Pandemia obnażyła problemy polskiej kardiologii i kardiochirurgii

Monika Rachtan
opublikowano: 19-05-2021, 11:49

Liczba procedur związanych z zawałami serca spadła w czasie pandemii o 35-40 proc. Czy to oznacza, że Polacy przestali na nie zapadać? Eksperci są zgodni, że świadczy to o wadach systemu i braku dostępu do specjalistycznej opieki z powodu epidemiologicznych obostrzeń. Jaki dług zdrowotny narósł w czasie pandemii w odniesieniu do pacjentów kardiologicznych? I jak sobie z nim poradzić?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Pandemia COVID-19 trwa już od ponad roku. Wraz z rozwojem sytuacji epidemicznej system opieki zdrowotnej zmieniał się wielokrotnie. Ministerstwo Zdrowia wprowadzało wiele nowych rozwiązań, z których część sprawdzała się w codziennej praktyce klinicznej, ale część jest oceniana przed ekspertów negatywnie. Obecne ustabilizowanie się sytuacji związanej z pandemią nie oznacza, niestety, końca problemów i zmian, które czekają polski system opieki zdrowotnej. Już teraz resort zdrowia i jego doradcy z różnych dziedzin medycyny opracowują „plan naprawczy”, który ma pomóc systemowi podnieść się z kryzysu. Co w takim planie powinno się znaleźć? Jakie rozwiązania należy wprowadzić, aby pomóc zarówno pacjentom, jak i całej kadrze medycznej — od lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, po położne, fizjoterapeutów i salowe?

Przymus szpitalnych reorganizacji

Prof. dr hab. n. med. Michał Zembala, kierownik i koordynator Oddziału Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Płuc oraz Mechanicznego Wspomagania Krążenia w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu przyznaje, że pandemia COVID-19 zaskoczyła wszystkich medyków. I to przede wszystkim właśnie od nich, nie od systemu, wymagano największych zmian.

„Lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci, cały personel medyczny w ciągu kilku dni musiał reorganizować swoją pracę, a tak naprawdę nauczyć się jej od nowa. Śląskie Centrum Chorób Serca z początkiem pandemii nie odczuwało jej tak dotkliwie jak inne jednostki ochrony zdrowia. Z uwagi na mniejszą dostępność testów, ale w szczególności na długi czas oczekiwania na ich wynik, musieliśmy oczywiście zmienić plan przyjęć, ale nadal wykonywaliśmy wiele zabiegów operacyjnych pomagając pacjentom z różnych regionów Polski. W miarę upływu czasu, współdziałając z wojewodą i marszałkiem województwa, proporcje przyjęć — planowe/pilne/covid — zmieniały się na bieżąco, a z nimi struktura oddziału. Były momenty, gdy zabezpieczaliśmy 20 proc. łóżek dla pacjentów covidowych, a w razie potrzeby przygotowywaliśmy nawet 40 proc. naszych zasobów. W trakcie I i II fali naszym podstawowym działaniem było jednak leczenie pacjentów kardiochirurgicznych, to oni stanowili większą część naszych chorych” — wspomina specjalista.

Wszystko zmieniła III fala pandemii, gdy zachorowań w kraju było bardzo dużo. „Przekształciliśmy wówczas 20 łóżek na stanowiska tzw. tlenoterapii oraz 24 na łóżka wyposażone w respiratory lub ECMO dla chorych na COVID-19. Pamiętając o konieczności zabezpieczenia chorych kardiochirurgicznych i translacyjnych, pozostawiliśmy 4 łóżka intensywnej terapii i 8 łóżek oddziału dla tychże pacjentów. Trzeba pamiętać, iż oddziały kardiochirurgiczne w Polsce, ale i w całej Europie, są bardzo dobrze zaopatrzone, dysponują pełnym wyposażeniem tlenowym/respiratorowym. Od lat też oddziały kardiochirurgii stanowią bazę urządzeń wspomagających oddychanie, czyli ECMO. Oczywiste było więc, że w sytuacji, gdy ten sprzęt był bardzo potrzebny, przekierowywano go z oddziałów kardiochirurgicznych do leczenia chorych zakażonych koronawirusem” — relacjonuje prof. Michał Zembala.

Medycyna to ludzie

Nie tylko zmiany organizacyjne oddział musiał w tym czasie wdrożyć. „Zmieniła się nie tylko struktura, ale i sposób pracy naszego zespołu, który w kilka dni musiał być gotowy do leczenia pacjentów zakażonych koronawirusem, niewydolnych oddechowo. Jestem niezwykle dumny i po raz kolejny słowa uznania kieruję do mojego zespołu: pielęgniarek, lekarzy, fizjoterapeutów, dietetyków, perfuzjonistów, a także rzadko docenianych salowych, ludzi, którzy nie pytali: „dlaczego my?”, lecz: „na kiedy mamy być gotowi”. Czy bali się przychodzić do pracy, do środowiska infekcji? Z pewnością tak — widząc cierpiących, duszących się chorych, wielu z nas obawiało się o swoje zdrowie. Z czasem jednak ta ekstremalna sytuacja stała się naszą nową codziennością, elementem posługi choremu. Rozdzwoniły się telefony — dedykowaliśmy asystentów lekarzy — ratowników, jako osoby koordynujące przyjęcia chorych, by karetki nie musiały stać w kolejce. Staraliśmy się przyjąć i pomóc wszystkim, 20 naszych łóżek zapełniło się w 3 dni” — przyznaje kardiochirurg.

Praca personelu medycznego była wielokrotnie doceniana przez społeczeństwo. Na początku pandemii powstało wiele społecznych inicjatyw, ludzie starali się wspierać medyków, np. organizując dla nich ciepłe posiłki. Prof. Michał Zembala zaznacza, że w medycynie ważni są ludzie, ich nastawienie do pracy, do pacjenta, do misji, którą wszyscy mamy do spełnienia.

„Pomimo utrudnień i niedogodności staraliśmy się, by chorzy w najcięższym stanie mieli szansę spotkać się ze swoimi rodzinami. Do pacjentów o niepewnym rokowaniu wpuszczaliśmy najbliższych, by mogli choć chwilę z nimi porozmawiać, pomóc, a nieraz pożegnać się. Ubieraliśmy ich w specjalne stroje, maski, ochraniacze, by zapewnić im i ich bliskim bezpieczeństwo. Cały proces ubrania i rozebrania nadzorowała pielęgniarka lub pielęgniarz — dla bezpieczeństwa tej osoby. Bardzo się cieszę, że moje koleżanki i koledzy z oddziału zaangażowali się w organizację tych spotkań. Mimo wielu obowiązków, ciężkiej pracy, znajdowali czas i chęć, żeby zapewnić naszym pacjentom i ich rodzinom godne pożegnanie. Bardzo zależało nam, aby w tej ekstremalnej sytuacji nadal pozostać ludźmi, by traktować naszych pacjentów i ich rodziny tak, jakbyśmy to my nimi byli” — dodaje.

Prof. dr hab. n. med. Adam Witkowski

“Pandemia COVID-19 wiąże się przede wszystkim z konsekwencjami dla samych pacjentów, a nałożona na pandemię chorób układu sercowo-naczyniowego dodatkowo nasila problemy kardiologiczne”.

Drastyczne ograniczenie procedur

„Pandemia COVID-19 wiąże się przede wszystkim z konsekwencjami dla pacjentów, a nałożona na pandemię chorób układu sercowo-naczyniowego dodatkowo nasila problemy kardiologiczne. System ochrony chorych kardiologicznych, na który składa się diagnostyka i terapia, został zdewastowany. Raport dokumentujący zgony w 2020 r., opublikowany przez Ministerstwo Zdrowia, pokazuje, w jakich obszarach chorobowych nastąpiły przyrosty w stosunku do roku 2019. Oczywiście, największy odnotowano w obszarze chorób układu sercowo-naczyniowego” — wskazuje prof. dr hab. n. med. Adam Witkowski, kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej w Narodowym Instytucie Kardiologii w Warszawie, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Taką sytuację już wcześniej przewidywali specjaliści, którzy w okresie pierwszego lockdownu zbadali, jak często wykonywano procedury w kardiologii. „Nasze badania pokazały, że jeśli chodzi o leczenie ostrych zawałów serca, to liczba procedur spadła o 35-40 proc. W niestabilnej chorobie wieńcowej liczba procedur zmniejszyła się o 50 proc., a liczba planowych zabiegów angioplastyki wieńcowej o prawie 70 proc. To samo dotyczy procedur elektrofizjologicznych, wszczepiania rozruszników serca, defibrylatorów czy też zabiegów ablacji” — wymienia prof. Witkowski.

Prof. Michał Zembala przypomina, iż spadek liczby zawałów nie jest spowodowany tym, że pacjenci w czasie pandemii przestali na nie chorować. Obecnie na oddziałach kardiochirurgicznych coraz częściej pojawiają się pacjenci z tzw. przechodzonym zawałem, którego powikłania muszą być zaopatrywane kardiochirurgicznie. Eksperci są zgodni, że system opieki zdrowotnej został mocno poturbowany w starciu z pandemią COVID-19. Jednak podobna sytuacja widoczna jest w całej Europie, a także w Stanach Zjednoczonych, ponieważ zmniejszenia liczby procedur i wzrost liczby zgonów pacjentów kardiologicznych są raportowane przez inne kraje.

„Sytuacja ta wynika z różnych przyczyn. Duża część oddziałów kardiologicznych została przeznaczona na oddziały covidowe, co odbywało się kosztem przyjęć planowych chorych bez zakażenia koronawirusem. Kolejną przyczyną były obawy i strach chorych przed pobytem w szpitalu, w którym mogliby zostać zakażeni wirusem. W pewnym stopniu z tym się zgadzam, ponieważ sam byłem świadkiem takich sytuacji. Wreszcie też trzeba zauważyć, że leczenie ambulatoryjne chorych kardiologicznych w czasie pandemii pozostawiało wiele do życzenia. Tak potrzebne w tym czasie leczenie zdalne nie było w stanie zaadresować potrzeb wszystkich chorych kardiologicznych. Dotyczy to szczególnie chorych pierwszorazowych, którzy wymagają przeprowadzenia pełnej diagnostyki, a tej nie da się zrealizować za pośrednictwem teleporady” — wyjaśnia prof. Witkowski.

Prof. dr hab. n. med. Michał Zembala

“Tak potrzebne w tym czasie leczenie zdalne nie było w stanie zaadresować potrzeb wszystkich chorych kardiologicznych. Dotyczy to szczególnie chorych pierwszorazowych, którzy wymagają przeprowadzenia pełnej diagnostyki”.

Lekcja na przyszłość

Musimy być świadomi, że pandemia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i niebawem może czekać nas kolejna, już IV fala. Jaka ona będzie? „Tego nie wiemy, wydaje się, że dzięki szczepieniom przebiegnie łagodniej. Musimy także liczyć się z tym, że pandemia COVID-19 może nie być ostatnią, z którą przyjdzie nam się mierzyć. Trudno powiedzieć, czy to już czas na wyciąganie wniosków i przygotowanie się do następnych fal. Ministerstwo Zdrowia i wiele organizacji wciąż publikuje raporty, które pokazują, w jakim stanie jest polski system opieki zdrowotnej. Pewnie niebawem pojawi się także plan naprawy” — mówi prof. Michał Zembala.

Patrząc na to, ilu pacjentów podczas III fali pandemii nie otrzymało optymalnej pomocy lekarskiej, wydaje się, że wnioski i plan naprawy systemu powinny pojawić się jak najszybciej. Pierwszy wniosek, który nasuwa się Michałowi Kępowiczowi, dyrektorowi ds. relacji strategicznych firmy Philips Healthcare, jest taki, że system opieki zdrowotnej nie był gotowy na walkę z pandemią i nie jest gotowy na walkę z jej skutkami.

„Choroby cywilizacyjne vs COVID-19 to ogromny problem opieki zdrowotnej. W czasie pandemii, oczywiście, choroby cywilizacyjne nie zniknęły, a nawet przybrały na sile. Może jeszcze tych skutków nie widzimy tak wyraźnie. Uważam jednak, że w najbliższych dwóch, trzech latach sytuacja związana z długiem zdrowotnym, jaki spowodowała pandemia COVID-19, stanie się dramatyczna. Główny Urząd Statystyczny już długo przed pandemią podawał zatrważające dane dotyczące liczby zgonów z przyczyn kardiologicznych w Polsce (ok. 175 tys. przypadków). Patrząc na czynniki sprzyjające powstawaniu chorób kardiologicznych, które szczególnie nasiliły się w okresie walki z koronawirusem (np. długotrwały stres, niższa aktywność fizyczna, wyższe spożycie alkoholu) można spodziewać się, że ta liczba w perspektywie kilku najbliższych lat poszybuje w górę nawet o 30 procent” — podkreśla ekspert Philips.

Kardiologia
Ekspercki newsletter przygotowywany we współpracy z kardiologami
ZAPISZ MNIE
×
Kardiologia
Wysyłany raz w miesiącu
Ekspercki newsletter przygotowywany we współpracy z kardiologami
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj
Michał Kępowicz

“Dziś większość pracy związanej z opieką nad chorym spoczywa na barkach personelu medycznego, ale z czasem proporcje pomiędzy pracą lekarza a pracą urządzeń będą się zmieniać”.

Jak nie stracić kontaktu z pacjentem

Trudna sytuacja pacjentów kardiologicznych jest zjawiskiem obserwowanym na całym świecie. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne podaje, że w porównaniu do 2019 r. liczba chorób układu krążenia w 2020 r. wzrosła o 17 proc. Michał Kępowicz wskazuje, że przedłużające się lockdowny, brak nadziei na „odmrożenie” i długotrwałe poczucie bezpośredniego zagrożenia spowodowały, że stres wśród społeczeństwa był ogromny, a kontakt z lekarzem w wielu przypadkach bardzo utrudniony.

Z relacji pacjentów wynika, że w czasie pandemii część gabinetów lekarskich wstrzymała swoją działalność. Chorzy często skarżyli się, że trudno im nawet telefonicznie skontaktować się z lekarzem. Prof. Michał Zembala podkreśla jednak, że w Śląskim Centrum Chorób Serca pacjenci otrzymywali niezbędną pomoc, choć jej zakres był ograniczony.

„W Śląskim Centrum Chorób Serca wyznajemy zasadę dobrej współpracy — absolutnie nie konkurencji. Gdy zamknięto kardiochirurgiczne oddziały na południu Polski, przejmowaliśmy tamtejszych chorych, gdy na północy — otworzyliśmy się na tamten rejon. Tylko po to, by pomóc. Liczyliśmy na to, że gdy będziemy mieli problem, z podobną inicjatywą wystąpią koledzy w innych ośrodkach. Istotne jest, aby mądrze współpracować dla dobra pacjentów” — uważa kardiochirurg.

Zabrzański Oddział Kardiochirurgii wykonywał głównie operacje ratujące życie, ale także takie zabiegi planowe, których odroczenie groziło niebezpieczeństwem utraty zdrowia lub życia. Kierownik oddziału tłumaczy, że zachowanie płynności pracy szpitala było możliwe nie tylko dzięki ciężkiej pracy personelu medycznego, ale także dzięki dyscyplinie, jaką utrzymywali chorzy. „Naszymi pacjentami są głównie osoby w podeszłym wieku, które z różnym zaangażowaniem stosują się do zaleceń lekarskich. W czasie pandemii jednak pacjenci faktycznie robili to, o co ich prosiliśmy. Przed przyjęciem na oddział poddawali się tygodniowej samoizolacji w celu uniknięcia kontaktu z osobą zakażoną. Taki model pracy z chorymi bardzo się sprawdził. Niezwykle rzadko zdarzało się, że pacjent, który miał być przyjęty do szpitala, podczas testowania był zakażony wirusem SARS-CoV-2” — mówi kardiochirurg.

Oczekiwany powrót do planowych wizyt

Zdaniem tego specjalisty, obecnie pożądane jest odmrożenie całego systemu opieki zdrowotnej. „Niezwykle ważne jest, aby jak najszybciej wróciły planowe wizyty w poradniach, nie tylko zdalne, ale również fizyczne. Musimy rozpocząć normalne przyjmowanie chorych do oddziałów kardiologicznych i kardiochirurgicznych na planowe zabiegi. Jest to szalenie ważne, ponieważ chorzy mogą czekać przez pewien czas w kolejce, ale część z nich, niestety, nie doczekuje terminu przyjęcia. Albo przyjeżdża do szpitala z ostrym zawałem serca, a wiadomo, że leczenie takich stanów jest zawsze obciążone zwiększonym ryzykiem i większym odsetkiem niepowodzeń niż leczenie planowe” — uważa prof. Michał Zembala.

Właściwe działania już są podejmowane, szpital w Zabrzu przyjmuje coraz więcej pacjentów kardiologicznych. „Może nie wróciliśmy jeszcze do pełnej aktywności ze względu na wytyczne dotyczące testowania i liczby pacjentów, którzy mogą przebywać w jednej sali, to jednak czynimy, co w naszej mocy, by nadrobić to wszystko, czego zaniechaliśmy z przyczyn obiektywnych w okresie lockdownu. Mamy nadzieję, że wspomniane przeze mnie limity dotyczące przyjęć i rozliczenia szpitali będą nadal decyzją Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia przesunięte w czasie. Ponadto musimy rozpocząć działania związane z Krajową Siecią Kardiologiczną i Narodowym Programem Leczenia Chorób Krążenia” — zaznacza kardiochirurg.

Start pilotażu Krajowej Sieci Kardiologicznej

11 maja został wykonany pierwszy krok w kierunku budowy Krajowej Sieci Kardiologicznej (KSK) — opublikowano rozporządzenie ministra zdrowia o pilotażu tego projektu. Początkwo będzie on obejmował województwo mazowieckie, a pilotaż ma koordynować Narodowy Instytut Kardiologii w Warszawie. Powołana została Krajowa Rada Kardiologiczna, która będzie nadzorowała działalność tej sieci w formie pilotażu, a następnie decydowała wspólnie z ministrem zdrowia o rozpowszechnieniu jej na kolejne województwa i regiony w kraju, tak aby obejmowała ona w przyszłości całą Polskę.

„Sieć Kardiologiczna ma ułatwić dostępność leczenia, szczególnie wysokospecjalistycznego, dla chorych, którzy są kierowani przez lekarzy pierwszego kontaktu i lekarzy rodzinnych do kardiologa. W rozporządzeniu zapisano, że leczenie czy postępowanie diagnostyczne powinno zacząć się w ciągu 30 dni od skierowania pacjenta do specjalisty. Należy pamiętać, że stale zalegamy z redukowaniem kolejek, które narosły podczas pandemii. Utworzenie tej sieci to krok w dobrym kierunku. Mam nadzieję, że wszystkie założenia, które zapisano w projekcie, uda się spełnić” — mówi prof. Witkowski.

Krajowa Sieć Kardiologiczna ma obecnie zająć się czterema obszarami chorobowymi, w tym niewydolnością serca. Jak wskazuje prof. Witkowski, to jest niezwykle ważne, ponieważ obecnie w Polsce na niewydolność serca cierpi około 1,2 mln osób i stanowi ona pierwszą przyczynę zgonów w kraju. Kolejne schorzenia, które będzie obejmował pilotaż KSK, to: nadciśnienie oporne na leczenie i wtórne, zaburzenia rytmu serca, wady zastawkowe serca. Do ich leczenia mają być użyte nowoczesne metody przezcewnikowe. „W czasie najtrudniejszym leczyliśmy metodami przezskórnymi bardzo wiele osób cierpiących na skrajnie objawowe wady serca. Dzięki sprawnemu działaniu byliśmy w stanie wykonywać 3 zabiegi dziennie, zapewniając chorym bezpieczeństwo i komfort; wypisywaliśmy ich do domów w trzeciej dobie po zabiegu” — dodaje prof. Zembala.

Przyspieszona edukacja i dodatki covidowe

W czasie pandemii społeczeństwo zaznajomiło się z wieloma pojęciami medycznymi. Coraz więcej osób wie, jak pracuje respirator, czym jest pulsoksymetr oraz nowoczesne urządzenie ECMO. Prof Michał Zembala uważa, że na początku pandemii nie dla wszystkich lekarzy praca z pacjentami zakażonymi COVID-19 była rutynowym postępowaniem.

„Części z nas brakowało podstawowych umiejętności potrzebnych do pracy z tak ciężko chorymi pacjentami. Wielu lekarzy nie korzystało z dostępnych i skutecznych metod leczenia pacjenta, a chciało od razu sięgać po skomplikowany sprzęt czy stosować zaawansowane procedury. Nasze obserwacje pokazują, że w przypadku chorych na COVID-19 kluczową rolę odgrywały proste rzeczy: ułożenie chorego na brzuchu, dobrze dobrana wentylacja nieinwazyjna lub prawidłowo prowadzona wentylacja mechaniczna. My także musieliśmy się tego uczyć. Pomagali nam wspaniali lekarze: dr Dyla, dr Mielnicki, prof. Knapik, dr. Nadziakiewicz i wielu innych. Dzięki ich pomocy mogliśmy przygotować nasze pielęgniarki, ratowników i rezydentów, aby byli w stanie prowadzić wentylację optymalnie i efektywnie” — zaznacza specjalista.

Kwestia lepszego wykorzystania dostępnych urządzeń

Dyr. Michał Kępowicz nie ma wątpliwości, że ważnym elementem sprawnie działającego systemu opieki zdrowotnej są nowoczesne technologie i rozwiązania, które usprawniają i poprawiają komfort pracy lekarzy. Dodaje jednak, że wiele takich urządzeń już zostało wprowadzonych do polskiego systemu opieki zdrowotnej, niestety, nie wszyscy medycy posiadają wystarczającą wiedzę, jak w pełni korzystać z takich innowacyjnych narzędzi. To pokazuje, że w dalszym ciągu jest jeszcze wiele do zrobienia.

„W polskich szpitalach jest już wiele urządzeń, które mogłyby poprawić jakość pracy lekarzy. Często są to zaawansowane technologicznie systemy, które są w stanie wykonać część obowiązków za medyków. Należy jednak ten potencjał odkryć, poznać funkcjonalności dające nową jakość leczenia, bezpieczeństwa, czy generujące oszczędności w ilości pracy wykonywanej przez człowieka. Nie zawsze te możliwości są w pełni rozumiane przez użytkowników, co powoduje, że nie są efektywnie wykorzystane. Rozwiązaniem w takiej sytuacji mogą być zaawansowane szkolenia, wymiana doświadczeń pomiędzy ośrodkami czy sieciowanie i integrowanie systemów w celu generowania strumieni danych i wiedzy. Kluczem może tutaj być zwiększenie liczby szkoleń w zakresie korzystania z nowych technologii. Medycy zdają sobie sprawę z tego, że takie technologie mogą być dla nich pomocne, ale muszą nauczyć się ich użytkowania, aby w pełni wykorzystać ich potencjał” — stwierdza dyr. Kępowicz.

Nowoczesne urządzenia medyczne pozwalają lepiej zarządzać czasem medyków, lepiej kontrolować parametry pacjentów, pomagają też przewidywać pewne zdarzenia medyczne zagrażające życiu pacjenta widoczne tylko dla zaawansowanych algorytmów. „Dziś większość pracy związanej z monitorowaniem i diagnostyką stanu chorego spoczywa na barkach personelu medycznego, ale z czasem proporcje pomiędzy pracą lekarza a pracą urządzeń będą się zmieniać. Zakłada się, że w niedalekiej przyszłości nawet 80 proc. tych zadań będzie domeną urządzeń, a tylko 20 proc. zostanie po stronie białego personelu. Te 20 proc. to będą te najważniejsze decyzje dotyczące ostatecznej diagnozy i kierunku oraz metod leczenia” — przekonany jest ekspert firmy Philips Healthcare.

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.