025 stał się dla polskiej kardiologii czasem pełnego podmiotowości wejścia na arenę międzynarodową. Dzięki inauguracji Europejskiego Programu dla Prewencji, nasz region przestał być jedynie odbiorcą globalnych trendów, stając się ich aktywnym współtwórcą. Polska, opierając się na sukcesach modeli takich jak KOS-zawał, udowadnia dziś, że dysponuje gotowymi rozwiązaniami, które mogą stać się wzorcem dla całej Europy.

O tym, dlaczego walka z cholesterolem wymaga standardów jak w onkologii, jak zredukować liczbę incydentów sercowych o połowę oraz dlaczego w medycynie prewencyjnej to czas jest najgroźniejszym wrogiem, rozmawiamy z prof. Maciejem Banachem – kardiologiem, przewodniczącym Koalicji „Liga Walki z Cholesterolem”, który zajął 4. miejsce w rankingu Lista Stu 2025 - osób mających największy wpływ na rozwój polskiej medycyny i ochrony zdrowia.

O KIM MOWA

Prof. dr hab. n. med. Maciej Banach, specjalista w dziedzinie kardiologii, hipertensjologii i lipidologii, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, prorektor ds. Collegium Medicum, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II


W czerwcu 2025 r. zainaugurowany został pod pana przewodnictwem Europejski Program dla Prewencji. Czym różni się on od wcześniejszych inicjatyw europejskich i w jakim stopniu dopełnia dotychczasowe strategie profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych w Europie Środkowo-Wschodniej?

Przede wszystkim stanowi on przejaw nieustannej walki o skuteczną diagnostykę, wczesne rozpoznawanie tych chorób oraz realny dostęp do ich leczenia w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce. Kraje tego regionu z powodów historycznych, społecznych i systemowych wciąż cechuje wysokie i bardzo wysokie ryzyko sercowo-naczyniowe. W praktyce oznacza to, że owo zagrożenie towarzyszy nam od urodzenia i jest istotnie wyższe niż w Europie Zachodniej czy Północnej.

Europejski Program dla Prewencji (EPP) powstał w efekcie konkretnej obserwacji. Otóż w europejskiej debacie na ten temat właściwie nie istniejemy jako region, mimo że dysponujemy licznymi, zwalidowanymi i skutecznymi programami prewencyjnymi. Gdy mówi się o dobrych praktykach, niemal zawsze przywoływane są przykłady z Francji, Belgii, Hiszpanii czy Holandii. Tymczasem Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają na tym polu realne osiągnięcia. Polskie programy, takie jak: KOS-zawał, KOS-udar, KOS-BAR, bilans sześciolatka, edukacja zdrowotna, Moje Zdrowie, koordynowana opieka w POZ nie są wystarczająco upowszechniane ani wykorzystywane jako transferowalne modele.

Celem EPP jest więc zebranie tych rozwiązań na jednej, spójnej platformie, co umożliwi wymianę doświadczeń oraz implementację sprawdzonych modeli w krajach o podobnej strukturze populacyjnej. To znacznie ułatwi przenoszenie skutecznych programów, np. z Polski do Czech czy na Słowację, bez konieczności budowania wszystkiego od zera. Te doświadczenia mogą być, i jestem pewien, że będą, również inspirujące dla krajów Europy Zachodniej.

Dodatkowym elementem jest silne osadzenie programu w europejskich i globalnych inicjatywach, takich jak EU Safe Hearts Plan, projektach WHO czy World Heart Federation (WHF). Wartością dodaną jest także stworzenie eksperckiego zaplecza, które będzie faktycznym partnerem dla decydentów unijnych. Chodzi również o to, aby w przyszłych budżetach unijnych uwzględnić realne wyrównywanie nierówności zdrowotnych, bo bez dedykowanych środków finansowych prewencja pozostanie jedynie postulatem.

Niezależną częścią programu są liczne inicjatywy związane z propagowaniem prewencji w regionie, a także łączenie i budowanie nowych dużych baz danych, by lepiej monitorować czynniki ryzyka i choroby, w tym choroby rzadkie, które wciąż stanowią olbrzymie wyzwanie dla krajów tej części Europy.

Jako przewodniczący Koalicji „Liga Walki z Cholesterolem” wskazał pan bardzo ambitny cel: redukcję liczby zdarzeń sercowo-naczyniowych w Polsce o 50 proc. Jakie działania przybliżą jego osiągnięcie?

Ta liczba nie jest ani przypadkowa, ani życzeniowa. Wynika ona bezpośrednio z danych naukowych, które pokazują, że utrzymywanie prawidłowego stężenia cholesterolu LDL przez całe życie może zmniejszyć ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych nawet o 55 proc. w perspektywie kilkudziesięciu lat. Najnowsze analizy Global Burden of Disease (GBD), opublikowane pod koniec 2025 r., wskazują, że wysokie stężenie cholesterolu LDL odpowiada globalnie za blisko 4 mln zgonów rocznie. W Polsce mówimy o ok. 160 tys. zgonów sercowo-naczyniowych rocznie. Gdybyśmy skutecznie kontrolowali cholesterol LDL, moglibyśmy zmniejszyć tę liczbę nawet o 30 tys. To ogromny potencjał zdrowotny i systemowy.

Kluczowe jest jednak postępowanie kompleksowe. Nie możemy działać wyłącznie „LDL-centrycznie”. Wysokie wartości cholesterolu są najczęściej występującym i jednym z najważniejszych, ale nie jedynym czynnikiem ryzyka. Dlatego Koalicja łączy środowiska pacjentów, lekarzy, samorządowców, decydentów, przemysłu i mediów, a zakres jej działań obejmuje również otyłość, nadciśnienie, cukrzycę i styl życia. Z tego względu chcemy być jej częścią i realnie współpracować z partnerami na rzecz eliminowania innych czynników ryzyka sercowo-naczyniowego.

Jednym z największych problemów wciąż pozostaje niska świadomość społeczna zagrożeń zdrowotnych. Zaledwie ok. 10-13 proc. Polaków wie, jakie miało stężenie cholesterolu w ciągu ostatnich 12-24 miesięcy. Tymczasem miażdżyca rozwija się latami i nie daje objawów, dlatego cholesterol bywa nazywany „najcichszym zabójcą”. Bez powszechnego monitorowania jego stężenia i skutecznej edukacji nie osiągniemy przełomu.

Brał pan udział w opracowaniu najnowszych wytycznych dotyczących leczenia zaburzeń lipidowych w prewencji udaru mózgu. Co stanowi największą zmianę w stosunku do dotychczasowych zaleceń i dlaczego była ona potrzebna?

Do tej pory mieliśmy do czynienia z pewną fragmentaryzacją podejścia terapeutycznego. Kardiologia bardzo dobrze sobie radziła z prewencją zawałów, udary mózgu pozostawały domeną neurologii, a choroba naczyń obwodowych – chirurgii naczyniowej. Tymczasem miażdżyca jest procesem ogólnoustrojowym (ja często porównuję ją do rozsianego nowotworu), stąd wymaga spójnych celów terapeutycznych.

W nowych rekomendacjach, przygotowanych we współpracy z Radą ds. Udaru Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, po raz pierwszy jasno wskazaliśmy, że cele leczenia lipidowego po udarze niedokrwiennym mózgu nie mogą być inne niż po zawale serca. Nie ma uzasadnienia, aby pacjent neurologiczny miał mniej intensywną terapię niż pacjent kardiologiczny, z zastosowaniem obecnego złotego standardu postępowania, opartego na natychmiastowym leczeniu złożonym zaburzeń lipidowych.

Wytyczne porządkują również podejście do różnych typów udarów oraz jasno pokazują, że skuteczna prewencja pierwotna – kontrola cholesterolu, lipoproteiny(a), masy ciała i glikemii – ma kluczowe znaczenie dla ograniczenia ryzyka pierwszego incydentu.

Pana metaanaliza dotycząca natychmiastowej terapii skojarzonej zaburzeń lipidowych była szeroko komentowana w mediach międzynarodowych. Jakie ma ona znaczenie dla bezpieczeństwa pacjentów?

To rzeczywiście jeden z projektów, który zmienia sposób myślenia o leczeniu. Tradycyjny model postępowania „krok po kroku” zakładał stopniową intensyfikację terapii, co w praktyce oznaczało miesiące opóźnień w osiąganiu docelowych wartości LDL. U pacjentów bardzo wysokiego ryzyka to czas, którego po prostu nie mamy.

Metaanaliza 14 badań randomizowanych, obejmujących prawie 110 tys. pacjentów bardzo wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego, jednoznacznie pokazała, że natychmiastowa terapia skojarzona statyna + ezetymib nie tylko szybciej i skuteczniej obniża LDL, o 85 proc. zwiększa szansę na osiągnięcie celu leczenia dla cholesterolu tej frakcji, ale też realnie zmniejsza liczbę udarów, incydentów sercowo-naczyniowych i wydłuża życie.

Co więcej, leczenie skojarzone poprawia adherencję, ponieważ przyjmowanie jednej tabletki oznacza mniejsze ryzyko przerwania terapii. To bezpieczne, skuteczne i racjonalne postępowanie, które powinno stać się standardem u pacjentów najwyższego ryzyka, szczególnie że nareszcie nasze podejście zostało zaakceptowane w europejskich wytycznych.

Jaką rolę odgrywa dziś Polska i Europa Środkowo-Wschodnia w globalnym rozwoju kardiologii prewencyjnej?

Przez lata byliśmy niedoceniani w kardiologii prewencyjnej, ale to się wyraźnie zmienia. Dziś nie mamy, a na pewno nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów wobec Zachodu, ponieważ projektujemy badania, publikujemy w najlepszych czasopismach i inicjujemy zmiany, które są wdrażane globalnie. Powstanie Międzynarodowego Panelu Ekspertów Lipidowych ponad 10 lat temu było odpowiedzią na potrzebę budowania własnych, silnych struktur naukowych oraz wzmocnienia nauki i praktyki w obszarze chorób sercowo-naczyniowych właśnie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Nowe pokolenie lekarzy i naukowców z naszego regionu jest bardzo dynamiczne, otwarte i nastawione na współpracę międzynarodową. To ogromny kapitał na przyszłość.

Co pana pobudza do działania i skąd czerpie pan inspirację w codziennej pracy?

Najprościej mówiąc, do działania napędza mnie potrzeba zmiany – tak wiele mamy przecież jeszcze do zrobienia. Mam silne poczucie, że wiedza medyczna powinna realnie przekładać się na zdrowie populacji, zamiast kończyć swój bieg na publikacjach czy konferencjach. Często przywołuję hasło: „make a difference”, bo to dla mnie coś znacznie więcej niż tylko chwytliwy slogan.

Oczywiście, bywają momenty frustracji, gdy system nie nadąża za nauką, wiedzą czy innowacjami, a najczęściej tak jest. Widząc jednak, jak przez ostatnie kilkanaście lat poprawiły się w Polsce wyniki leczenia zaburzeń lipidowych – trzykrotnie więcej pacjentów ma prawidłowe stężenie cholesterolu LDL – jestem przekonany, że konsekwentne działania przynoszą wymierne efekty. To daje mi ogromną satysfakcję i impuls do dalszej pracy. Tylko czas jest naszym największym ograniczeniem i wrogiem.

Cenię sobie również możliwość współtworzenia i współuczestniczenia w projektach wykraczających poza ramy medycyny klinicznej, jak bilans sześciolatka, edukacja zdrowotna czy wprowadzenie przesiewowego oznaczania lipoproteiny(a) w programie Moje Zdrowie. Nawet jeśli zajęcia z edukacji zdrowotnej mają dziś charakter fakultatywny, to stanowią ważny krok w dobrym kierunku. Zawsze podaję tu przykład Słowenii: położenie tam nacisku na opiekę koordynowaną w prewencji pierwotnej zaowocowało po dekadzie niemal 50-procentową redukcją zgonów z przyczyn sercowo-naczyniowych. To jest dokładnie ten cel, do którego dążymy.

Wszystko to wypływa z pewnej wewnętrznej niespokojności: nie potrafię funkcjonować w trybie „nicnierobienia”. Mam w sobie ogromne pokłady energii i potrzebę działania, niekiedy wręcz graniczącą z pracoholizmem, którą dziś staram się – mniej lub bardzie udolnie – coraz precyzyjniej ukierunkowywać.

Jak w takim razie udaje się panu zachować work-life balance i dbać o własne zdrowie?

Nie jestem mistrzem klasycznego odpoczywania. Najlepiej regeneruję się w ruchu – podczas długich spacerów, pływania, aktywnego zwiedzania. Z żoną potrafimy przejść kilkanaście kilometrów dziennie, szczególnie w trakcie krótkich wyjazdów i właśnie wtedy najłatwiej porządkuję myśli.

Codzienna aktywność fizyczna to dla mnie absolutny fundament – nawet w najbardziej intensywnym okresie staram się znaleźć na nią czas, często dopiero późnym wieczorem. Nie palę, unikam alkoholu, pilnuję diety na tyle, na ile pozwala tryb pracy, i coraz większą wagę przykładam do snu, czego kiedyś zupełnie nie doceniałem. Regularnie się badam, czasem aż nadto dokładnie, ale uważam, że lekarz, który mówi o prewencji, powinien zaczynać od siebie. Dla mnie to nie tylko kwestia zdrowia, ale też wiarygodności.

Rozmawiała Anna Rogala

Udostępnij artykuł:

Czytaj więcej


Liczenie procedur to za mało. Jak oceniać rzeczywistą jakość w kardiologii?

Kardiologia

Liczba wykonanych koronarografii, zabiegów angioplastyki wieńcowej (PCI), zabiegów na zastawkach serca, implantacji urządzeń takich jak np. stymulatory serca, kardiowertery-defibrylatory, stymulatory resynchronizujące - a także sama...