Lekarz: niektórzy idą na rękę pacjentowi i nie kierują na test wykrywający COVID-19

JW/PAP
opublikowano: 01-12-2021, 11:23

W środowisku lekarskim niestety są osoby, które idą na rękę pacjentowi i nie kierują na test na COVID-19. Pacjenci uczą się w ten sposób, jak można ominąć system. Nie można tego zamiatać pod dywan - mówi wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego, lekarz Tomasz Zieliński.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W związku z lękiem przed skierowaniem na test na COVID-19 pacjenci podejmują czasem decyzję przepisania się do innej przychodni, gdzie wiadomo, że lekarz nie kieruje na test.
Fot. Pixabay

– Obserwujemy, że osoby z objawami infekcji z obawy przed testem na COVID-19 nie zgłaszają się do lekarzy. Zazwyczaj kontaktują się zbyt późno, gdy już im się pogorszyło. Tylko, że w im późniejszym stadium choroby się znajdują, tym trudniej pomóc - zaznaczył wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego, prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców, lek. Tomasz Zieliński.

Zwrócił uwagę, że w takich sytuacjach często wynik testu na COVID-19 wychodzi już negatywny, bo przez dwa tygodnie pacjent zdążył wyzdrowieć z ostrej fazy choroby, w której wirus jest wykrywany, ale dalej jest chory na COVID-19.

Test na COVID-19: jak lekarze i pacjenci omijają system?

Lek. Zieliński powiedział, że otrzymuje sygnały od innych lekarzy rodzinnych, że w związku z lękiem przed skierowaniem na test na COVID-19 pacjenci podejmują czasem decyzję przepisania się do innej przychodni, gdzie wiadomo, że lekarz nie kieruje osób z objawami infekcji na test.

– W środowisku lekarskim niestety są osoby, które nie postępują prawidłowo i nie stosują się do wytycznych ustalonych przez GIS, czyli krótko mówiąc - idą na rękę pacjentowi i nie kierują na test przeciw COVID-19. Pacjenci uczą się w ten sposób, jak można ominąć system. Nie można tego zamiatać pod dywan w ramach solidarności zawodowej - podkreślił wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego.

Zauważył też, że społeczeństwu powoli powszednieją statystyki dotyczące zgonów na COVID-19, ale tylko do momentu, kiedy śmierć nie dotyczy kogoś z naszej rodziny lub znajomych. - Codziennie odnotowujemy ok. 400 zgonów z powodu COVID-19. Przyzwyczailiśmy się do tych liczb, ale jak kiedyś samolot się rozbił w katastrofie, to przecież przez lata go wspominamy - zwrócił uwagę doktor.

Nawiązując do pracy lekarzy rodzinnych w czasie pandemii powiedział, że wbrew pozorom większość zakażonych choruje w domu, a nie w szpitalach, stąd znajdują się pod opieką swoich lekarzy rodzinnych.

– Jest odczuwalne to obciążenie, bo każdy pacjent z COVID-19 ma 3-4 konsultacje w trakcie infekcji, co daje nam dodatkowo dziennie około 10 udzielonych porad. Do tego dochodzą jeszcze wizyty osób, które nie mogą dostać się do poradni specjalistycznych lub szpitali - powiedział lek. Zieliński.

Przeciwnicy szczepień zmieniają zdanie dopiero po zachorowaniu. Ale nie wszyscy

Zapytany o to, kto obecnie choruje na COVID-19 odpowiedział, że nie ma reguły, bo są wśród nich 3-miesięczne dzieci, jak i starsze osoby. - Fakt, że chorują również zaszczepieni, na szczęście bardzo łagodnie. Z kolei u młodych osób zauważalne jest, że długo utrzymują się uciążliwe objawy, szczególnie męczący kaszel. Mimo stosowania leków, choroba mocno się przeciąga - dodał.

Odnosząc się do reakcji osób niezaszczepionych po przejściu COVID-19 zaznaczył, że dla większości jest to otrzeźwienie i mocno żałują, że się nie zaszczepili i przez to zachorowali. - Taka postawę najczęściej przyjmują kobiety, matki, którym szkoda jest, bo zachorowały również np. dzieci. W pojedynczych przypadkach, pacjenci nadal podtrzymują, że to wymyślona choroba - powiedział lek. Zieliński.

Zapytany o to, czego nas jako pacjentów może nauczyć pandemia, jako priorytet wskazał na odpowiedzialne postępowanie podczas wszelkich infekcji. - Chodzi o to, że w każdej sytuacji, gdy jest podejrzenie choroby infekcyjnej, powinniśmy zostać w domu i nie zarażać dalej innych np. w pracy, w sklepie. Nauczmy się odpowiedzialności za siebie i zdrowie innych - podkreślił doktor.

Lekarz: trzeba wymóc na politykach inwestycje w kadry medyczne

Jak dodał, kluczowa jest także nauka korzystania z rozwiązań technologicznych, takich jak pulsoksymetry w ramach domowej opieki medycznej.

– Pacjenci je otrzymują, ale już nie podłączają się do systemu, który mógłby na bieżąco monitorować ich wyniki. Tym samym, lekarz i tak musi codziennie zadzwonić, by zanotować parametry pacjenta. Należy nauczyć korzystać pacjentów z tego typu rozwiązań, które mają spowodować, że przy rosnących potrzebach zdrowotnych pacjentów, a niewystarczającej liczbie kadry medycznej, będziemy w stanie jednak sobie poradzić - zwrócił uwagę doktor.

– Wiem, że zabrzmi to górnolotnie i jest to trudne do zrealizowania, ale powinniśmy także wymóc na politykach inwestycje w infrastrukturę zdrowotną, w tym w kadry medyczne, bo jeśli nie rozwiniemy systemu ochrony zdrowia, to nie będziemy w stanie przyjąć większej liczby pacjentów np. przy kolejnych epidemiach - dodał lek. Zieliński.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Reinfekcje u ozdrowieńców po COVID-19: jaka jest skala problemu?

Miesiąc po fali COVID-19 uderza fala PIMS

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.