Kiedy doustny lek na COVID-19? Prof. Smiatacz: może w połowie przyszłego roku

EG/PAP
opublikowano: 02-11-2021, 10:49

Najpilniejszą potrzebą w zakresie leczenia COVID-19 jest opracowanie leku doustnego, który pacjenci mogliby przyjmować w warunkach domowych - wskazał dr hab. n. med. Tomasz Smiatacz z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant wojewódzki w dz. chorób zakaźnych.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Specjaliści i pacjenci najbardziej oczekują na pojawienie się leku doustnego przeciw COVID-19, który chorzy będą mogli zażywać w domu.
Fot. iStock

Powszechnie dostępne szczepionki przeciwko SARS-CoV-2, choć ich pojawienie się było długo oczekiwanym i ogromnym sukcesem, nie wyczerpuje potrzeb zdrowotnych w zakresie walki z COVID-19. Dziś tą najpilniejszą jest opracowanie i wprowadzenie do praktyki klinicznej skutecznej terapii.

Doustny lek na COVID-19: jest kilku kandydatów

Na przestrzeni ostatnich miesięcy mówiło się w tym kontekście o wielu nowych lekach. Specjaliści i pacjenci najbardziej oczekują na pojawienie się leku doustnego, który chorzy będą mogli zażywać w domu.

– Lek doustny to w tej chwili najpilniejsza nasza potrzeba w odniesieniu do zakażenia SARS-CoV-2. Mam nadzieję, choć nie pewność, że będzie on dostępny w pierwszej połowie przyszłego roku. Jest kilka kandydujących preparatów o obiecujących wstępnych wynikach badań (w tym molnupiravir), jednak precyzyjniejsze informacje będzie można przekazać, gdy zostaną opublikowane końcowe wyniki randomizowanych badań trzeciej fazy. Diabeł często tkwi w szczegółach metodologicznych i na razie proszę jeszcze uzbroić się w cierpliwość, a na pewno nie sięgać po preparaty o niepotwierdzonej skuteczności - powiedział dr hab. n. med. Tomasz Smiatacz z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych dla woj. pomorskiego.

Leczenie COVID-19 szyte na miarę

Jak obecnie w polskich szpitalach leczeni są chorzy z COVID-19? Dr Smiatacz podkreśla, że nie jest to proste zagadnienie, wiele zależy od czasu i stanu pacjenta.

– Większości pacjentów pomaga już zwiększona podaż tlenu w postaci różnych form tlenoterapii i wentylacji, także ECMO. W zasadzie jedynym lekiem ograniczającym do pewnego stopnia replikację wirusa jest remdesivir - niestety musi być podany wcześnie i do tego drogą dożylną, co trochę wyklucza się wzajemnie. Osocze ozdrowieńców stosowane jest coraz rzadziej ze względu na kolejne warianty wirusa, coraz słabiej wiążące się z osoczem. To zjawisko może w przyszłości zagrozić również leczeniu przeciwciałami monoklonalnymi. Poza tym stosujemy leki modulujące reakcję zapalną wyzwoloną replikacją wirusa oraz będące jej następstwem uszkodzenia narządowe (są to sterydy, także tocilizumab), leki przeciwkrzepliwe, leczenie objawowe etc. Leczymy też późne następstwa COVID-19 - poczynając od przeszczepienia płuc po rehabilitację oddechową i kardiologiczną czy wsparcie psychologiczne. Leczenie musi być indywidualizowane i szyte na miarę potrzeb konkretnego pacjenta - wyjaśnił ekspert.

Szczepienie dziesięciokrotnie redukuje ryzyko ciężkiego zachorowania

Póki co najskuteczniejszą bronią przeciwko COVID-19 - ograniczającą liczbę zakażonych oraz pacjentów wymagających hospitalizacji - są szczepienia. Jak zaznacza jednak ekspert, nawet pełne zaszczepienie się nie daje 100-procentowej ochrony przed zakażeniem.

– Szczepienia nigdy nie dają gwarancji uchronienia się przez zakażeniem, trzeba je postrzegać jako narzędzie bardzo znaczącego ograniczania ryzyka infekcji, lecz nie jako gwarancję. Wyjściowo szczepionki mRNA zmniejszały to ryzyko o około 95 procent. Niestety, w konfrontacji w wariantem Delta, osoby w pełni zaszczepione dwukrotnie łatwiej mogą ulec zakażeniu niż rok wcześniej, choć najpewniej zakażenie będzie przebiegać znacznie łagodniej. Szczepienie podstawowe wciąż około pięciokrotnie zmniejsza ryzyko zakażenia i dziesięciokrotnie redukuje ryzyko ciężkiego zachorowania i śmierci w wyniku zakażenia wariantem Delta. Dlatego zalecamy przyjęcie trzeciej dawki, która zgodnie z obecną wiedzą dodatkowo zmniejsza ryzyko zakażenia się o kolejne dziewięćdziesiąt procent, a ryzyko hospitalizacji nawet o 95 proc. Jednak nie wszyscy mogliśmy już skorzystać ze szczepienia trzecią dawką, ponadto jej ochronne działanie zacznie się po około 12-18 dniach. Dlatego warto przypomnieć sobie o maseczkach - powiedział dr Smiatacz.

Wirus nadal może mutować

Dr Smiatacz zwrócił uwagę, że bezpieczne jest zaszczepienie się tego samego dnia przeciw COVID-19 i grypie.

– Jest to w pełni zgodne z ogólnymi zasadami prowadzenia szczepień, w tym przeciwko COVID-19. Można rozważyć rozdzielenie tych szczepień kilkudniowym odstępem, aby nie nakładały się na siebie reakcje poszczepienne, ale osobiście nie odkładałbym tej decyzji, wirusy nie będą miały litości i nie poczekają, wykorzystają każdą daną im okazję - wskazał.

Obecnie szczepionki działają na wszystkie warianty koronawirusa. Ekspert pytany o to, czy może się zdarzyć, że wirus wygeneruje wariant, który będzie odporny na szczepienie, powiedział, że "jest to możliwe, na szczęście na razie tylko teoretycznie, choć już widać, że wirus próbuje wygenerować wariant omijający odporność pochorobową i poszczepienną".

– Szansa wystąpienia takiego zestawu mutacji matematycznie jest bardzo mała, jednak wydarzy się tym wcześniej, im bardziej pozwolimy wirusowi replikować i eksperymentować z kolejnymi mutacjami i wariantami. Dlatego jeśli chcemy uniknąć oporności na szczepienia, musimy wszelkimi dostępnymi środkami ograniczać wirusowi możliwości namnażania się i zakażania kolejnych osób - wyjaśnił dr Smiatacz.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Czy lek na COVID-19 zastąpi szczepionki przeciwko SARS-CoV-2?

Lek doustny przeciw COVID-19. Pfizer rozpoczął testy

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.