Transportują śmigłowcami serca. “Po drodze” znajdują uprawy marihuany

JW/PAP
opublikowano: 24-08-2022, 12:25

Gdy policyjni lotnicy zbliżali się do Elbląga, zauważyli podejrzaną uprawę na polanie w środku zalesionego terenu. Nie mogli jednak przyjrzeć się jej bliżej z uwagi na cenny ładunek, który mieli na pokładzie i ograniczony czas. Postanowili jednak, że w drodze powrotnej spokojnie sprawdzą rejon uprawianej konopi – opisuje naczelnik Zarządu Lotnictwa Policji Głównego Sztabu Policji KGP insp. pil. Robert Sitek.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Policyjni lotnicy, transportując serca do przeszczepów, trafiają na plantacje konopii indyjskich.
Policyjni lotnicy, transportując serca do przeszczepów, trafiają na plantacje konopii indyjskich.
FOT. Pixabay

Gdy wielu z nas wypoczywało podczas letnich miesięcy wakacyjnych, w tym czasie policyjni lotnicy nieraz ścigali się z czasem, by ratować ludzkie życie. W lipcu dostarczyli serce do Gdańska, a w sierpniu dwukrotnie do Warszawy - poinformowała w środę (24 sierpnia) Komenda Główna Policji.

Jak policyjni lotnicy pomagają w transportach serc

14 lipca z Podlasia na Pomorze transportowali policyjnym śmigłowcem Bell-407GXi serce dla 58-letniego pacjenta gdańskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. W sierpniu z kolei dwukrotnie przemierzali kraj (2 sierpnia z Dolnego Śląska i 18 sierpnia z Pomorza), by dostarczyć na czas serce dla dwóch nastoletnich pacjentów Dziecięcego Szpitala Klinicznego im. Józefa Polikarpa Brudzińskiego w Warszawie.

Koordynatorzy transplantacyjni wykonują kilkadziesiąt telefonów, by zorganizować całą akcję związaną z pobraniem organów. Właśnie jeden z takich telefonów wykonał w środę późnym wieczorem 13 lipca koordynator ds. transplantacji serca Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. - Mimo późnej pory zadzwoniłem do naczelnika Zarządu Lotnictwa Policji z nadzieją, że policyjni lotnicy także i tym razem będą w stanie pomóc nam w zaplanowanym na rano transporcie serca. Chodziło o ratowanie życia 58-letniego pacjenta z przewlekłą niewydolnością serca, u którego w ostatnim czasie stan się zaostrzył - mówi kardiochirurg, koordynator ds. transplantacji serca gdańskiego szpitala Maciej Duda.

Podobnie było w kolejnych dwóch przypadkach. Tylko tym razem chodziło o serce dla niezwykle młodych pacjentów. - Transport organu karetką na lotnisko, lot do Warszawy i dalej transport karetką do szpitala – takie rozwiązanie nie dawało gwarancji dostarczenia tego cennego ładunku na czas. Dlatego też naszym jedynym ratunkiem było policyjne lotnictwo – mówi koordynator ds. transplantacji Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM Krzysztof Zając.

– Gdy chodzi o ratowanie ludzkiego życia, pora dnia jest bez znaczenia. Koordynatorzy ds. transplantacji serca mają ze mną bezpośredni całodobowy kontakt, a udział policyjnych lotników w kilkunastu takich misjach w ciągu półtora roku pozwolił nam na wypracowanie odpowiednich procedur współdziałania z placówkami szpitalnymi. Decyzję o realizacji takiego lotu poprzedza zawsze: zebranie wszystkich potrzebnych informacji, dokładna analiza sytuacji, sprawdzenie dostępności sprzętu i warunków atmosferycznych oraz uzyskanie zgody Komendanta Głównego Policji - zaznacza naczelnik Zarządu Lotnictwa Policji Głównego Sztabu Policji KGP insp. pil. Robert Sitek.

“Przy okazji” wykrywają podejrzane plantacje

W ciągu kilku godzin policjanci byli gotowi do transportu serca dla 58-latka. - Na dowódcę załogi Bella-407GXi wyznaczyłem doświadczonego pilota, co jak się później okazało, było nie bez znaczenia. Załoga w składzie: pilot i mechanik obsługi punktualnie o 8.30 zabrała drogocenny organ i 2-osobowy zespół transplantacyjny na pokład policyjnego śmigłowca i chwilę później wystartowała z boiska przy ul. Wołodyjowskiego w Białymstoku. Gdy lotnicy zbliżali się do Elbląga, zauważyli podejrzaną uprawę na polanie w środku zalesionego terenu. Nie mogli jednak przyjrzeć się jej bliżej z uwagi na cenny ładunek, który mieli na pokładzie i ograniczony czas. Postanowili jednak, że w drodze powrotnej spokojnie sprawdzą rejon uprawianej konopi – dodał naczelnik.

Lot z sercem kontynuowano i po 2 godzinach policyjny śmigłowiec wylądował na lądowisku na dachu Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Dosłownie kilka minut później serce było już na bloku operacyjnym, a lotnicy po uzupełnieniu paliwa mogli wracać do Białegostoku, by patrolować strefę graniczną.

Po drodze postanowili jednak sprawdzić podejrzaną uprawę w rejonie Elbląga. - Gdy byli nad zapamiętanym miejscem i przyjrzeli się bliżej uprawie, nie mieli już wątpliwości, że są to konopie indyjskie. Informację niezwłocznie przekazali policjantom kryminalnym elbląskiej komendy, którzy po wskazaniach GPS ze śmigłowca szybko odnaleźli plantację ze 130 nasadzeniami konopi indyjskich i podjęli dalsze czynności procesowe - przekazała KGP.

Prawo w medycynie
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
×
Prawo w medycynie
Wysyłany raz w miesiącu
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Grupa Rx sp. z o.o. Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

W tym czasie w gdańskim szpitalu trwała operacja przeszczepienia serca 58-letniemu pacjentowi. Po kilku godzinach zespół transplantacyjny zakończył zabieg. - Udało się. Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Operacja zakończyła się pomyślnie, bez żadnych komplikacji. Pacjent wraca do zdrowia. To była sprawna i dobrze skoordynowana akcja wielu osób: kardiochirurgów, transplantologów, pielęgniarek, instrumentariuszy i policyjnych lotników, którzy w 2 godziny dostarczyli śmigłowcem serce do przeszczepienia. Z Podlasia na Pomorze drogą kołową pokonanie ponad 400 kilometrów zajęłoby około 5 godzin. Telefon do Policji to była nasza ostatnia szansa na podarowanie pacjentowi nowego życia. Bez tej pomocy nie byłoby przeszczepu – podkreśla Maciej Duda z UCK w Gdańsku.

Kolejne udane misje policyjnych lotników

Niecałe trzy tygodnie później policyjni lotnicy kolejny raz wzięli udział w misji, której celem było ratowanie ludzkiego życia. Tym razem chodziło o życie 16-latka. Młody pacjent oczekiwał na nowe serce w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Rozpatrywano różne opcje transportu organu z Dolnego Śląska do warszawskiego szpitala, wyścig z czasem trwał. Podobnie było 18 sierpnia. Na nowy organ oczekiwał w tym samym szpitalu 17-latek z wrodzoną wadą serca. Transplantacja była dla niego jedyną szansą na przeżycie, jego własne serce mimo przebytych operacji odmawiało już współpracy.

– Z Policją współpracowaliśmy już wcześniej, wiedzieliśmy, że w sytuacji, gdy na całą procedurę mamy tylko cztery godziny, z policyjnymi lotnikami zrealizujemy wszystko zgodnie z planem i na czas, że wszystko będzie działać jak w szwajcarskim zegarku – podkreślił Krzysztof Zając z UCK WUM.

2 sierpnia o 17.20 policyjni lotnicy wystartowali Bellem z lądowiska przy szpitalu dawcy na Dolnym Śląsku. Cenny organ nadzorowała dwójka medyków: kardiochirurg i instrumentariuszka. Po niespełna półtorej godziny policyjny śmigłowiec wylądował na dachu Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Warszawie. Szesnaście dni później kolejny lot z sercem na pokładzie policyjnego Bella wykonywany wcześnie rano z Pomorza do tego samego warszawskiego szpitala trwał 1 h 45 min. Pokonanie ponad 450 km trasy samochodem zajęłoby około 6 h. I tym razem policyjni lotnicy lądowali na dachu szpitala. Wielokrotnie też ćwiczyli podobne lądowania na helipadzie warszawskiego CSK, więc i teraz nie mogło być problemów. Chwilę później serce było już na bloku.

– Obie operacje zakończyły się pomyślnie. Cieszy nas to tym bardziej, że to pierwsze operacje przeszczepienia serca w naszym ośrodku. Dotychczas nasza placówka zajmowała się transplantacją wątroby, teraz dajemy naszym pacjentom szansę na nowe życie z nowym sercem. Nasz zespół transplantologów to doświadczona i wyspecjalizowana kadra, która będzie podejmować wszelkie wysiłki, by kolejne operacje przeprowadzone w naszym ośrodku powiodły się – dodał Zając.

– Z ogromną radością przyjęliśmy wiadomość, że nowe serca biją już dla 16-latka i 17-latka, mogliśmy odetchnąć. To były wyjątkowe misje także dla nas, bo choć w momencie kiedy realizujemy lot z tak cennym ładunkiem na pokładzie, najważniejsze jest, by wszystko przebiegło sprawnie, profesjonalnie i bezpiecznie, to po jego zakończeniu czujemy wielką satysfakcję, że pomogliśmy w ten sposób uratować ludzkie życie – podkreślił insp. pil. Robert Sitek.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Dwa przeszczepy serca w WUM u 16-letnich chłopców. Uratowały im życie

Lekarka zastraszana przez antyszczepionkowców popełniła samobójstwo. “Ta nienawiść musi się wreszcie skończyć”

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.