Hematologia
Prof. Giannopoulos: terapie ograniczone w czasie są korzystne dla pacjenta i systemu opieki zdrowotnej
Opublikowano:
Fot. Archiwum
Ostatnio w „Journal of Health Policy and Outcomes Research” (JHPOR) ukazała się analiza farmakoekonomiczna, dotycząca wpływu leczenia ograniczonego w czasie na całościowe działanie systemu w kontekście terapii chorych na przewlekłą białaczkę limfocytową. O to, co z niej wynika, zapytaliśmy prof. Krzysztofa Giannopoulosa.
- W Polsce chorzy na przewlekłą białaczkę limfocytową mają zapewnioną dostępność do nowoczesnych terapii w ramach programu lekowego. Autorzy publikacji przeanalizowali, jak będzie wyglądać przyszłość pacjentów w tym programie lekowym. Analizowano dostępność do monoterapii inhibitorami kinazy Brutona (ang. Bruton’s tyrosine kinase, BTK), które są lekami doustnymi, podawanymi w sposób ciągły. W tym przypadku mediana czasu leczenia wynosiła 47 miesięcy. W badaniach rejestracyjnych te mediany były jeszcze dłuższe, ale wiadomo, że po wejściu leku do praktyki klinicznej ulega to weryfikacji. Dodam, że jest to efekt prawie 4 lat leczenia połowy pacjentów, pokazujący, jak długo można skutecznie kontrolować chorobę - tłumaczy prof. dr hab. n. med. Krzysztof Giannopoulos, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.
I dodaje, że w publikacji określono też koszty terapii dla schematów ograniczonych w czasie (wenetoklaks i obinutuzumab oraz wenetoklaks i ibrutynib). Okazały się one niższe od terapii ciągłej - kosztoefektywność uzyskiwano już po 80 tygodniach w przypadku terapii wenetoklaksem i obinutuzumabem oraz po 120-130 tygodniach w przypadku terapii wenetoklaksem i ibrutynibem.
- Jest to też dosyć ciekawa analiza w kontekście narastającej liczby chorych. Hematolodzy z efektem kuli śnieżnej, czyli kumulacji pacjentów, mieli do czynienia w terapiach ciągłych w przypadku przewlekłej białaczki szpikowej, ale pamiętajmy, że to jest choroba rzadko występująca. Przewlekła białaczka limfocytowa jest najczęstszą białaczką występującą w krajach Europy Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych, stąd jej wpływ na całościowe działanie systemu może być zdecydowanie większy - stwierdza ekspert.
Zgodnie z publikacją, w programie lekowym B.79 w 2023 roku leczono 4000 pacjentów chorych na przewlekłą białaczkę limfocytową. Przy zwiększaniu liczby chorych, jakie ma obecnie miejsce, można ekstrapolować, że w tym momencie w trakcie terapii jest ok. 200 pacjentów miesięcznie. Z kolei prognozy zakładają, że w perspektywie 4-5 lat populacja ta się podwoi.
- Terapie ograniczone w czasie w sposób istotny zmniejszają liczbę pacjentów, dzięki czemu na pewnym etapie leczenia ich liczba mogłaby pozostać stała, zamiast się zwiększać - stwierdza prof. Giannopoulos.
Podkreśla przy tym, że wspomniana analiza w szczególny sposób podchodzi do kwestii kwalifikacji do leczenia. Lekarz przede wszystkim analizuje w kolejności czynniki rokownicze (molekularne i cytogenetyczne), a następnie choroby współistniejące i przeciwwskazania dla danej terapii. Na koniec - jeśli są dostępne dwie terapie alternatywne - wybór leczenia dyskutuje się z pacjentem.
- Lekarz powinien wziąć pod uwagę, czy pacjent woli być leczony krócej, ale bardziej intensywnie, szczególnie na początku terapii, czy ma to być leczenie rozpoczynane łagodnie, ale stosowane w sposób ciągły i zakładający kontrolę raz w miesiącu. Pacjenci, zwłaszcza młodsi, chętnie decydują się na terapie ograniczone w czasie, żeby mieć okresy wolne od leczenia. To jest niezwykle ważne dla chorego, ale też dla systemu ochrony zdrowia. Z praktyki wiemy jednak, że część pacjentów, szczególnie starszych, dla wygody woli mieć od początku troszeczkę rzadsze wizyty, co jednak wiąże się z leczeniem ciągłym - zaznacza ekspert.
I dodaje, że u chorych złego rokowania lekarze preferują terapie ciągłe, natomiast u pacjentów pośredniego i korzystnego ryzyka - terapie ograniczone w czasie.
Zapraszamy do oglądania!
Udostępnij artykuł: