Zdrowie publiczne
Prof. Izdebski: edukacja zdrowotna to nie "seksualizacja dzieci". Jest wprost przeciwnie
Opublikowano:
Prof. Zbigniew Izdebski Fot. Archiwum
Zagadnienie zdrowia seksualnego stanowi tylko jedną dziesiątą całego programu edukacji zdrowotnej. Trzeba popatrzeć całościowo na program, a nie uruchamiać fobie i fantazje na ten temat - powiedział PAP pedagog, seksuolog prof. Zbigniew Izdebski. Dodał, że szkoła ma obowiązek przekazywania wiedzy i to jest konstytucyjne prawo dzieci do edukacji - do wiedzy opartej na badaniach i faktach naukowych.
Czytaj więcej o:
Edukacja zdrowotnaPAP/KM
Przedmiot edukacja zdrowotna - wspólne przedsięwzięcie resortów: edukacji narodowej, zdrowia oraz sportu i turystki - wprowadzony ma być do szkół od roku szkolnego 2025/2026 w miejsce wychowania do życia w rodzinie (WDŻ) i ma być obowiązkowy.
Tysiące protestów ws. edukacji zdrowotnej w szkołach
21 listopada zakończyły się konsultacje publiczne ws. propozycji podstawy programowej nowego przedmiotu. O ich efekt PAP zapytała koordynatora zespołu przygotowującego założenia i podstawę programową prof. dr. hab. Zbigniewa Izdebskiego - pedagoga, seksuologa, specjalistę w zakresie zdrowia publicznego, doradcę rodzinnego, kierownika Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego, koordynatora Wydziału Medycznego UW oraz kierownika Katedry Humanizacji Medycyny i Seksuologii Instytutu Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Poinformował on, że w ramach konsultacji międzyresortowych wpłynęło wiele komentarzy natury technicznej, jak i prawnej, np. by dany zapis był zgodny z konkretnym przepisem, m.in. dotyczącym ochrony środowiska itd. Wśród nich znajdują się także wskazania do uzupełnień treści merytorycznych. Dodał, że do MEN wpłynęły tysiące protestów. Część z nich, jak dodał, miała charakter merytoryczny, natomiast znacząca większość była powtarzalna i dotyczyła kwestii światopoglądowych.
O liczbę uwag, które wypłynęły do MEN w ramach konsultacji publicznych, PAP zapytała rzecznika resortu, ale do momentu publikacji depeszy nie otrzymała tej informacji.
Jak powiedział prof. Izdebski, "wpłynęło poparcie szeregu instytucji i organizacji, które w sposób ekspercki zajmują się zagadnieniem edukacji, zdrowia, wychowania, profilaktyki oraz uwagi merytoryczne", jak i uwagi wyrażające "protest przeciwko wprowadzeniu zdrowia seksualnego w ramach edukacji zdrowotnej", wprowadzeniu całego przedmiotu lub "przeciwko likwidacji" wychowania do życia w rodzinie. Są także treści "mówiące o rzekomym naruszeniu zapisu konstytucji w aspekcie prawa rodziców do wychowywania dzieci".
Prof. Izdebski: edukacja zdrowotna nie wchodzi w kompetencje rodziców
- Do nich zespołowi trudno jest się odnieść. Edukacja zdrowotna nie wchodzi w kompetencje rodziców do wychowywania swoich dzieci - zaznaczył. - To ma być przedmiot szkolny, który ma wspierać rolę wychowawczą poprzez przekazywanie wiedzy opartej na dowodach naukowych – w tym wypadku dotyczących zdrowia psychicznego, fizycznego, seksualnego, profilaktyki itd. Do tego potrzebne są odpowiednie kompetencje, w które będą wyposażeni nauczyciele – odparł zarzuty przeciwników edukacji zdrowotnej.
1 grudnia na stołecznym placu Zamkowym zorganizowano protest pod hasłem: "Tak dla edukacji, nie dla deprawacji". Wcześniej przedmiot skrytykowała Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły (skupiająca ponad 70 organizacji społecznych), która na początku września złożyła w resorcie petycję, domagając się "niewprowadzania nowego przedmiotu (...) obejmującego edukację seksualną".
Za niezgodny z konstytucją uznała go Konferencja Episkopatu Polski - biskupi, powołując się na art. 48. i 53. konstytucji RP zaznaczyli, że "wychowanie seksualne zgodnie z konstytucją pozostaje w kompetencjach rodziców, a nie państwa". Odnosząc się do stanowiska KEP ministra edukacji Barbara Nowacka zaznaczyła, że edukacja zdrowotna nie tylko nie stoi w sprzeczności z zapisami konstytucji, ale jest to przedmiot "szalenie potrzebny polskiej młodzieży".
Konstytucyjne prawo dzieci do edukacji
Izdebski zaznaczył, że "szkoła ma obowiązek przekazywania wiedzy i to jest konstytucyjne prawo dzieci do edukacji - do wiedzy opartej na badaniach i faktach naukowych". Odnosząc się do zarzutów, że edukacja zdrowotna to "seksualizacja dzieci" odparł, że jest wprost przeciwnie. - Należy założyć, że osoby te nie czytały najczęściej całej podstawy programowej nowego przedmiotu. Nie rozumieją, że edukacja zdrowotna w dziale dotyczącym zdrowia seksualnego jest przeciwdziałaniem seksualizacji i służy uodpornieniu na różnego rodzaju zagrożenia - podkreślił.
Zagadnienie zdrowia seksualnego, jak zaznaczył, stanowi zresztą jedną dziesiątą całego programu. - Trzeba popatrzeć całościowo na program, a nie uruchamiać fobie i fantazje na ten temat - powiedział.
- Musimy się w tym wszyscy odpowiedzialnie zachowywać, zamiast utożsamiać mnie wyłącznie z tym, że skoro jestem seksuologiem i koordynuję pracą zespołu, oznacza to, że program będzie czysto seksuologiczny. Skład zespołu jest szeroki i interdyscyplinarny, są w nim wszystkie niezbędne dziedziny wiedzy - stwierdził.
- Niektórzy nie doczytali również tego, że przede wszystkim jestem pedagogiem, który od lat zajmuje się problematyką pedagogiki zdrowia. Jestem doradcą rodzinnym, który od lat pracuje w poradnictwie młodzieżowym, małżeńskim i rodzinnym. Jestem specjalistą w zakresie zdrowia publicznego (...). Najczęściej wypowiadam się o kwestii dotyczącej seksualności, ale to wszystko jest dla mnie ważne w postrzeganiu tego, jak zdrowie publiczne w Polsce wygląda - zaznaczył prof. Izdebski.
Ocenił, że "argumenty, którymi posługują się krytycy, to w dużym stopniu manipulacje lub po prostu kłamstwa".
Zwrócił uwagę, że ustawa z 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zobowiązała resorty oświaty do wprowadzenia treści o seksualności dzieci. - W naszej podstawie dużo treści było już w programie WDŻ. Tyle że ze względu na postęp medycyny, wiedzy i technologii mówimy o różnych innych rzeczach, również o zagrożeniach zdrowotnych - dodał.
Wyjaśnił, że chodzi m.in. o to, by szkoła uczyła tego, żeby uczniowie nie szukali informacji w internecie, tylko w szkole. Internetowe przekazy, jak argumentował, są często wulgarne i bardzo szkodliwe. Poza tym, dodał, trzeba bazować na rzetelnej wiedzy, a o taką na przypadkowych stronach internetowych trudno. - Nie o takie treści nam chodzi - podkreślił.
Wiedza dopasowana do wieku dziecka
Pod koniec listopada Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wezwała szefową MEN do "wycofania się z rozporządzenia w zakresie podstawy programowej dotyczącej edukacji zdrowotnej, odnoszącej się do dojrzewania i zdrowia seksualnego dzieci i młodzieży oraz przyjęcia przepisów prawa, które będą koherentne z obowiązującymi standardami ochrony małoletnich". Rada wskazała m.in., że "istotnym elementem obowiązkowej edukacji zdrowotnej (...) będzie edukacja zdrowotna w wymiarze seksualnym". Oceniła, że "w ramach jej założeń dzieci z klas IV-VI, a więc w przedziale wiekowym 9-12 lat, mogą być zapoznawane z takimi zagadnieniami jak m.in. erekcje, zachowania autoseksualne i pojęcie zdrowia seksualnego". Rada stwierdziła, tak ujęte wymagania są sprzeczne z zasadami ochrony małoletnich obowiązującymi w mediach.
Izdebski, zapytany, w jaki sposób zespół dopasowywał treści nauczania do wieku uczniów, odparł, że w zgodzie z psychologią rozwoju dziecka i rozwojem fizycznym dzieci - uwzględniając etapy zachodzenia pewnych zmian. - Tak, żeby dzieci otrzymały wiedzę stosowną do swojego wieku i rozwoju, ale także, by wiedza pełniła funkcje profilaktyczne, np. w kwestii dojrzewania, żeby młodzi wiedzieli, co w poszczególnych fazach życia może się wydarzyć, by byli na to byli przygotowani - wyjaśnił.
Uwagi do projektu: za mało o małżeństwie, rodzinie i... śmierci
Zapytany, czy pod wpływem uwag podstawa programowa się zmieni, profesor wskazał, że temu służą konsultacje, by zebrać uwagi i po ich przeanalizowaniu nadać ostateczny kształt przepisom.
- Mówimy o starości, np. w kontekście odwiedzania domów spokojnej starości, ale są też uwagi - i może trzeba będzie bardziej to wskazać uczniowi - że on sam funkcjonuje w określonym środowisku rodzinnym, ma babcię, dziadka, a więc osoby w późniejszej fazie życia, by zastanowił się, jak może kształtować z nimi prawidłowe relacje - powiedział.
Proponowana podstawa programowa mówi o wartości zdrowia w różnych fazach życia - od młodości do wieku senioralnego.
- W konsultacjach zwrócono nam uwagę, że za mało - czy w ogóle - nie ma mowy o śmierci. Może trzeba będzie ją uwzględnić w tym programie - traktując śmierć jako naturalną fazę naszego życia, ale też poruszyć kwestię naszych postaw wobec śmierci, wobec poczucia godności człowieka, kiedy odchodzi - zauważył prof. Izdebski.
Jak zauważył, po opublikowaniu propozycji część osób zwróciła uwagę, że w przeciwieństwie do WDŻ - w edukacji zdrowotnej zbyt mało miejsca poświęcono małżeństwu i rodzinie. Zdaniem prof. Izdebskiego propozycja porusza te zagadnienia, opisuje też różne typy relacji.
- Jeżeli niektórzy odbierają to tak, że za mało jest o małżeństwie, jako zespół analizujemy uwagi i komentarze, będziemy pewne treści rozszerzać - zapewnił.
Poinformował, że uwagi dotyczyły też poszerzenia zagadnienia transplantologii.
- Po to były wprowadzone konsultacje społeczne, żebyśmy jako zespół, rozpatrzyli te, które są merytoryczne - zaznaczył. Jego zdaniem, powinno się to udać do świąt Bożego Narodzenia.
Edukacja zdrowotna szansą dla całego społeczeństwa
- Niewątpliwą kwestią wartości edukacji zdrowotnej jest holistyczne spojrzenie na funkcjonowanie człowieka w różnych fazach życia, szczególnie w okresie szkolnym - zauważył. - Przedmiot ten ma charakter przełomowy, także dlatego, że nie nauczyliśmy się jako społeczeństwo traktować zdrowia jako wartości - powiedział Izdebski. Jego zdaniem edukacja zdrowotna może tę sytuację zmienić.
- Jeśli dziecko będzie słyszało w szkole o dobrym odżywianiu, a w domu będzie widziało rodzica prowadzącego "kanapowy" tryb życia, w wyniku nabytej wiedzy i umiejętności może wpłynąć na zachowania swoich bliskich - na bardziej prozdrowotne. Jako specjalista w zakresie zdrowia publicznego i doradca rodzinny dostrzegam w tym przedmiocie ogromną wartość edukacyjną całego społeczeństwa. Dziecko, przychodząc ze szkoły, może mieć wpływ na pewne postawy czy edukację również swoich rodziców, bliskich - podkreślił.
Kto będzie uczył nowego przedmiotu
Zwrócił też uwagę na przygotowanie do nauczania edukacji zdrowotnej. - To mogą być nauczyciele wychowania fizycznego, WDŻ, biolodzy, czy psycholodzy, ale w wyniku konsultacji publicznych widzimy, że jest potrzeba uwzględnienia pedagogów czy specjalistów w zakresie zdrowia publicznego. Oczywiście wszyscy nauczyciele będą musieli poszerzyć swoje kompetencje w ramach studiów podyplomowych - dodał.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak wykorzystać potencjał absolwentów zdrowia publicznego? Konieczny: wasza obecność w szkołach jest podstawą sukcesu edukacji zdrowotnej
Ekspert odniósł się też do obaw nauczycieli, czy szkoły zdołają przygotować kadrę do realizacji przedmiotu. - My przygotowujemy program jako zespół, ale to Ministerstwo Edukacji musi się odnieść do kwestii o charakterze organizacyjnym. Rzeczą oczywistą jest, że zespół ds. przygotowania podstawy programowej jest zainteresowany jak najlepszym przygotowaniem nauczycieli, aby byli wyposażeni w wiedzę i umiejętności do prowadzenia tego przedmiotu - zaznaczył.
Resort - przekazał - przygotowuje też specjalną platformę, na której nauczyciele będą mogli się zapoznać z pewnymi propozycjami metodycznymi związanymi z wprowadzeniem tego przedmiotu. Przypomniał, że ministerstwo przygotowuje studia podyplomowe z zakresu edukacji zdrowotnej w ramach zlecenia, które będą realizować uczelnie wyższe.
- Chcielibyśmy, aby również nauczyciele, czy dyrekcje szkół, które będą zatwierdzały nauczycieli do realizacji przedmiotu, także mieli poczucie sprawczości i odpowiedzialności za to, co robią. Z głosem także tych środowisk oświatowych ministerstwo na pewno będzie musiało się liczyć - powiedział prof. Izdebski.
Udostępnij artykuł: