Sieć szpitali niczego finansowo nie rozwiązała, a nawet pogłębiła problemy systemu

Rozmawiał Jerzy Papuga
opublikowano: 23-01-2020, 10:10

O racjonalnym zarządzaniu finansami na ochronę zdrowia, potrzebie nowej weryfikacji wyceny świadczeń oraz przeprowadzania bilansów zdrowotnych w POZ rozmawiamy z posłanką Krystyną Skowrońską (PO).

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Zasiada pani w dwóch komisjach sejmowych — zdrowia i finansów publicznych, gdzie piastuje pani funkcję wiceprzewodniczącej. Już to sprawia, że rozmowa z panią o pieniądzach w ochronie zdrowia nabiera zupełnie innego sensu…

Krystyna Skowrońska sprawuje mandat poselski od 2001 r. z listy Platformy Obywatelskiej.
Zobacz więcej

Krystyna Skowrońska sprawuje mandat poselski od 2001 r. z listy Platformy Obywatelskiej. Fot. Archiwum

Jestem posłanką już szóstą kadencję, zasiadając na stałe w Komisji Finansów Publicznych i okresowo w Komisji Zdrowia. Przeżyłam wszystkie dotychczasowe zmiany finansowania służby zdrowia, począwszy od kas chorych, po dzisiejszy system zaopatrzenia ze składki zdrowotnej i budżetu państwa. Od meandrów finansowania procedur wysokospecjalistycznych po problemy z finansowaniem sieci szpitali, od strajku pielęgniarek po protesty rezydentów.

Rzeczowo mówiąc, środki na zdrowie są w centrum finansów państwa, ale zarządzanie nimi jest niezwykle skomplikowane, rzutujące na wydolność służby zdrowia. System zaopatrzenia składkowego jest przecież uzależniony od poziomu zatrudnienia. A podatki, zbierane pod hasłem poprawy kondycji zdrowotnej Polaków, jak to było przy okazji podwyżek stawek akcyzy czy podatku cukrowego, wpływają na popyt w sklepach i płacony od tego VAT. Niestety, z tego podatku nic wprost nie trafia do służby zdrowia. Samorządy i organizacje branżowe oceniają, że sieć szpitali niczego finansowo nie rozwiązała, a nawet pogłębiła problemy systemu. Stąd moja...

Złość?

Choćby na to, że przyjęto wariant wyliczania tych mitycznych 6 proc. PKB na zdrowie w oparciu o mocno historyczne dane — dla 2020 roku na podstawie danych z 2018 roku. To oznacza 30 mld zł mniej w systemie przez ostatnie 2 lata i czyni z tych 6 proc. przysłowiowego króliczka, którego należy gonić, ale nie złapać go, bo wciąż będzie brakowało pieniędzy.

Raz jeszcze powiem: ani sieć szpitali, ani nowy algorytm finansowania, przyjęty przez rządzących, niczego nie naprawiły — szpitale mają długi, a pracownicy protestują.
Zresztą poszczególne siły polityczne, w tym PO, opowiadają się za wyższym wskaźnikiem PKB na zdrowie, zupełnie inaczej wyliczanym. Szczególnie irytuje mnie twierdzenie ministra zdrowia, że nakłady rosną. To pracujący płacą składki do NFZ — już ponad 100 mld zł. To nasze pieniądze, żadna łaska ministra.

Pieniędzy jest więcej, ale poprawy nie ma.

Żeby odczuć wyraźną poprawę, trzeba by np. dogłębnie zrewidować sposób finansowania szpitali, który okazał się klęską, i nie wiem, dlaczego minister nie chce tego przyznać. Musimy o tym rozmawiać z organami założycielskimi zarówno publicznych, jak i niepublicznych placówek oraz być otwartym na ich krytykę i postulaty.

Ale niepubliczne placówki są be!

Tak mówią rządzący, a moim zdaniem, są istotną składową systemu ochrony zdrowia, w której Polacy rocznie pozostawiają ponoć kilkadziesiąt miliardów złotych, dokładnie nie wiadomo, ile. Tak czy owak to olbrzymie środki i nie możemy sobie pozwolić, aby system ochrony zdrowia nie kalkulował ich efektów ekonomicznych czy zdrowotnych dla całej populacji.

Rozumiem, że ministrowi zdrowia lepiej jest zarządzać tym, nad czym ma władzę, ale samorządom, obciążanym kosztami systemu, trzeba przynajmniej dawać środki. Toteż w dobrodziejstwach postępu medycyny dla pacjenta nie dzieliłabym placówek na publiczne i niepubliczne. Dla mnie systemowo to nie ma znaczenia, a dla pacjentów, jak się okazuje, tym bardziej. Oni idą tam, gdzie wiedzą, że pomoc będzie skuteczna. Jeśli mamy rzetelną wycenę procedury i wiedzę, w czym dana placówka jest dobra, to nie powinno być żadnych zahamowań w ujmowaniu jej w systemie finansowania publicznego, zamiast karania z powodu innego systemu zarządzania czy struktury własnościowej. Innymi słowy, jeśli dzielimy pieniądze, nawet znajdujące się w koszyku świadczeń gwarantowanych, to musimy wiedzieć, na co one idą i jaki skutek zdrowotny mają przynieść.

A wiemy, na co idą?

Na przykład na pochwalenie się, że „opanowaliśmy zaćmy i endoprotezy”, a przecież nie o to chodzi. Co z tego, że endoprotezoplastyka ma prawie pełne finansowanie, skoro środki nie są wykorzystywane, ponieważ nie ma instrumentariuszek, o czym wiem ze spotkań z tym środowiskiem medycznym. Trzeba być gotowym do rozmowy z tym, kto ma świadczyć usługi medyczne i za ile, porównywać z innymi danymi i analizować, jakie będą tego skutki zdrowotne, bo na to czeka gospodarka, budżet, pracodawcy, a przede wszystkim pacjenci. Nikt przecież nie chce chorować i gdy idzie do placówki służby zdrowia, to spodziewa się wyleczenia. Jeśli nie wydamy pieniędzy w systemie ochrony zdrowia, to wydamy je w ZUS-ie, tyle że więcej i na obywatela wycofanego z rynku pracy, czasem na trwałe.

Kolejki jednak nie skrócą się automatycznie, nawet wtedy, gdy odcinkowo zracjonalizuje się wydawanie pieniędzy.

W służbie zdrowia brakuje ludzi. Taki jest obiektywny stan, który potwierdzają menedżerowie służby zdrowia, bo nie mają kim pracować. Unaoczniają to również analizy, które porównują sytuację u nas i w innych krajach. Nawet jeśli minister zdrowia informuje o nowych przyjęciach na studia medyczne i do szkół pielęgniarskich, to pozytywny tego skutek będzie dopiero za parę lat. Inną sprawą jest natomiast debata o gospodarowaniu tymi zasobami, o potrzebie istnienia niektórych placówek, o efektywności ich pracy, wyposażeniu i kadrach. Czy zatem w mieście średniej wielkości potrzebne jest utrzymywanie dwóch jednakowych oddziałów szpitalnych, które nie mają pacjentów? Czy inwestować w placówki, których sens istnienia już dziś jest niewielki, a co dopiero w perspektywie najbliższych 10 lat?

Niech no ktoś odważy się zlikwidować szpital bądź inną placówkę medyczną gdziekolwiek… Biada mu na wieki!

To proszę mi w takim razie odpowiedzieć, jak długo i ile ma dopłacać samorząd, a w konsekwencji państwo, do tej placówki? Czy godzimy się na to świadomie, wiedząc, jakie będą tego źródła pokrycia dziś, jutro i pojutrze? Czy pogodzimy się nieuchronnymi podwyżkami podatków i opłat? Rozmowa o pieniądzach powinna być szczera, rzetelna, uczciwa i respektująca zasadę, że nie można wydać więcej, niż się posiada. Do tego potrzebny jest dialog, partnerstwo drugiej strony. Tymczasem mamy obietnice ministra i chwalenie się odcinkowymi sukcesami.

One niewątpliwie są, ale nie powinny zasłaniać tej prostej prawdy, że oddział szpitalny oddziałowi nierówny, a racjonalne gospodarowanie kadrami i innymi zasobami to po prostu nasz obowiązek. Pacjentki, żeby rodzić w dobrych warunkach i być odpowiednio w połogu zaopiekowane, jadą niekiedy dziesiątki kilometrów!

Warto na początek rozważyć, czy wszystkie oddziały, jakie mamy do dyspozycji w swoim mieście, są potrzebne, przyjrzeć się szczególnie tym zdublowanym, zapytać środowiska lekarskiego i medycznego, czy nie widzi w tym problemu? Samorządy muszą znaleźć w sobie odwagę, aby podjąć dialog na ten temat, a być może będzie to rozmowa na miarę pamiętnej reformy z 1998 roku, która otworzyła nam oczy na wiele problemów. Pieniądze w systemie trzeba racjonalnie wydawać, choć równie dobrze mogłabym powiedzieć, że gdyby 2 mld zł, przekazane na rządową propagandę w TVP, skierować do systemu ochrony zdrowia, to o wiele lepiej przysłużyłyby się ludziom.

Kto jak kto, ale pani wie, jak pieniądz „chodzi” w ochronie zdrowia i gdzie są punkty krytyczne tego obiegu?

Punktem krytycznym jest wycena świadczeń, od tego trzeba zacząć. Wtedy będziemy wiedzieć, czy pieniądze, które przychodzą do systemu, powinny iść na ryczałt, czy za pacjentem na zasadzie kontraktu. Dziś widzimy, że ryczałt się nie sprawdził, a zapłata za nadwykonania jest „na święte nigdy”. Pytanie, kiedy będziemy o tym rozmawiać?

Kluczem do poprawy systemu i jego opoką miała być podstawowa opieka zdrowotna.

Nacisk pacjenta na dostanie się do specjalisty można ograniczyć jedynie poprzez wspieranie POZ i odpowiednie zaopatrzenie pacjentów na tym poziomie. I tu powinien być przeprowadzony bilans zdrowotny pacjenta. POZ chętnie podejmie to zadanie. Przy dobrej współpracy z lekarzami rodzinnymi może być rozładowana niejedna kolejka oraz rozwiązany problem zatłoczonych oddziałów szpitalnych i placówek specjalistycznych.

Płacimy niestety za to, że pacjent przekracza drzwi gabinetu lekarskiego. Czy tak powinno być, skoro chcemy osiągać pozytywne wyniki zdrowotne i mieć to za miernik efektywnego finansowania ochrony zdrowia?

Tak w tym systemie jest i myślę, że to jednak środowiska medyczne powinny najlepiej wiedzieć, jakie leki i terapie stosować, ile czasu lekarz powinien mieć na postawienie diagnozy i rozpoczęcie oraz zakończenie procesu leczenia. Tu prochu nie wymyślimy, rzecz w tym, żeby uczynić ten proces na tyle sprawnie finansowany, na ile jest to obecnie możliwe. Dane z gabinetów lekarskich są już agregowane, statystyka przyjęć czy e-recept jest w rękach ministerstwa i NFZ, tyle że często na ich własny użytek. Nawet ja, jako posłanka opozycji, mam problem z dostępem do tych danych, a przecież na czymś muszę się opierać, by podejmować racjonalne decyzje.

Nie mam zwyczaju uchylania się od powierzonej mi pracy, czekam więc na tak odważnego ministra, który zaufałby wszystkim uczestnikom systemu i prowadził z nimi otwartą grę. Bo dziś opozycja nie ma zbyt wielu instrumentów do przeprowadzenia analizy i postawienia diagnozy rynku usług medycznych w Polsce. Odcinkowo jest to nawet możliwe, ale bardziej w kontaktach z organizacji branżowymi, związkami zawodowymi, stowarzyszeniami pacjentów. To one są dla nas źródłem pierwszej (a często jedynej) wiedzy, a nie ministerstwo czy NFZ. Dlatego z tak wielkim uporem zabieram każdorazowo głos na posiedzeniach komisji, domagając się dokumentów, tabel, zestawień, bo to jest mój warsztat pracy. Robię to nie po to, żeby krytykować, ale by proponować dobre rozwiązania. Chodzi o to, aby poważnie traktować wszystkich — posłów, lekarzy, samorządy.

Pracowała pani kiedyś nad algorytmem podziału pieniędzy na regiony, a była to ustawa z 2009 roku o finansowaniu świadczeń zdrowotnych.

Reprezentowałam wnioskodawców, ale pracowaliśmy nad tym wspólnie ze środowiskiem i ministerstwem, często do upadłego. Ale było warto. Okazało się wówczas, że pewne procedury i leki nie mają w Polsce szansy kosztować mniej niż gdzie indziej i należy to uwzględnić w wycenie procedur. To jest moja kolejna idée fixe — by uznać wreszcie, że w ochronie zdrowia jesteśmy normalnym europejskim krajem i nie możemy wobec siebie stosować taryfy ulgowej, bo już dawno nikt nam jej nigdzie nie udziela.

Trzeba płacić racjonalnie, a to w ochronie zdrowia prawie zawsze oznacza zwyżkę nakładów. Ponieważ leki są nowej generacji, nowocześniejsza jest aparatura, lepsi lekarze i personel medyczny. Ale by to wiedzieć, muszę mieć do dyspozycji monitoring systemu, ocenić racjonalność wydawania pieniędzy. Gdy ktoś jest bogaty, to może sobie wydawać na różne drobiazgi, a gdy ktoś jest biedny, to musi decydować, opierając się na twardych danych. Na szeroki gest ani obietnice bez pokrycia w ochronie zdrowia nas nie stać.

Gdzie są najbardziej racjonalnie wydawane środki na ochronę zdrowia?

Na pewno w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, za którą Jerzemu Owsiakowi należy się od nas wszystkich Orzeł Biały. Wraz z grupą swych współpracowników bezbłędnie trafia w punkt i bez zbędnych ceregieli przystępuje do działania, nie chwaląc się swoimi dokonaniami. Może jego tajemnicą jest zaplecze, które sobie zbudował, świetni specjaliści ochrony zdrowia światowej klasy, którzy wiedzą, jakie potrzeby w danym roku są priorytetowe. Myślę, że warto z tego dorobku czerpać dla pożytku pacjentów i całego systemu.

O kim mowa
Krystyna Skowrońska jest posłanką szóstej kadencji. Sprawuje mandat poselski od 2001 r. z listy Platformy Obywatelskiej w okręgu rzeszowskim. Jest wiceprzewodniczącą Komisji Finansów Publicznych i członkiem Komisji Zdrowia Sejmu RP.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiał Jerzy Papuga

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.