Geriatria
Pacjenci w kolejce do opieki długoterminowej. Ministerstwo Zdrowia przyznaje: nie mamy z czego zapłacić świadczeniodawcom więcej
Opublikowano:
Fot. Pixabay
Według strony społecznej domowa pielęgniarska opieka długoterminowa jest niedofinansowana; pacjenci czekają w kolejkach, a za nadwykonania NFZ płaci 50 proc. stawki. Nie możemy zaproponować więcej; 50 proc. to jest szczyt naszych możliwości - powiedział wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz.
EG/PAP
Sejmowa Komisja Zdrowia zajęła się w 2 kwietnia tzw. nadwykonaniami w domowej pielęgniarskiej opieki długoterminowej.
Brak pieniędzy w systemie najbardziej odczuwają pacjenci
Członkini komisji ds. opieki długoterminowej domowej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Opolu Renata Bienias wyjaśniła, że pacjenci w opiece długoterminowej to osoby leżące, które w innej sytuacji powinny przebywać w szpitalu, jednak to świadczenie umożliwia zapewnienie im w domu opieki na tym samym poziomie.
Podkreśliła, że reprezentowana przez nią firma Remed wciąż otrzymuje skierowania od kolejnych pacjentów pilnie wymagających opieki, którym nie może pomóc, ponieważ jest ograniczona limitami.
- Nawet wczoraj otrzymałam skierowanie dla pacjenta w skali zero - jest to pacjent, który nawet nie jest karmiony doustnie - i ja w tej chwili nie mogę go przyjąć do opieki długoterminowej. Nie wiem, jak on długo będzie czekał, ponieważ sytuacja wygląda tak, jak wygląda - stwierdziła.
Renata Bienias zaznaczyła, że za przyjmowanie nadlimitowych pacjentów Narodowy Fundusz Zdrowia płaci świadczeniodawcy jedynie 50 proc. normalnej stawki.
- Nie wiem, czy państwo sobie zdajecie sprawę, że my, aby wykonać tę usługę pielęgniarską musimy dojechać do domu pacjenta. Średnia odległość dojazdu to jest około 12 kilometrów i powiem szczerze, że stawka 50 proc. to są naprawdę niewielkie kwoty - oceniła. "Naprawdę należałoby pomyśleć o wdrożeniu jakichś działań - dodała Bienias.
Według prezeski Krajowego Związku Podmiotów Leczniczych Grażyny Aksamit domowa opieka długoterminowa to najlepsze rozwiązanie zarówno z punktu widzenia pacjentów, jak i systemu ochrony zdrowia.
- Pacjent przebywa w domu, wśród najbliższych, wśród osób które go kochają, które chcą mu pomóc, ma poczucie bezpieczeństwa. Dlatego cały świat idzie w takim kierunku, żeby deinstytucjonalizować te świadczenia, żeby świadczenia były realizowane po pierwsze w sposób komfortowy dla pacjenta i dla rodziny, która chce się tym pacjentem opiekować. Po drugie z punktu widzenia ekonomii świadczenia realizowane w domu są najtańsze - podkreśliła.
Zdaniem Aksamit biorąc to wszystko pod uwagę domowa opieka długoterminowa powinna być przez MZ rozwijana, tymczasem - według ekspertki - od 2018 r. nakłady na nią są pomniejszane.
Szefowa Krajowego Związku Podmiotów Leczniczych wyjaśniła, że świadczenia domowej opieki długoterminowej realizują wysoko wykwalifikowane pielęgniarki.
- Na dzień dzisiejszy pielęgniarka, która jest po wyższych studiach i po specjalizacji, która ma określony limit pacjentów - sześciu, bo takie są normy zatrudnienia opiece długoterminowej domowej - ona nie jest w stanie zarobić na własny etat - stwierdziła.
Zwracając się do przedstawicieli resortu zdrowia Aksamit zapytała: "Co mamy zrobić? Powiedzieć rodzinom, pacjentom: zostawiamy was, bo mamy kontrakty zaniżone? A może zwolnić personel, który mamy od lat, który jest wykwalifikowany, który jest świetny, który po prostu realizuje świadczenia na bardzo wysokim poziomie?".
Przewodnicząca zespołu opieki długoterminowej przy Okręgowej Izbie Pielęgniarek i Położnych w Katowicach Joanna Kurkiewicz wyjaśniła, że aby zatrudnić wykwalifikowaną pielęgniarkę pracodawca potrzebuje 11 tys. 500 zł, tymczasem przy dzisiejszych kontraktach otrzymuje kwotę 10 tys. 100 zł.
- Widzimy tę brakującą różnicę. Wychodzi na to, że świadczeniodawcy nie opłaca się zatrudniać wysoko wykwalifikowanego personelu - zastrzegła.
Resort: Budżet NFZ nie jest z gumy
Odnosząc się do zarzutów strony społecznej wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz przyznał, że w Narodowym Funduszu Zdrowia brakuje kwoty kilkunastu miliardów złotych.
- Musimy sobie zdawać sprawę z sytuacji finansowej Narodowego Funduszu Zdrowia. Budżet funduszu jest do tej pory niepodpisany przez pana ministra finansów. Jest tematem ciągłych spotkań i rozmów z panią minister zdrowia Izabelą Leszczyną, ale jest niepodpisany - zastrzegł.
Wyjaśnił, że obecna sytuacja w NFZ wynika m.in. z przeniesienia do niego niektórych świadczeń, które dotąd były finansowane z budżetu państwa, bez zapewnienia ich finansowania.
- Na dzień dzisiejszy fundusz nie posiada takich środków, żeby mógł na wszystkie wydatki mieć po prostu pieniądze (...). I uwierzcie mi państwo, że zdobycie pieniędzy na nadlimity było olbrzymim problemem dla nas finansowym. Znaleźliśmy tyle, ile mamy możliwość dzisiaj wydać. I wierzcie mi państwo, że 50 proc., które jest dla państwa zaproponowane - w całej Polsce taka sama kwota - to jest naprawdę szczyt naszych możliwości finansowych (...). Byłoby nieodpowiedzialnością, gdybyśmy dali 100 proc. wiedząc, że nie mamy zaplecza finansowego - mówił Szafranowicz.
Przyznał, że propozycja 50 proc. za nadwykonania może być niezadawalająca, jednak NFZ nie może zaproponować więcej.
Udostępnij artykuł: