Prawo
Zarzuty dla lekarek ws. śmierci chorej na covid pielęgniarki
Opublikowano:
Lubelska prokuratura postawiła zarzuty dwóm lekarkom, które wydały decyzję o transporcie z Kozienic do Warszawy pielęgniarki z COVID-19. Kobieta zmarła. Fot. iStock
Dwie lekarki ze szpitala w Kozienicach usłyszały zarzuty w związku ze śmiercią chorej na COVID-19 pielęgniarki z tej placówki. Śledztwo od 2020 r. prowadzi Prokuratura Okręgowa w Lublinie. W najbliższym czasie prokurator planuje zlecenie uzupełniających opinii biegłych.
JW/PAP
Dwie lekarki ze szpitala w Kozienicach zdecydowały o przewiezieniu do kliniki w Warszawie pielęgniarki chorej na covid z narastającą ostrą niewydolnością oddechową.
Karetka nie miała odpowiedniej aparatury, pielęgniarka zmarła.
Lekarki usłyszały zarzuty dotyczące narażania pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w sytuacji, gdy ciążył na nich obowiązek opieki nad chorą.
Za przestępstwo to grozi za kara pozbawienia wolności do 5 lat.
59-letnia pielęgniarka ze szpitala w Kozienicach zmarła w szczycie pandemii, w kwietniu 2020 r., tuż po jej przewiezieniu karetką z kozienickiego szpitala do Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie.
Zarzuty dla lekarek ws. śmierci pielęgniarki. Co się zdarzyło?
Decyzję o transporcie kobiety do Warszawy podjęły Elżbieta K. i Małgorzata G. - lekarki z kozienickiego szpitala, w którym pracowała pielęgniarka. Według śledczych już w momencie, kiedy zdecydowano o przewiezieniu chorej do kliniki w stolicy, samopoczucie pacjentki nie było dobre, miała ona problemy z oddychaniem.
– Jednak mimo narastającej ostrej niewydolności oddechowej u pacjentki, lekarki nie zleciły konsultacji anestezjologicznej, w celu oceny stanu zdrowia chorej – powiedziała prokurator.
PRZECZYTAJ TAKŻE:Prof. Gellert: lekarz, pielęgniarka, farmaceuta - musimy uczyć ich komunikowania
Lekarki wydały natomiast zgodę na przetransportowanie kobiety do Warszawy słabo wyposażoną karetką, m.in. bez zabezpieczonej wentylacji mechanicznej i stałego monitorowania podstawowych parametrów saturacji. - W ocenie powołanych przez prokuraturę biegłych zdynamizowało to przebieg procesów chorobowych, które zaczęły zagrażać życiu pacjentki – podkreśliła rzeczniczka prokuratury.
Problemy z chorą zaczęły się już w trakcie trwającego około 50 minut transportu z Kozienic do Warszawy. Kiedy 59-latka dotarła w końcu do kliniki MSWiA, od razu podjęto reanimację, która trwała godzinę. Kobieta jednak zmarła.
Stan zdrowia pielęgniarki się pogarszał, stąd decyzja o przewiezieniu do Warszawy
Niedługo po zdarzeniu zawiadomienie do prokuratury złożył zastępca dyrektora ds. medycznych warszawskiej kliniki.
Zanim chora na COVID-19 pielęgniarka trafiła do Warszawy, była leczona na oddziale wewnętrznym w szpitalu w Kozienicach. Jak informował wówczas kozienicki szpital, chorej trzykrotnie wykonano badania na obecność koronawirusa i dopiero ostatni wynik okazał się pozytywny. O jej przewiezieniu do kliniki w Warszawie zdecydowano ze względu na pogarszający się stan zdrowia kobiety.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Lekarz, pielęgniarka, ratownik – komu Polacy ufają najbardziej?
Udostępnij artykuł: