Anestezjologia i intensywna terapia
Dr hab. Mateusz Zawadka: intensywna terapia w Polsce powinna być w większym stopniu oparta na pracy zespołowej
Opublikowano:
Na zdjęciu dr hab. n. med. Mateusz Zawadka Fot. Archiwum
W Polsce anestezjologia to jedna z dziedzin, która ma swoje ścisłe regulacje dotyczące bezpieczeństwa i działa to doskonale - do tego stopnia, że praca w tych oddziałach w Polsce i zagranicą jest porównywalna. Idąc na blok operacyjny w Londynie znajduje się podobne urządzenia, te same leki, zbliżone standardy pracy, zasady monitorowania pacjentów i nadzoru bezpieczeństwa. Większe różnice pojawiają się w intensywnej terapii, gdzie w krajach takich jak np. Anglia, obserwuje się silniejszy nacisk na zespołowe podejście do pacjenta - mówi dr hab. Mateusz Zawadka, laureat 8. miejsca konkursu Supertalenty Medycyny 2025.
Dr hab. n. med. Mateusz Zawadka, jest specjalistą w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, adiunktem w II Klinice Anestezjologii i Intensywnej Terapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Pełni funkcję przewodniczącego Sekcji Ultrasonografii i Echokardiografii Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Od 2024 r. jest egzaminatorem Europejskiego Dyplomu Specjalizacji w Intensywnej Terapii (EDIC).
Dlaczego zdecydował się pan studiować medycynę, a później wybrał anestezjologię i intensywną terapię?
Będąc w liceum szukałem swojej drogi. Moi rodzice są lekarzami, ale początkowo nie chciałem robić tego samego, całkowicie się od tego odcinałem. Przez chwilę próbowałem swoich sił w informatyce, ale szybko okazało się, że siedzenie przez większość dnia za biurkiem, przy komputerze nie jest dla mnie. Później bardzo zainteresowała mnie biologia, chemia, fizyka. I okazało się, że medycyna jest taką dziedziną, w której wszystkie te przedmioty można przełożyć na wymiar praktyczny. Rozpoczynając studia, nie myślałem jednak o anestezjologii i intensywnej terapii. Będąc na stażach interesowała mnie kardiologia. Ostatecznie decyzję o wyborze specjalizacji podyktowała sytuacja osobista - ciężka choroba dziadka. Najważniejsza w szpitalu, gdzie leżał, okazała się konsultacja anestezjologiczna - to anestezjolog ostatecznie zaproponował, co i jak robić. Widziałem, że jest to osoba, która - jak już nikt w niczym nie może pomóc - musi mieć plan i znaleźć rozwiązanie. Poza tym anestezjologia i intensywna terapia jest na tyle szeroką dziedziną, że umożliwia pracę w wielu obszarach medycyny. Można pracować w różnych oddziałach, ale też na bloku operacyjnym, oddziale ratunkowym czy w karetce.
Prawie wszyscy lekarze podkreślają rolę mentorów w rozwoju swojej kariery. Nieliczni ubolewają, że ich zabrakło, przez co sami musieli mierzyć się wieloma problemami. Czy pan spotkał takie osoby, które zainspirowały pana do wyboru pewnych ścieżek zawodowych?
O, tak! Medycyna oferuje tak wiele możliwości rozwoju, że nie sposób się samemu w tym odnaleźć. Z tego względu rola mentorów jest bardzo ważna. Ja miałem to szczęście, że spotkałem co najmniej kilka takich osób. Pierwszą z nich był dr hab. Paweł Andruszkiewicz, obecny kierownik II Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Przychodziłem do niego na oddział jeszcze w trakcie studiów, żeby przyjrzeć się pracy specjalistów. Ciągnęło mnie do tego miejsca, chociaż niewiele rozumiałem z tego, na czym ta praca polega. Było tam wiele wówczas tajemniczych dla mnie maszyn: respiratorów, pomp, urządzeń do terapii nerkozastępczej, aparatów do USG, z obrazów których niczego nie umiałem odczytać. To był mój pierwszy kontakt z intensywną terapią.
Później - już po podjęciu pracy - było tak, że kontakt z jednym mentorem zwykle popychał mnie w kierunku kolejnego. W czasie, kiedy powoli moje zainteresowania dryfowały w kierunku ultrasonografii, docent Andruszkiewicz doradził mi, abym nawiązał kontakt z pewnym włoskim lekarzem. Był nim dr Gabriele Via - założyciel World Interactive Network Focused on Critical UltraSound (WINFOCUS) i dyrektor międzynarodowym programu szkoleniowego WINFOCUS Focused Cardiac Ultrasound Training Program. Zgodnie ze wskazówkami podszedłem do niego na jednej z konferencji i zapytałem, czy byłaby możliwość odbycia stażu w jego oddziale w Pawii (Włochy), gdzie w tym czasie pracował. Zgodził się, więc przez kolejny rok dojeżdżałem z Mediolanu, gdzie dostałem się na program Erasmus, do szpitala w Pawii. Tam uczyłem się wykonywać coraz bardziej zaawansowane badania ultrasonograficzne.
Następnie - wiedząc już, jak ważna jest rola mentora w rozwoju zawodowym - zacząłem korzystać z programów mentoringowych, które oferują Europejskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii (ang. European Society of Anaesthesiology and Intensive Care, ESAIC) czy Europejskie Towarzystwo Intensywnej Terapii (ang. European Society of Intensive Care Medicine, ESICM). Tak trafiłem pod skrzydła najpierw prof. Jana Poelarta z Brukseli (Belgia), który wspierał mnie w pisaniu rozprawy doktorskiej, a następnie - dr. Iba Jammera z Bergen (Norwegia), u którego doskonaliłem swoje umiejętności z zakresu medycyny okołooperacyjnej. Zainspirowany ówczesną współpracą międzynarodową, udało mi się dostać na organizowany przez ESICM Training Exchange Program do Londynu (Anglia, Wielka Brytania), gdzie z kolei przez trzy miesiące zajmowałem się projektami klinicznymi, związanymi z bólem przewlekłym po zabiegach operacyjnych. Anglia spodobał mi się na tyle pod względem możliwości szkoleniowych i naukowych, że po skończeniu specjalizacji postanowiłem spędzić tam jeszcze rok w jakimś dużym oddziale intensywnej terapii. Wówczas nawiązałem kontakt z moim kolejnym mentorem, z którym do dzisiaj utrzymuję kontakt - dr. Adrianem Wongiem z King’s Collage Hospital w Londynie. Tam ostatecznie podjąłem decyzję, że jednym z moich podstawowych zainteresowań badawczych będzie ultrasonografia.
Dzisiaj uważam, że współpraca międzynarodowa to jeden z kluczowych elementów rozwoju zawodowego. Zdaję sobie sprawę, że często jest ona możliwa dzięki temu, że pewne okoliczności i znajomości napędzają kolejne, ale wejście w ten tryb nie zawsze jest łatwe. Na pewno trzeba mieć trochę szczęścia, a najlepiej znaleźć odpowiedniego mentora na wczesnym etapie. Tym bardziej, że - tak jak już wspomniałem - mało który student czy młody lekarz wie od razu, co chce robić i w jakim kierunku pójść.
Panu - dzięki licznym wyjazdom zagranicznym - wyklarowały się zainteresowania kliniczne i naukowe.
Rzeczywiście, od pewnego czasu skupiam się głownie na ultrasonografii point-of-care, czyli badaniu wykorzystywanym klinicznie przez lekarzy, w tym anestezjologów intensywistów. Służy ono do szybkiej oceny czy zróżnicowania stanu pacjenta oraz podjęcia ewentualnych interwencji terapeutycznych przy jednoczesnym zmniejszeniu ryzyka powikłań pewnych procedur medycznych. Jest to stosunkowo nowy obszar badawczy, dla którego wciąż szukamy nowych zastosowań, zwłaszcza w Polsce. Obecnie moja praca badawcza koncentruje się głównie na: optymalizacji postępowania hemodynamicznego u pacjentów z dynamicznym zawężaniem drogi odpływu lewej komory (ang. left ventricular outflow tract obstruction, LVOTO) w oddziałach intensywnej terapii (OIT), poprawie bezpieczeństwa przy dostępach centralnych u pacjentów hospitalizowanych w OIT, a także wykorzystaniu przezczaszkowej ultrasonografii do oceny przepływu w naczyniach mózgowych u pacjentów w encefalopatii wątrobowej. Te ostatnie działania nasza klinika podejmuje we współpracy z Virginia Commonwealth University w Richmond (USA).
Poza tym jestem dość mocno zaangażowany w edukację medyczną. Na co dzień staram się łączyć pracę kliniczną i badawczą z obszarem szkoleniowym. Jako przewodniczący Sekcji Ultrasonografii i Echokardiografii Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii, staram się standaryzować sposób wykonywania badań point-of-care i szeroko publikować wyniki moich prac, żeby jak najwięcej specjalistów miało do nich dostęp i mogło z nich skorzystać w praktyce.
Ostatnio do medycyny, w tym badań obrazowych, coraz dynamiczniej i szerzej wkracza sztuczna inteligencja. Jaki będzie miało to wpływ ultrasonografię? Czy rozwój technologiczny sprawia, że AI zastąpi kiedyś w tej dziedzinie człowieka?
Ostatnio dużo naszej energii oraz wysiłku wkładamy w badania dotyczące wykorzystania machine learning, czyli systemów zdolnych do uczenia się na podstawie danych i doskonalenia swoich umiejętności bez bezpośredniego programowania. Niedawno opublikowaliśmy badanie, w którym porównaliśmy ultrasonograficzną ocenę rzutu serca z wykorzystaniem różnych metod automatyzacji z oceną standardową. Jest to ciekawy obszar poszukiwań, ponieważ mimo, że lekarz dzisiaj umie doskonale zinterpretować otrzymane wyniki badania, to nie zawsze jest w stanie technicznie uzyskać prawidłowy obraz i wygenerować z niego pewne dane. W tym niezastąpiona jest sztuczna inteligencja, dysponująca pewnymi algorytmami. Myślę jednak, że jeszcze długo będzie ona tylko wsparciem dla lekarzy, podnoszącym ich kompetencje, ale to człowiek będzie musiał ostatecznie podjąć decyzję kliniczną i wziąć za nią odpowiedzialność.
Warto jeszcze wspomnieć, że do oddziałów intensywnej terapii wkracza analiza dużych zbiorów danych (tzw. big data), które są generowane dzięki ciągłemu monitorowaniu pacjentów. Obecnie uczymy się archiwizować i przetwarzać ogromne ilości informacji w taki sposób, aby mogły one przekładać się na wymierne korzyści. Dzięki temu być może w przyszłości AI będzie mogło wskazywać nam pewne zależności czy rozwiązania, których obecnie nie dostrzegamy. To rewolucyjne narzędzie, z którego już teraz powinniśmy uczyć się korzystać. Myślę, że bazy danych mogą w przyszłości stać się wręcz podstawą nauki, zwłaszcza medycyny.
Jak z punktu widzenia szerokich doświadczeń międzynarodowych, ocenia pan polski system ochrony zdrowia, zwłaszcza w obrębie anestezjologii intensywnej terapii?
W Polsce anestezjologia to jedna z dziedzin, która ma swoje ścisłe regulacje dotyczące bezpieczeństwa i działa to doskonale - do tego stopnia, że praca w tych oddziałach w Polsce i zagranicą jest porównywalna. Idąc na blok operacyjny w Londynie znajduje się podobne urządzenia, te same leki, zbliżone standardy pracy, zasady monitorowania pacjentów i nadzoru bezpieczeństwa. Dzięki temu anestezjologom jest łatwo poruszać się w zagranicznych, głównie europejskich, realiach pracy. Większe różnice pojawiają się w intensywnej terapii, gdzie w krajach takich jak np. Anglia, obserwuje się silniejszy nacisk na zespołowe podejście do pacjenta. W zespoły terapeutyczne angażowani są m.in. psycholodzy, psychoterapeuci, rehabilitanci, foniatrzy, dietetycy, farmakolodzy czy mikrobiolodzy. W Polsce też dostrzegamy taki trend, ale wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia.
Biorąc pod uwagę pana liczne kontakty z międzynarodowymi zespołami badawczymi, jakie cechy uważa pan dzisiaj za szczególnie cenne w pracy naukowca?
Przede wszystkim otwartość na nowe pomysły. Bez tego nie ma rozwoju. Pamiętam, że zanim nawiązałem liczne kontakty, które mam dzisiaj, to po wysłuchaniu ciekawych wykładów czy przeczytaniu nowatorskich publikacji, pisałem do ich autorów, aby dowiedzieć się więcej lub poprosić o pomoc w swojej pracy naukowej. Myślę, że w świecie nauki, wśród ludzi, którzy wykonują swoją pracę z pasją i zaangażowaniem, a do tego mają swoją niszę badawczą, takie inicjatywy są bardzo doceniane. Czasem takie znajomości przeradzały się we współprace, a nawet wieloletnie przyjaźnie. W większości są to osoby, które myślą podobnie, więc komunikacja z nimi jest dla mnie prosta i przyjemna. Cenię w nich szczególnie nieustanną gotowość do wspólnej pracy nad kolejnymi projektami.
Mówi się, że młodzi lekarze, w odróżnieniu od starszych pokoleń, umieją zachować work-life balance, nie zatracają się w pracy, umieją odpoczywać. Sądząc jednak po mnogości pana aktywności zawodowych, nie wydaje się, żeby miał pan dużo wolnego czasu…
Zauważyłem, że wraz z rozwojem zawodowym jestem zmuszony coraz bardziej krytycznie oceniać pewne propozycje i wybierać tylko te najbardziej atrakcyjne, ponieważ na wszystko nie wystarczyłoby mi czasu. Dzięki temu też w większości sytuacji udaje mi się łączyć życie zawodowe i rodzinne. Po części moim sposobem na to jest tzw. turystyka stażowa. Nazywam tak moje wyjazdy służbowe, podczas których z jednej strony realizuję pewne projekty naukowe czy edukacyjne w różnych ośrodkach na świecie, a z drugiej - spędzam czas z rodziną. Pewnie znajdą się osoby, które powiedzą, że to marny wypoczynek, ale dla mnie spędzenie dwóch tygodni np. w Katanii (Włochy), gdzie mam do wygłoszenia kilka wykładów, a poza tym czas dla najbliższych, jest świetną formą relaksu. Może też być inspirujące, bo - poza tym, że nawiązuję nowe kontakty na gruncie zawodowym - to mam też czas na zwiedzanie, poznawanie nowych miejsc, kultury, muzyki, jedzenia.
Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
Czytaj więcej
Terapia daremna w kardiologii. Prof. Tycińska: nie wszystkim chorym jesteśmy w stanie pomóc
Anestezjologia i intensywna terapia
Postęp w leczeniu stanów krytycznych pozwala dłużej podtrzymywać funkcje życiowe pacjentów, ale jednocześnie stawia lekarzy przed koniecznością oceny, kiedy kolejne interwencje przestają przynosić korzyść, a...
Udostępnij artykuł: