Ratownik: "pracuj 400, 500 godzin w miesiącu, a potem się ocknij na zgliszczach swojego życia"

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 17-09-2021, 12:33

Pracuję 14. rok w pogotowiu, w moim rejonie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy koledzy trzy razy "odcinali z klamki" nastolatka. Niedawno na dyżurze zmarł 56-letni ratownik. Większość z nas ma zniszczone kręgosłupy, mamy poważne problemy emocjonalne - opowiada w o realiach pracy w ratownictwie medycznym Adam Piechnik.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

- Pokażemy dziś, na ile w systemie jesteśmy niezbędni, wbrew temu, co mówi minister zdrowia. Zdaje się że służby, które przygotował do tego, żeby nas zastąpiły, chyba nie dadzą rady - mówił w piątek (17 września) w Białym Miasteczku 2.0 Adam Piechnik, ratownik medyczny, który ratuje ludzi od 14 lat, a od sześciu jest zatrudniony na kontrakcie w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans" w Warszawie. Równolegle pracuje jako pielęgniarz w szpitalach i jako dyspozytor telefonu alarmowego 999 w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim.

Pracujemy po 400, 500 godzin, by utrzymać rodziny

- Dlaczego tu jesteśmy? Pracuję 14. rok w pogotowiu ratunkowym, w moim rejonie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy koledzy trzy razy "odcinali z klamki" nastolatka. Używam kolokwialnego określenia, rozumiecie, co to znaczy. Trzech młodych ludzi postanowiło skończyć z życiem dlatego, że coś nie zadziałało. Nie ma psychiatrii dziecięcej jako takiej. Takie doświadczenie osadza się bardzo ciężką zasłoną na emocjach. Spróbujcie sobie wyobrazić, jakie to uczucie wracać do domu po sytuacji, gdy nie można było nic zrobić - mówił Adam Piechnik.

Słyszymy, że ratownicy medyczni pracują za dużo i nikt ich nie szanuje - przyznał Piotr Pisula z Porozumienia Rezydentów.
Fot. Jacek Wykowski

Przyznał, że "potem o tej drugiej w nocy wchodzi się do pokoju własnego dziecka, siada przy nim i głaszcze tak, żeby nie obudzić - z gulą strachu w gardle, czy pracując tak dużo samemu, czegoś się nie przegapi". - Może, tak samo jak tamci rodzice, sam stanę przed takim dramatem? Praca którą wykonuję jest opłacana w taki sposób, że muszę pracować po kilkaset godzin, żeby utrzymać rodzinę. Los może sprawić, że nie dostrzegę problemów w swoim własnym domu - mówił.

Opowiadał, że ratownicy medyczni są obecni podczas strajku pracowników ochrony zdrowia, "by skończyć z tą chorą sytuacją". - Niedawno na dyżurze zmarł 56-letni ratownik. Większość z nas ma zniszczone kręgosłupy, mamy bardzo poważne problemy natury emocjonalnej. Część z nas nie ma więzi społecznych, mamy tylko znajomych z pracy. Nie mamy na to czasu. Płacimy za dużą cenę - wskazywał Adam Piechnik.

Przyznał, że rozumie, iż społeczeństwo może "odwracać wzrok" od realiów pracy ratowników medycznych, bo pada argument, że to ich indywidualny wybór. - Ale tylko w pewnym sensie, bo nikt nam nie przedstawiał możliwości zatrudnienia na etacie. Większość z nas usłyszała: chcesz pracować w ratownictwie medycznym, załóż jednoosobową działalność gospodarczą, przystąp do konkursu i pracuj: 400, 500 godzin w miesiącu. A potem się ocknij, być może na zgliszczach swojego życia. Temu chcemy powiedzieć dość - podsumował.

Pisula: ratowników medycznych trzeba wesprzeć

Piotr Pisula z Porozumienia Rezydentów wskazał, że wśród postulatów komitetu protestacyjno-strajkowego i "Białego Miasteczka" cały czas na pierwszym miejscu jest bezpieczeństwo pacjentów.

- To, o czym dzisiaj mówią ratownicy medyczni - ci, którzy są na pierwszym froncie walki o życie Polaków, gdy jest ono najbardziej zagrożone, to właśnie bezpieczeństwo. Słyszymy, że pracują za dużo i nikt ich nie szanuje. I mają - niestety - rację. Polacy potrzebują dobrej medycyny ratunkowej. Pamiętamy z czasów covidu kolejki kilkunastu karetek przed SOR-ami. Personelu jest za mało, jest przemęczony. To wtedy najłatwiej o pomyłkę, ten personel trzeba wesprzeć. Mamy wielu bohaterów wśród ratowników medycznych - w walce z pandemią, w walce o naprawę systemu ochrony zdrowia - podsumował Pisula.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ratownik medyczny pisze do ministra Niedzielskiego: “lecimy na oparach, zapał się kończy”

Protest ratowników medycznych. Chcą podwyżek i “jasnej pozycji zawodowej”

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.