Robotyzacja medycyny: jakość musi kosztować

Notował Piotr Kościelniak
opublikowano: 19-01-2022, 14:43

Wykorzystanie nowoczesnych robotów w chirurgii przynosi znaczące korzyści zarówno dla pacjentów i szpitali, jak i dla płatnika. Jednak niskie wyceny procedur oraz brak wykwalifikowanej kadry stanowią istotne bariery dla placówek chcących wdrażać tę technologię - podkreślali uczestnicy debaty podczas Jesiennej Konferencji Programowej Polskiej Federacji Szpitali.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Polska Federacja Szpitali, Konferencja Programowa 2021.
Marek Misiurewicz

Według szacunkowych danych w Polsce w 2021 roku przeprowadzono ok. 2,5 tys. procedur ze wsparciem robotów. Według prognoz PMR i Upper Finance, do 2025 roku w kraju o wielkości Polski powinno być wykonywanych blisko 15 tys. zabiegów rocznie z użyciem 40-50 zrobotyzowanych systemów przeznaczonych dla chirurgii miękkotkankowej. Te przewidywania potwierdzają dane z rynku – w ostatnich latach w Polsce gwałtownie rośnie zainteresowanie zrobotyzowanymi systemami wspierającymi medyków jak i pacjentów.

- Myślę, że możemy już mówić o marszu robotów w medycynie. Automatyzacja i robotyka to w Polsce już teraźniejszość - mówiła Małgorzata Konaszczuk, redaktor naczelna „Pulsu Medycyny”, rozpoczynając debatę „PFSz liderem robotyki w szpitalach” towarzyszącej konferencji programowej Polskiej Federacji Szpitali.

O najważniejszych wyzwaniach stojących przed placówkami medycznymi wdrażającymi nowe technologie oraz o przyszłości tej dziedziny w Polsce i na świecie mówili Joanna Szyman z NEO Hospital (członkini rady naczelnej PFSz), Artur Ostrowski, dyrektor zarządzający w Synektik SA, Robert Surowiec, dyrektor Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wlkp. Sp. z o.o., Artur Dolny CMR Surgical, Jakub Musiałek, Prezes Pixel Technology, Artur Wnuk, Dyrektor szpitala w Ostrowi Mazowieckiej oraz Sebastian Błaźniak z NEXUS Polska.

Debata zbiegła się z ogłoszeniem przez PFSz powstania koalicji na rzecz rozwoju chirurgii robotycznej, której celem jest analiza danych związanych z tą dziedziną oraz edukacja lekarzy, pacjentów oraz menedżerów zdrowia.

Polska odrabia straty

- Obecnie w Polsce robotyka wdrażana jest na trzech poziomach: automatyzacji sali operacyjnych poprzez wdrażanie robotów chirurgicznych, optymalizacji gospodarki lekowej poprzez wdrażanie robotyki aptek szpitalnych tzw. systemu unitdose oraz robotyzacji w zakresie sztucznej inteligencji wspierającej pracę lekarzy. Pixel Technology może pochwalić się na tym polu (AI, robotyka) wieloma, priorytetowymi rozwiązaniami. Jeśli chodzi tylko o robotykę, to posiadamy w sprzedaży automatyczne szafy lekowe UnitBox oraz automatyczną aptekę szpitalną UnitDoseOne. To oznacza, że robotyka i automatyka w praktyce faktycznie działają i możliwa jest efektywna gospodarka lekowa w polskich szpitalach - zaznaczał Jakub Musiałek.

- Roboty chirurgiczne mają swoją długą tradycję, są z nami od ponad 20 lat. Jednak - i mówię to jako inżynier - w ostatnich latach widać ogromny postęp - podkreślał Artur Ostrowski.

- Nie zauważaliśmy tych robotów, ale one teraz są wszechobecne. Najbardziej spektakularne zmiany widać w robotach chirurgicznych - takich, które dotykają pacjenta. Tu nie można sobie pozwolić na pomyłkę, bo konsekwencje takiego błędu będą daleko poważniejsze niż konsekwencje błędu robota czyszczącego. Bardzo istotne są również maszyny przygotowujące leki lub związki chemioterapeutyczne, bo ich skuteczność przekłada się na bezpieczeństwo pacjenta.

O korzyściach płynących z wdrożenia zautomatyzowanych procedur mówił również Artur Dolny z CMR Surgical, producenta robotów medycznych:

- Można je rozpatrywać na kilku poziomach. To może być perspektywa pacjenta, perspektywa chirurga, a właściwie całego zespołu bloku operacyjnego, czy perspektywa szpitala i osób zarządzających. Z punktu widzenia pacjenta to mniejsza inwazyjność, mniejsze krwawienie, mniejsza traumatyzacja. Dodatkowo mamy krótszy czas hospitalizacji i szybszy powrót do zdrowia. Jeżeli popatrzymy na perspektywę zespołu bloku operacyjnego, to przede wszystkim większa precyzja dzięki między innymi w pełni przegubowym narzędziom, obrazowi 3D i precyzyjnej kontroli kamery oraz zwiększona ergonomia - chirurg nie stoi w niewygodnej pozycji przy stole operacyjnym. Z perspektywy szpitala to budowa wizerunku i przyciągnięcie wykwalifikowanego personelu, bo kto nie chciałby dziś pracować na nowoczesnym sprzęcie? Jest też argument finansowy: koszty operacji z wykorzystaniem robotów obniżyły się znacznie w ostatnim czasie, co oznacza, że nie musimy wykorzystywać robotów tylko do wyspecjalizowanych i wysoko wycenianych procedur ginekologicznych czy urologicznych, ale znacznie szerzej, także w innych specjalizacjach.

Te powody przekładają się na gwałtowny wzrost zainteresowania robotami chirurgicznymi oraz innymi rozwiązaniami automatyzującymi pracę placówek ochrony zdrowia w ciągu ostatnich kilku lat, o czym mówił przedstawiciel firmy Synektik. Mimo to, zamożniejsze kraje Zachodu nadal pod tym względem nas wyprzedzają.

- W USA jest 4 tys. robotów da Vinci. Niemcy w ostatnim roku kupili 80 robotów, 60 zakupiła Austria. W Polsce mamy 15 robotów da Vinci – przyznał Robert Surowiec ze szpitala w Gorzowie Wielkopolskim, zwracając jednocześnie uwagę na jedną z najistotniejszych barier rozwoju tej technologii w Polsce. - Oni tego nie robią dlatego, że to ładny sprzęt, ale dlatego, że dokładnie policzyli koszty. Te zabiegi dla systemu ochrony zdrowia się opłacają. Ta różnica w zakupach wynika z jednego powodu – bo przecież dostęp do finansowania unijnego mamy na podobnych zasadach, jak inne kraje - w Polsce mamy źle wycenione procedury.

Finansowy hamulec

Na problem związany z refundacją zabiegów robotycznych i wysokimi kosztami zakupu zwróciła również uwagę Joanna Szyman z NEO Hospital.

- Barierą jest przede wszystkim finansowanie świadczeń dla pacjentów. Ale wyzwaniem jest również inwestycja w zakup samego sprzętu, bo to kosztochłonna inwestycja w przedziale od dziesięciu do nawet kilkunastu milionów złotych - mówiła przedstawicielka PFSz.

- Rzadko który szpital ma środki własne na takie inwestycje. Najczęściej szpitale korzystają z zasobów właścicieli - prywatnych czy publicznych, a także z dotacji unijnych i grantów naukowych. Obserwujemy rosnące otwarcie instytucji finansowych (banków i firm leasingowych) na udzielanie pożyczek na zakup takiego sprzętu: w USA 20 proc. transakcji zakupu sprzętu jest w formie leasingu.

Wątek finansowania świadczeń podkreślał Artur Wnuk ze szpitala w Ostrowi Mazowieckiej.

- Za wdrożeniami robotów kryje się jakość dla pacjenta. Dlatego tak cenna jest inicjatywa Polskiej Federacji Szpitali zajęcia się tym tematem i zwrócenie uwagi na kwestię wycen procedur robotycznych - mówił.

- W dobie ustawy o jakości w ochronie zdrowia, to my jesteśmy prekursorami. My, w szpitalach wdrażających roboty, dopłacamy do tego, żeby pacjent był lepiej zoperowany i szybciej wrócił do zdrowia.

Jak powiedział podczas debaty Robert Surowiec, w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji trwają już rozmowy o wycenach, którą mogą sprawić, że inwestycje w robotyzację placówek medycznych będą bardziej opłacalne.

- W dzisiejszych realiach, gdyby ktoś zapytał, czy ekonomicznie zakup robota dla szpitala ma sens, to odpowiedź jest prosta: nie ma, bo do każdego zabiegu trzeba dopłacać - podkreślał Robert Surowiec. - Ale długofalowo taki zakup jest uzasadniony, bo niesie jakość dla pacjenta.

O swoich doświadczeniach z wdrażaniem nowych technologii w polskich szpitalach mówił też Jakub Musiałek z Pixel Technology:

- Zupełnie inaczej wygląda perspektywa automatyzacji aptek szpitalnych, gdzie po wdrożeniu systemu unitdose możliwe są oszczędności nawet do 20 proc. budżetu lekowego. Na oszczędności składa się szereg elementów, optymalizacja łańcucha lekowego, oszczędności czasu a co najważniejsze redukcja błędów lekowych. Zbudowanie robota aptecznego zajęło nam sześć lat. Mieliśmy szczytne plany podniesienia jakości: statystyki mówią, że ośmiu pacjentów na 100 dostaje nie ten lek, nie o tej porze albo nie w tej dawce, co trzeba. Ale pierwszym pytaniem, na które musieliśmy odpowiedzieć, było: „ile zaoszczędzi placówka na wdrożeniu tego rozwiązania?”. To był kubeł zimnej wody, ale dzięki temu zrozumieliśmy, że robotyzacja musi być połączeniem dwóch funkcji - podnoszenia jakości i obniżania kosztów.

Sebastian Błaźniak, prokurent NEXUS Polska, przedstawił zaś problemy na rynku automatyki zarzadzania procesami w placówkach ochrony zdrowia.

- Dziś praktycznie nie ma już szpitali, które nie dysponowałyby systemami do zarządzania. Można jednak powiedzieć, że systemy informatyczne HIS wchodzą już raczej w okres schyłkowy. To rozwiązania, które mają po 50 aplikacji współpracujących, zarządzających niemal wszystkim w szpitalu Integrowane są z nimi urządzenie „wszelkiej maści” a od pewnego czasu także roboty np. do produkcji leków cytotoksycznych - mówił Sebastian Błaźniak.

- Należy także pamiętać, że wraz z wprowadzaniem EDM sukcesywnie eliminujemy papier. Systemy te w dużej mierze służyły do rozliczeń z NFZ, natomiast teraz mamy elektroniczną rejestrację zdarzeń medycznych, zaczęła się wymiana elektronicznej dokumentacji medycznej. Osiągniemy zatem to, o co chodzi w sensie klinicznym - lekarz będzie mógł szybko pozyskać informacje o pacjencie, który miesiąc temu był w innym podmiocie medycznym.

Jak się szkolić

Małgorzata Konaszczuk pytała uczestników debaty również o inne czynniki wpływające na wdrażanie nowych technologii w polskich szpitalach. Zdaniem ekspertów, jednym z powodów jest… kadra profesjonalistów medycznych

- Robotyka to również AI, która jest niezbędne w dzisiejszej medycynie. Ciągle rosnąca presja na szpitale związana z brakiem kadry medycznej, oraz coraz większa ilość procedur medyczny powoduje że lekarze muszą wspierać się sztuczną inteligencją. Dla przykładu średni czas opisu badania rezonansu magnetycznego to trzy tygodnie. AI ma szansę zmienić ten stan - twierdził Jakub Musiałek.

- Sam robot nie wystarczy, jeżeli nie mamy obok niego kompetentnych ludzi, lekarzy z odpowiednim doświadczeniem - przekonywała Joanna Szyman.

- To kolejne wyzwanie: dostęp do kadry. I na to właśnie na rozwoju kapitału ludzkiego powinniśmy się skupić, jeśli chcemy, aby potencjał rynku robotyki został optymalnie wykorzystany.

Przedstawicielka PFSz mówiła też o zmianach, jakie muszą zajść w szkoleniu chirurgów, aby mogli oni sprawniej korzystać z nowych narzędzi.

- Powinniśmy odejść od tradycyjnego modelu kształcenia na bloku operacyjnym i przygotować ten proces w warunkach laboratoryjnych, symulacyjnych: trochę jak wygląda to w przypadku treningu pilotów samolotów. Pozwoli to szybciej przygotować chirurga i uzyskać dłuższą jego aktywność zawodową. Takich centrów szkoleniowych na razie w Polsce nie mamy, te umiejętności lekarze zdobywają zagranicą. Naszą troską powinno być uruchomienie podobnego ośrodka w Polsce - podkreślała Joanna Szyman.

Sztuczna inteligencja nie taka inteligentna

Redaktor naczelna „Pulsu Medycyny” pytała również o bardziej odległe perspektywy robotyzacji chirurgii oraz automatyzacji procesów w ochronie zdrowia - zwłaszcza wykorzystujących sztuczną inteligencję. Czy maszyny zastąpią radiologów, diagnostów, lekarzy i chirurgów?

- Robotyzacja, sztuczna inteligencja nie ma na celu zastąpienia ludzi. Zespoły w Pixel Technology od dawna wiedzą, że chodzi o…. tandem. Współpraca lekarza i sztucznej inteligencji jest w stanie zwiększyć ilość diagnoz, podnieść ich precyzję. Nasza firma buduje systemy sztucznej inteligencji w zakresie mammografii, neurologii, pulmonologii Teraz - im więcej wiemy o tym, ile jeszcze nie wiemy - jesteśmy ostrożniejsi. Rewolucje w tym zakresie nadejdą ale zajmie to około 40 lat zanim zbliżymy się do możliwości ludzkich w zakresie szerokości obejmowania diagnoz. Uważam zresztą, że szpital czy gabinet lekarski, to miejsca, w których pacjent chce się spotkać z drugim człowiekiem. Nie chcemy rozmawiać ze sztuczną inteligencją, ani z robotem - mówił przedstawiciel Pixel Technology.

Przedstawiciel Pixel Technology zwrócił również uwagę na elastyczność i kreatywność człowieka w obliczu niespodziewanych zdarzeń, takich jak awarie sprzętu. W takich sytuacjach nawet najbardziej wyrafinowane roboty musiałyby się poddać, stąd obecność i nadzór człowieka będzie zapewne w szpitalach niezbędny.

Podobnego zdania był Artur Dolny z CMR Surgical:

- Perspektywa autonomicznego robota chirurgicznego jest jeszcze bardzo odległa. Znacznie wcześniej zobaczymy jednak inne innowacyjne technologie wchodzące na rynek medyczny, takie jak sztuczna inteligencja oraz rzeczywistość wirtualna.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Chirurgia robotowa w Polsce: 20 placówek, ponad 4,3 tys. operacji w 11 lat

Chirurgia robotowa w urologii: "postęp dziejowy" czy fanaberia?

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.