Kraków: w listopadzie 51 dyżurów bez obsady na SOR-ze. “Jak jeden lekarz ma pracować za trzech?”

DK/PAP
opublikowano: 22-10-2021, 09:09

W Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu nieobsadzonych jest 51 listopadowych dyżurów na oddziale ratunkowym. Jak alarmują lekarze, oznacza to paraliż oddziału.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Małopolski NFZ wystąpił do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego o pilne przekazanie wyjaśnień dotyczących braków kadrowych.
iStock

- Zostało kilkoro stale pracujących specjalistów, którzy nie są w stanie obstawić wszystkich dyżurów. Na listopad jest 51 nieobsadzonych dyżurów. Oznacza to brak 20 lekarzy. SOR, bez rozwiązania sytuacji, stanie od 1 listopada - powiedziała w czwartek (21 października) dziennikarzom Agata Dynkiewicz, lekarz rezydent w SOR szpitala dziecięcego w Prokocimiu.

Jeden lekarz nie może pracować za trzech

Agata Hałabuda, radiolog i przewodnicząca związku zawodowego lekarzy w placówce podkreśliła, że na SOR jest trzech lekarzy - jeden specjalista i dwóch rezydentów; a w tej chwili (czwartek po południu) przyjmuje tylko jeden lekarz pediatra (chodzi o część niezabiegową). - Jak jeden lekarz ma pracować za trzech? To jest awykonalne, kiedy na dyżurze jest tam ok. 100 dzieci, przyjmowanych w różnym stanie - zauważyła.

Prorektor UJ ds. Collegium Medicum prof. Tomasz Grodzicki zapowiedział, że na początku tygodnia będzie rozmawiał z szefem SOR-u i konsultantem wojewódzkim ds. medycyny ratunkowej. - Chcemy zobaczyć, co możemy zmienić - powiedział.

Prof. Grodzicki w czwartek spotkał się z pracownikami Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. W spotkaniu uczestniczyło ponad 200 osób.

- Poza ogólnikami nie padły konkrety - powiedziała po spotkaniu przewodnicząca związku zawodowego lekarzy w szpitalu. Jak dodała, 26 specjalistów, którzy 30 września złożyli wypowiedzenia, nie wycofali ich. W październiku kolejnych 36 wypowiedzeń zostało złożonych na ręce męża zaufania (przewodniczącej OZZL w szpitalu-PAP) - te dokumenty uprawomocnią się, jeśli trafią do dyrekcji lub kadr szpitala.

Zastrzeżenia do organizacji pracy

Lekarze chcą wyższych wynagrodzeń, ale - jak powiedziała Hałabuda - to "organizacja pracy przeważyła szalę goryczy". Kwotą wyjściową do negocjacji powinny być - według związku lekarzy - trzy średnie krajowe.

Zdaniem prof. Grodzickiego czwartkowe spotkanie pokazało, że chodzi nie tylko o pieniądze, ale pracownicy mają wiele zastrzeżeń, co do organizacji w szpitalu. Było też wiele głosów - relacjonował prorektor - że szpital i dzieci trzeba ratować. - Obawiam się, że może dojść do ograniczenia działalności szpitala, ale upadłość nie wchodzi w grę - zaznaczył.

Zwrócił się także do pracowników z dwiema prośbami. Po pierwsze, aby wstrzymali się z decyzjami o zwolnieniach i dali szansę nowej dyrekcji - konkurs na nowego dyrektora zostanie zakończony w połowie listopada - jeśli wszystko pójdzie zgodnie z procedurami. Po drugie, aby ci, którzy uważają, że bezwzględnie muszą się zwolnić z powodów finansowych, osobistych czy zawodowych, nie składali wypowiedzeń w tym samym czasie i dzięki temu zapobiegli paraliżowi szpitala.

Problemy szpitala wynikają z “błędów systemowych”

Grodzicki podkreślił, że uniwersytet nie ma wpływu na "dramatyczną sytuację szpitala" i zapowiedział rozmowy z ministrem zdrowia. Jak poinformował, szpital kredytuje działalność NFZ i otrzymuje pieniądze po kilku miesiącach od wykonania świadczeń. - To jakieś nieporozumienie i powoduje, że szpitale są zadłużone choćby nie wiem jak dobrze i ekonomicznie działały - mówił prorektor.

Profesor zwrócił także uwagę na inflację - kolejny jego zdaniem problem systemowy. - Ta inflacja to nie tylko wzrost cen w sklepie spożywczym, ale to wzrost kosztów we wszystkich jednostkach, w tym w szpitalu, który żywi, jest ogrzewany, który wozi karetkami pacjentów - wyliczał Grodzicki i dodał: - Dzisiaj nie widać, by Ministerstwo Zdrowia i NFZ podejmowały działania, by pokryć dla szpitali podwyżki cen energii.

Jego zdaniem problemy placówki w Prokocimiu w 70 proc. wynikają z błędów systemowych, a w 30 proc. są efektem problemów wewnętrznych szpitala, takich jak zła organizacja, niesprawna komunikacja, zła atmosfera w pracy.

MZ: resort nie pracodawcą lekarzy

Ministerstwo Zdrowia poinformowało w czwartek, że w szpitalu dziecięcym w Prokocimiu "toczą się negocjacje ws. wynagrodzeń, których skutkiem jest między innymi wypowiadanie umów przez lekarzy". “Takie następstwa przy negocjacjach płacowych zdarzają się również w innych szpitalach“ - podał resort.

Jak zaznaczyło ministerstwo, "rozmawia i jest w stałym kontakcie z dyrekcją szpitala". "Należy podkreślić, że resort nie jest pracodawcą lekarzy, nie rozmawia więc z pracownikami czy związkami zawodowymi" - podkreśliło MZ.

Małopolski NFZ wystąpił do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego o pilne przekazanie wyjaśnień dotyczących braków kadrowych.

Łączna kwota umów Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego z NFZ wynosi aktualnie 309,4 mln zł. Poza tym szpital w ramach świadczeń związanych z leczeniem COVID-19 otrzymał dotychczas 10,8 mln zł.

PRZECZYTAJ TAKŻE: MZ o szpitalu w Prokocimiu. “20 mln zł miesięcznie na wynagrodzenia”

Lekarze w Prokocimiu do końca roku? OZZL: minister jest w błędzie, odejdą już w listopadzie

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.