Tajemnice pandemii COVID-19 w Polsce

opublikowano: 24-03-2021, 12:50

Czy możemy wierzyć statystykom dotyczącym liczby zakażeń SARS-CoV-2 i zgonów z powodu COVID-19 oraz z pozostałych przyczyn? Jak bardzo umieralność w 2020 r. odbiegała od notowanej w poprzednich latach? Szczegóły na ten temat wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Witold Zatoński, internista i epidemiolog, twórca oraz prezes Fundacji „Promocja Zdrowia”, wieloletni pełnomocnik dyrektora ds. epidemiologii i prewencji Centrum Onkologii w Warszawie, od 2017 r. kierujący Instytutem — Europejskie Obserwatorium Nierówności Zdrowotnych Akademii Kaliskiej i od ponad 50 lat prowadzący badania nad zdrowiem Polaków.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Na początku stycznia Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w Polsce w 2020 r. zmarło o 76 tys. osób więcej niż w 2019 r. Dane pochodziły z Głównego Urzędu Statystycznego i opierały się na Rejestrze Stanu Cywilnego. Czy są wiarygodne? Na ile wzrost liczby zgonów w minionym roku wpisuje w wieloletni trend przyrostu współczynników umieralności w latach 2003-2019? „W ogóle się nie wpisuje. To zupełnie inne, nowe zjawisko” — stwierdza prof. dr hab. n. med. Witold Zatoński.

Prof. dr hab. n. med. Witold Zatoński
Mieczysław Włodarski

Kiedy skończył się polski cud zdrowotny

Prof. Zatoński szkicuje zauważalne tendencje na podstawie wskaźników umieralności. Rozwój sytuacji zdrowotnej w Polsce po przełomie ekonomiczno-politycznym lat 90. można prześledzić na rys. 1.

„To bardzo dynamicznie zmieniające się dane, w których odbijają się wszelkie znaczące zdrowotne wydarzenia i zjawiska mające miejsce w tamtych latach¹ — wskazuje epidemiolog. — Od 1991 r. rozpoczął się trend, określany jako polski cud zdrowotny: systematycznie zaczęła spadać liczba zgonów ogółem (o ponad 50 tys. w latach 1991-2002). Niestety, w 2003 r. współczynniki umieralności ogółem i liczba bezwzględna zgonów znów zaczęły gwałtownie rosnąć, głównie z powodu epidemii chorób alkoholowych²’³’⁴’⁵. Wzrost ten wyniósł 50 226 zgonów w latach 2003-2019 (patrz rys.). W 2020 r. do tych danych dołożyła się pandemia COVID-19, prowadząc do skokowego, czasowego, punktowego znacznego zwiększenia umieralności w ostatnich miesiącach roku (patrz rys. 2).

Skokowy wzrost tzw. nadmiarowych zgonów

Badacz wskazuje na liczne ograniczenia, związane z wykorzystaniem do oceny sytuacji epidemicznej takich parametrów, jak ad hoc rejestrowanie przez administrację liczby dziennych zakażeń czy zgonów.

„Ministerstwo Zdrowia każdego dnia informuje, u ilu osób zarejestrowano potwierdzone laboratoryjnie zakażenie wirusem SARS-CoV-2. Niestety, dane te robią wrażenie całkowicie niewiarygodnych. Aby mieć pewność co do liczby osób zakażonych koronawirusem w polskiej populacji, należałoby wykonywać więcej testów. Tylko w ten sposób można w 100 proc. potwierdzić lub wykluczyć zakażenie czy zgon. Tymczasem resort informuje wprawdzie, ile testów w kierunku SARS-CoV-2 wykonano w polskich laboratoriach, ale nie precyzuje już, na jakich zasadach i w jakich proporcjach ta populacja została do badania wybrana” — wskazuje prof. Zatoński i uzupełnia:

„W kontekście skutków zdrowotnych COVID-19 wydaje się, że analiza tzw. zgonów nadmiarowych (ang. excess deaths) — czyli wzrostu liczby zgonów w porównaniu do średniej z trzech ostatnich lat — daje solidną podstawę do odtworzenia przebiegu pandemii w 2020 r. w Polsce. Średnia tygodniowa liczba zgonów w latach 2017-2019 wahała się w przedziale 7-8 tys. Tymczasem dane za rok 2020, zebrane przez Rejestr Stanu Cywilnego, pokazują, że mniej więcej od 37. tygodnia ubiegłego roku tygodniowa liczba zgonów zaczęła gwałtownie i liniowo rosnąć. Przykładowo, w 41. tygodniu zmarło ok. 9 tys. osób, a w 45. aż 16,6 tys., osiągając szczyt. W kolejnych tygodniach liczba zgonów malała, ale w ostatnim tygodniu grudnia nadal wynosiła ok. 12 tys.” — przedstawia dane prof. Zatoński.

SPRAWDŹ: COVID-19 w Polsce: liczba zakażeń koronawirusem i zgonów [DANE MINISTERSTWA ZDROWIA]

Kto wie, ilu Polaków faktycznie zabił COVID-19

Czy można precyzyjnie ustalić, za jaką część zgonów odpowiada COVID-19? „To bardzo ważne pytanie, tym bardziej dziwi mnie, że niewielu szuka na nie odpowiedzi, choć przecież Główny Urząd Statystyczny ma ku temu odpowiednie narzędzia” — ocenia profesor i komentuje:

„Wydaje się, że ogromna większość zgonów nadmiarowych to zgony z powodu koronawirusa. W domenie publicznej często mówi się o wzroście zgonów onkologicznych czy kardiologicznych w 2020 r., jakoby spowodowanych działaniami służby zdrowia. Do tej hipotezy nie ma racjonalnych przesłanek. Trudno wyobrazić sobie gwałtowny przyrost, a następnie gwałtowny spadek umieralności w tych grupach chorobowych w okresie zaledwie trzech miesięcy — takie nagłe zmiany charakteryzują raczej choroby zakaźne, a nie przewlekłe” — uściśla prof. Zatoński.

Poza danymi dotyczącymi liczby zakażeń SARS-CoV-2, Ministerstwo Zdrowia publikuje również informacje o liczbie zgonów z powodu COVID-19. W ocenie eksperta, one także mają liczne metodologiczne ograniczenia i trzeba wziąć to pod uwagę.

„Jeśli się je dobrze przeanalizuje, widać, że mają one dokładnie taką samą dynamikę zmian w czasie, jak raportowane przez Rejestr Stanu Cywilnego tygodniowe liczby zgonów — wyraźnie wskazujące na wzrost umieralności od ok. 35. tygodnia 2020 r. W mojej ocenie, dane prezentowane przez resort są mocno zaniżone. Gdyby przyjąć, że za wszystkie zanotowane od października 2020 r. nadmiarowe zgony odpowiada infekcja COVID-19, widać pomiędzy danymi ministerstwa a tymi pochodzącymi z rejestru PESEL prawdziwą przepaść” — stwierdza prof. Witold Zatoński.

Umieralność w Polsce (w tym z powodu COVID-19) na tle Europy i świata

Jak podkreśla ekspert, brak precyzyjnej informacji dotyczącej wpływu COVID-19 na odsetek umieralności jest nie tylko polskim problemem. Według ostatnich ocen, dane państwowej administracji w Rosji są zaniżone 6,3 razy (ten sam raport ocenia oficjalnie podawane w Polsce dane jako zaniżone 2,9 razy)⁶.

Jak więc kształtuje się umieralność w Polsce (w tym z powodu COVID-19) na tle Europy i świata?

„Jeśli porównując Polskę do innych państw, przyjmiemy za podstawowy parametr excess death, czyli tzw. zgony nadmiarowe, to nasz kraj jest w światowej czołówce tych, gdzie odnotowuje się ich najwięcej. Nadmiarowa umieralność w listopadzie 2020 r. była u nas najwyższa w Unii Europejskiej. Podobne wielkości zanotowano tylko w Bułgarii (96 proc.) i Słowenii (91 proc.)” — informuje ekspert.

Zastrzega jednak, że liczby zgonów nadmiarowych nie można rozpatrywać zupełnie bez kontekstu — powinna jej zawsze towarzyszyć informacja o liczebności samej populacji, której dotyczy. Przykładowo, samo informowanie o tym, ile osób jest w danym województwie zakażonych SARS-CoV-2, bez jednoczesnego podania liczby mieszkańców, jest informacją, delikatnie mówiąc, niepełną. Uwzględniając, poza wskaźnikiem nadmiarowych zgonów, parametry populacyjne, można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że Polska ma w tej chwili jedne z najwyższych w Europie i na świecie współczynniki umieralności (liczba zgonów na 100 tys.) z powodu COVID-19” — wskazuje prof. Zatoński.

Wciąż zbyt mała liczba testów w kierunku koronawirusa

W ocenie prof. Witolda Zatońskiego, walka z pandemią w naszym kraju nie jest poparta należytą wiedzą. Nie dostarczają jej bowiem w dostatecznym stopniu podstawowe mierniki, czyli testy.

„Liczba testów w kierunku SARS-CoV-2 jest niezwykle ważnym wskaźnikiem rozwoju epidemii i dla strategii walki z nią. To decydujące narzędzie w procesie kształtowania całości polityki zdrowotnej w zakresie walki z pandemią. Mogłoby pomóc określić grupy szczególnie narażone na zakażenie SARS-CoV-2 i być przydatne w podejmowaniu decyzji o kształcie potencjalnych obostrzeń” — tłumaczy epidemiolog.

Najwięcej testów w Europie na 1 tys. mieszkańców wykonują takie kraje, jak: Wielka Brytania, Dania czy Luksemburg. „Polska jest na szarym końcu. Liczba testów na 1 tys. mieszkańców w Wielkiej Brytanii to 774, natomiast w Polsce 193. Jest to więc prawdziwa przepaść. Przy tak małej liczbie wykonywanych testów w kierunku SARS-CoV-2 nie ma możliwości racjonalnie sterować działaniami przeciwepidemicznymi” — podsumowuje prof. Witold Zatoński.

Praca zespołowa

Przedstawione przez prof. Witold Zatońskiego analizy opracował zespół naukowy w składzie:

  • mgr Kinga Janik-Koncewicz, Instytut — Europejskie Obserwatorium Nierówności Zdrowotnych, Akademia Kaliska;
  • dr Mateusz Zatoński, Tobacco Control Research Group, Department for Health, University of Bath, Wielka Brytania;
  • dr hab. Łukasz Gruszczyński, Akademia Leona Koźmińskiego;
  • Katarzyna Pawlikowska-Chechłacz, Akademia Kaliska.

Piśmiennictwo:

  1. Zatoński W.A.: One hundred years of health in Poland. J. Health Inequal. 2019; 5(1): 11-19.
  2. Zatoński W.A., Sulkowska U., Zatoński M.Z., Herbeć A.A., Muszyńska M.M.: Alcohol taxation and premature mortality in Europe. Lancet 2015; 385(9974): 1181.
  3. Zatoński W.A.: The alcohol crisis in Polish public health. J. Health Inequal. 2019; 5(2): 122-123.
  4. Zatoński W.A., Zatoński M.Z., Janik-Koncewicz K., McKee M.: Alcohol-related liver cirrhosis in Poland: the reservoir effect. Lancet Gastroenterol. Hepatol. 2020; 5(12): 1035.
  5. Zatonski W., Zatonski M., Janik-Koncewicz K., Wojtyła A.: Alcohol-Related Deaths in Poland During a Period of Weakening Alcohol Control Measures. JAMA 2021; w druku.
  6. Kobak D.: Excess mortality reveals Covid’s true toll in Russia. Available from: https://rss.onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/1740-9713.01486 (accesed: 26.02.2021).

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.