Wszyscy lekarze powinni być onkologami?

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 24-04-2018, 17:49
aktualizacja: 24-04-2018, 17:52

W ślad za poprawą świadomości społecznej na temat nowotworów nie idzie zorganizowana edukacja onkologiczna. W szkołach w ogóle nie mówi się o chorobach nowotworowych, a poziom kształcenia onkologicznego studentów medycyny i lekarzy specjalizujących się w dziedzinach nieonkologicznych nie zmienił się od 30 lat — podkreślają onkolodzy. Ich zdaniem jest to główna przyczyna znacznie gorszych niż w innych krajach UE wyników leczenia nowotworów w Polsce.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Podczas debaty „Edukacja onkologiczna — never-ending (shame) story”, która odbyła się w marcu w Katowicach, w ramach Kongresu Wyzwań Zdrowotnych, prowadzący prof. dr hab. n. med. Krzysztof Składowski, dyrektor gliwickiego oddziału Centrum Onkologii-Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie, przedstawił dane dotyczące zapadalności i umieralności mężczyzn z powodu nowotworów w 2015 r. w Polsce. Jedynie w przypadku raka gruczołu krokowego wskaźnik umieralności jest niższy od wskaźnika zapadalności. We wszystkich pozostałych nowotworach albo są one równe, co oznacza, że tyle samo mężczyzn zachorowuje w ciągu roku, ile umiera, albo — jak w przypadku raka płuca — umieralność zdecydowanie przewyższa zapadalność.

Prof. dr hab. n. med. Łukasz Szumowski, minister zdrowia
Wyświetl galerię [1/2]

Prof. dr hab. n. med. Łukasz Szumowski, minister zdrowia Fot.

„To pokazuje niemoc, z jaką mamy do czynienia w Polsce. Ma ona wiele przyczyn, nie tylko finansowe. Mówimy, że pod względem wskaźników epidemiologicznych i wyników leczenia nowotworów odbiegamy od innych krajów europejskich. Dlaczego? Ponieważ chorobę nowotworową rozpoznaje się u nas w bardziej zaawansowanych stadiach, a u podłoża braku skuteczności podejmowanych działań systemowych leży powszechnie nieobecna albo staroświecka edukacja onkologiczna” — ocenił prof. Krzysztof Składowski.

Niezbędne radykalne zmiany w kształceniu

O programach szkolenia onkologicznego studentów i konieczności przygotowania dla nich podręcznika mówiło się już 30 lat temu. „Przez te 30 lat nie zaobserwowałem istotnej poprawy kształcenia i wiedzy onkologicznej studentów medycyny oraz specjalistów dyscyplin nieonkologicznych, a to głównie oni stawiają diagnozę onkologiczną w Polsce. Pacjent trafia do nas najczęściej już z rozpoznaniem” — zwrócił uwagę prof. Składowski, specjalista radioterapii onkologicznej.

Rozpoznanie choroby nowotworowej najczęściej ustalają lekarze rodzinni i zabiegowcy, którzy pobierają materiał tkankowy do badań. Onkolodzy zauważają, że w „Strategii walki z rakiem w Polsce na lata 2015-2024” ani słowem nie wspomina się o pogłębianiu wiedzy onkologicznej podczas szkolenia podyplomowego.

„W tym bardzo obszernym dokumencie nauczaniu onkologii poświęcony jest tylko jeden akapit. Jest w nim mowa o konieczności stworzenia bazy kliniczno-dydaktycznej oraz o tym, że nauczanie przeddyplomowe powinno być realizowane na wszystkich wydziałach lekarsko-dentystycznych, wydziałach nauki o zdrowiu oraz wydziałach farmacji. Nie ma natomiast mowy o szkoleniu podyplomowym i programach specjalizacyjnych. „Strategia walki z rakiem” nie dostrzega konieczności poprawy kształcenia specjalizacyjnego w dyscyplinach nieonkologicznych” — grzmiał dyr. Składowski, który kieruje również I Kliniką Radioterapii i Chemioterapii COI w Gliwicach.

Prof. Składowski pokusił się również o analizę treści podręczników i programów specjalizacji z podstawowych dyscyplin klinicznych w Polsce. Wniosek? Onkologia znajduje się w nich w „niszy informacyjnej”. Znamiennym przykładem jest rak płuca — najczęstszy i najbardziej zabójczy nowotwór, stanowiący w Polsce ogromny problem epidemiologiczny. W podręcznikach interny, wydanych w latach 1985-2005, poświęcono mu 6-12 proc. miejsca przeznaczonego na omówienie wszystkich chorób układu oddechowego. Zagadnienia onkologiczne zostały potraktowane po macoszemu również w podręcznikach innych dyscyplin klinicznych, takich jak otolaryngologia, ginekologia i położnictwo i inne.

„Pomimo powszechnej informacji o wysokiej i ciągle wzrastającej częstości zachorowań na nowotwory złośliwe w Polsce i związanej z tym świadomości onkologicznej pacjentów, absolwenci medycyny i lekarze nieonkolodzy nie mają odruchu onkologicznego, bo nie nabyli go w czasie studiów ani specjalizacji. Winę za to ponosi system szkolenia przed- i podyplomowego, wciąż traktujący onkologię marginalnie w stosunku do innych dyscyplin — mówił prof. Składowski. — Opinia, że panaceum dla polskiej onkologii są większe pieniądze na inwestycje i nowoczesną terapię jest niecelna. Wskaźniki epidemiologiczne i wyniki leczenia nie ulegną radykalnej poprawie, jeśli edukacja onkologiczna lekarzy nie zmieni się także w sposób radykalny. Postuluję rewolucję nauczania medycyny — wszyscy lekarze mają być onkologami. Nie chodzi o nazwę, ale o wiedzę” — dodał.

Wartość praktyki klinicznej

Dr hab. n. med. Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii, który jest również pracownikiem Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i uczestniczy w procesie ujednolicania programu nauczania studentów na tej uczelni, jest przekonany, że przeddyplomowe kształcenie onkologiczne nie może odbywać się w klinikach, które nie zajmują się leczeniem przeciwnowotworowym.

„Jeżeli wszyscy mają być onkologami, z czym się zgadzam, to bardzo bym chciał, żeby byli onkologami wykształconymi” — powiedział dr hab. Adam Maciejczyk, który jest prezesem elektem Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i prezesem Ogólnopolskiego Zrzeszenia Publicznych Centrów i Instytutów Onkologicznych.

Kolejnym problemem, na który zwrócił uwagę dyrektor DCO, jest kształcenie ustawiczne lekarzy, po uzyskaniu przez nich specjalizacji. „Przepis, zgodnie z którym w izbach lekarskich kontroluje się punkty edukacyjne zdobywane na różnych szkoleniach, jest martwy. Nikt nie zbiera tych punktów” — argumentował dr hab. Adam Maciejczyk.

Onkolog i hematolog dziecięcy prof. dr hab. n. med. Tomasz Szczepański, kierownik Katedry i Kliniki Pediatrii, Hematologii i Onkologii Dziecięcej i prorektor ds. nauki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, uważa, że najlepszym modelem edukacji onkologicznej byłaby ścisła współpraca uczelni medycznych z centrami onkologii. „Taka współpraca już się odbywa i jesteśmy z niej zadowoleni, ale chcemy jej poszerzenia, bo wiemy, że najlepiej uczą konkretne przykłady. Jeżeli młody człowiek studiujący medycynę nie będzie widział pacjentów z chorobą nowotworową, to jego wiedza będzie jałowa” — stwierdził prof. Tomasz Szczepański.

Według niego, nauczanie onkologii np. na oddziałach chirurgii czy interny nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ w części z nich chorzy na raka stanowią 50 proc. wszystkich pacjentów, a w innych zaledwie 5-10 proc. Przydatne byłoby opracowanie centralnego programu nauczania, który wskazywałby, w jakich jednostkach miałoby być ono prowadzone. „Jeżeli zostanie powiedziane, jaki konkretnie ma być program nauczania i w jakich jednostkach prowadzony, to nie będzie można go omijać. W wielu dyscyplinach zajęcia prowadzi ktoś, komu wydaje się, że się na tym zna, ale nie ma zaplecza. Onkologii powinno się uczyć tam, gdzie są pacjenci onkologiczni” — postuluje prorektor SUM.

Jednak praktycznemu nauczaniu onkologii na pewno nie sprzyja liczba studentów, którzy zgłaszają się na zajęcia. Jest ich po prostu za dużo. Zdarza się, i nie jest to przypadek odosobniony, że na 25-łóżkowy oddział zgłasza się 20 adeptów medycyny. Dlatego katowicka uczelnia zastanawia się, jak wykorzystać do tego celu zewnętrzne placówki, w tym szpitale rejonowe.

„Powinniśmy również dokonać wnikliwego przeglądu zakresów zajęć prowadzonych w dyscyplinach nieonkologicznych. One nie zawsze są zgodne z programem nauczania onkologii” — dodał dr hab. Adam Maciejczyk.

Podsumowując debatę, prof. Krzysztof Składowski jeszcze raz podkreślił, że nauczanie onkologii wymaga rewolucyjnych zmian. „Przez 30 lat czekaliśmy na ewolucję, która oczywiście się dokonała, ale w stopniu wysoce nas niesatysfakcjonującym. Dlatego teraz potrzebna jest rewolucja” — powiedział profesor.

 

Komentarz

Zamierzamy zmienić programy specjalizacyjne

Prof. dr hab. n. med. Łukasz Szumowski, minister zdrowia:

Powołałem zespół, który ma określić, jak powinna wyglądać ścieżka specjalizacji w Polsce. Według mnie, to kierownik specjalizacji powinien decydować o tym, czy dany człowiek nauczył się pewnego obszaru medycyny, np. onkologii, chirurgii czy kardiologii, czy nie. Chciałbym, żeby kierownik specjalizacji gwarantował to swoim podpisem. Wydaje się, że rozbudowana kontrola różnych procedur i świstków doszła już do absurdu i zamiast nauką, koledzy zajmują się wypisywaniem papierów. Poza tym znacznie bardziej powinna być podkreślona relacja mistrz-uczeń. Pewnie trzeba również urealnić procesy nauki pod względem liczby procedur i czasu — raczej nastawić się na efekt, a nie na proces. Jednemu człowiekowi wystarczy zobaczyć 10 zabiegów danego typu, żeby miał o nich pojęcie, drugiemu i 30 może nie wystarczyć, dlatego trudno to odgórnie ustalać.

Natomiast programy studiów medycznych są w kompetencji uniwersytetów, które mają pełną autonomię. Na pewno powinny to być programy bardzo nowoczesne, uwzględniające m.in. burzliwy rozwój wiedzy onkologicznej. Odkrywane są nowe procesy komórkowe, nowe cząsteczki i możliwości terapeutyczne, dobrze byłoby więc, żeby studenci mieli dostęp do tej najnowocześniejszej wiedzy. Tworzymy program Narodowego Instytutu Onkologii, a właściwie narodowej sieci onkologii i chcielibyśmy, aby dobre praktyki diagnostyczno-terapeutyczne były tam implementowane. Pilotaż tego programu przeprowadzimy prawdopodobnie w trzech lub czterech województwach. Rozpocznie się on jeszcze w tym roku.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.