Kompendium24.pl

Medibas.pl

Kontakt

Reklama

E-wydanie

Szukaj

Więcej

Kształcenie

Eksperci: czas skończyć z patologiami w szkoleniach specjalizacyjnych. Liczy się jakość, a nie ilość [DEBATA]

Opublikowano:

Rosnąca liczba absolwentów kierunków lekarskich wymusza zwiększanie liczby miejsc specjalizacyjnych, a z tym już teraz jest wiele problemów. Dlaczego? Bo są szpitale, w których na pięć sal operacyjnych jest blisko dwudziestu rezydentów. W efekcie odbywają się losowania, który z nich będzie na bloku. Nie jest rzadkością, że młodzi lekarze pozostają bez nadzoru doświadczonych specjalistów, łata się nimi też dziury w szpitalnych grafikach. W efekcie dobrej jakości kształcenie specjalizacyjne już dziś bywa towarem luksusowym. O tym m.in. mówiono podczas debaty "Pulsu Medycyny". Zapraszamy do oglądania!

Czytaj więcej o:

Wideo

Katarzyna Lisowska


Na jakich kadrach lekarskich nam zależy? Jak zmienić proces kształcenia, by zyskał lekarz, pracodawca, a przede wszystkim pacjent? O tym mówiono w czasie debaty Pulsu Medycyny pt. ”Jakość kształcenia specjalizacyjnego lekarzy inwestycją w bezpieczeństwo pacjentów. Oczekiwania i wyzwania” zorganizowanej w SPSK im. prof. W. Orłowskiego CMKP w Warszawie.

Nieprawidłowości w procesie szkolenia specjalizacyjnego

Większość lekarzy po ukończonych studiach decyduje się na specjalizację. Zapewnienie wysokiej jakości kształcenia ma fundamentalne znaczenie dla przyszłych umiejętności lekarza. – Niestety, aż 23 proc. rezydentów zgłasza, że nie otrzymuje pomocy merytorycznej od starszych i bardziej doświadczonych kolegów. Co szósty rezydent był zmuszony do dyżurowania na kilku "odcinkach" szpitala – tak wynika z raportu Porozumienia Rezydentów opisującego realizację tych szkoleń.

- Skala oraz rodzaj zasygnalizowanych nieprawidłowości w badaniu wskazują, że mamy spory, systemowy problem. 23 proc. rezydentów w trakcie dyżuru mimo zapewnień nie miało możliwości skonsultowania się z bardziej doświadczonym lekarzem. Zgodnie z ustawą o zawodzie lekarza i lekarza dentysty kierownik specjalizacji jest zobowiązany do pomocy swojemu podopiecznemu i konsultacji w sytuacjach kryzysowych czy problemowych – mówił Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.

Jak wyliczał, rezydenci bywają pozostawieni na dyżurach sami sobie z telefonem jedynie do innego rezydenta, są zmuszani do dyżurowania jednocześnie na kilku oddziałach, czasami w różnych budynkach oraz dopisywanie dodatkowych godzin na nocnej i świątecznej opiece w ramach umowy rezydenckiej. - Są szpitale, gdzie rezydentów jest zbyt wielu, co sprawia, że nie mają oni realnie szans zobaczyć, jak wygląda dana procedura, którą mają w programie specjalizacji. Są i takie, gdzie jeden lekarz ma pod opieką 350 pacjentów, co jest absurdem. Mamy sygnały, że rezydenci są wysyłani na SOR, chociaż tego nie ma w programie szkoleń – zaznaczył i dodał, że takie sytuacje to droga do popełnienia błędu w wirze pracy i narażenia bezpieczeństwa pacjenta. Jak przyznał Krajewski, część tych nieprawidłowości nie jest jednak zgłaszana przez rezydentów w obawie przed negatywnymi konsekwencjami takiego zgłoszenia.

Kolejnym problemem, jaki ujawniło badanie Porozumienia Rezydentów, jest to, że wymagane staże i procedury często nie są, z różnych powodów, realizowane w trakcie szkolenia specjalizacyjnego a mimo to w oficjalnych dokumentach widnieją jako zrealizowane. Oznacza to, że mamy przypadki poświadczania nieprawdy m.in. przez kierowników specjalizacji, rezydentów i placówki, gdzie szkolenie się odbywa.

ZOBACZ TAKŻE: Szkolenie lekarzy po polsku. Fikcyjne staże, brak wsparcia kierowników specjalizacji i rezydenci jako tania siła robocza

Prof. Szczeklik: nie może być przyzwolenia na pracę rezydenta bez nadzoru

Prof. Wojciech Szczeklik, kierownik Ośrodka Intensywnej Terapii i Medycyny Okołozabiegowej Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie oraz Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii w 5. Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką w Krakowie, komentując konkluzje raportu, stwierdził, że niedopuszczalne są sytuacje, gdy rezydenci pozostają bez nadzoru bardziej doświadczonego specjalisty.

Takie sytuacje to prosta droga do pomyłek i wypalenia zawodowego. Dziwi mnie, że to nie jest zgłaszane wewnętrznie. Ja chciałbym mieć takie informacje od razu, żeby wyciągać z nich konsekwencje. To, że zdarzają się przypadki, tak jak wiemy np. w psychiatrii, że lekarz ma pod opieką kilkuset pacjentów, to są sytuacje niebezpieczne, które wymagają pilnej systemowej zmiany – mówił prof. Wojciech Szczeklik.

Jak wyjaśniał, w anestezjologii i intensywnej terapii tych procedur, które powinny być zrealizowane w trakcie szkolenia specjalizacyjnego, jest sporo. – Rekrutacja na nie odbywa się w oparciu o liczbę procedur, które mogą być wykonane w danej jednostce, na szkolącego i to powinno być przestrzegane – wskazał prof. Szczeklik.

Prof. Owczuk: napór na to, żeby tworzyć jeszcze więcej miejsc specjalizacyjnych, będzie rósł

W tym samym tonie wypowiadał się prof. Radosław Owczuk, prezes Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Zaznaczył, że w jego dziedzinie sytuacja jest o tyle lepsza, że obowiązuje standard organizacyjny, określony w rozporządzeniu ministra zdrowia. – On wymusza pewne rzeczy, w tym reguluje status lekarzy szkolących się – tłumaczył.

- Natomiast prawda też jest taka, że z rozporządzenia koszykowego, jeżeli chodzi o świadczenia szpitalne, wynikają różne, bardzo dziwne zapisy. Na przykład na neurochirurgii nie musi dyżurować specjalista, czego nie jestem w stanie pojąć. Wciąż dziwi mnie reakcja decydentów na to, co się dzieje. Kiedy słyszę, że w szpitalu uniwersyteckim odbywa się losowanie, którzy rezydenci wejdą na blok, a którzy będą odbywać tak zwane samokształcenie bez nadzoru, to to jest zatrważające - podkreślał prof. Owczuk.

Dodał, że rozumie działania osób zarządzających podmiotami leczniczymi. - Tak, rezydenci to również siła robocza, zresztą opłacana przez ministra zdrowia, szczególnie w naszym przypadku, kiedy zmieniły się przepisy i dozwolono na samodzielne znieczulanie po drugim roku specjalizacji. Ale nie może być tak, że ktoś, mając cztery sale operacyjne, ma 17 miejsc rezydenckich, bo wtedy niemożliwe jest, żeby efektywnie kształcić. Nie da się pewnych rzeczy nauczyć i potem wykonywać samodzielnie, jeżeli się czegoś nie zrobiło w trakcie szkolenia specjalizacyjnego, a ci młodzi ludzie za dwa, trzy lata pójdą samodzielnie pracować. Zacznijmy uczciwie kształcić, szczególnie w tych specjalizacjach, gdzie aspekt szkolenia technicznego jest bardzo ważny. Tak jest w specjalizacjach zabiegowych. Już za chwilę sami będziemy pacjentami obecnie kształconych lekarzy – apelował prof. Owczuk i ostrzegał, że napór na to, żeby tworzyć jeszcze więcej miejsc specjalizacyjnych, będzie jeszcze większy, dlatego że w kolejnych latach więcej ludzi będzie kończyło kierunki lekarskie.

Dr hab. n. pr. Radosław Tymiński, adwokat specjalizujący się w prawie medycznym i farmaceutycznym, odnosząc się do poświadczania staży, których młodzi lekarze nie odbyli, ocenił, że opisane przez rezydentów nieprawidłowości dzieją się, ponieważ mamy systemowe przyzwolenie na pewne patologiczne praktyki, jak fałszowanie dokumentacji urzędowej.

Jakość kształcenia kadr medycznych dziś to bezpieczeństwo pacjentów jutro - zaznaczył mec. Radosław Tymiński.

Prof. Owczuk, w trakcie dyskusji zaapelował do Ministerstwa Zdrowia o częstsze i bardziej wnikliwe kontrole w jednostkach, którym przyznano akredytację na organizowanie szkoleń, oraz weryfikowanie akredytacji.

Prof. Jankowski: trudności w obsadzie dyżurów to problem systemowy

Z ramienia CMKP w debacie uczestniczyli: prof. dr hab. n. med. Piotr Jankowski, zastępca dyrektora ds. naukowych – prorektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Gerontokardiologii CMKP w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie, oraz mgr Marta Opałka, naczelnik Biura Programów, Akredytacji i Kontroli Szkolenia, pełnomocnik dyrektora ds. akredytowanych form szkolenia w zawodach medycznych w Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Prof. Jankowski przyznał, że programy specjalizacji się zmieniają, ale nie zawsze podążają za zmianami, jakie zachodzą w medycynie. - Pewnych procedur, niezbędnych do realizacji szkolenia, po prostu nie można w dzisiejszych czasach wykonać. Z pewnością wszelkie nieprawidłowości identyfikowane w czasie szkolenia powinny być zgłaszane – w pierwszej kolejności do kierownika specjalizacji, ordynatora oddziału czy dyrektora szpitala, a jeżeli to nie przyniesie efektów – do dyrektora CMKP - stwierdził odnosząc się do informacji, że rezydenci nie zawsze takie sytuacje nagłaśniają. Zwrócił uwagę, że CMKP ma możliwość i bez tego weryfikowania faktycznego przebiegu szkolenia.

Profesor wrócił też do trudności w obsadzie dyżurów, co jak ocenił, jest przede wszystkim problemem systemowym. - Ustawowy obowiązek aktualizowania programów specjalizacji powinien uwzględniać dzisiejsze realia systemu ochrony zdrowia, również w zakresie aktualnej specyfiki i liczby świadczeń zdrowotnych – podkreślił prof. Jankowski.

Faktycznie w wielu szpitalach tak wygląda praca dyżurowa, jak mówią rezydenci. Specjaliści też tak pracują, też tak dyżurują. Stosowany jest szantaż moralny, bo lekarze słyszą, że jeśli się nie zgodzą zabezpieczyć oddziału i np. SOR, pacjenci zostaną bez pomocy - przyznał prof. Piotr Jankowski.

Z kolei Marta Opałka wyjaśniła, że przepisy ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty przewidują pięcioletni okres akredytacji i ewentualne zmiany w tym zakresie wymagają nowelizacji przepisów. Również ona odniosła się do kwestii samodzielnego dyżurowania specjalizantów, podkreślając, że w określonych warunkach jest to dopuszczalne prawnie. - Kluczową rolę w bieżącym i systematycznym przestrzeganiu tych reguł pełnią jednak kierownicy jednostek szkolących, kierownicy specjalizacji i lekarze kierujący pracą oddziałów. CMKP ma możliwość weryfikowania faktycznego przebiegu szkolenia głównie w toku prowadzonych postępowań kontrolnych. Bieżący monitoring odbywa się bowiem, przede wszystkim, z użyciem ankiet i narzędzi cyfrowych - wyjaśniła.

Przedstawiciele CMKP zadeklarowali gotowość do intensyfikacji działań m.in. w zakresie kontroli realizacji szkolenia, apelując także o zgłaszanie konkretnych przypadków łamania obowiązujących reguł szkolenia specjalizacyjnego.

Eksperci: rezydenci powinni znać specyfikę pracy w szpitalach powiatowych

Uczestnicząca w debacie wiceminister zdrowia Urszula Demkow, odpowiadająca za kadry medyczne w resorcie, również zgodziła się, że sytuacje, gdzie rezydent pozostaje bez nadzoru, są niedopuszczalne. - Nie powinno się też "łatać dziur" rezydentami. Są to jeszcze młodzi ludzie, wciąż nieprzygotowani do samodzielnej pracy klinicznej. Medycyna jest sztuką, nie da się jej nauczyć wyłącznie z książki - komentowała.

Zaznaczyła, że w kształceniu kolejnych kadr lekarskich być może za daleko poszliśmy w zawężeniu specjalizacji, co może negatywnie wpływać na jakość pracy lekarzy. Jak wskazała, być może rozwiązaniem byłoby odejście od specjalizacji wąskich i powrót np. interny czy chirurgii ogólnej na należne im miejsce w systemie kształcenia podyplomowego. – Lekarz powinien wiedzieć więcej i patrzeć szerzej. Przed przejściem do Ministerstwa Zdrowia pracowałam w szpitalu dziecięcym. Pamiętam, że każdego tygodnia trafiało tam dziecko, u którego lekarze nie rozpoznali choroby nowotworowej – przyznała Demkow. Wiceminister mówiła, że należy też zastanowić się, czy części problemów, jakie mają miejsce w kształceniu podyplomowym, nie udałoby się rozwiązać, umożliwiając prowadzenie szkoleń we wszystkich szpitalach od powiatowych, po placówki uniwersyteckie. - Oczywiście przy określaniu ścisłych warunków akredytacji do szkolenia - zaznaczyła.

Także w ocenie dr. n. o zdr. Tomasza Kopca, dyrektora Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. W. Orłowskiego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie, warto budować taki model szkolenia specjalizacyjnego, by rezydenci poznawali specyfikę pracy w szpitalach powiatowych, gdyż to właśnie te placówki stanowią większość w systemie ochrony zdrowia. Przyznał, że to, o czym mówią rezydenci, jest wyzwaniem, z którym mierzy się wielu dyrektorów szpitali. Jak jednak podsumował, "to, że szkolący się lekarze są przesuwani np. na SOR, jest konsekwencją wydarzeń losowych, szczupłej kadry, dużych problemów z dostępem do specjalistów. Więc albo decydujemy się wstrzymać realizacje świadczeń, albo staramy się kontynuować tak, jak możemy".

Zapraszamy do oglądania.

Udostępnij artykuł:

Czytaj więcej


Mikrokrążenie pod lupą kardiologa. Prof. Agnieszka Olszanecka: za mało myślimy o jego ocenie i leczeniu

Kardiologia

Mikrokrążenie odpowiada za dostarczanie tlenu i składników odżywczych do tkanek, a jego dysfunkcja może mieć znaczenie m.in. dla regulacji ciśnienia tętniczego. Dlaczego małe naczynia powinny...