Konferencja „Polityka lekowa”. Nowotwory nie poczekają na koniec pandemii

Opracowała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 01-12-2020, 12:33
aktualizacja: 28-12-2020, 13:18

Podczas 10. jubileuszowej edycji konferencji „Polityka lekowa” w panelu poświęconym onkologii w dobie szerzącego się COVID-19 eksperci dyskutowali o dostępie do specjalistów, realizacji programów lekowych oraz najbardziej palących potrzebach refundacyjnych w tym szczególnym czasie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jesteśmy prawdopodobnie tuż przed szczytem bądź w trakcie piku zachorowań na infekcje układu oddechowego, w tym zakażeń SARS-CoV-2. Czy tzw. druga fala pandemii blokuje pacjentów onkologicznych przed kontaktem z placówkami ochrony zdrowia, tak jak to było wiosną? Jeżeli tak, to jakie przyniesie to długofalowe skutki? Jakie niedoskonałości w systemie ochrony zdrowia w zakresie onkologii ujawniła pandemia COVID-19? Na te i wiele innych pytań odpowiadali goście obecni w wirtualnym studiu „Pulsu Medycyny”.

Do dyskusji w debacie zaproszenie przyjęli:

  • dr n. med. Beata Jagielska, zastępca dyrektora ds. Lecznictwa Otwartego i Rozliczeń Świadczeń Zdrowotnych Narodowego Instytutu Onkologii - Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, prezes Polskiej Koalicji Medycyny Personalizowanej - Stowarzyszenia;
  • prof. dr hab. n. med. Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego;
  • prof. dr hab. n. med. Sergiusz Nawrocki, kierownik Katedry Onkologii i Kliniki Radioterapii Uniwersytet Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie;
  • Szymon Chrostowski, prezes fundacji Wygrajmy Zdrowie;
  • dr Rafał Zyśk, ekspert ds. ekonomiki zdrowia Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Debatę poprowadziła red. Katarzyna Matusewicz, dziennikarka “Pulsu Medycyny”.

Statystyki są bezlitosne

Pilotaż krajowej sieci onkologicznej oraz monitorowanie pacjentów zgłaszających się do ośrodków na diagnostykę w ramach karty DiLO (Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego) nie pozostawia złudzeń.

„Odnotowaliśmy znaczny spadek liczby pacjentów, szczególnie tych, którzy diagnozują się w kierunku raka płuca. Jest ich blisko 80 proc. mniej! Spadek ten jest związany prawdopodobnie z tym, że znaczna część chorych była do tej pory diagnozowana przez oddziały pulmonologiczne, które w tej chwili są często przekształcane w placówki dla pacjentów z COVID-19 – tłumaczył prof. Maciejczyk. – Jest to problem organizacyjny, który utrudnia onkologiczną ścieżkę diagnostyczną, szczególnie u pacjentów z rakiem płuca. W województwie dolnośląskim, widząc co się dzieje, wdrożyliśmy niedawno pewne zmiany organizacyjne. Przy ścisłej współpracy z lekarzami POZ stworzyliśmy system, dzięki któremu pacjenci mogą omijać szpitale pulmonologiczne i od razu trafiać na badania”.

To ważny krok, ponieważ odraczanie diagnostyki i leczenia przeciwnowotworowego może mieć katastrofalne skutki. Szacuje się, że w związku z pandemią liczba zgonów z powodu chorób nowotworowych wzrośnie nawet o 20 proc.

„Z danych NFZ wynika, że w październiku 2020 r. wydano w Polsce 22 tys. kart DiLO, czyli ponad 3 tys. mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. W sumie od marca do końca października było ich 20,5 tys. mniej – przytacza niechlubne statystyki dr Rafał Zyśk. – Z całą pewnością będzie to skutkowało skumulowanym napływem chorych w roku przyszłym, gdy sytuacja epidemiologiczna nieco się ustabilizuje. Niestety, jak wiadomo, opóźniona diagnostyka ma bardzo negatywny wpływ na przebieg leczenia onkologicznego i rokowanie, a tym samym śmiertelność”.

Okazuje się, że spadek zgłaszalności do ośrodków onkologicznych, lekarzy POZ czy na badania diagnostyczne nie jest spowodowany jednak wyłącznie strachem pacjentów przez zakażeniem SARS-CoV-2.

„Jak wynika z raportu opublikowanego przez Biuro Rzecznika Praw Pacjenta, najczęstszym problemem zgłaszanym na infolinii są utrudnienia w dostępie do różnego rodzaju świadczeń, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. W wielu przychodniach POZ nie tylko nie można dostać się do lekarza, ale jest problem również z uzyskaniem teleporady – stwierdził Szymon Chrostowski. – Ma to przełożenie na statystyki. Liczba interwencji kardiologicznych i onkologicznych spadła o 40-50 proc., a w przypadku badań cytologicznych odnotowano nawet 90-procentowy spadek!”.

Legislacja nie nadąża za zmianami

Pandemia ujawniła wiele niedoskonałości organizacyjnych w ośrodkach onkologicznych. „Prawdopodobnie najbardziej dotkliwą były niedostatki funkcjonowania systemów informatycznych. Od marca na szybko wprowadzaliśmy teleporady. Możliwość ich świadczenia była zapisana ustawowo od 2005 r., ale nikt nie przypuszczał, że tak nagle i tak szeroko trzeba będzie je realizować. Dużym wyzwaniem była konieczność dostosowania systemu informatycznego oraz dokumentacji elektronicznej do tego rodzaju usług” – wspomina dr Beata Jagielska.

Drugim problemem było przeorganizowanie procedury wydawania leków dla pacjentów, zwłaszcza dostarczania ich do domów. „Okazało się, że można włączyć w ten system hurtownie farmaceutyczne, chociaż przez pierwsze tygodnie był kłopot z interpretacją przepisów, które wskazywały, że to zadaniem szpitala jest dostarczenie leków bezpośrednio do domu pacjenta. Pandemia wymusiła szybkie podejmowanie działań, ale niestety nie nadążały za tym zmiany legislacyjne, które by te działania mocowały – wyjaśniła onkolog. – Trzecim wyzwaniem, przed którym stanęły przede wszystkim duże ośrodki, było bezpieczne przeprowadzenie pacjenta przez wszystkie procedury, od początku do końca pobytu w placówce”.

Jak tłumaczyła specjalistka, problemem było również szybkie przeorganizowanie poradni i oddziałów w obliczu infekcji COVID-19, wykrytej zarówno wśród pacjentów, jak i personelu. Chodziło o to, aby z jednej strony nie zaprzestać udzielania świadczeń, a z drugiej – zapewnić maksymalne bezpieczeństwo. Doświadczenie w tych wszystkich obszarach było zdobywane w boju, ponieważ jeszcze rok temu nikt nie spodziewał się pandemii.

„Teleporady nie mogą zastąpić klasycznej wizyty w gabinecie lekarskim. Jest to jednak duże ułatwienie, zwłaszcza w przypadku, gdy pacjent, będący już w trakcie leczenia, ma jakieś obawy i chce się poradzić specjalisty. Albo w sytuacji, gdy celem wizyty jest wydanie skierowania czy recepty na wcześniej już zaordynowane leki” – zauważył prof. Maciejczyk.

Ekspert zaznaczył przy tym, jak bardzo zmieniły się zasady funkcjonowania szpitali, w tym hospitalizacji, po wybuchu epidemii. Problemem są dodatkowe procedury, które stanowią duże obciążenie dla lekarzy i pielęgniarek, przy jednoczesnym zmniejszeniu się liczby personelu medycznego, który jest bardzo przemęczony. Pociąga to za sobą ogromne koszty, związane nie tylko z dodatkowymi środkami ochrony osobistej, ale również obsługą informatyczną szpitala, którą wymusza m.in. praca zdalna niektórych pracowników. To wszystko sprawia, że ośrodki onkologiczne, jak nigdy wcześniej, potrzebują wsparcia, nie tylko finansowego, ale również społecznego.

To COVID-19 czy może rak płuca?

W przypadku większości nowotworów tylko szybka ścieżka diagnostyczna pozwala na wdrożenie skutecznego leczenia, a czasem również na całkowite wyleczenie pacjenta. Tymczasem z różnych danych wynika, że najbardziej dotkniętym przez sytuację pandemiczną obszarem onkologii jest profilaktyka i wczesna diagnostyka. Przed pandemią tylko 26 proc. pacjentów z podejrzeniem raka płuca przechodziło pełną diagnostykę.

„Mamy bardzo duży odsetek chorych w zaawansowanym stadium nowotworu. Od lat kształtuje się on na poziomie 70-85 proc. nowo zdiagnozowanych pacjentów, którzy zwykle nie mogą już być operowani, a więc poddani terapii o założeniu radykalnym. Pozostaje im już tylko leczenie paliatywne” – stwierdziła dr Beata Jagielska.

Problemem diagnostycznym jest również fakt, że jednym z pierwszych symptomów raka płuca jest kaszel. Tymczasem, gdy obecnie gdzieś pojawia się osoba kaszląca, od razu podejrzewa się u niej COVID-19. To nie tylko stygmatyzacja chorych, ale również powód dużych opóźnień w ustaleniu rozpoznania. Jak zauważa specjalistka, paradoksem obecnej sytuacji endemicznej jest to, że w wielu ośrodkach łatwiej dostać się do onkologa niż do lekarza POZ. To zjawisko, które nie powinno mieć miejsca, ale jego dobrą stroną jest fakt, że jakiś odsetek chorych na czas otrzymuje specjalistyczną pomoc.

A jak z punktu widzenia pacjenta będą wyglądały długofalowe skutki ograniczenia dostępu do diagnostyki i terapii onkologicznej? „Według Krajowego Rejestru Nowotworów, choroby onkologiczne w pierwszym stadium zaawansowania wykrywane są w zaledwie 11 proc., podczas gdy w stadium trzecim i czwartym – w ponad 50 proc. Świadczy to o niskiej czujności onkologicznej, niewysokiej zgłaszalności na badania profilaktyczne, ale też w ogóle o niezgłaszaniu się z niepokojącymi dolegliwościami do lekarza POZ czy onkologa, do którego – przypomnę – nie jest już potrzebne skierowanie. Pandemia z pewnością te statystyki pogorszy. Za pół roku będziemy mieli do czynienia z dużym wzrostem zgonów albo kolejną epidemią – tym razem nowotworów wykrywanych w wysokim stadium zaawansowania” – stwierdził Szymon Chrostowski.

W przyszłym roku mniej funduszy na leki?

Dostęp do innowacyjnych terapii lekowych zmieniał się znacząco w ostatnich latach. Do początku tego roku stopniowo rosły liczba rejestrowanych cząsteczek, liczba pacjentów kwalifikowanych do programów lekowych, a także wydatki na nowoczesne leczenie. Jak wygląda to teraz na przykładzie najczęstszego nowotworu złośliwego, czyli raka płuca?

Onkologia
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
×
Onkologia
Wysyłany raz w miesiącu
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

„Chorzy na raka płuca w trzecim stopniu zaawansowania, tam gdzie największe znaczenie ma radioterapia, powinni mieć dostęp do immunoterapii, która w innych krajach europejskich jest standardem leczenia. Poprawia ona wyniki leczenia radykalnego z zastosowaniem skojarzonej radiochemioterapii. W Polsce ten program lekowy jest wciąż niedostępny, mimo pozytywnych opinii instytucji, które biorą udział w procesie refundacyjnym. Myślę, że po części jest to związane z sytuacją pandemiczną: Ministerstwo Zdrowia ma inne priorytety niż uruchamianie kolejnych programów lekowych. Wynika to z braku zasobów ludzkich, zaangażowanych obecnie głównie w walkę z pandemią, a poza tym środki przeznaczone na onkologię pochłania obecnie leczenie zakażeń SARS-CoV-2 – stwierdził prof. Nawrocki. – Ponadto brakuje skutecznych terapii dla pacjentów w bardziej zaawansowanej fazie, to znaczy z rozsiewem choroby. W tej grupie chorych również coraz więcej jest wskazań do immunoterapii”.

Jak tłumaczy klinicysta, w zależności od poziomu ekspresji PD-L1, immunoterapia w pierwszej linii jest stosowana samodzielnie lub w połączeniu z chemioterapią. Jest to obecnie najskuteczniejsze leczenie, jednak dostępne tylko dla chorych z ekspresją PD-L1 powyżej 50 proc. Zarówno pacjenci, jak i lekarze oczekują na program lekowy, pozwalający leczyć w pierwszej linii chorych z mniejszą ekspresją PD-L1. Jest to optymalna terapia, jednak dotyczy znacznej grupy pacjentów, co – według prof. Sergiusza Nawrockiego – może być głównym hamulcem w uruchomieniu programu.

„Myślę, że takie decyzje powinny być podjęte na poziomie politycznym, bo nie chodzi tylko o jedną terapię, ale ogólne zwiększenie możliwości finansowania ochrony zdrowia. Bez tego bardziej kosztowne technologie nie będą mogły być stosowane na poziomie satysfakcjonującym pacjentów i lekarzy, a przecież jest ich coraz więcej i medycyna będzie podążać w tym kierunku” – ocenił specjalista.

Zdanie to podzielił dr Rafał Zyśk, który z kolei podkreślił, że – w świetle opublikowanego przez NFZ zestawienia na kolejny rok – nakłady na innowacyjne leki będą… malały.

„Plan finansowy na 2021 r. wygląda bardzo niepokojąco w kontekście najbardziej nowoczesnych terapii, refundowanych standardowo w ramach programów lekowych. Ujęto w nim 365 mln złotych mniej na leki w programach lekowych i 570 mln złotych mniej na leki w refundacji aptecznej. Łącznie jest to około 935 milionów mniej na leki w porównaniu z rokiem 2020. Tymczasem już teraz wiadomo, że w przyszłym roku zgłosi się do specjalistów o wiele więcej pacjentów onkologicznych ze względu na tegoroczną lukę diagnostyczną spowodowaną pandemią. A koszty związane z programami lekowymi są w dużej mierze generowane przez programy onkologiczne” – zauważył ekspert.

Co więcej, opóźniona diagnostyka to nie tylko mniejsze szanse na wyleczenie, ale też wyższe koszty dla systemu. Istnieje pogląd, że im bardziej zaawansowana choroba, tym droższe leczenie. „Na pewno konsekwencje ekonomiczne będą poważne. Tym bardziej, że każdy nowy lek ma najczęściej wysoką cenę, która utrzymuje się w okresie ochrony patentowej Jest to reguła na rynku farmaceutycznym, a więc pojawienie się w przyszłym roku w szpitalach licznej grupy chorych w trzecim i czwartym stadium zaawansowania choroby nowotworowej, będzie wymagało większych nakładów na onkologiczne programy lekowe” – skonstatował dr Zyśk.

Skuteczniejsze leczenie na początku

Od lat w medycynie, zwłaszcza w onkologii, pojawia się postulat, żeby w pierwszej linii terapii stosować preparaty najskuteczniejsze. „Jest wiele dowodów na to, że jeżeli nie zastosujemy najbardziej skutecznego sposobu leczenia w momencie rozpoznania choroby nowotworowej, wówczas szanse na wyleczenie chorego maleją. Tylko ok. 15 proc. pacjentów chorych na raka płuca w Polsce ma szansę na zabieg chirurgiczny. Pozostali chorzy są leczeni za pomocą metod zachowawczych, czyli radioterapii i farmakoterapii” – przypomina prof. Nawrocki.

Jego zdaniem, zastosowanie chemioradioterapii zaraz po rozpoznaniu raka płuca w trzecim stopniu zaawansowania przynosi o wiele lepsze efekty, niż zlecenie najpierw samodzielnej radioterapii, a później chemioterapii. „W tej chwili powinniśmy do chemioradioterapii dodać immunoterapię. Jeżeli nie zastosujemy jej od razu, to u wielu pacjentów z rakiem płuca dojdzie do progresji choroby, czego moglibyśmy uniknąć. Włączenie jej w kolejnej linii leczenia, gdy pojawią się przerzuty, jest o wiele mniej skuteczne i nie daje praktycznie żadnych szans na wyleczenie. Warto przy tym podkreślić, że tak zwane leczenie sekwencyjne praktycznie zawsze jest mniej skuteczne niż terapia nawet tymi samymi preparatami, ale w sposób skojarzony” – zauważył onkolog.

W jego ocenie, najpilniejsze obecnie potrzeby refundacyjne to po pierwsze: dostęp do immunoterapii w skojarzeniu z radiochemioterapią dla pacjentów z rakiem płuca w trzecim stopniu zaawansowania. Po drugie: wprowadzenie immunoterapii w skojarzeniu z chemioterapią w pierwszej linii leczenia chorych z niewysoką ekspresją PD-L1.

Ważna forma podania leku

Czy – paradoksalnie – w czasie pandemii COVID-19 ujawniły się korzyści z zastosowania nowoczesnych terapii? „Zdecydowanie tak. Część leków, zwłaszcza ukierunkowanych molekularnie, to preparaty doustne. To daje im ogromną przewagę nad lekami, które w standardowej chemioterapii są podawane w iniekcjach dożylnych podczas wielodniowej hospitalizacji. Z kolei immunoterapia często jest ordynowana w trybie jednodniowym, co skraca czas pobytu chorego w ośrodku. Nie bez znaczenia jest fakt, że odsetek działań niepożądanych jest w jej przypadku mniejszy, a czas do progresji dłuższy niż po klasycznym leczeniu systemowym” – tłumaczyła dr Beata Jagielska.

Zwróciła ona uwagę na realne koszty tych terapii. „Z jednej strony ich cena jest z pewnością wyższa, ale z drugiej – pacjent nie przebywa w szpitalu, może być nadal czynny zawodowo, pełnić swoje role rodzinne i społeczne, zwykle nie wymaga wsparcia innych osób. To są wymierne efekty dla systemu” – przekonywała dr Jagielska.

Czy będą zmiany w sposobie refundacji?

Dr Rafał Zyśk przywołał zamieszczoną niedawno na łamach „British Medical Journal” publikację, opartą na metaanalizie wyników wielu badań, pokazującą efekty opóźnień diagnostycznych w onkologii. „Po przeanalizowaniu 34 badań dotyczących 7 nowotworów, okazało się, że nawet 4-tygodniowe opóźnienie zabiegu chirurgicznego lub terapii adiuwantowej, ma negatywny wpływ na wyniki leczenia, a w przypadku niektórych nowotworów – na wyższą śmiertelność. Naukowcy wyliczyli, że w przypadku nowotworu piersi opóźnienie zabiegu chirurgicznego o trzy miesiące wiąże się średnio z 31 dodatkowymi zgonami na każde tysiąc pacjentek. W przypadku nowotworów szybko progresujących, takich jak rak płuca, rak jajnika, rak trzustki czy rak żołądka, ten wpływ jest jeszcze większy” – relacjonował dr Zyśk.

Ekspert uważa, że dostęp chorych do szybkiej diagnostyki i nowoczesnych, najskuteczniejszych terapii przeciwnowotworowych, finansowanych w ramach programów lekowych, powinien być już dzisiaj zaplanowany i odpowiednio zagwarantowany, ponieważ chorych kwalifikujących się do tego typu terapii w przyszłym roku będzie z całą pewnością więcej.

„Do tego trzeba mieć na uwadze całkowicie nowe technologie lekowe, oferujące wysoką korzyść terapeutyczną, które dopiero pojawiły się na rynku lub będą zarejestrowane w UE w perspektywie najbliższego roku. Ich koszt również powinien być uwzględniony w planowanych wydatkach płatnika. Taka wczesna identyfikacja nowych wartościowych technologii medycznych, nowych zjawisk epidemiologicznych oraz związane z tym prognozowanie kosztów pozwoliłyby na urealnienie planów finansowych płatnika. O tym często się zapomina, dyskutując o polityce lekowej” – podsumował dr Rafał Zyśk.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.