Staram się cieszyć każdym dniem - rozmawiamy z pacjentką chorą na raka trzustki

Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 28-11-2018, 09:25

O trudnościach wczesnego wykrycia raka trzustki, kolejnych etapach terapii oraz niedogodnościach leczenia rozmawiamy z pacjentką Anną Gaj.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Od ponad czterech lat choruje pani na raka trzustki. Jakie objawy zaniepokoiły panią i skłoniły do wizyty u lekarza?

Anna Gaj
Zobacz więcej

Anna Gaj Archiwum

Mój przypadek nie był podręcznikowy. Zachorowałam w wieku 38 lat. Rozpoznanie ustalono pod koniec czerwca 2014 roku. Wcześniej miewałam dolegliwości ze strony układu pokarmowego, m.in. czasami bolał mnie żołądek, nie miałam jednak charakterystycznego bólu trzustkowego. Poznałam go dopiero wtedy, gdy rozwinęło się pozabiegowe zapalenie trzustki. Ból jest umiejscowiony pod lewym żebrem i opasujący od brzucha do pleców. Przed diagnozą bolała mnie prawa strona brzucha w okolicach pęcherzyka żółciowego. Kilkakrotnie miałam wykonywane badanie USG, ostatnie miesiąc przed rozpoznaniem. W żadnym nie stwierdzono poważnych nieprawidłowości. Nie schudłam także gwałtownie, co jest częste w przebiegu tej choroby. Utrudniło to wcześniejszą diagnostykę i prawdopodobnie zmyliło lekarza POZ.

Dopiero po pojawieniu się żółtaczki zostałam skierowana do szpitala, gdzie przeszłam szereg badań, w tym oznaczenie markera nowotworowego oraz tomografię komputerową. Potwierdziły one istnienie guza nowotworowego wielkości niespełna dwóch centymetrów, umiejscowionego w głowie trzustki.

Czy występowały u pani jakieś czynniki ryzyka związane z zachorowaniem?

Mój ojciec również chorował na nowotwór trzustki i zmarł z jego powodu w wieku 45 lat. Dziś wiem, że to jeden z czynników ryzyka. Zgłaszałam to wielokrotnie w wywiadach lekarskich, jednak fakt, że badania biochemiczne i USG nie wskazywały nieprawidłowości, a moje dolegliwości były niecharakterystyczne, uśpiły czujność zarówno moją, jak i lekarzy. Poza tym jako młoda osoba nie myślałam o chorobie. Teraz sama mam dzieci i rozważam zrobienie badań genetycznych, żeby sprawdzić, czy nie jestem nosicielem genu odpowiedzialnego za rozwój choroby. Chciałabym, żeby moje dzieci wiedziały o ewentualnym zagrożeniu i może dzięki temu szybciej były zdiagnozowane.

Jakie były kolejne etapy leczenia po rozpoznaniu choroby?

Po ustaleniu rozpoznania w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym miałam nadzieję na szybkie i skuteczne usunięcie guza. Operacja odbyła się w lipcu 2014 roku w Centrum Onkologii w Warszawie, jednak nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Zostałam skierowana na chemioterapię i trafiłam do Wojskowego Instytutu Medycznego pod opiekę dr n. med. Anny Nowak-Dement. We wrześniu 2014 roku zakwalifikowano mnie do badań klinicznych z nab-paklitakselem w skojarzeniu z gemcytabiną.
Pierwsze obrazowania tomograficzne pokazywały stopniowe zmniejszanie się ogniska nowotworowego pod wpływem stosowanego leczenia. Dlatego w marcu 2015 roku podjęłam decyzję o drugiej próbie resekcji guza. Niestety, i tym razem się ona nie udała. Wróciłam do chemioterapii stosowanej według tego samego schematu. W badaniach tomograficznych i PET znów było widać obkurczanie się guza. Nie stwierdzano również żadnych przerzutów.

Czy w związku z tym zdecydowała się pani na kolejną operację usunięcia guza?

Tak, w maju 2016 roku. Tym razem nowotwór udało się usunąć. Niestety, zabieg nie był radykalny, ponieważ w międzyczasie pojawiły się jednak przerzuty do węzłów chłonnych. W związku z tym wróciłam do tego samego leczenia i stosuję je do dzisiaj. Czy to zwiększyło moje szanse? Na pewno terapia, którą stosuję, pozwoliła na przeprowadzenie operacji i to jest sukces. Od początku wiedziałam, że nowotwór trzustki jest chorobą praktycznie nieuleczalną, ale ważny jest czas przeżycia.

Dla chorych liczy się każdy kolejny dzień, tydzień, miesiąc, rok… Oczywiście, największe szanse na dłuższe życie mają pacjenci szybko zdiagnozowani, u których możliwe było operacyjne usunięcie guza. Niestety, z tego co wiem, odsetek diagnoz nieresekcyjnych nowotworów trzustki jest bardzo duży. Takim chorym pozostaje tylko leczenie paliatywne albo — w najlepszym przypadku — chemioterapia. Tym bardziej cieszę się, że schemat gemcytabina + nab-paklitaksel od października 2017 roku jest refundowany przez NFZ i dostępny dla wszystkich pacjentów w ramach programu lekowego. Miałam dużo szczęścia, że w 2014 roku zostałam zakwalifikowana do badań klinicznych. Może dzięki temu dzisiaj możemy rozmawiać.

Mam nadzieję, że doczekam się kolejnych leków, które skutecznie powstrzymają progresję choroby. Medycyna rozwija się teraz bardzo szybko, ciągle pojawiają się nowe możliwości leczenia. Mimo to najważniejszy jest dla mnie czas, który już dostałam. Teraz staram cieszyć się każdym dniem. Przed zachorowaniem byłam zaabsorbowana wychowaniem dzieci, życiem rodzinnym i pracą zawodową. Nie dostrzegałam wielu rzeczy. Dzisiaj obowiązki, które wydawały mi się obciążające, trzymają mnie niejako przy życiu, wciąż czuję się potrzebna rodzinie. Mam też marzenia, ale nie są one odległe, nie odkładam ich, staram się je realizować na bieżąco.

A jak, na podstawie własnych doświadczeń, ocenia pani jakość życia pacjentów z nowotworem trzustki?

Przede wszystkim już sama diagnoza jest szokiem. Trzeba się po tym pozbierać, stawić czoło chorobie. Oczywiście, później również przychodzą gorsze momenty, z którymi trzeba sobie jakoś radzić. Ważne jest przy tym wsparcie rodziny i przyjaciół. Odradzam poszukiwanie informacji na temat swojej choroby w Internecie. Często są tam przerażające, a jednocześnie mało wiarygodne dane, po przeczytaniu których można się załamać. Lepiej zdobywać wiedzę zarówno na temat przebiegu choroby, jak i leczenia od specjalistów, którzy śledzą na bieżąco najnowsze doniesienia naukowe.

Sama chemioterapia jednak bardzo osłabia organizm.

Tak, często powoduje nudności, wymioty. Oczywiście, podczas wlewów pacjenci otrzymują leki redukujące skutki uboczne, co znacznie poprawia jakość życia. Najgorzej jest przez kilka pierwszych dni po wlewie. Trzeba wtedy dużo odpoczywać. Dla większości pacjentów, głównie kobiet, problemem jest również utrata włosów oraz inne zmiany zachodzące w wyglądzie zewnętrznym. Uważam jednak, że trzeba to wszystko zaakceptować i docenić plusy, które za sobą niesie ten sposób leczenia.

Czy standardy terapeutyczne w trakcie ostatnich lat uległy zmianie?

Tak, oczywiście. Początkowo chemioterapia wiązała się z hospitalizacją. Musiałam co tydzień spędzać noc w szpitalu, ponieważ leki podawane były standardowo przez trzy tygodnie co 7 dni, a potem następują dwa tygodnie przerwy. Przed każdym wlewem wykonywane są dokładne badania. Jeżeli są one niekorzystne, to lekarz prowadzący może podjąć decyzję o zmniejszeniu dawki lub odroczeniu chemioterapii o kilka dni, żeby organizm mógł się zregenerować. Obecnie wlewy wykonywane są ambulatoryjnie, na oddziale trzeba spędzić zaledwie kilka godzin w ciągu dnia. Znacznie poprawia to komfort życia pacjentów, zwłaszcza tych, którzy źle znoszą pobyt w szpitalu.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Katarzyna Matusewicz

Najważniejsze dzisiaj
Tematy
Puls Medycyny
Onkologia / Staram się cieszyć każdym dniem - rozmawiamy z pacjentką chorą na raka trzustki
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.