Na czym polega polityka „zero COVID”, przeciwko której protestują Chińczycy?

KM/PAP
opublikowano: 01-12-2022, 11:57

W ostatnich dniach na ulice Pekinu, Szanghaju, Kantonu i innych chińskich miast wychodziły tysiące ludzi protestujących przeciwko polityce „zero COVID”. Chiny są jednym z ostatnich miejsc na świecie, gdzie prawie trzy lata po wybuchu pandemii wciąż stosowane są tak drastyczne restrykcje.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Chińscy badacze oceniali, że strategia “zero COVID” pomaga zapobiegać milionom potencjalnych zakażeń koronawirusem i zgonów.
Chińscy badacze oceniali, że strategia “zero COVID” pomaga zapobiegać milionom potencjalnych zakażeń koronawirusem i zgonów.
iStock
  • Chiny mierzą się obecnie z największą falą zakażeń od początku pandemii. W poniedziałek służby medyczne zgłosiły rekordowy bilans ponad 40 tys. infekcji, z czego zdecydowaną większość określono jako przypadki bezobjawowe.
  • Niedawno chińskie władze poinformowały też o pierwszych od pół roku zgonach z powodu COVID-19.
  • Według oficjalnych danych co najmniej dwie dawki szczepionki przeciw COVID-19 otrzymało ponad 90 proc. ludności Chin, jednak w przypadku osób po 80. roku życia odsetek ten wynosi niecałe 77 proc.
  • W Chinach stosowano wyłącznie rodzime szczepionki, a preparaty zagraniczne, w tym szczepionki mRNA, nie zostały dopuszczone do użycia.
  • Po serii protestów przeciwko surowym restrykcjom i lockdownom władze Chin sygnalizują zamiar „optymalizacji” polityki „zero COVID”. Odpowiedzialna za walkę z pandemią wicepremier Sun Chunlan wezwała do dostosowania środków w związku ze słabnącą zjadliwością wirusa.

Większość krajów dawno złagodziła lub całkowicie zniosła obostrzenia i po zaszczepieniu dużego odsetka ludności przeszła na model „życia z COVID-19”. Władze Chin wciąż dążą jednak do całkowitej eliminacji koronawirusa i stosują strategię, którą określają mianem „dynamicznego zerowania”, czyli szybkiego wygaszania ognisk infekcji.

Lockdowny w Chinach wywołują coraz więcej protestów

Nawet pojedyncze wykryte zakażenia mogą skutkować lockdownami. Oznacza to, że budząc się rano, nikt nie może być pewny, czy jego osiedle nie zostało w nocy otoczone barykadami i zamknięte. Osoby, które podróżują do innych miast, muszą liczyć się z ryzykiem utknięcia poza domem na wiele tygodni.

Utrudnienia w podróżach i lockdowny wywołują frustrację, ale szczególne oburzenie powodują przypadki zaniedbań i nadgorliwości w stosowaniu wytycznych przez lokalnych urzędników, których - w niektórych przypadkach - obwiniano o przyczynienie się do śmierci ludzi.

Najnowsza fala protestów wybuchła w reakcji na pożar w Urumczi, stolicy regionu Sinciang. Zginęło co najmniej 10 osób, a władze cenzurowały w sieci pytania, czy restrykcje covidowe utrudniły ewakuację i gaszenie ognia. Wcześniej Chińczycy w różnych miejscach kraju skarżyli się, że ich budynki zamykano łańcuchami, kłódkami i zamkami, co może być groźne w przypadku pożaru.

Lockdowny obowiązują do momentu, w którym na danym obszarze nie są już wykrywane nowe infekcje. Wiosenny lockdown w Szanghaju trwał dwa miesiące. Urumczi borykało się z lockdownami od ponad 100 dni. Według firmy analitycznej Nomura w ostatnich tygodniach restrykcje dotykały ponad 400 mln Chińczyków i ponad 20 proc. chińskiej gospodarki.

Obostrzenia osłabiają wzrost gospodarczy i powodują wzrost bezrobocia, szczególnie wśród osób młodych. Wpływają też na globalne rynki, jak w przypadku zakłóceń w działaniu portów oraz niedawnych lockdownów i protestów w fabryce firmy Foxconn w Zhengzhou, gdzie powstaje mniej więcej połowa sprzedawanych na świecie iPhone’ów.

Ograniczenia różnią się w zależności od miejsca, ale często obejmują zakazy wychodzenia z domów, wstrzymanie działalności transportu publicznego, biur, fabryk, większości sklepów i nauczania stacjonarnego w szkołach. Pojawiły się doniesienia o zamykaniu robotników w fabrykach, by nie przerywali pracy. Inni skarżyli się natomiast, że nie mogą pracować, co dla wielu oznacza brak dochodów.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Szuster-Ciesielska o zniesieniu stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce: nie ma podstaw

Nowe warianty koronawirusa utrudniają kontrolę zakażeń

Nowe, bardziej zaraźliwe warianty koronawirusa utrudniają kontrolę. Chiny mierzą się obecnie z największą falą zakażeń od początku pandemii. W poniedziałek służby medyczne zgłosiły rekordowy bilans ponad 40 tys. infekcji, z czego zdecydowaną większość określono jako przypadki bezobjawowe. Niedawno władze poinformowały też o pierwszych od pół roku zgonach z powodu COVID-19.

Według oficjalnych danych co najmniej dwie dawki szczepionki przeciw COVID-19 otrzymało ponad 90 proc. ludności Chin, jednak w przypadku osób po 80. roku życia odsetek ten wynosi niecałe 77 proc. W kraju stosowano wyłącznie rodzime szczepionki, a preparaty zagraniczne, w tym szczepionki mRNA, nie zostały dopuszczone do użycia.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Włochy: niezaszczepieni dostaną “pod choinkę” 100 euro kary

Obowiązkowe kody zdrowia

W całych Chinach w miejscach publicznych, sklepach, biurach, urzędach i środkach transportu sprawdzane są obowiązkowe „kody zdrowia” w aplikacjach śledzących na telefonach komórkowych. Osoby z żółtym lub czerwonym kodem nie są wpuszczane. W wielu miejscach wymagany jest również ujemny wynik testu sprzed najwyżej 24 lub 48 godzin.

Według przepisów osoby zakażone i te uznane za ich bliskie kontakty powinny być izolowane. W przypadku małych ognisk pacjenci kierowani są do szpitali, ale gdy fala infekcji jest większa – jak obecnie na przykład w Kantonie na południu kraju – wielu zakażonych trafia do prowizorycznych izolatoriów.

Tego rodzaju ośrodki czasem przypominają mieszkania kontenerowe, ale w niektórych przypadkach są to olbrzymie hale z tysiącami łóżek. W Szanghaju, najbogatszym mieście Chin, ludzie skarżyli się na spartańskie warunki panujące w takich miejscach, w tym brak pryszniców i niewystarczające racje żywnościowe.

Sygnały luzowania polityki „zero covid” po fali protestów przeciwko restrykcjom

Chińskie władze jak dotąd sygnalizują zamiar utrzymania polityki „zero COVID”, ale twierdzą również, że będą ją usprawniały, by wywierała mniejszy wpływ na działalność gospodarczą i pracę ludzi. Chińscy eksperci twierdzili, że całkowite otwarcie kraju mogłoby doprowadzić do setek tysięcy, a nawet milionów zgonów na COVID-19.

Widać już pewne sygnały „optymalizacji” polityki „zero COVID”. Odpowiedzialna za walkę z pandemią wicepremier Sun Chunlan wezwała do dostosowania środków w związku ze słabnącą zjadliwością wirusa.

Biorąc pod uwagę „obniżoną patogeniczność (wariantu) Omikron, popularyzację szczepień i zgromadzone doświadczenie”, zapobieganie pandemii w Chinach stoi w obliczu „nowych warunków i zadań” – podała państwowa agencja prasowa Xinhua po spotkaniu Sun z ekspertami.

W opublikowanym w środę (30 listopada) wieczorem komunikacie nie wspomniano o strategii „dynamicznego zerowania” ognisk zakażeń, Sun podkreśliła jednak, że rząd "zawsze stawia życie i bezpieczeństwo ludzi na pierwszym miejscu".

Agencja Reutera podała w czwartek, powołując się na dwa anonimowe źródła zapoznane ze sprawą, że władze zamierzają wkrótce umożliwić niektórym osobom zakażonym odbywanie kwarantanny w domach, a nie w szpitalach czy rządowych izolatoriach. Miałoby to dotyczyć m.in. ciężarnych, seniorów i cierpiących na schorzenia współistniejące.

Niektóre chińskie miasta zaczęły tymczasem rozluźniać restrykcje, wprowadzając w życie 20 zasad "optymalizacji" zwalczania pandemii, ogłoszonych 11 listopada przez rząd centralny w Pekinie.

W Kantonie, jednym z epicentrów największej jak dotąd fali infekcji w Chinach, nagle zwolniono w środę z lockdownów wiele zamkniętych wcześniej obszarów. W niektórych dzielnicach normalną działalność wznowiły bary i restauracje, a władze zapowiedziały powrót uczniów do szkół i zniosły obowiązek codziennych testów dla wszystkich mieszkańców.

Miejska służba zdrowia ogłosiła również, że osobom uznanym za „bliskie kontakty” zakażonych należy w miarę możliwości pozwalać na odbywanie kwarantanny w domach, a nie w rządowych izolatoriach. Obszary „wysokiego ryzyka” mają być wyznaczane precyzyjnie i zasadniczo obejmować pojedyncze budynki.

W środę w dzielnicy Haizhu w Kantonie, gdzie obowiązywały najsurowsze ograniczenia, część mieszkańców świętowała zwolnienie z lockdownu fajerwerkami. Jednak wielu innych po ogłoszonym nagle luzowaniu obostrzeń obawia się wirusa.

„Szczególnie ludzie starsi i mieszkańcy wsi. W naszej społeczności ludzie nie ważą się dzisiaj wychodzić” – powiedział PAP jeden z mieszkańców dzielnicy. Według niego wielu nie chce posyłać dzieci do szkół, mimo wznowienia lekcji w klasach, a niektórzy odwołują planowane wydarzenia, takie jak śluby, w obawie przed zakażeniem.

Jego zdaniem obecny strach wynika z tego, że chińskie władze dotąd ostrzegały obywateli przed koronawirusem. „Wiele osób myśli, że ludzie będą umierać jak w Wuhanie w 2020 roku” – ocenił rozmówca PAP, odnosząc się do pierwszego wykrytego ogniska pandemii COVID-19 w mieście Wuhan w środkowych Chinach.

Sygnały łagodzenia polityki „zero COVID” i rozluźnienie restrykcji w Kantonie nastąpiły po serii demonstracji przeciwko lockdownom w wielu miastach kraju. W weekend takie manifestacje odbywały się w Pekinie, Szanghaju, Wuhanie, Chengdu i innych metropoliach. W Kantonie w ostatnich tygodniach również dochodziło do protestów i starć z policją.

ZOBACZ TAKŻE: Połączyli wariant Omikron z wersją z Wuhan, powstała niebezpieczna hybryda. Co z kontrolą nad badaniami?

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.