Prof. Łukasz Małek: pacjenta należy zachęcać do ćwiczeń - regularny ruch poprawia rokowanie kardiologiczne

Oprac. Ewa Kurzyńska
opublikowano: 25-12-2021, 09:00

Dowody naukowe sprawiły, że aktywność fizyczna w zaleceniach kardiologicznych ma najwyższą, pierwszą klasę zaleceń, czyli o największej sile dowodów. To już nie są tylko badania randomizowane, tylko metaanalizy obejmujące setki tysięcy osób - wskazuje prof. Łukasz Małek.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
prof. dr hab. n. med. Łukasz Małek
kierownik Poradni Kardiologii Sportowej w Narodowym Instytucie Kardiologii w Warszawie

Zmienia się podejście do aktywności fizycznej pacjentów z chorobami kardiologicznymi. Dziś jednym głosem mówimy: jeżeli chory jest w stabilnym stanie, należy go zachęcać do regularnych ćwiczeń. Powinniśmy jedynie doprecyzować, jaka aktywność dla danego pacjenta jest dobra i bezpieczna. Najgorsze, co możemy powiedzieć choremu, to żeby zaniechał ruchu. Osobom zdrowym wytyczne zalecają co najmniej 150 minut umiarkowanego wysiłku fizycznego tygodniowo, czyli nie jednorazowo, tylko powinno być to podzielone na kilka dni tygodnia. Jeżeli chcemy robić bardziej intensywne treningi, to ten czas ulega skróceniu o połowę. Optymalne korzyści z aktywności fizycznej osiągamy, jeśli te minimalne zalecenia podwoimy, a nawet potroimy. To nie musi być od razu bardzo absorbujący sport, to może być szybki spacer, jazda na rowerze rekreacyjnym, chodzenie po schodach. Powinniśmy do tego dodać dwa razy w tygodniu ćwiczenia siłowe, by wzmacniać mięśnie i ćwiczenia poprawiające koordynację, rozciągające. W skrócie to komplet zaleceń, który się niewiele zmienia od lat.

Problemem pozostaje wdrażanie tych zaleceń w życie. A o tym, że warto, przekonują liczne badania. Dowody naukowe sprawiły, że aktywność fizyczna w zaleceniach kardiologicznych ma najwyższą, pierwszą klasę zaleceń, czyli o największej sile dowodów. To już nie są tylko badania randomizowane, to są metaanalizy obejmujące setki tysięcy osób. Na ostatnim kongresie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego pokazano m.in. podsumowanie badań dotyczących choroby wieńcowej. Metaanaliza objęła wyniki 9 badań prospektywnych, które były przeprowadzone u osób z chorobą wieńcową i różnym poziomem aktywności fizycznej. Co się okazało? Najlepiej rokowały osoby aktywne przez cały czas. Pacjenci z tej grupy, w porównaniu do pacjentów z grupy nieaktywnej fizycznie, mieli o 50 proc. mniejsze ryzyko zgonu z jakiejkolwiek przyczyny. To ogromna różnica. Porównywalna ze stosowaniem podstawowych leków w chorobie wieńcowej, takich jak kwas acetylosalicylowy czy statyny. Analiza pokazała ponad wszelką wątpliwość, że nigdy nie jest też za późno na rozpoczęcie aktywności ruchowej. Bo nawet osoby, które były wyjściowo nieaktywne, a zaczęły ćwiczyć w którymś momencie obserwacji, zyskiwały wymierne korzyści: 45-proc. spadek śmiertelności całkowitej i 20-proc. spadek śmiertelności z przyczyn sercowo-naczyniowych. Co więcej, spadek śmiertelności całkowitej zaobserwowano także w grupie osób, które ćwiczyły, a zaprzestały ćwiczeń. Wniosek jest oczywisty: warto być regularnie aktywnym, bo to bardzo silny lek w chorobie wieńcowej.

O tym, że aktywność fizyczna poprawia rokowanie kardiologiczne, wiadomo od dawna. Już blisko 70 lat temu na łamach „The Lancet” opublikowano wyniki badania, w trakcie którego porównano występowanie choroby wieńcowej u ponad 30 tys. kierowców i konduktorów londyńskich autobusów, tramwajów i trolejbusów. Roczne ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej wynosiło 2,7/1000 kierowców i 1,9/1000 konduktorów, czyli było istotnie niższe w tej drugiej grupie. To nie przypadek, bo konduktorzy po prostu chodzili w pracy więcej niż kierowcy. Dodam, że inne czynniki, które mogły mieć wpływ na wyniki badania, zostały zminimalizowane poprzez wybranie tak jednorodnej grupy badanej.

Zatem lek mamy, a jak go szeroko stosować? Powinny być prowadzone kampanie promujące aktywność fizyczną w mediach, ale też potrzebne są systemowe ułatwienia dla osób, które pracują i chcą pozostawać aktywne. Trzeba tworzyć warunki, by np. do pracy można było dojeżdżać na rowerze czy chodzić. Trzeba zachęcać pracodawców, by robili przerwy w pracy na aktywność fizyczną i żeby w miejscach pracy były tworzone miejsca na takie aktywności. Musi być też edukacja ukierunkowana na promowanie sportu. Nie może być np. przyzwolenia na zwalnianie z byle powodu dzieci z WF-u, co jest plagą w Polsce. Wiem, że kardiolodzy dziecięcy pracują nad dokumentem, który pomoże nauczycielom i lekarzom w dostosowaniu aktywności fizycznej na lekcjach u dzieci z różnymi problemami zdrowotnymi. To bardzo ważne, bo nawyki kształtowane u dziecka procentują lub pokutują u dorosłego.

Fragment debaty “Sport: lek dobry na wszystko”, która odbyła się w ramach XII edycji konferencji “Polityka lekowa”.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Prof. Artur Mamcarz: są twarde dane, że aktywność fizyczna jest lekiem

Dr Monika Bąk-Sosnowska: aktywność fizyczna powinna być nawykiem jak mycie zębów

Prof. Piotr Jankowski: budowanie zdrowego społeczeństwa wymaga zbiorowego wysiłku

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.