Dr Sutkowski o szybkim spadku liczby nowych zakażeń SARS-CoV-2: jest szara strefa, którą stanowią osoby unikające testów

Tomasz Więcławski (PAP), KM
opublikowano: 01-12-2020, 15:21

Notujemy w Polsce szybki spadek liczby nowych zakażeń, ale znacznie wolniejszy liczby zgonów na COVID-19 - powiedział w rozmowie z PAP prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych dr Michał Sutkowski. Przyznał, że w jego ocenie wpływa na to grupa osób, które się nie diagnozują.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
“Nie ma obecnie konieczności wykonywania testów antygenowych w przychodniach, bo liczba punktów wymazowych, do których można dojechać autem, jest już w Polsce wystarczająca” - uważa dr Michał Sutkowski.

1 grudnia Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 9105 nowych i potwierdzonych przypadkach zakażenia koronawirusem i 449 zgonach chorych na COVID-19. Raport epidemiologiczny z 30 listopada mówił o 5733 zakażeniach (najmniej od 13 października) i 121 zgonach, a 29 listopada - 11 483 zakażeniach i 283 zgonach (SPRAWDŹ więcej statystyk: COVID-19 w Polsce: liczba zakażeń koronawirusem i zgonów [AKTUALIZACJA]).

"Wygląda to tak, że mamy dużo mniej zakażeń i tylko troszkę mniej zgonów. Na tę drugą statystykę zwróciłbym szczególną uwagę. Ona oczywiście jest przesunięta o ok. 2 tygodnie, ale wydaje się, że i tak te dane nieco do siebie nie pasują. Moim zdaniem jest tak dlatego, że jest tzw. szara strefa, którą stanowią osoby unikające diagnozowania. One się nie testują, a do lekarzy trafiają późno, często w bardzo złym stanie" - wskazał dr Michał Sutkowski.

Ocenił, iż ta tendencja będzie w okresie przedświątecznym się tylko pogarszała, bo wiele osób mimo objawów infekcji musi "pobiegać po galeriach", a potem niestety pojedzie do domów rodzinnych i tym samym rozniesie epidemię. Zaapelował po raz kolejny o to, żeby tak nie robić i nie unikać testów.

"Wiele osób przeraziło się oglądając obrazki w telewizji - ze szpitali czy pokazujące karetki stojące w kolejkach. Dlatego postanowiło leczyć się w domu, na własną rękę. Często te osoby nawet nie zagrażają najbardziej sobie, bo ich objawy nie są ciężkie, ale chodząc do pracy i uczestnicząc w życiu społecznym “sprzedają” wirusa dalej" - wskazał dr Sutkowski.

W jego ocenie unikanie lekarzy to "granie w totolotka". Ekspert przyznał jednak, że wirusa w środowisku jest obecnie mniej, a restrykcje nieco zdusiły epidemię, co także widać w statystykach i różnych wskaźnikach.

Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował 1 grudnia, że testy antygenowe można już przeprowadzać w podstawowej opiece zdrowotnej, a prezes NFZ wydał zarządzenie w tej sprawie.

Zdaniem dra Sutkowskiego nie jest to najlepszy pomysł.

"Wiele organizacji lekarzy rodzinnych już się na ten temat wypowiedziało. Nie ma obecnie konieczności wykonywania testów antygenowych w przychodniach, bo liczba punktów wymazowych, do których można dojechać autem, jest już w Polsce wystarczająca. Te testy dla osób bez objawów nic nie dają, bo i tak wyjdą ujemne. Wpuszczanie osoby z objawami do przychodni, gdy np. jest tam jedno wejście, powoduje mieszanie się pacjentów. Mam nadzieję, że będzie to tylko fakultatywna możliwość, a nie zobligowanie nas do tego rodzaju testowania. Nie spodziewam się, aby w skali kraju znacząco wpłynęło to na zwiększenie dobowej liczby wykonywanych testów, bo w wielu przychodniach nie ma jak wykonywać takich testów w sposób bezpieczny i epidemiologicznie uzasadniony" - powiedział dr Sutkowski.

Z przekazanych 1 grudnia przez resort zdrowia statystyk wynika, że w ciągu ostatniej doby wykonano ponad 38,4 tys. testów w kierunku koronawirusa, z czego ponad 32 tys. testów zlecili lekarze POZ.

ZOBACZ TAKŻE: Dr Agnieszka Mastalerz-Migas o spadku zleceń testów POZ: Wielu pacjentów nie chce izolacji i kwarantanny

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.