Prof. Gut: jeśli nie zaszczepimy 85 proc. społeczeństwa, Polacy będą umierać na COVID-19, tak jak dziś Rosjanie

EG/PAP
opublikowano: 09-09-2021, 10:14

Rosjanie niechętnie szczepią się przeciw COVID-19, dziś w Rosji odnotowuje się nawet 800 zgonów dziennie - wskazał prof. Gut, dodając że podobnie może być już niebawem w Polsce.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Dynamika przyrostu liczby zakażeń koronawirusem wzrasta, nadciąga czwarta fala pandemii COVID-19. Dwie najważniejsze kwestie, nad którymi pochylają się dziś eksperci, to potencjalna liczba hospitalizacji i zgonów oraz wydolność ochrony zdrowia.

Za wcześnie na szpitale tymczasowe

Prof. Włodzimierz Gut uważa, że w przypadku czwartej fali polskiej ochronie zdrowia nie grozi utrata wydolności. To właśnie różni czwartą falę od poprzedniego wzrostu zakażeń, gdy obserwowaliśmy dzienną liczbę zakażeń na poziomie niemal 30 tysięcy. Obecnie spodziewamy się tysiąca dziennie.

Czy wobec tego warto powrócić do sieci szpitali tymczasowych? Prof. Gut uważa, że obecnie nie ma takiej potrzeby, ponieważ nie ma tylu pacjentów z COVID-19. Jaki scenariusz na najbliższe tygodnie jest, jego zdaniem, najbardziej prawdopodobny? Jak podkreśla prof. Gut, wiele będzie zależało od poziomu wyszczepienia polskiej populacji.

– W tej chwili zaszczepiło się ok. 50 proc., a ponad 10 proc. nabyło odporność po przechorowaniu - oszacował. Dodał, że to za mało, żeby pójść brytyjską drogą i zrezygnować niemal ze wszystkich obostrzeń.

– Aby czuć się bezpiecznie, potrzebujemy osiągnąć stan 85-proc. wyszczepialności Polaków - powiedział.

Jego zdaniem, w przeciwnym razie należy się liczyć z wysoką liczbą zgonów z powodu COVID-19.

Wirusy w naszym organizmie nieustannie mutują, więc choć można zbadać na początku, czym się zakaziliśmy, to nie sposób przewidzieć, jaką mutacją wirusa będziemy finalnie zakażać.
iStock

Śmiertelność z powodu COVID-19 - czy wzrośnie?

Jak wysokiego odsetka zgonów możemy się spodziewać w najczarniejszym scenariuszu?

– W niezaszczepionym w sposób dostatecznym społeczeństwie rosyjskim każdego dnia na COVID umiera 800 osób. U zaszczepionych Brytyjczyków, przy porównywalnej liczbie zachorowań, zgonów jest siedem razy mniej - powiedział prof. Gut.

Ekspert pytany o możliwość zakażenia się w tym samym czasie dwoma odmianami wirusa wyjaśnił, że owszem, taka koinfekcja jest możliwa. Zapewnił jednak, że nie należy się tego szczególnie obawiać. Wirusy w naszym organizmie i tak nieustannie mutują, więc choć można zbadać na początku, czym się zakaziliśmy, to nie sposób przewidzieć, jaką mutacją wirusa będziemy finalnie zakażać.

– Wirus namnaża się w taki sposób, że tworzy pewną matrycę. I na tej matrycy jest wielokrotnie przepisywany przez enzymy, które do tego służą - wyjaśnił.

Ponadto, jak dodał, skala kombinacji rekombinacji wirusów RNA jest ogromna.

– W każdej “przepisywance” znajdzie się mniej więcej trzydzieści różnych mutacji - z tego większość to są mutacje niekorzystne albo takie, które nie pozwalają na żaden dalszy proces. Na każdą cząstkę aktywną powstaje mniej więcej dwieście cząsteczek, które się do niczego nie nadają - dodał.

Prof. Gut podsumował, że w trakcie tych "przepisywań" powstaje ok. 1 mln różnych cząsteczek i to jest mieszanka najróżniejszych mutacji, które powstają cały czas.

Czasem jednak zdarza się tak, że wirus zmienia się w sposób na tyle istotny, że jesteśmy w stanie to zauważyć - badając za pomocą którejś z dostępnych metod, a jest ich - jak zauważył prof. Gut - ok. 100.

Mutacje SARS-CoV-2 - czy zawsze powodują większe zagrożenie?

Jak zapewnił ekspert, żadna z dotychczasowych, utrwalonych zmian w koronawirusie nie jest szczególnie istotna, nie zmienia sytuacji epidemicznej.

– Istotną byłaby zmiana, która wpłynęłaby na dynamikę namnażania wirusa - powiedział wirusolog. Jak tłumaczył, mogłoby się zdarzyć, że któraś z mutacji po zakażeniu człowieka przez dłuższy czas nie powodowałaby objawów, ale osoba zakażona była już zakaźna. Druga potencjalnie groźna ewentualność to pojawienie się takiej mutacji, która umykałaby narzędziom służącym do sekwencjonowania genomu wirusa.

– Tak trochę stało się na Wyspach Brytyjskich, gdzie nowa odmiana koronawirusa początkowo była niewykrywana w laboratoriach - zauważył profesor. I wyjaśnił, że było to spowodowane tym, iż ze wszystkich dostępnych metod Anglicy używali właśnie tych, które "omijały" ten wariant. Zanim się zorientowali, wariant zwany B.1.1.7 lub brytyjskim zdominował inne warianty na terenie Wielkiej Brytanii, a potem rozprzestrzenił się po świecie.

Prof. Gut zapewnił, że w Polsce takie przeoczenie byłoby niemożliwe.

– Sarkali na nas, polskich naukowców, że za długo badają próbki, że inni robią to błyskawicznie. A my potrzebowaliśmy 48 godz., gdyż badaliśmy cztery obszary genomu wirusa, żeby niczego nie przeoczyć. Chodziło o pewność - powiedział.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Naukowcy pytają zaszczepionych Polaków o podejście do trzeciej dawki

Eksperci: szczepionka nie zastąpi leków na SARS-CoV-2. Te wciąż są potrzebne

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.