Zdrowie publiczne
Ekspert: smakowe e-papierosy to dla młodych zamiennik słodyczy
Opublikowano:
Adobe Stock
Papierosy smakowe są traktowane przez najmłodszych jako odpowiednik słodyczy – powiedział PAP Stanisław Surma, lekarz i wykładowca ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Dodał, że tych smaków jest mnóstwo, więc chęć spróbowania czegoś nowego, co będzie wyrazem młodzieńczego buntu, jest przemożna.
MJM/PAP
Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej opublikował pracę pt. "#5PROCENTPOLSKI. Scenariusze wiodące do 5 proc. osób palących w Polsce. Raport prognostyczny”, w którym przypomina, że w 2025 roku mija 20 lat od wejścia w życie Ramowej Konwencji WHO o Ograniczeniu Użycia Tytoniu (FCTC), którą Polska ratyfikowała w 2006 roku.
Jego autor kreśli trzy alternatywne scenariusze opisujące co musiałoby się wydarzyć, by możliwa była zmiana zachowań konsumenckich, aby zredukować odsetek palaczy w polskim społeczeństwie.
CZYTAJ TEŻ: Kiedy Polska stanie się wolna od dymu tytoniowego? Są trzy scenariusze
O opinię na temat propozycji wskazanych w omawianym raporcie PAP zapytała Stanisława Surmę, lekarza i wykładowcę ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, członka Polskiego Towarzystwa Postępów medycyny – Medycyna XXI.
Ekspert: smakowe e-papierosy to dla młodych zamiennik słodyczy
Lekarz wskazał, że kontrowersyjne wydaje mu się preferowanie wyrobów bezdymnych, np. e-papierosów, gdyż, jak przypomniał, w badaniach z 2024 r., w których uczestniczył, wyszło, że to właśnie e-papierosy są dla młodych ludzi, dzieci i nastolatków, „wrotami prowadzącymi do uzależnienia od nikotyny”.
Chodzi zwłaszcza o papierosy smakowe, traktowane przez najmłodszych jako odpowiednik słodyczy.
- Tych smaków jest mnóstwo, owocowe, o smaku waty cukrowej, gumy do żucia, coli, więc chęć spróbowania czegoś nowego, atrakcyjnego smakowo, co w dodatku będzie wyrazem młodzieńczego buntu, jest przemożna – powiedział.
Ekspert zwrócił przy tym uwagę na to, że kiedyś, gdy na rynku były tylko tradycyjne papierosy, inicjacja nikotynowa była trudniejsza.
- Dym tytoniowy śmierdział, wczepiał się we włosy i w ubrania, więc rodzice mieli szansę wywąchać go i zareagować. Dziś nie mają takiej szansy – podkreślił.
W ocenie Surmy, „te jednorazowe e-papierosy powinny zniknąć”. Przypomniał, że ich największy producent, czyli Chiny, w ogóle zabronił na terenie swojego państwa używania e-papierosów, natomiast w Polsce są nie tylko dozwolone, ale także bardzo tanie.
Lekarz nadmienił, że nie jest prawdą to, co twierdzą marketingowcy, że e-papierosy są o 90 proc. bezpieczniejsze, niż tradycyjne papierosy. „Mamy wyniki wielu badań wskazujące na to, że w kontekście generowania ryzyka udaru czy innych chorób układu krążenia, ryzyko jest takie same” – poinformował.
Dodał, że do ryzyka zdrowotnego dochodzi istotne ryzyko ekologiczne, gdyż te jednorazówki po zużyciu są po prostu wyrzucane, co powoduje „produkcję elektrośmieci w dużych ilościach”.
Wielu palaczy tradycyjnych papierosów zamienia się w podwójnych, a nawet potrójnych użytkowników
Ekspert podniósł także kolejną kwestię, a mianowicie to, że tzw. nowatorskie wyroby tytoniowe miały być pomostem, który pozwala uzależnionym od palenia papierosów osobom przejść do abstynencji nikotynowej, co zostało nazwane metodą "harm reduction", stopniowego ograniczania szkód.
- Może intencje były dobre, ale nie zadziałały – stwierdził rozmówca PAP i dodał, że zamiast rzucenia nałogu wielu palaczy tradycyjnych papierosów zamienia się w podwójnych, a nawet potrójnych użytkowników, gdyż dodatkowo korzystają jeszcze z podgrzewaczy tytoniu, e-papierosów lub saszetek nikotynowych.
- Wówczas ryzyko zdrowotne jest wyższe niż wówczas, gdyby palili same papierosy tradycyjne - podkreślił Surma.
Lekarz zaznaczył, że w żadnym państwie UE nie udało się uzyskać 5-procentowego odsetka osób palących, które definiowałoby go jako kraj wolny od palenia, z wyjątkiem Szwecji, gdzie popularne jest zażywanie snusu, czyli tytoniu do żucia, co w innych państwach Wspólnoty jest zabronione. Jednak, zdaniem eksperta, taka zamiana palenia na zażywanie nikotyny „pod dziąsło” jest problematyczna, gdyż „powoduje bardzo duże pobudzenie, co jest skutkiem przyjęcia dawki nikotyny równej wypaleniu kilkunastu papierosów”.
- Potrzeba nam nowocześniejszych strategii walki z nikotynizmem, żadna z tych przedstawionych w raporcie nie wydaje się skuteczna – stwierdził ekspert. Jego zdanie ich wdrażanie będzie skutkowało tym, że „zapalimy się na śmierć”, a wtedy, być może, młode pokolenia za dwadzieścia parę lat będą wolne od tego nałogu.
Ekspert wyraził jednak umiarkowany optymizm, gdyż ludzie uzależnieni od nikotyny, nawet jeśli chcieliby pozbyć się tego nałogu, nie mają gdzie prosić o pomoc. W Polsce są zaledwie cztery poradnie leczenia tego uzależnienia, „a powinny być w każdym większym mieście” – zaznaczył. Dodał, że uzależnienie od nikotyny wymaga holistycznego spojrzenia na pacjenta, gdyż uzależnienie od nikotyny jest tak głębokie, że „raczej nikt sam, za małymi wyjątkami, nie poradzi sobie z rzuceniem nałogu”.
Jednak zdaniem lekarza to, można by było natychmiast zrobić, i to bezkosztowo, to wprowadzić temat nowatorskich wyrobów tytoniowych do edukacji przyszłych medyków, ale także do szkół.
- Dziś wszyscy wiedzą, że papierosy powodują raka, ale mało kto wie, jakie zagrożenia czają się za używaniem e-papierosów, podgrzewaczy czy saszetek z nikotyną – zauważył.
Zdaniem Surmy, lekarz pierwszego kontaktu powinien, przeprowadzając wywiad z pacjentem, zadać mu następujące pytania: czy palisz tradycyjne papierosy; czy palisz e-papierosy; czy korzystasz z podgrzewaczy tytoniu; czy używasz saszetek nikotynowych.
Jest to niezbędne, gdyż pacjenci, jak zaznaczył lekarz, którzy korzystają z innych, niż papierosy, wyrobów tytoniowych, na pytanie, czy palę, zazwyczaj odpowiadają „nie”. Podobnie, jak pacjenci indagowani o to, czy piją alkohol, także negują, a dopiero dociskani przyznają, że piją, ale tylko piwo lub wino.
- Doprecyzowanie wywiadu, a także edukacja są kluczowe, żeby walczyć z truciznami – podsumował ekspert.
Udostępnij artykuł: