Zdrowie publiczne
Ekspertka: lekarze nie dostali żadnych narzędzi, żeby aktywnie walczyć z otyłością
Opublikowano:
Marta Pawłowska, dyrektor Prezydium Partnerstwa na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości. Fot. Archiwum
Otyłość to słowo odmieniane dziś przez wszystkie przypadki w mediach, na Instagramie, a nawet w parlamencie. - To temat modny, a jednocześnie dramatycznie niezrozumiany. Mówimy głośno o otyłości, ale bez planu i bez odwagi, by potraktować ją jako poważną chorobę cywilizacyjną, a nie jedynie temat na kampanię telewizyjną – mówi Marta Pawłowska, dyrektor Prezydium Partnerstwa na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości.
Czytaj więcej o:
OtyłośćPolski Instytut Ekonomiczny (PIE) na początku listopada przekazał analizę, z której wynika, że koszty otyłości i nadwagi w 2060 roku pochłoną w Polsce 4,86 proc. PKB. Obecnie choroba otyłościowa dotyczy ponad 9 milionów osób dorosłych, a bezpośrednie wydatki związane z nią tylko w 2022 roku sięgały 9 miliardów złotych. Odsetek osób z nadmierną masa ciała dynamicznie wzrasta, polska młodzież tyje najszybciej w UE.
Walka z otyłością tylko na papierze
Eksperci od lat alarmują, że otyłość jest praprzyczyną ponad 200 schorzeń, jednak pacjenci zmagający się z nią nie doczekali się w Polsce systemowego planu leczenia i opieki. Brak rozwiązań w tym zakresie jest tym bardziej naganny, że walka z otyłością została uznana jako jeden z najważniejszych priorytetów zdrowotnych w Narodowym Programie Zdrowia na lata 2016-2020 i następnym 2021-2025.
– To, co mówi się na temat otyłości, cały czas jest nieadekwatne do tego, czym otyłość faktycznie jest. Wciąż nie potrafimy merytorycznie oddzielić profilaktyki otyłości od diagnostyki i leczenia choroby otyłościowej. Nie umiemy myśleć o tym zjawisku kompleksowo, międzysektorowo z perspektywy człowieka, który żyje w konkretnym środowisku społecznym i ekonomicznym. I choć deklaracji o potrzebie współpracy jest wiele, w praktyce dzieje się niewiele – mówi "Pulsowi Medycyny" Marta Pawłowska, dyrektor Prezydium Partnerstwa na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości, MBA. Przypomina, że program KOS-BAR, czyli pilotaż leczenia bariatrycznego, dobiegł końca i Ministerstwo Zdrowia ma pełne dane, które pokazują korzyści z tego modelu zarówno ekonomiczne, jak i zdrowotne.
- Czekamy na kontynuację KOS-BAR, ufamy w deklaracje MZ. Pamiętajmy jednak, że to tylko wierzchołek góry lodowej epidemii choroby otyłościowej w Polsce, to interwencja dla kilku procent z 9 mln zmagających się z otyłością. Nie mówiąc już o tych, którzy mają nadwagę, czyli stan przedotyłościowy – i też powinni być objęci skuteczną opieką, zanim choroba się rozwinie. Dla tej zdecydowanej większości dziś system ochrony zdrowia nadal nie ma oferty – komentuje ekspertka.
Otyłość to choroba cywilizacyjna, której nie da się wyleczyć kampanią
Jak przypomina Marta Pawłowska, trzech z dziesięciu Polaków ma nadwagę, trzech - otyłość, a tylko czterech właściwą masę ciała. Sytuacja się dynamicznie pogarsza, ponieważ żyjemy w środowisku sprzyjającym tyciu, a brakuje planu, jak zatrzymać ten proces.
- Kiedy słyszę, że Ministerstwo Zdrowia przeprowadziło kampanię edukacyjną, która ma przeciwdziałać otyłości, to za każdym razem rośnie mi ciśnienie. Bo w Polsce kampania to nadal dla instytucji resortowych magiczne słowo, które ma sprawić, że coś się „zadzieje”, że ludzie nagle zmienią myślenie i zaangażują się na 100 proc. w propozycję ministerstwa. Tyle że kampania bez porządnej strategii, bez pomiaru efektów i bez krytycznie ważnego dopasowania do odbiorcy - to tylko hałas w eterze
- mówi Marta Pawłowska.
- Przypomnę, że założenia takiej długookresowej i wielosektorowej strategii są stworzone, zawarte półtora roku temu w raporcie Partnerstwa, zaprezentowane każdemu kto tylko chciał i chce słuchać, po każdej stronie politycznej i resortowej - podkreśla Pawłowska.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Powstała kompleksowa strategia walki z otyłością w Polsce oparta na najlepszych światowych rozwiązaniach
Kolejny problem, na jaki zwraca uwagę specjalistka, to to, że osoba z chorobą otyłościową, jeżeli nie trafia na zaangażowanego i dokształconego w obszarze obesitologii lekarza, to często nawet nie usłyszy, że może być leczona, że są leki, które mogą pomóc opanować chorobę i jej powikłania, że są metody chirurgiczne. Lekarze wciąż nie otrzymali żadnych narzędzi, by mogli być aktywni na tym polu, nie mają także czasu na edukację pacjentów, a nie wszystkie POZ dysponują przecież opieką koordynowaną.
– Faktycznie udało nam się doprowadzić do sytuacji, w której otyłość stała się bardziej społecznie zauważalna, rozpoznawalna i budząca coraz więcej empatii. To dobrze, bo zmniejsza się stygmatyzacja i negatywne nastawienie wobec osób z nadmierną masą ciała. Zjawiska takie jak ruch „body positive”, popularne w mediach społecznościowych, niosą wiele dobra - pomagają ludziom odzyskać poczucie własnej wartości, niosą solidarność i zmniejszają presję wyglądu. Jednakże, gdy przesuwają akcent z troski o zdrowie na bezrefleksyjne oswajanie choroby otyłościowej, mogą niekorzystnie wpływać na działania, których celem jest przeciwdziałanie otyłości. Bo otyłość jest chorobą, często bardzo powikłaną i „nieczułą” na interwencje behawioralne – to jest ważny fakt, którego nie można pominąć czy zafałszować. Podobnie jak tego, że przez całe życie jesteśmy współodpowiedzialni za nasze zdrowie i powinniśmy o własną edukację zdrowotną dbać. To przecież z edukacją konsumencką i finansową podstawa społeczeństwa obywatelskiego. Tej lekcji żaden lekarz czy polityk za każdego z nas nie odrobi – podsumowuje ekspertka.
Udostępnij artykuł: