Przełomowa terapia CAR-T cells będzie wkrótce dostępna w Polsce [WYWIAD]

Maja Marklowska-Tomar
opublikowano: 10-09-2019, 15:51

Klinika Hematologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu będzie pierwszym ośrodkiem w Polsce, w którym zostanie zastosowana terapia CAR-T cells (ang. chimeric antygen receptors T cells). Za 4-6 tygodni ma zostać jej poddany pierwszy dorosły pacjent - poinformowano podczas dzisiejszej (10 września) konferencji prasowej w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Poznański ośrodek jako pierwszy z sukcesem zakończył kilkuetapowy proces akredytacji, który upoważnia go do zastosowania tej przełomowej, najbardziej zaawansowanej i spersonalizowanej technologii stosowanej w leczeniu pacjentów z nowotworami krwi. Została ona stworzona z myślą o wykorzystaniu układu odpornościowego do walki z nowotworem, a polega na pobraniu od pacjenta limfocytów T, które następnie są przekazywane do laboratorium, gdzie są modyfikowane genetycznie poprzez wszczepienie do nich genu kodującego chimerowy receptor rozpoznający antygen specyficzny dla nowotworu, z którym te komórki mają walczyć. Opracowany w ten sposób materiał jest namnażany i wprowadzany ponownie do organizmu pacjenta w formie wlewu dożylnego.

dr hab. med. Lidia Gil, kierownik Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku UM w Poznaniu
Zobacz więcej

dr hab. med. Lidia Gil, kierownik Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku UM w Poznaniu Fot. Maja Marklowska-Tomar

Na świecie immunoterapia CAR-T cells jest obecnie stosowana m.in. w USA, Chinach, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Izraelu. O przygotowaniach do zastosowania tej przełomowej terapii w pierwszym polskim ośrodku rozmawiamy z dr hab. med. Lidią Gil, kierownikiem Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku UM w Poznaniu.

Pani profesor, kiedy pierwszy pacjent otrzyma terapię CAR-T cells?

Nie jestem w stanie podać dokładnej daty. Zakończyliśmy ostatnią, najtrudniejszą fazę akredytacji. Teraz czekamy na wyznaczenie terminu przeprowadzenia procedury bez pacjenta, co jest obligatoryjne i dotyczy wszystkich ośrodków na świecie. Czekamy też na ostatnie dokumenty z Krajowego Centrum Bankowania Tkanek i Komórek. Ale to, mam nadzieję, kwestia bardzo krótkiego czasu.

Jak wyglądał proces akredytacji pani ośrodka?

To był trzystopniowy proces. Zanim nas zaproszono do tej akredytacji, przeprowadzona analiza wszystkich ośrodków transplantacyjnych w Polsce, ale jak wynika z mojej wiedzy oprócz nas zakwalifikowano do niej jeszcze tylko ośrodek gliwicki kierowany przez prof. dr. hab. n. med. Sebastiana Giebla. To zaproszenie otrzymaliśmy w grudniu ubiegłego roku, a pierwsza wizyta akredytacyjna odbyła się już w w pierwszej połowie stycznia tego roku. Ponieważ przeszliśmy przez ten cały proces dość gładko i zostaliśmy zaakceptowani przez gremium międzynarodowe, wyznaczono nam kolejne terminy wizyt akredytacyjnych. Jedna z nich odbyła się na przełomie marca i kwietnia i została przeprowadzona przez Stanford University, gdzie prowadzone były badania nad jedną z dwóch zarejestrowanych w USA i Europie terapii. 28 i 29 maja odbył się u nas ostateczny audyt z udziałem osoby, która jako pierwsza podała tę terapię pacjentowi.

W połowie lipca otrzymaliśmy informację na piśmie, że przeszliśmy tę akredytację z sukcesem, co jest jednoznaczne z tym, że możemy CAR-T zacząć podawać u nas w bliskiej perspektywie.

Jakie zmiany organizacyjne, a być może również strukturalne, pociągnie za sobą wprowadzenie tej nowej terapii w pani ośrodku?

Strukturalnych zmian było niewiele, nieco więcej organizacyjnych, bo tak naprawdę chodzi o dopracowanie pewnych procedur zgodnie z wymogami CAR-T Gilead. Zespół transplantologów i współpracujący z nami neurolodzy oraz anestezjolodzy musieli przejść szkolenia za granicą. Organizowaliśmy również szkolenia dla pielęgniarek i lekarzy w naszym ośrodku. Jedyną rzeczą, którą musieliśmy zakupić, jest sprzęt do transportu CAR-T na terenie szpitala. 

Czego najbardziej się pani obawia? 

Tego, że po uruchomieniu procedury w pewnym momencie zabraknie nam pieniędzy. Że firma Gilead, która będzie ją na początku finansować, nie będzie nam mogła już pomóc, a Ministerstwo Zdrowia nie będzie jeszcze gotowe, żeby ją finansować.

Ilu pacjentów z państwa ośrodka kwalifikowałoby się do terapii CAR-T cells?

Z naszego makroregionu, czyli województwa wielkopolskiego i części lubuskiego przynajmniej jeden, dwóch pacjentów miesięcznie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Maja Marklowska-Tomar

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Tomar

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.