Badania nad amantadyną to kpina z nauki? Prof. Flisiak: wydano duże pieniądze, które można było spożytkować lepiej

EG/PAP
opublikowano: 02-09-2021, 08:52

Badania nad amantadyną były, zdaniem prof. Roberta Flisiaka, źle przygotowane. Jak uważa ekspert, twierdzenie jednego z liderów projektu, że amantadyna jest bezpieczna, na podstawie wyników obserwacji kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu chorych, jest kpiną z nauki.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Badania kliniczne, które miały potwierdzić skuteczność i bezpieczeństwo amantadyny w leczeniu COVID-19, wystartowały w kwietniu 2021 roku w dwóch ośrodkach: w Lublinie i na Śląsku. Oba projekty otrzymały niemałe dofinansowanie Agencji Badań Medycznych - łącznie wynoszące ok. 15 mln złotych. Niestety, nadal nie przedstawiono wyników tych badań. W ocenie prof. Flisiaka nie wniosą one wiele do wiedzy o leczeniu COVID-19, nie będą też miały szans na publikację w renomowanych czasopismach.

Jednym z liderów nadań klinicznych nad amantadyną jest prof. Konrad Rejdak, kierownik Kliniki Neurologii SPSK Nr 4 w Lublinie. W drugiej połowie sierpnia prof. Rejdak przekazał informacje o wstępnych wynikach badań.

– Dotychczas kilkudziesięciu pacjentów wzięło udział w badaniu klinicznym. Docelowo powinno liczyć ono 200 uczestników, ale myślę, że do opracowania wstępnych analiz wystarczające będzie około 100 osób. Podawany lek jest zaślepiony, co oznacza, że nie wiemy, czy dany pacjent przyjmował amantadynę, czy placebo, ale dotychczas u żadnej osoby nie zaobserwowaliśmy działań niepożądanych związanych z procedurą leczenia - powiedział wówczas prof. Rejdak, dodając, że potwierdzono bezpieczeństwo stosowania amantadyny w terapii COVID-19.

Prof. Robert Flisiak
Archiwum

Badania nad amantadyną - nie udało się zebrać pacjentów

Skąd ta surowa ocena prezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych? Jego zdaniem nawet gdyby udało się zebrać wystarczającą liczbę pacjentów - a tak się nie stało - to i tak byłaby ona zbyt mała, aby można było na podstawie obserwacji na tak nielicznej grupie wyciągać uzasadnione naukowo wnioski. Trudno ostatecznie stwierdzić ile osób brało udział w badaniach klinicznych nad amantadyną, ponieważ informacje te nie zostały ujawnione. Aktualne dane na ten temat posiada Agencja Badań Medycznych, gdyż wykonawcy wszelkich projektów przez nią finansowanych są zobowiązani do comiesięcznego raportowania zaawansowania badań.

– Moim zdaniem te badania nie dostarczą żadnych informacji, nawet gdyby efekt był pozytywny. Po pierwsze dlatego, że projekty nie opierały się na żadnych wiarygodnych danych wstępnych w piśmiennictwie, a po drugie były źle przygotowane. W efekcie wydano duże pieniądze, które można było spożytkować znacznie lepiej - twierdzi prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Prof. Flisiak: twierdzenie o bezpieczeństwie amantadyny w oparciu o analizę stanu kilkunastu chorych to kpina z nauki

Prof. Flisiak jest współautorem rekomendacji Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych dotyczących leczenia choroby COVID-19 oraz koordynatorem projektu SARSTer, na który przeznaczono 10 razy mniej środków niż na badania nad amantadyną. Wyniki prowadzonych przez niebo badań zostały już opublikowane w 7 artykułach w renomowanych czasopismach w przeciwieństwie do wyników dotyczących amantadyny. Jak ocenia ekspert, nie mają one szans na publikację w liczących się naukowo tytułach.

– Wyników prac nad amantadyną chociażby wstępnych dotychczas nie ujawniono i obawiam się, że nawet gdy się pojawią, będzie bardzo trudno je opublikować w liczącym się czasopiśmie – uważa prof. Flisiak.

Powołuje się także na piśmiennictwo światowe, które na razie nie dostarczyło żadnych nowych informacji na wsparcie tezy o przydatności amantadyny w leczeniu COVID-19.

– Każde badanie i analiza uzyskanych danych wymaga przeprowadzenia analizy statystycznej, a do niej potrzebna jest pewna moc statystyczna, generowana głównie liczbą włączonych do badania chorych. Tak, żeby można było porównać grupę otrzymującą lek z tą, która dostaje placebo - wyjaśnia.

Jego zdaniem również twierdzenie jednego z liderów badania nad amantadyną, że lek jest bezpieczny w oparciu o wyniki obserwacji kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu chorych, jest kpiną z nauki. Żeby potwierdzić bezpieczeństwo leku w danej chorobie, nie mówiąc o skuteczności, trzeba kilkuset lub nawet kilku tysięcy chorych badanych w trzech kolejnych fazach.

– Bezpieczeństwo każdej ze szczepionek przeciw SARS-CoV-2 oceniano w oparciu o obserwację kilkudziesięciu tysięcy badanych, a potem setek milionów osób już po rejestracji szczepionek. Mimo to nadal próbuje się kwestionować bezpieczeństwo tych szczepień. Czy w przypadku amantadyny nie powinniśmy wymagać równie rzetelnych badań? – zwraca uwagę prof. Flisiak.

Prof. Flisiak podkreślił, że to szczepienia przeciwko COVID-19, a nie wiara w powodzenie prac badawczych nad amantadyną, mają szansę zatrzymać rozwój pandemii.

– Warto słuchać tego, co mówią eksperci i lekarze zajmujący się chorymi na COVID-19. Opinie specjalistów są jednoznaczne i oparte nie tylko na wynikach badań, ale również na dzisiejszej praktyce klinicznej w Polsce. Najlepszym dowodem, że szczepionka chroni przed ciężkim przebiegiem i śmiercią z powodu COVID-19, jest fakt, że aktualnie w Polsce chorują prawie wyłącznie osoby niezaszczepione. Ci, którzy pomimo tak oczywistych faktów nie zaszczepią się, narażają życie swoje i bliskich– podsumował.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Prof. Zajkowska: zakaźnicy nie stosują amantadyny w terapii COVID-19 w warunkach szpitalnych

Amantadyna w leczeniu COVID-19. Niedzielski: pierwsze wyniki badań klinicznych nie potwierdzają jej skuteczności

Amantadynę mogło przyjąć nawet 20 tys. Polaków. Prof. Grieb: rzetelna analiza mogłaby wesprzeć badania

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.