Czy lek na COVID-19 zastąpi szczepionki przeciwko SARS-CoV-2?

opublikowano: 14-10-2021, 15:58
aktualizacja: 25-10-2021, 11:22

Jakimi narzędziami i technologiami lekowymi dysponują dziś lekarze leczący pacjentów z COVID-19? Kiedy możemy się spodziewać szerszego wprowadzenia do praktyki klinicznej skutecznego leku na infekcję spowodowaną zakażeniem SARS-CoV-2?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
iStock

Według dostępnych danych, ok. 50 proc. polskiej populacji skorzystało z możliwości zaszczepienia się przeciwko COVID-19. Czwarta fala pandemii przybiera na sile, ale w przeciwieństwie do poprzednich, ofiarami infekcji padają głównie osoby niezaszczepione. Zaszczepieni chorują rzadziej i w ich przypadku przebieg infekcji jest często łagodny.

Wąskie okno terapeutyczne 
dla leku przeciwwirusowego

Jak obecnie w polskich szpitalach są leczeni chorzy na COVID-19? Eksper-
ci mówią, że terapia zakażenia wirusem 
SARS-CoV-2 i zachorowania na COVID-19 to złożony problem.

– Dziś najbliższą dla mnie metodą leczenia jest stosowanie leków przeciwwirusowych, czyli ograniczających replikację wirusa. W codziennej praktyce dysponujemy jednym takim preparatem — remdesiwirem. Nie charakteryzuje się on jednak silnym działaniem przeciwwirusowym. Poprawę kliniczną po jego podaniu obserwuje się u kilku do kilkunastu procent chorych — zaznaczył specjalista chorób wewnętrznych i zakaźnych dr hab. n. med. Tomasz Smiatacz z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych dla woj. pomorskiego.

Oczywiście, lekarze chcieliby mieć do dyspozycji znacznie silniejsze leki, skuteczniej hamujące replikację wirusa.

– Niestety, remdesiwir ma też swoje ograniczenia. Przede wszystkim bardzo wąskie jest okno terapeutyczne, czyli czas, gdy preparat może zostać podany. Dotyczy to zresztą chyba wszystkich leków przeciwwirusowych — muszą one być dostarczone pacjentowi jak najszybciej. Podanie remdesiwiru, zanim u osoby zakażonej wystąpią objawy infekcji, nie ma większego sensu, ponieważ w zdecydowanej większości przypadków przebiega ona łagodnie — powiedział dr hab. Tomasz Smiatacz.

Z kolei podanie remdesiwiru pacjentom w stanie ciężkim, u których nie zachodzi już replikacja wirusa, także nie jest zasadne.

Kombinacje 
przeciwciał monoklonalnych

– W odpowiednio wczesnym podaniu remdesiwiru przeszkadza także jego dożylna postać (w polskich warunkach nie wykonuje się tej iniekcji w domu). Bardzo potrzebujemy więc leku, który mógłby być podawany pacjentom w formie doustnej. Były pewne próby zmiany formy podawania w przypadku różnych kombinacji przeciwciał monoklonalnych w terapii zakażenia SARS-CoV-2. W najbardziej podstawowej postaci było to osocze ozdrowieńców, zawierające wśród wielu innych białek także przeciwciała skierowane przeciwko wirusowi SARS-CoV-2. Ale mam także na myśli kombinację casirivimabu i imdevimabu albo bamlanivimabu i etesemivabu — wymienia specjalista chorób zakaźnych.

Ograniczeniem w stosowaniu tych terapii ponownie okazał się czas.

– W przypadku pierwszej kombinacji przeciwciał udokumentowano, że skuteczność w redukcji ryzyka wystąpienia objawów infekcji wynosi nawet 80 proc., ale podanie leku następowało w ciągu 96 godzin od kontaktu z osobą zakażoną, a więc nawet nie od momentu potwierdzenia zakażenia SARS-CoV-2. Jest to więc w większym stopniu forma profilaktyki poekspozycyjnej, która jest uznaną i stosowaną metodą w leczeniu chorób zakaźnych — zauważył dr hab. Tomasz Smiatacz. Lek podawano w postaci podskórnej, a więc łatwiejszą drogą niż dożylna, ale i tak trudnej do realizacji w warunkach domowych.

Jak dodał ekspert, ponad rok temu podejmowano różne próby z wykorzystaniem dostępnych już wcześniej preparatów — np. lopinawiru — ale bez uzyskania oczekiwanych efektów.

– Musimy pamiętać, że infekcja COVID-19 jest ostra i krótkotrwała. W większości przypadków replikacja trwa kilka lub kilkanaście dni, może z wyjątkiem pacjentów np. po przeszczepach - dodał.

Próby działania 
przeciwzapalnego

Specjalista przypomina, że nie samo zakażenie sieje spustoszenie w organizmie, ale reakcja zapalna wyzwolona przez wirusa.

– Musimy więc podać leki wcześniej, zanim wirus spowoduje wyzwolenie reakcji zapalnej — precyzuje. A wywołana zakażeniem reakcja zapalna u każdego chorego przebiega inaczej i jej skutki zdrowotne mogą być różnie rozłożone w czasie.

– Były pewne próby modulowania tej reakcji, aby poprawić stan i rokowanie chorych. Na dziś najbardziej skuteczne okazały się steroidy w niewielkiej dawce, bo jej zwiększanie, paradoksalnie, wcale nie przynosiło poprawy. Gdy dojdzie już do zniszczenia tkanek, możemy w zasadzie polegać wyłącznie na procesach regeneracyjnych, a nie na leczeniu i hamowaniu postępu choroby — przyznał dr hab. Tomasz Smiatacz.

W próbach doboru skutecznej terapii spore nadzieje wiązano również z tocilizumabem, ale on też miał swoje ograniczenia związane z czasem i formą podania. Ponadto preparat charakteryzuje się silnym i długotrwałym działaniem immunosupresyjnym. Może więc wyzwolić dotychczas utajone inne zakażenia, np. gruźlicę lub wirusowe zapalenie wątroby. Co więcej, wyniki dotyczące zastosowania tocilizumabu w redukcji poziomu ryzyka zgonu w 28. dobie po podaniu preparatu nie potwierdziły w tym punkcie jego skuteczności.

W poszukiwaniu leku doustnego

– Podstawowym preparatem do leczenia chorych na COVID-19 jest tlen, którego w zeszłym roku nam zabrakło. Z tym, że tak naprawdę to nie jest terapia, a kupowanie pacjentowi czasu w oczekiwaniu na efekty procesu regeneracyjnego, które umożliwią choremu przeżycie. Specjaliści zajmujący się pacjentami z COVID-19 potrzebują więc leku skutecznego i doustnego, ale taki preparat zdecydowanie nie zastąpi szczepionek, a jedynie uzupełni tę metodę profilaktyki — zaznacza prof. Smiatacz.

W jakich kierunkach podążają więc badania naukowe nad nowymi lekami, możliwymi do zastosowania w terapii COVID-19, o łatwiejszej formie podania? Eksperci zgodzili się co do tego, że aktualnie priorytetem jest znalezienie leku, który skutecznie hamowałby replikację wirusa we wczesnym stadium choroby — tak aby pacjent mógł go zażyć w domu.

– Obecnie badania w tym zakresie toczą się dwutorowo. Z jednej strony, przyglądamy się lekom małocząsteczkowym, a z drugiej, analizujemy leki biologiczne. Większy nacisk w pracach badawczych położony jest obecnie na preparaty małocząsteczkowe, ponieważ te biologiczne o wiele trudniej przyjmować w warunkach domowych. Tymczasem leki biologiczne najczęściej należy podawać w szpitalu w formie iniekcji. Wielkie nadzieje wiązano z remdesiwirem, a dziś nie mamy innych leków, które mogłyby naśladować jego działanie — powiedział prof. dr hab. Marcin Drąg, chemik z Politechniki Wrocławskiej.

Kolejne grupy leków w badaniu

Obecnie poszukiwania leku na COVID-19 koncentrują się wokół enzymu wirusozależnej polimerazy RNA. Na wniosek firmy Merck amerykańska FDA weryfikuje właśnie molnupiravir, lek rozwijany wcześniej z myślą o leczeniu chorych na grypę. Jak dodał prof. Marcin Drąg, aktualnym kierunkiem badań jest także poszukiwanie leków oddziałujących na ludzkie enzymy.

– Na przykład szuka się inhibitorów dla enzymu konwertującego angiotensynę typu 2 (ACE2), białka TMPRSS2, niezbędnego do wnikania wirusa SARS-CoV-2 do komórek gospodarza. Jest tu kilka nowych, potencjalnie obiecujących leków, ale z doświadczenia wynikającego z walki z wirusem SARS (SARS-CoV-1) wiemy, że zastosowanie preparatów tego rodzaju wiąże się z poważnymi skutkami ubocznymi. Oczywiście, badacze poszukują również leku na COVID-19 wśród leków biologicznymi, przede wszystkim przeciwciał. Obecnie bada się kilka preparatów, ale kwestią kluczową w tych rozważaniach jest odpowiedni moment podania takiego leku, tak aby skutecznie hamował on replikację SARS-CoV-2 — tłumaczył prof. Marcin Drąg.

Podobnie jak dr hab. Tomasz Smiatacz, podkreślił konieczność opracowania terapii w formie doustnej tabletki, możliwej do zastosowania w warunkach domowych. Kolejną grupą leków, której przyglądają się badacze, są preparaty już nie tyle hamujące proces replikacji, co oddziałujące na reakcje immunologiczną organizmu.

– Obecnie w praktyce klinicznej stosowane są klasyczne preparaty: deksametazon i tocilizumab. Warto wspomnieć, że wielkie nadzieje wiązane są dziś z procesem retargetowania znanych już i stosowanych w walce z innymi wirusami leków. Taki właśnie zabieg zastosowano, jak się okazało z częściową skutecznością, z remdesiwirem. Nowym preparatem, nad którym badania są już bardzo zaawansowane, prowadzi je koncern Pfizer, jest inhibitor proteazy Mpro — wskazał ekspert.

Jak dodał prof. Drąg, pojawia się także wiele związków lub ekstraktów pochodzenia naturalnego, które mogą być wykorzystywane do zahamowania procesu replikacji wirusa SARS-CoV-2. Doniesienia te wymagają jednak weryfikacji.

Ostre działanie superantygenu

Dr hab. Tomasz Smiatacz przypomniał, że w większości przypadków replikacja SARS-CoV-2 trwa kilka lub kilkanaście dni, natomiast ewentualny dalszy ostry przebieg infekcji COVID-19 jest spowodowany nadreaktywnością układu odpornościowego.

– W 2020 r. zespół amerykańskich badaczy opublikował strukturalną pracę. Jej autorzy przewidywali, że białko kolca (ang. spike) działa jak superantygen. Zespół mojego laboratorium, we współpracy z Instytutem Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk oraz Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, sprawdził, że fragment białka S1 istotnie może działać jak superantygen — poinformowała dr hab. n. med. Elżbieta Sarnowska, biolog molekularny, kierowniczka Zakładu Immunoterapii Eksperymentalnej w Narodowym Instytucie Onkologii.

Jak opisała:

– Fragment podany bezpośrednio do komórek jądrzastych mocno je aktywuje i powoduje wyrzut interleukin prozapalnych. Przy dłuższej ekspozycji komórek układu immunologicznego na ten superantygen obserwujemy wyczerpanie limfocytów (proces utraty przez nie funkcji cytotoksycznych), co jest nietypowym zjawiskiem dla infekcji o ostrym przebiegu (to cecha charakterystyczna infekcji przewlekłych). Interesujące, że w „wyczerpanych” limfocytach obserwujemy ekspresję PD-L1. Przyczyny tego zjawiska nie są jeszcze znane, obecnie prowadzimy nad nimi badania. Ta obserwacja tłumaczy jednak, dlaczego szczepionki chronią przed ciężkim przebiegiem infekcji COVID-19 oraz dlaczego dochodzi do tak ostrej odpowiedzi zapalnej u osób dorosłych, a także u dzieci — powiedziała ekspertka.

Wspomogą nanoprzeciwciała?

Zespół specjalistów z dr hab. Elżbietą Sarnowską skupił się na terapii opartej na nanoprzeciwciałach. - Do tej pory udało nam się opracować kilka nanoprzeciwciał, z których jedno jest bardzo obiecujące. Wiąże się z białkiem kolca i ma zdolność przejściowego blokowania wnikania SARS-CoV-2 do komórek ludzkiego organizmu — wskazała badaczka.

Nad wykorzystaniem nanoprzeciwciał w leczeniu chorych na COVID-19 trwają obecnie prace w ośrodkach badawczych w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, gdzie sprawdza się możliwość podawania opracowanego w ten sposób leku w formie sprayu.

Przydały się prace 
nad wirusem MERS

W 2020 r. opublikowano pierwsze opracowania dotyczące wspólnych prac chemików z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz zespołu prof. Krzysztofa Pyrcia z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ. Dotyczyły one wpływu polimeru MM019 na replikację SARS-CoV-2. Jak poinformował prof. Pyrć, początek samych prac sięga 2012 r., gdy pojawił się wirus MERS.

– Doszliśmy wówczas do wniosku, że zasadne byłoby stworzenie inhibitora, który umożliwiałby hamowanie zakażenia koronawirusami, z uwagi na ryzyko rozwoju pandemii, wywołanej właśnie przez wirus z tej rodziny. Już wiosną zeszłego roku potwierdziliśmy, że wyniki naszych prac z lat poprzednich faktycznie przekładają się na wirus SARS-CoV-2, w związku z czym z pewnością warto rozwijać opracowaną wówczas przez nasz zespół substancję. Udało nam się wykazać, że działa zarówno ex vivo (na hodowlach tkankowych), jak in vivo (na modelu zwierzęcym). Dalsze prace poszły dwutorowo. Z jednej strony na Uniwersytecie Jagiellońskim rozwijamy substancję HTCC. Z drugiej strony brytyjska firma, z którą współpracujemy, opracowała bardzo podobny polimer, wykorzystywany jako nośnik innych leków — opowiadał wirusolog prof. dr hab. Krzysztof Pyrć, laureat programów START i POWROTY/HOMING Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Co dotychczas wynikło z tej współpracy? - Nasze wspólne badania wykazały, że polimer wytworzony przez brytyjską firmę można zmodyfikować w taki sposób, aby miał również działanie przeciwwirusowe — wyjaśnił prof. Pyrć, dodając że obecnie polimer ten jest w pierwszej fazie badań klinicznych prowadzonych przez amerykańską firmę farmaceutyczną.

Jak zaznaczył, branża farmaceutyczna i środowisko naukowe doceniają potrzebę opracowania leku, który mógłby zostać szeroko wykorzystany w praktyce klinicznej już teraz. Ale równie ważne jest stworzenie przynajmniej kilku opcji terapeutycznych na wypadek, gdyby w bliskiej przyszłości pojawił się inny potencjalnie groźny patogen z rodziny koronawirusów. Zespół prof. Pyrcia bierze aktywny udział w takich pracach — zarówno samodzielnie, jak i w ramach współpracy z innymi ośrodkami zrzeszonymi w konsorcja badawcze.

W warunkach pandemii nauka przyspiesza

Mówiąc o poszukiwaniu leku na COVID-19, należy pamiętać, że od przeprowadzenia nawet najbardziej obiecujących badań do realnego wdrożenia leku do praktyki klinicznej długa droga. Proces ten jest, oczywiście, krótszy dla substancji już wcześniej znanych i wykorzystywanych w leczeniu infekcji wywoływanych przez inne wirusy.

– Dotychczas ten proces był bardzo długi, bo wieloletni. Paradoksalnie, to właśnie w warunkach pandemii ma on szansę znacząco przyspieszyć. To możliwe ze względu na fakt, że koszty społeczno-ekonomiczne pandemii są tak ogromne, iż stanowią doskonałą motywację do przyspieszenia prac badawczych i procedur rejestracyjnych. Co więcej, pandemia dostarcza wielu pacjentów, których możemy i powinniśmy poddawać badaniom. Biorąc to pod uwagę, myślę, że w perspektywie roku możemy się spodziewać opracowania leku na COVID-19 — prognozował dr hab. Tomasz Smiatacz.

Zastrzegł jednak, że praktyka kliniczna ma swoje różnorodne ograniczenia, w tym kadrowo-formalne. Przestrzegł też przed nieuzasadnionym upraszczaniem i skracaniem procedur badawczych oraz tych służących do oceny bezpieczeństwa i skuteczności leku, szczególnie w przypadku preparatów całkowicie nowych. Jak podkreślił, nawet najbardziej obiecujący lek na etapie badań może okazać się nieefektywny w praktyce klinicznej, a co więcej, może też wiązać się ze skutkami ubocznymi — jak było w przypadku hydroksychlorochiny.

Na podstawie debaty Fundacji na rzecz Nauki Polskiej pt. „Poszukiwanie skutecznego leku na COVID-19”.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Molnupiravir pierwszą tabletką przeciw COVID-19? Obiecujące wyniki badań

Lek doustny przeciw COVID-19. Pfizer rozpoczął testy

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.