Ukraińscy pacjenci w polskich szpitalach. Historie rozpaczy i nadziei

MJM/PAP
opublikowano: 04-03-2022, 12:02
aktualizacja: 11-03-2022, 11:11

Poznań, Katowice, Lublin, Kielce - m.in. do szpitali w tych miastach trafiają pacjenci z Ukrainy. W większości przypadków są to chorzy na nowotwór pacjenci pediatryczni. Tutaj mają szansę na odpowiednie leczenie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Do polskich szpitali trafiają pierwsi pacjenci z Ukrainy.
iStock

- Sytuacja szpitali na Ukrainie jest bardzo trudna i złożona, chyba najgorsza jest w Charkowie. Tam nie ma w ogóle możliwości wydostania się. Z Kijowa udało się wydobyć tę część dzieci i to jest duży sukces. Tam sporo czasu te dzieci muszą spędzać w schronach, w piwnicy. Tam otrzymują kroplówki - powiedział prof. dr hab. n. med. Krzysztof Kałwak - jeden z lekarzy, który opiekuje się pacjentami z Ukrainy.

Potwierdzają to m.in. zdjęcia AFP News Agency.

CZYTAJ TEŻ: Kijów: dzieci chore onkologicznie ukrywają się w piwnicach szpitala pediatrycznego

Poznań - pierwsi mali ukraińscy pacjenci trafiają do szpitala dziecięcego.

Mali pacjenci z Ukrainy są przyjmowani m.in. w Specjalistycznym Zespole Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu.

- W ostatnich dniach placówka przyjęła już pierwszych ukraińskich pacjentów - powiedziała rzeczniczka prasowa Specjalistycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu Urszula Łaszyńska.

Do szpitala trafiła m.in. kilkuletnia dziewczynka z objawami przeziębienia. W trakcie badań okazało się, że wynik testu wskazał zakażenie koronawirusem. Do placówki przyjęty został także kilkumiesięczny chłopczyk z poparzeniami. Na jednym z oddziałów przebywa także nastolatek z problemami z sercem.

Urszula Łaszyńska podkreśliła, że mali pacjenci z Ukrainy ze swoimi opiekunami mają zapewnione wyżywienie w szpitalu, ale często brakuje im podstawowych artykułów higienicznych i pieluch. Szpital uruchomił więc zbiórkę najpotrzebniejszych rzeczy. Na liście są m.in. nowe koce i kocyki dziecięce, śpiwory, poduszki, ręczniki, artykuły higieniczne dla dzieci i kobiet, np. pampersy, kremy, oliwki, chusteczki nawilżane i suche, szampony, żele pod prysznic, pasty do zębów, szczoteczki, płyny i proszki do prania, a także nowe ubrania i bielizna damska i dziecięca we wszystkich rozmiarach, także piżamy, dresy, czapki, szaliki i rękawiczki.

Szpital apeluje do osób, które chciałyby wesprzeć małych pacjentów o dostarczanie wyłącznie produktów z podanej listy. Dary można dostarczać od piątku (4 marca), w dniach roboczych, w godzinach 8.00-15.00, do magazynu szpitalnego przy ul. Krysiewicza - budynek C.

- Można też pomóc, wpłacając darowiznę na konto szpitala. Środki przeznaczymy na zakup wymienionych produktów - podała Łaszyńska.

Dane do wpłat: Specjalistyczny Zespół Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu, Bank Śląski SA O/Poznań nr 93 1050 1520 1000 0005 0332 1192, z dopiskiem "Dla Ukrainy".

CZYTAJ TEŻ: Z Ukrainy ewakuowano do Polski 40 dzieci chorych onkologicznie

Białystok - pierwsze pacjentki z Ukrainy zgłaszają się na leczenie onkologiczne

Z kolei do Białostockiego Centrum Onkologii zgłosiły się pierwsze pacjentki z Ukrainy na leczenie onkologiczne.

- Przyjęto je już w poradni ginekologii onkologicznej, są objęte opieką - poinformowała 3 marca PAP rzeczniczka szpitala Monika Mróz. Brakuje jednak tłumaczy do fachowej dokumentacji medycznej.

Jedna z pacjentek jest przyjęta to diagnostyki, gdyż jest podejrzewany u niej nowotwór, druga pacjentka wymaga już kontynuacji leczenia - poinformowała Monika Mróz.

Szpital już od początku wojny na Ukrainie otrzymywał zapytania o możliwość leczenia osób z Ukrainy.

Rzeczniczka BCO zaznaczyła, że szpital pilnie poszukuje tłumacza przysięgłego, który pomoże w tłumaczeniu dokumentacji medycznej, ale są z tym trudności.

W pomoc uciekającym z ogarniętej wojną Ukrainie pacjentkom zaangażowało się Polskie Towarzystwo Ginekologii Onkologicznej (PTGO). W opublikowanym przed kilkoma dniami komunikacie zamieszczonym w mediach społecznościowych podało, że chce pomagać lekarzom z Ukrainy

“Jako lekarze onkolodzy możemy zabezpieczyć pomoc dla pacjentek z nowotworami ginekologicznymi. Jesteśmy w kontakcie z ginekologami z Ukrainy i zbieramy informacje o potrzebach ich pacjentek. W najbliższych dniach wspólnie zorganizujemy możliwość ich leczenia w Polsce” - podało Towarzystwo.

Lekarze chętni do zaangażowania się w tę pomoc mogą zgłaszać się do PTGO. Mogą składać tam deklaracje np. gdzie pacjentki mogą być przyjmowane, ile z nich może być przyjętych.

Prof. Paweł Knapp z PTGO, szef działającego w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku Uniwersyteckiego Centrum Onkologii powiedział PAP, że dostał też pierwsze zapytania od jednej z organizacji ws. możliwości leczenia pacjentki z Ukrainy chorej na raka jajnika, chodziło o podanie jej leków. Dodał, że każda sprawa wymaga dokładnego podejścia.

- Nie możemy odtrącić człowieka, który potrzebuje pomocy - podkreślił Knapp.

Zaznaczył, że w leczeniu onkologicznym jest wiele skomplikowanych zagadnień jak choćby konieczność kwalifikacji w programach lekowych i lekarze będą współpracować, aby to leczenie organizować, by nikt nie został bez pomocy.

Knapp dodał także, że są wytyczne z Narodowego Funduszu Zdrowia, który informuje, że koszty leczenia będą pokrywane z budżetu państwa.

CZYTAJ TEŻ: Wojna w Ukrainie. W Polsce nastąpi 5-10 proc. wzrost pacjentów z chorobami nowotworowymi

Lublin - mali pacjenci z Ukrainy trafiają do Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia

Dziesięcioletnia Ania z Równego na Ukrainie, wraz z rodziną zmierza do Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia w Lublinie. Chcę im zagwarantować opiekę - powiedział założyciel i prezes placówki o. Filip Buczyński OFM.

Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia w Lublinie przyjęło 2 marca siódmego pacjenta z Ukrainy.

Prezes placówki o. Filip Buczyński podał, że ósme dziecko właśnie zmierza do hospicjum samochodem z przejścia granicznego w Korczowej.

- Przedwczoraj (28 lutego) wiozłem dziecko, które czekało na granicy 51 godzin, w sobotę (26 lutego) - 48 godzin. To był dramat, bo to było 16-letnie dziecko, które miało guza mózgu. W tej chwili jest w naszym hospicjum - powiedział franciszkanin.

Dodał, że dzieci przywiezione dzisiaj do hospicjum wjechały do Polski w konwoju bez stania na granicy.

- Dzieci są bardzo zmęczone, bardzo przerażone - przyznał o. Buczyński. Zastrzegł, że za wcześnie, żeby z nimi rozmawiać o ich przeżyciach na Ukrainie.

- W tej chwili chcę zagwarantować, żeby dzieci i ich rodzice miały gdzie spać, co jeść, żeby było im ciepło i żeby miały opiekę całodobową medyczną. Na moment, kiedy zdobędą do nas zaufanie jeszcze przyjdzie czas - dodał.

Franciszkanin podał, że do piątku pod opieką Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia znajdzie się w sumie 40 osób (dziesięcioro małych pacjentów z rodzicami i rodzeństwem). Część przybędzie do Lublina pociągiem humanitarnym w czwartek.

- Wszyscy są ze Lwowa, Kijowa albo Charkowa - wyjaśnił o. Buczyński.

Dzieci i ich rodzice rozlokowani są w hostelu, który mieści się w hospicjum.

- Wszystkie te dzieci są pod opieką hospicjum domowego. Tam przychodzi lekarz, pielęgniarka, fizjoterapeuta, psycholog, pracownik socjalny - wymienił o. Buczyński.

- Zarówno dzieci, jak i ich rodzice, mają zapewnione wyżywienie i godziwe warunki. Dzieci bawią się, mamy dla nich animatora - powiedział prezes hospicjum. Dodał, że do dyspozycji rodziców jest kuchnia, w której mogą sami przygotowywać posiłki.

Prezes hospicjum przyznał, że placówka otrzymała od darczyńców pomoc w postaci lodówek, pralek, szczególnie potrzebnych łóżeczek dla dzieci i jedzenia.

- Dzięki darczyńcom, kołom gospodyń miejskich, jadłodajniom i restauracjom do 20 marca mam zagwarantowane obiady dla wszystkich - przyznał franciszkanin.

- Chcemy animować zabawę, żeby dzieci się z nami dobrze czuły. Wszystkie są w podobnym wieku, więc w tej chwili dobrze bawią się same ze sobą - przyznał o. Buczyński.

Prezes hospicjum poszukuje lekarzy (pediatrów, rodzinnych, hematologów, specjalistów medycyny paliatywnej), pielęgniarki i opiekunki medyczne, którzy mogliby pomóc w hospicjum. Potrzebny jest także dwujęzyczny psycholog dla rodziców.

CZYTAJ TEŻ: PTOHD: nie zabraknie miejsc dla polskich dzieci chorych na raka

Kielce - dzieci z Ukrainy trafiły na oddział onkologii szpitala wojewódzkiego

Dzieci z Ukrainy chore onkologicznie przyjęto także do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach - poinformowała rzeczniczka lecznicy Anna Mazur-Kałuża. Dzieci zostały ewakuowane ze Lwowa.

- Są to dwuletni chłopiec i siedmioletnia dziewczynka, które do tej pory były leczone z powodu białaczki we lwowskim szpitalu. Teraz dzieci będą leczone na oddziale onkologii i hematologii dziecięcej naszego szpitala – powiedziała.

- Liczymy się z tym, że do naszego szpitala będą trafiać kolejne chore dzieci i dorośli ewakuowani z Ukrainy. Wojewódzki Szpital Zespolony to specjalistyczna wieloprofilowa placówka, jesteśmy w stanie zapewnić im pomoc - zaznaczyła.

W pomoc ukraińskim pacjentom włączają się także inne szpitale ze stolicy woj. świętokrzyskiego. Świętokrzyskie Centrum Matki i Noworodka uruchomi w czwartek poradnię ginekologiczną dla pacjentek z Ukrainy.

- Jest to inicjatywa naszych lekarzy, do pracy zgłosiły się już osoby znające język ukraiński i rosyjski. Pacjentki, które do nas się zgłoszą, nie będą pewnie miały dokumentacji medycznej z poprzedniego leczenia, dlatego kwestia przeprowadzenia odpowiedniego wywiadu będzie tutaj niezwykle ważna - powiedział dyrektor szpitala Rafał Szpak.

Poradnia dla pacjentek z Ukrainy będzie czynna w czwartki od godziny ósmej.

- Oczywiście, jeśli osoby będą wymagały hospitalizacji czy zabiegów, również je zapewnimy - zaznaczył dyrektor.

Z kolei w Szpitalu Kieleckim św. Aleksandra przy poradni Neonatologicznej zorganizowano Centrum Pomocy Noworodkom z Ukrainy. Dzieciom zostanie tam zapewniona pełna opieka, diagnostyka, a w razie potrzeby miejsce na oddziale.

Wrocław - dzieci z Kijowa chore na białaczkę dotarły do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego

2 marca czworo chorych na białaczkę dzieci, u których dojdzie do przeszczepu szpiku kostnego, dotarło do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Dzieci są w dobrym stanie, troje z nich ma zaplanowane pilne transplantacje już niebawem.

Kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu prof. dr hab. n. med. Krzysztof Kałwak powiedział w środę, że w jego klinice jest już pięcioro dzieci z Ukrainy w wieku od 6 do 16 lat, które będą leczone z chorób nowotworowych. Jeszcze w środę na dojechać szóste dziecko transportowane z ukraińskiego Łucka.

- Wczoraj w nocy dotarły dzieci z Kijowa. Jak na fakt, że są w trakcie ciężkiego leczenia onkologicznego to te 48 godzin podróży zniosły dobrze. Teraz przechodzą pierwsze badania przygotowujące do transplantacji, bo trójka z nich będzie miała już niebawem wykonane przeszczepy. Pobrania szpiku odbędą się dwa w Niemczech i jedno w Warszawie - powiedział prof. Kałwak.

Akcję pomocy ukraińskim dzieciom z chorobą nowotworową koordynuje specjalna grupa robocza Polskiego Towarzystwa Onkologii i Hematologii Dziecięcej. Monitoruje ona na bieżąco potrzeby tych pacjentów i organizuje miejsca w specjalistycznych ośrodkach w Polsce. Poza przyjęciem najciężej chorych dzieci na oddział przeszczepowy wrocławska klinika planuje również przyjmować, w miarę możliwości, dzieci do kontynuacji leczenia onkologicznego.

Prof. Kałwak przekazał, że dzięki pracom grupy roboczej PTOHD w całej Polsce jest już około pięćdziesięciu dzieci z Ukrainy, które wymagają pilnego leczenia hematologicznego i onkologicznego. I otrzymają je w wielu ośrodkach w Polsce.

Powiedział, że razem z dziećmi przyjechały też ich bliscy.

- Przyjechały mamy, babcie. One są zmęczone, przestraszone, ale tak naprawdę przyjechały też z olbrzymią nadzieją. Tak naprawdę, kiedy zaczęła się wojna w Kijowie, a te dzieci tam miały w tym swoim bardzo dobrym ośrodku zaplanowane transplantacje, to ci rodzice stwierdzili, że już koniec, nie ma szans. Myśmy zaoferowali pomoc, to jest dla nich szansa i z tego się cieszymy - powiedział prof. Kałwak.

Transport z polskiej granicy wykonano trzema ambulansami USK. Jak lekarz jechała z dziećmi stażystka z kliniki, która studiowała we Wrocławiu, a jest Ukrainką. Pełniła zatem też rolę tłumacza.

– W rozmowach z dziećmi i rodzinami dominują tematy medyczne, ale jest też dużo łez. Oni są w wielkim stresie. Były nerwy, czy konwój w ogóle wyjedzie z Kijowa, czy nie zostanie ostrzelany. I to się udało. Traktują to jako wielką nadzieję, dziękują i są niezwykle wdzięczni - powiedział prof. Kałwak.

Katowice - 12-letni Rusłan z Połtawy dotarł do szpitala na kontynuację leczenia onkologicznego

Z kolei w nocy z wtorku na środę (z 1 na 2 marca) do Katowic na kontynuację przerwanego leczenia onkologicznego przyjechał dwunastoletni Rusłan z ukraińskiej Połtawy.

Podróż do granicy mamy Rusłana z synem, przy wsparciu m.in. polskiej fundacji i ukraińskiej obrony terytorialnej, zajęła półtora dnia.

Jak przekazała Magdalena Sekuła z zaangażowanej w sprawę Fundacji Onkologicznej Rakiety, Rusłan dotarł do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka (GCZD) ok. godz. piątej. Przywiozła go karetka Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

Rzecznik GCZD Wojciech Gumułka potwierdził 2 marca PAP, że Rusłan został już przyjęty w oddziale onkologii, hematologii i chemioterapii.

- Chłopiec dotarł do nas, podróż nie odbiła się jakoś mocno na stanie jego zdrowia. W najbliższym czasie powinien zostać poddany zaawansowanej chemioterapii onkologicznej - wskazał rzecznik.

- Ogółem mamy teraz na tym oddziale trzech pacjentów z Ukrainy. Oprócz Rusłana to dwaj chłopcy w wieku 6 i 8 lat. Wszyscy oni dość dobrze znieśli transport z Ukrainy - zaznaczył Gumułka. Dodał, że także na inne oddziały placówki przyjmowane są w ostatnich dniach dzieci z tego kraju.

Rusłan z mamą wyjechali z Połtawy w poniedziałek po południu. Ich transport skoordynowała Fundacja Onkologiczna Rakiety, która m.in. prowadzi całodobowy telefon dla osób chorych na raka i ich bliskich. Wraz z początkiem ataku Rosji na Ukrainę telefon też stał się m.in. kontaktem kryzysowym dla osób z Ukrainy.

Jeden z takich telefonów dotyczył 12-letniego Rusłana z Połtawy, z leczonym tam dotąd poważnym chłoniakiem. Jego terapia w Ukrainie z początkiem wojny została przerwana. Pojawiła się konieczność sprowadzenia chłopca do Polski. Pomogli Ukraińcy korzystający w ostatnich dniach z katowickiego biura Fundacji jako nieformalnego punktu kontaktowego uchodźców z Charkowa.

Ci właśnie Ukraińcy załatwili przez ukraińską obronę terytorialną odbiór Rusłana transportem medycznym ze Lwowa. W poniedziałek mama Rusłana z synem wyruszyli z Połtawy do Lwowa. We wtorek po południu byli we Lwowie i wsiadali do transportu medycznego. Wówczas z Katowic wyruszyła karetka Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego, według uzgodnień - do granicy w Korczowej.

- Do Korczowej pojechali też nieco wcześniej nasi wolontariusze. Mama Rusłana przekazała przez telefon naszemu tłumaczowi, że pojadą do Korczowej, więc tam zadysponowano karetkę. Byli też tam nasi wolontariusze. Już w Korczowej odebrali od mamy telefon, że właśnie dojeżdżają do granicy - przy pomocy Straży Granicznej, która im w tym pomogła - relacjonowała Sekuła

- W tym samym momencie zadzwonił do mnie strażnik z Krościenka, że mama i chłopiec są i czekają na karetkę. Okazało się, że mama, będąc w ogromnym stresie, pomyliła nazwy przejść. Strażnicy i ratownicy z Krościenka zajęli się nimi, potem przewieziono ich transportem medycznym do Przemyśla. Stamtąd podjęła ich już karetka systemowa, która przewiozła ich do Katowic - dodała.

- Niedawno wrócił ze szpitala nasz tłumacz Denis. Mama i Rusłan są na oddziale, przetestowani, nie mają koronawirusa. Mamy też mieszkanie dla mamy. Jeżeli tylko będzie chciała, chociażby żeby wykąpać się i dojść do siebie, w każdej chwili zawieziemy ją tam - zapowiedziała przedstawicielka Fundacji Onkologicznej Rakiety.

Jednocześnie FundacjaRakiety i Warsaw Genomics uruchomiły specjalną infolinię dla pacjentów onkologicznych z Ukrainy. #Infolinia jest obsługiwana w jęz. polskim i angielskim.

Pod opiekę katowickich lekarzy trafił również cierpiący na nowotwór 73-letni Wołodymyr z Charkowa. Przyjazd i umieszczenie mężczyzny z polskiej placówce koordynowała Fundacja Onkologiczna Rakiety.

– Podróż pociągiem była bardzo ciężka, trwała 40 godzin. Tata jechał z Charkowa do Lwowa i stamtąd do Polski. Od granicy Polski do Katowic wszystko już przebiegło bardzo dobrze. Trafił na oddział hematologii szpitala uniwersyteckiego. Już jest szczęśliwy i ma opiekę – powiedziała PAP Ksenia, córka pacjenta.

Jej tata trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego im. prof. K. Gibińskego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Załatwianie spraw związanych z przyjazdem ojca i umieszczeniem go w szpitalu zakończyło się w poniedziałek o czwartej.

– Był bardzo zmęczony, ale teraz czuje się w miarę normalnie, jest pod opieką lekarzy, to jest najważniejsze – dodała.

Fundacja pomogła w ostatnich dniach (dane z 7 marca) ściągnąć do Polski m.in. 12-letniego Rusłana z Połtawy, który trafił do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, i kobietę z dwiema córkami – jedna z nich jest po operacji mózgu, w którym wykryto nowotwór. Do Fundacji, która prowadzi też całodobowy telefon dla osób chorych na raka i ich bliskich, zgłaszają się także Ukrainki, które z powodu wojny były zmuszone przerwać chemioterapię i potrzebują pomocy po ucieczce do Polski. Takich telefonów jest ostatnio bardzo dużo.

Olsztyn - hospicjum dla dzieci przyjęło pierwszych pacjentów z Ukrainy

Pod opiekę Hospicjum dla Dzieci Caritasu Archidiecezji Warmińskiej trafiły w piątek (4 marca) pierwsze ciężko chore dzieci z Ukrainy. Pięcioro małych pacjentów z rodzinami ewakuowano z Charkowa pociągiem medycznym, z Warszawy do Olsztyna przyjechały karetkami.

Kierownik olsztyńskiego hospicjum s. Luisa Świerczewska przekazała, że ukraińskie rodziny mają za sobą długą i trudną podróż z Charkowa.

– W drodze spędzili w sumie ponad trzy doby. Wszyscy są nadal bardzo wystraszeni. Choć pozostali członkowie rodzin odsypiają trudy podróży, mamy nie chcą się dać namówić na sen, czuwają przy swoich chorych dzieciach – zaznaczyła.

Dyrektor Caritasu Archidiecezji Warmińskiej ks. Paweł Zięba poinformował, że rodziny przyjechały do Olsztyna niemal bez bagażu. Były przygotowane, żeby w razie konieczności nieść dzieci na rękach do granicy.

Dzieci i ich bliskich ewakuowano z Ukrainy pociągiem medycznym, a z Warszawy do Olsztyna przyjechały karetkami. Po przyjeździe małych pacjentów zbadał personel medyczny Caritasu. Umieszczono ich pod opieką w hospicjum stacjonarnym i domowym, a ich pobyt zorganizowano tak, by rodziny mogły być jak najbliżej swoich dzieci.

– Wszystkie rodziny otrzymały schronienie i niezbędne na start wsparcie rzeczowe, którego udzielenie było możliwe dzięki prowadzonym zbiórkom – przekazał Caritas.

Przyjazd tych rodzin do Olsztyna jest częścią większej akcji ewakuacyjnej realizowanej przez polskie hospicja dziecięce we współpracy z Rzecznikiem Praw Dziecka, przy wsparciu urzędników, służb i instytucji po obu stronach granicy.

Hrubieszów - urodził się Bogdan, którego matka Ukrainka schroniła się w Polsce

Dyrektor szpitala w Hrubieszowie Alicja Jarosińska 7 marca poinformowała PAP, że w zeszłym tygodniu urodził się pierwszy chłopczyk, którego matka uciekła spod Kijowa przed wojną.

– Dziecko ma na imię Bogdan i waży ponad 3,9 kg. Urodził się w 37. tygodniu ciąży poprzez cięcie cesarskie. Mama i dziecko czują się bardzo dobrze – przekazała dyrektor hrubieszowskiego szpitala.

Podkreśliła, że cały personel cieszy się z tych narodzin.

– Bardzo to podniosło nas na duchu, bo na co dzień – będąc na pierwszej linii frontu – spotykamy się z ogromem nieszczęścia. Przede wszystkim widzimy stan psychiczny, w jakim znajdują się uchodźcy, którzy mają za sobą np. 40 godzin podróży, płaczą, dzieci są zmęczone, wycieńczone. Takie narodziny nowego życia dodały nad ogromnej otuchy i zapału do niesienia pomocy uchodźcom – zaznaczyła Jarosińska.

Szpital w Hrubieszowie odpowiada za pomoc medyczną w dwóch punktach recepcyjnych – w Horodle i w Hrubieszowie. Personel udziela również pomocy uchodźcom podróżującym pociągami, bo dwa razy dziennie na stacji w Hrubieszowie zatrzymują się pociągi z Ukrainy.

Dyrektor przekazała, że do tej pory szpital udzielił około tysiąca porad dla uchodźców.

– Sto osób trafiło na izbę przyjęć, z czego 30 zostało hospitalizowanych. Przede wszystkim są to dzieci z nieżytem górnych dróg oddechowych, kaszlem, wysoką temperaturą, bólami brzucha. Przyjmujemy je na oddział z mamą, bo zazwyczaj są to maluchy do piątego roku życia – wyjaśniła Jarosińska.

Na oddziały szpitalne trafia też sporo kobiet w ciąży, które potrzebują opieki położniczej.

– Po krótkim pobycie, kiedy stan się uspokaja, chcą ruszać dalej w drogę – dodała dyrektor.

Podkreśliła również, że coraz więcej uchodźców przyjmowanych jest na oddziały w stanach ostrych.

– Mieliśmy osobę z przepukliną czy pacjentkę, która jest dializowana i pilnie potrzebowała interwencji ze względu na pogarszający się stan zdrowia – powiedziała Alicja Jarosińska.

Puławy - pomoc dla małych pacjentów z Ukrainy

W szpitalu w Puławach (Lubelskie) chore dzieci uchodźców z Ukrainy otrzymują lekarską pomoc.

– We wtorek (8 marca) do domu została wypisana mama z dwójką dzieci w wieku 12 miesięcy i 4 lal. Dzieci przebywały na oddziale kilka dni z powodu zapalenia krtani. Na ten moment nie mamy chorych dzieci ukraińskich na oddziale pediatrycznym - powiedział PAP dyrektor szpitala Piotr Rybak.

Natasza wraz z dziećmi Dawidem (12 m-cy), Danikiem (3 lata) i Wiktorem (4 lata) do Polski przyjechała spod Lwowa, kilka dni po tym jak wybuchła wojna. W Polsce schronienia udzieliła im rodzina w Puławach. Po przyjeździe okazało się, że dzieci są chore i wymagają leczenia w szpitalu w Puławach.

– Jesteśmy zadowoleni z pomocy i opieki w szpitalu. Byliśmy tam trzy dni, ponieważ Dawid i Wiktor mieli zapalenie krtani. Otrzymali leki, kroplówki i wróciliśmy zdrowi do domu - powiedziała Natasza.

– Pani doktor rozmawiała z nami trochę po ukraińsku, a trochę tłumaczyliśmy przez internet. Wszyscy byli bardzo pomocni, cały czas ktoś się pytał, czy wszystko jest w porządku - dodała.

Ustroń - uzdrowisko przyjęło już 350 osób, wkrótce dotrą kolejne

Ok. 350 osób z Ukrainy znalazło już bezpieczną przystań w Uzdrowisku Ustroń. Są to głównie dzieci, w tym sieroty. Prezes uzdrowiska Wojciech Budzowski powiedział w środę (9 marca) PAP, że wkrótce przybędą kolejni. Wszyscy są zdrowi, ale potrzebna jest pomoc psychologiczna.

Wojciech Budzowski powiedział w rozmowie z PAP, że w obiekcie, w którym przebywają uchodźcy, dobiega końca wyposażanie sal świetlicowo-dydaktycznych.

– Jeszcze w czwartek lub piątek (10-11 marca) uruchomimy kompleks czterech salek do wypoczynku i nauki. Dzieci będą tam mogły zagrać w ping-ponga lub “piłkarzyki”, pouczyć się, poczytać, obejrzeć bajkę. To będzie przestrzeń dla nich – mówił.

Prezes Uzdrowiska Ustroń zaznaczył, że sale docelowo będą mogły służyć jako klasy.

– To oczywiście jest do ustalenia, jak obowiązek szkolny będzie realizowany. Zakładam, że wszelkie informacje znajdą się w “spec-ustawie”. W tej chwili nie wiemy jeszcze, czy on będzie realizowany przez gminne placówki oświatowe, czy bezpośrednio u nas. Jesteśmy przygotowani na oba rozwiązania – powiedział.

Wojciech Budzowski poinformował, że w uzdrowisku przebywa aktualnie kilkadziesiąt ukraińskich sierot oraz dzieci z matkami.

– Obecnie jest już ok. 350 osób, ale docelowo – dosłownie w przeciągu dwóch dni – liczba ta wzrośnie do 400 osób – powiedział.

Ukraińskie dzieci, które przebywają w Ustroniu, są zdrowe.

– Po przyjeździe każda osoba miała wykonywany test na obecność koronawirusa. Musimy bowiem pamiętać, że na miejscu mamy pacjentów, który przebywają w uzdrowisku. Kwestia bezpieczeństwa jest zatem dla nas bardzo ważna – powiedział prezes. Jak dodał, kilkudziesięciu Ukraińców wyraziło chęć i zostało zaszczepionych przeciw COVID-19.

Wszystkie dzieci zostały zbadane.

– Są po kontakcie z pediatrami. Generalnie ich stan zdrowia fizycznego jest ogólnie dobry. Aklimatyzują się. Może się jednak okazać, że w dużo większym zakresie i długofalowo potrzebna będzie pomoc psychologiczna. Stan psychiczny niektórych dzieci jest średni. Każde z nich przeżyło kilkudziesięciogodzinną drogę. Dziś dotarła do nas młoda mama z bobasem. 45 godzin w drodze. To są bardzo przykre obrazy. Są już jednak bezpieczni u nas. Muszą dojść do siebie – powiedział Wojciech Budzowski.

Pierwsza grupa uciekających przed wojną dotarła do ustrońskiego uzdrowiska tydzień temu. Było to kilkadziesiąt dzieci w wieku od 2 do prawie 18 lat, w tym 12 z pewnym stopniem niepełnosprawności, z opiekunami. Przyjechali z sierocińców w rejonie Kijowa.

Łódź - w Centrum Zdrowia Matki Polki szczęśliwy poród Ukrainki, która uciekła przed wojną

– Wśród przybywających z Ukrainy uchodźców są kobiety w ciąży, uciekające przed aktami terroru i barbarzyństwa. Jedna z nich, w zaawansowanej ciąży, trafiła do nas. W zaawansowanej ciąży, w okresie okołoporodowym, udało jej się przekroczyć granicę i dotrzeć do Łodzi, gdzie w 40. tygodniu urodziła dziewczynkę. Dziecko ważyło 3350 gramów i jest zdrowe - powiedział kierownik Kliniki Położnictwa, Perinatologii i Ginekologii w ICZMP prof. Mariusz Grzesiak, przekazała PAP 9 marca.

Szczęśliwa mama dziewczynki, pani Irina pochodzi z Czernihowa. Do Łodzi, gdzie mieszka i pracuje jej siostra, dotarła po trzech dniach podróży. Dzień przed narodzinami maleńkiej Ariny dzielnice mieszkaniowe 300-tysięcznego Czernihowa zostały zbombardowane półtonowymi bombami burzącymi.

To pierwsza kobieta, która po ucieczce z Ukrainy urodziła dziecko w łódzkim ICZMP, choć nie jest to jedyna ciężarna uchodźczyni, jaką zaopiekowali się lekarze z tego szpitala, m.in. obecnie dokładają starań, by jak najdłużej utrzymać zagrożoną ciążę innej pacjentki.

– Cieszymy się, że w tych trudnych czasach możemy pomagać, tak jak potrafimy, narodowi ukraińskiemu. Chciałbym przekazać wszystkim ciężarnym kobietom, przekraczającym naszą granicę, że na pewno spotkają się z dobrą opieką i ciepłym przyjęciem przez personel medyczny - dodał prof. Grzesiak.

W części pediatrycznej Instytutu, na różnych oddziałach, przebywają także pierwsi mali pacjenci z Ukrainy. Zwykle towarzyszą im rodzice, którzy pomagają odnaleźć się w obcym otoczeniu. Smutnym wyjątkiem jest 4-letni chłopiec, ocalały z tragicznego wypadku, w którym zginęło troje obywateli Ukrainy - 29-letnia kobieta oraz dwoje dzieci w wieku 6 miesięcy i 2 lat. Dziecko odniosło poważne obrażenia, jest utrzymywane w stanie śpiączki.

Lekarze z Instytutu przewidują, że pacjentów uciekających przed wojną w Ukrainie będzie coraz więcej. Stąd pilna konieczność rozwiązania problemów z porozumieniem z osobami posługującymi się wyłącznie językiem ukraińskim. Dr Katarzyna Zych-Krekora, która jest prezesem Fundacji na Rzecz Rozwoju ICZMP, wpadła na pomysł zakupu translatorów, które już od czwartku mają być dostępne m.in. na SOR, położniczej izbie przyjęć oraz w oddziałach. Fundacja kupiła sześć sztuk, kolejne trzy mają sfinansować rotarianie.

– Oczywiście mamy translatory w telefonach komórkowych, ale w przypadku zbierania wywiadu lekarskiego są one mało przydatne - zbyt wolno działają i są nieprecyzyjne, jeśli chodzi o specjalistyczne medyczne określenia. Na to nie możemy sobie pozwolić - wyjaśniła dr Krekora.

Translatory, które zakupiła Fundacja, to rozwiązanie wypróbowane przez samą dr Krekorę - takiego sprzętu używała nie tylko podczas zagranicznych podróży, ale również w swojej prywatnej praktyce lekarskiej, np. przyjmując pacjentki z Wietnamu.

– Otrzymaliśmy co prawda książeczki z najczęstszymi pytaniami, jakie zadajemy w wywiadzie lekarskim, przełożonymi na ukraiński, jednak nad tym, co pacjent na nie odpowiedział, musimy już biedzić się sami. Mimo wielu podobieństw, wcale nie jest tak łatwo zrozumieć ukraiński. Pacjentki trafiają do nas przerażone - nawet jeśli znają jakiś język obcy, to zdarzało się, że ze stresu go zapominały. Bardzo trudna jest też komunikacja z dziećmi - podkreśliła dr Krekora.

Kłopoty z porozumiewaniem się nie przeszkadzają, by kobiety i dzieci z Ukrainy zostały otoczone dobrą opieką. Jak zaznaczył rzecznik ICZMP Adam Czerwiński, życzliwe gesty płyną także od rodzin polskich pacjentów, m.in. udało się znaleźć mieszkanie dla rodziców dziecka leczonego w jednym z oddziałów.

Przemyśl, Rzeszów - uchodźcy zgłaszają się do szpitali w regionie podkarpackim

W szpitalu wojewódzkim w Przemyślu do tej pory pomocy udzielono 307 osobom, które uciekły przed wojną na Ukrainie. Obecnie w placówce przebywa 46 uchodźców, 19 z nich to dzieci. Z kolei do szpitala w Rzeszowie zgłosiło się ok. 40 pacjentów.

Jak powiedział PAP w środę (9 marca) rzecznik przemyskiego szpitala Paweł Bugira, zdecydowana większość udzielonej dotychczas pomocy osobom z Ukrainy to m.in. konsultacje, badania czy przepisanie odpowiednich leków.

Obecnie w szpitalu w Przemyślu znajduje się 46 uchodźców, z czego 19 to dzieci. Jak podał Bugira, są one leczone na różnych oddziałach.

– Dzieci skarżą się m.in. na bole brzucha, mają wymioty, w większości to różnego rodzaju infekcje – wymienił.

Bugira przypomniał, że do tej pory w szpitalu urodziło się czworo dzieci, dwie dziewczynki i dwóch chłopców.

Rzecznik przemyskiego szpitala podkreślił, że pacjenci z Ukrainy są przyjmowani na takich samych zasadach, jak Polacy.

– Nie są specjalnie traktowani, nie blokujemy również łóżek dla uchodźców – zapewnił Bugira.

Znacznie mniej pacjentów z Ukrainy, bo ok. 40, zgłosiło się do tej pory do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 1 im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie.

Jak przekazał PAP rzecznik placówki Andrzej Sroka, były to osoby w różnym wieku.

– Najstarsza urodziła się w latach 40. XX wieku, a najmłodszy był 4-dniowy noworodek, który urodził się w Ukrainie – dodał.

Uchodźcy najczęściej zgłaszają się do konsultacji lub z prośbą o poradę lub o pomoc doraźną. Jak podał Sroka, diagnostyka dotyczyła między innymi: chirurgii szczękowej, psychiatrii, ginekologii, dermatologii, chirurgii ogólnej czy onkologii.

– Pojedyncze przypadki osób zostały przyjęte do klinik chirurgii i dermatologii – zaznaczył rzecznik.

Sroka również podkreślił, że wszyscy obywatele Ukrainy, którzy potrzebują pomocy medycznej, są przyjmowani na zasadach ogólnych, które dotyczą wszystkich pacjentów.

Dąbrowa Górnicza - pierwsza uciekinierka z Ukrainy pacjentką ZCO

Z kolei 10 marca poinformowano, że pierwsza pacjentka onkologiczna – uchodźczyni z ogarniętej wojną Ukrainy – rozpoczęła leczenie w Zagłębiowskim Centrum Onkologii (ZCO) w Dąbrowie Górniczej.

Pani Tetiana mieszkała w Kijowie, gdzie zajmowała się bezpieczeństwem i higieną pracy w lokalnych supermarketach. Leczyła się onkologicznie, ale stan zdrowia pozwalał jej na aktywność zawodową. Kobiecie udało się ewakuować z ostrzeliwanego Kijowa, po trwającą prawie dwie doby przeprawie dotarła w nocy z 4 na 5 marca do Polski. Już w naszym kraju spotkała się z mężem i ociemniałymi dziećmi - oni do Polski wyruszyli z Charkowa, specjalnym konwojem, w którym znaleźli się niewidomi i niedowidzący podopieczni charkowskiej szkoły. Z granicy polsko-ukraińskiej całą rodzina trafiła do Dąbrowy Górniczej.

Tymczasowo zatrzymali się w hotelu, zamierzają na razie zostać w mieście ze względu na możliwość kontynuacji leczenia w Zagłębiowskim Centrum Onkologii w Dąbrowie Górniczej, gdzie tuż po jej przyjeździe do Dąbrowy zespół specjalistów kompleksowo zaopiekował się kobietą.

– Udało nam się bardzo szybko zorganizować niezbędną pomoc dla Pani Tetiany. Jej choroba wymaga ciągłego nadzoru onkologicznego oraz specjalistycznej terapii, której wstrzymanie mogło nieść ze sobą poważne konsekwencje zdrowotne. Cieszymy się, że pacjentka trafiła do Zagłębiowskiego Centrum Onkologii, gdzie dzięki obecności wielu specjalistów z dziedziny onkologii i dostępności nowoczesnego sprzętu mogliśmy bez przeszkód wdrożyć odpowiednie leczenie – powiedziała kierująca oddziałem onkologii klinicznej dr hab. Elżbieta Nowara.

Jak zapewnia dyrekcja Zagłębiowskiego Centrum Onkologii, placówka jest w pełnej gotowości na przyjęcie pacjentów z Ukrainy, którzy będą wymagać niezbędnej opieki – zarówno klinicznej, jak i ambulatoryjnej. Zabezpieczenie miejsc w szpitalu to niejedyne wyzwanie, z jakim mierzą się obecnie placówki medyczne. Kluczowa jest także komunikacja z pacjentami.

– W Zagłębiowskim Centrum Onkologii jesteśmy gotowi na przyjmowanie pacjentów z Ukrainy, zarówno onkologicznych, jak i tych zmagających się z innymi schorzeniami. Jednym z najbardziej wymagających zadań jest uzyskanie informacji od pacjenta, który często nie posiada ze sobą karty choroby czy leków, a także nie mówi w języku polskim. Dzięki temu, że wśród personelu naszego szpitala znajdują się osoby, które władają językiem ukraińskim, możemy bez przeszkód porozumiewać się z chorymi, stawiać diagnozy i wdrażać właściwe leczenie – poinformował dyrektor ZCO dr Tomasz Szczepanik.

Zapewnił, że zabezpieczone dla uchodźców miejsca nie mają wpływu na terminy przyjęć wcześniej zapisanych pacjentów z Dąbrowy Górniczej i okolic.

Szczecin - kilkunastu młodych pacjentów z Ukrainy w szpitalu "Zdroje"

Noworodki, kilkuletnie dzieci i nastolatki - młodych uchodźców z Ukrainy - przyjęto od wybuchu wojny do szczecińskiego szpitala "Zdroje". Trafiły do niego także kobiety w ciąży; jedna z nich - Malwina - dotarła do Polski tuż przed porodem.

Jej córka Nikol przyszła na świat w szczecińskim szpitalu "Zdroje", w 40. tygodniu ciąży przez cesarskie cięcie. Dziewczynka i jej mama są zdrowe, w czwartek (10 marca) zostały wypisane ze szpitala. Kobieta dziękowała personelowi medycznemu za opiekę, jednocześnie wskazując na dramatyczną sytuację zbombardowanego szpitala położniczego w Mariupolu.

Opowiadała, że jechała z Odessy wraz z synem, sama prowadząc samochód w 40. tygodniu ciąży. W Polsce czekał na nią mąż, który miesiąc wcześniej zaczął pracę w Szczecinie.Jak dodała, firma, w której pracuje jej mąż, zapewniła im bezpłatnie mieszkanie.

Dyrektor szpitala "Zdroje" Łukasz Tyszler podkreślił, że przy tak licznych złych informacjach przyjście na świat małej Nikol jest tą dobrą wiadomością.

– Brak nam słów radości i szczęścia, że w naszym szpitalu, w którym rodzi się tyle dzieci, mogliśmy przyjąć na świat młodą Ukrainkę, która jest bezpieczna, razem z mamą i kiedyś – mamy taką nadzieję – będzie mogła bezpiecznie wrócić do swojego kraju razem z całą rodziną – podkreślił Tyszler.

Do szpitala "Zdroje" od wybuchu wojny przyjętych zostało kilkunastu pacjentów - uchodźców z Ukrainy. Jak przekazała rzeczniczka placówki Magdalena Knop, to noworodki, kilkuletnie dzieci i nastolatki, które wymagały zabezpieczenia na SOR z powodu urazów i ostrych infekcji. W ostatnich dniach do szpitala trafiły też kobiety w ciąży – jedna z nich przebywa na oddziale patologii ciąży.

Radom - pierwsi uchodźcy z Ukrainy są leczeni w szpitalach

27 obywateli Ukrainy zgłosiło się w ostatnim czasie po pomoc medyczną w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu.

– Co najmniej połowa z nich to dzieci – powiedziała rzeczniczka szpitala Karolina Gajewska. Dodała, że 4 osoby z Ukrainy są obecnie hospitalizowane, wynika z informacji podanej przez PAP 10 marca.

Mazowiecki Szpital Specjalistyczny przy ul. Aleksandrowicza to największa lecznica w subregionie radomskim. Szpital uruchomił infolinię w języku ukraińskim (tel. 724 228 452) dla osób, którzy nie mają polskiego opiekuna i posługują się wyłącznie swoim ojczystym językiem. Z kolei ukraińscy pacjenci, którzy mają wsparcie osoby mówiącej po polsku, mogą dzwonić pod numer 48/361 31 81.

Obywatele Ukrainy zgłaszają się też do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Tochtermana.

– Są oni przyjmowani według wytycznych NFZ, na takich samych zasadach jak wszyscy inni chorzy. Mają zapewnione bezpłatne leczenie – powiedziała PAP rzeczniczka lecznicy Elżbieta Cieślak. Zaznaczyła, że kontakt między obywatelami Ukrainy a personelem ułatwia tłumacz z języka ukraińskiego, którego zapewnia szpital.

Ukraińcy mogą też korzystać z nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, którą świadczy Radomska Stacja Pogotowia Ratunkowego.

Sześciu pacjentów z Ukrainy rozpoczyna leczenie w Radomskim Centrum Onkologii. Trzydzieści osób czeka na weryfikację dokumentacji medycznej i decyzję o podjęciu terapii.

– W tej chwili mamy 30 zgłoszeń w trakcie weryfikacji i kwalifikacji do leczenia, a 6 pacjentów już rozpoczyna leczenie. Są to głównie chorzy z nowotworem piersi, jelita grubego, prostaty i pęcherza – przekazała rzeczniczka RCO Izabela Leśkiewicz.

Dodała, że część z Ukraińców będzie kontynuować w Radomiu leczenie rozpoczęte w swoim kraju. Będzie to głównie radioterapia, chemioterapia, jeden z pacjentów wymaga leczenia operacyjnego.

W Radomskim Centrum Onkologii działa infolinia w języku ukraińskim. Codziennie wpływa na nią kilkanaście zgłoszeń od obywateli Ukrainy z prośbą o leczeniu w radomskim szpitalu. Zgłoszenia są weryfikowane i przekazywane dalej koordynatorom i lekarzom.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niedzielski: poszkodowani z Ukrainy mogą trafić do 120 szpitali w Polsce. Jest lista

Projekt specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w wykazie prac rządu. Co zawiera?

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.