Polityka lekowa
Nowy model dystrybucji leków - czym jeszcze zaskakuje SZNUR?
Opublikowano:
Alternatywny model dystrybucji leków i nowa czwarta kategoria refundacyjna - o tym m.in. mówiono w trakcie spotkania uzgodnieniowego w Ministerstwie Zdrowia dot. projektu nowelizacji ustawy refundacyjnej, która została przekazana do konsultacji. Resort zdrowia planuje, że nowelizacja ustawy wejdzie w życie 1 stycznia 2026 r.
2 czerwca Ministerstwo Zdrowia zorganizowało spotkanie uzgodnieniowe dot. projektu nowelizacji ustawy refundacyjnej, która niedawno została przekazana do 30-dniowych konsultacji społecznych. Do udziału w nim zaproszono m.in. przedstawicieli branży farmaceutycznej i organizacji pacjenckich.
Nowa – czwarta kategoria dostępności leków
Przypomnijmy. 22 maja Ministerstwo Zdrowia przedstawiło projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej, określany jako SZNUR, czyli szeroka nowela ustawy. Znalazło się w nim około 100 zmian - w tym 30 zmian o charakterze deregulacyjnym. Zaproponowane przez resort zmiany mają m.in. stymulować do składania wniosków refundacyjnych, wprowadzają również nową ścieżkę refundacyjną dla chorób rzadkich i szybszą ścieżkę refundacyjną dla innowacyjnych leków.
Uczestnicy spotkania w resorcie zdrowia skupili się na nowych rozwiązaniach zawartych w projekcie, jak czwarta kategoria dostępności refundacyjnej. Mateusz Oczkowski, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Lekowej w Ministerstwie Zdrowia tłumaczył, że jest to kategoria pośrednia między program lekowym (PL) a apteką dla terapii nieonkologicznych, w tym również terapii rzadkich. - Będzie ona dedykowana terapiom, których koszty są nieadekwatne do szeroko dostępnej kategorii aptecznej, a jednocześnie reżim narzucony w programach lekowych wpływał na ich ograniczoną dostępność - podkreślał.
- Cele stworzenia tej nowej kategorii dostępności to przede wszystkim zwiększenie dostępności terapeutycznej do nowoczesnych technologii, zwiększenie puli świadczeniodawców, zmniejszenie barier administracyjnych, skrócenie kolejek pacjentów, zwiększenie potencjału i znaczenia terapii zgeneralizowanych i biopodobnych, zmniejszenie wydatków płatnika na obsługę programów lekowych, zagwarantowanie bezpieczeństwa pacjenta poprzez prowadzenie terapii w AOS i kontrola dostępności produktu wrażliwego dzięki ordynacji przez specjalistę - wyliczał Oczkowski i podkreślił, że dla MZ kluczowe jest to, jak dany specjalista taką terapię będzie realizował.
Jak zwrócił uwagę, nowa kategoria oznacza inny reżim prawny, polegający nie tylko na innych wskazaniach, ale również innych "obowiązkach" pacjenta, który m.in. nie będzie musiał tak często monitorować swojego stanu, jak to wygląda w PL. W tym modelu zwiększa się też liczba ośrodków prowadzących terapie. Te będą dostępne nie tylko w szpitalach, ale i w przychodniach.
Oczkowski przekazał, że resort jest otwarty na dyskusję dotyczącą zasad dystrybucji leków w ramach tej kategorii. Jak wyjaśnił, rozwiązanie, które jest brane pod uwagę przez resort, to model, w którym pacjent odbiera terapię w aptece ogólnodostępnej. - Rozważamy wprowadzenie nowej definicji recepty do lecznictwa zamkniętego, która mogłyby być wydawana w programach lekowych i w ambulatorium. Zasadą byłoby, że jest jeden lekarz prowadzący, jeden świadczeniodawca, jeden pacjent, jedna recepta i jedna apteka. Recepta byłaby wydawana pacjentowi na terapię długotrwałą, na maksymalny okres monitorowania. Chory w ten sposób zostałby zabezpieczony w odpowiednią ilość leku potrzebną do momentu kolejnej wizyty lekarskiej - tłumaczył.
Jakie terapie znalazłyby się w nowej kategorii?
Terapie objęte nową kategorią byłyby umieszczane w wykazie, który zostałby dołączony do obwieszczenia refundacyjnego. MZ dzięki temu mogłoby co trzy miesiące na nowo kreować wykaz, dodając kolejne pozycje albo z niektórych się wycofywać.
Ważne! Czwartą kategorią mogłyby być objęte jedynie terapie podawane doustnie lub podskórnie.
Jak zaznaczył Oczkowski, do modelu byliby kwalifikowani jedynie pacjenci współpracujący, czyli tacy, którzy regularnie zażywają leki i są w stanie stabilnym. - Na początku zakwalifikowana osoba przechodziłaby szkolenie z podawania leku. W grę wchodziłaby też weryfikacja adherencji. Pacjent, który nie stosowałby się do zasad terapii, traciłby możliwość dalszej opieki w tym modelu - zaznaczył.
Benefitem dla aptek w tym modelu ma być marża związanym z wydaniem leku pacjentowi. Jak podkreślał wicedyrektor Departamentu Lekowego, w przypadku leków, których koszt to kilka tysięcy złotych, nawet niewielka część marży byłaby dla apteki korzystna.
W trakcie spotkania zwrócono uwagę na obszar, który w tym rozwiązaniu wymaga jeszcze dopracowania - chodzi o cenę zakupu leków oryginalnych i leków generycznych. W tym zakresie Mateusz Oczkowski zadeklarował gotowość do wypracowania optymalnego rozwiązania z przedstawicielami branży farmaceutycznej.
Udostępnij artykuł: