Kompendium24.pl

Medibas.pl

Kontakt

Reklama

E-wydanie

Szukaj

Więcej

Kształcenie

Prof. Ponikowski: w Polsce nie mamy silnej nauki klinicznej. Nie można zajmować się badaniami „przy okazji”

Opublikowano:

Fot. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu

Kariera naukowa nie jest dziś dla młodych lekarzy w Polsce wystarczająco atrakcyjna. Ci, którzy chcą prowadzić badania, często próbują łączyć je z pracą kliniczną i dydaktyką, wykonując obowiązki naukowe w wolnym czasie – mówi prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Jak ocenia, takie podejście nie pozwala budować silnej nauki klinicznej w kraju.


Katarzyna Lisowska


Polska ma naukowców, którzy osiągają światową pozycję. Wiele przykładów karier pokazuje jednak, że sukces, którego początki sięgają polskich uczelni i ośrodków badawczych, często w pełni rozwija się dopiero poza granicami kraju. Czy to znaczy, że młodzi lekarze nie mają odpowiednich warunków i powodów, by wybierać karierę naukową w Polsce? To jedno z pytań, które „Puls Medycyny” zadaje prof. Piotrowi Ponikowskiemu, rektorowi Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Puls Medycyny: Czy polskie uczelnie medyczne tworzą dziś dobre środowisko dla lekarzy, którzy chcą później rozwijać karierę naukową? Czy mają do tego odpowiednie warunki i zaplecze?

Prof. Piotr Ponikowski: Jeśli chodzi o medycynę i lekarzy, ścieżka kariery naukowej w Polsce nie jest dziś wystarczająco atrakcyjna. Nie ma tego, co Anglosasi nazywają incentive, czyli odpowiedniej nagrody czy zachęty, która byłaby dla młodych osób dostateczną motywacją, żeby poświęcić się badaniom naukowym w obszarze medycyny klinicznej.

Pracujemy nad tym w Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, rozwijając program, na który otrzymaliśmy wsparcie z Unii Europejskiej. Chcemy stworzyć centrum doskonałości, w którym ścieżka kariery naukowo-klinicznej będzie jedną z atrakcyjnych możliwości. Nie mówię, że najbardziej atrakcyjną, bo jeżeli ktoś chce być tylko lekarzem, będzie tylko lekarzem. Chcemy jednak stworzyć ofertę dla tych, którzy chcą zajmować się badaniami naukowymi i dać im możliwość rzeczywistego rozwoju.

Dla lekarza-naukowca najważniejszy jest dziś, moim zdaniem, tak zwany protected time, czyli chroniony czas na działalność naukową. Jeżeli ktoś zajmuje się nauką przy okazji, najpierw pracując w szpitalu i zajmując się pacjentami, bo to jest jego główne zajęcie, następnie pracując na uniwersytecie i ucząc studentów, a dopiero na końcu, w wolnym czasie, próbuje prowadzić badania, to się nie uda. Dlatego w Polsce nie mamy dziś prawdziwej, silnej nauki klinicznej.

Najpierw musimy kształcić młodych lekarzy i wyposażyć ich w odpowiednie armamentarium, czyli wiedzę i narzędzia potrzebne do prowadzenia badań. Potem trzeba pozwolić im zdecydować, czy chcą się tym zajmować.

Jeżeli chcemy rozwijać naukę i mamy do tego potencjał w postaci młodych ludzi, to trzeba wprowadzić właśnie protected time, czyli dać mu czas przeznaczony na pracę kliniczną i ten na pracę badawczą. Ta część poświęcona na naukę nie może odbywać się „przy okazji”, nie po południu czy wieczorem. Lekarz przychodzi do pracy i przez pół roku czy rok zajmuje się przede wszystkim nauką. Inaczej to się nie uda.

A może problemem jest to, że mamy świetnych lekarzy, znakomitych klinicystów, ale nie wszyscy są dobrymi dydaktykami? Czy to jest bolączka polskich uczelni?

Prof. Piotr Ponikowski: To nie jest bolączka wyłącznie polskich uczelni. Naiwne jest jednak myślenie, że przesuniemy dydaktykę i nauczanie studentów medycyny do szpitali, gdzie pracują dobrzy lekarze, ale którzy nigdy nie uczyli studentów.

Co się wtedy dzieje? Lekarz bierze studenta do gabinetu, zabiera go na salę operacyjną i pokazuje, jak jest dobrym lekarzem. Opowiada o przypadkach, które prowadził. Tymczasem nauczanie medycyny to znacznie bardziej złożony proces.

Potrzebne jest curriculum, czyli program nauczania, który prowadzi studenta od początku do końca. Od zebrania wywiadu i badania pacjenta, przez rozpoznanie, aż po konkretne decyzje dotyczące leczenia. To nie może polegać na tym, że lekarz mówi: „Zobaczcie, jakim jestem wspaniałym lekarzem i co robię”. To może być dobre raz, podczas konkretnego przypadku, ale nie zastąpi systematycznego nauczania.

Curriculum medyczne polega na przeprowadzeniu studenta przez cały program, od A do Z. Dlatego samo przeniesienie dydaktyki do szpitali tego problemu nie rozwiąże.

Czy dzisiaj uczelnie mają problem z zatrzymaniem dobrych dydaktyków? Wiadomo, że w szpitalach możliwości finansowe są często większe.

Tak, oczywiście, że mają. Dlatego pracujemy nad tym, żeby ścieżka kariery dydaktycznej również była atrakcyjna. To jest niesłychanie trudne, bo trzeba pogodzić różne oczekiwania i stworzyć warunki, w których dobry dydaktyk będzie chciał zostać na uczelni. Otwierając filię w Wałbrzychu i chcąc zapewnić najwyższy poziom nauczania, nie mieliśmy świadomości, jakie to jest trudne. Musimy mieć ludzi, którzy wiedzą, jak nauczać studentów medycyny. To, że jestem dobrym lekarzem i zaprowadzę studentów, żeby po raz dwudziesty pokazać im, jak wykonuję zabieg, nie ma nic wspólnego z realizacją curriculum, czyli z tym, czego wymagamy od naszych dydaktyków. To też trzeba zrozumieć i zaakceptować.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak zatrzymać młode talenty w Polsce? Prof. Banach: potrzebna jest jasna ścieżka rozwoju

Udostępnij artykuł:

Czytaj więcej


Czy zdrowie zaczyna się w jelitach? Prof. Jakub Piwowarski o mikrobiocie człowieka

Nauka i badania

Mikrobiota wpływa na funkcjonowanie organizmu, ale nauka wciąż nie potrafi wskazać jednego uniwersalnego wzorca zdrowego mikrobiomu. Jak odróżnić udokumentowane korzyści od obietnic dotyczących probiotyków i...