Przywrócenie porodów rodzinnych to wciąż ogromne ryzyko

Emilia Grzela
opublikowano: 28-07-2020, 08:02

Powrót do realizacji porodów rodzinnych w obecnych warunkach, gdy nadal nie odwołano stanu zagrożenia epidemicznego i pojawiają się nowe ogniska SARS-CoV-2, jest groźne nie tylko dla pacjentek. To także realne zagrożenie dla całego systemu opieki ginekologiczno-położniczej – ocenia prof. dr hab. n. med. Mariusz Zimmer, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, którego „Puls Medycyny” poprosił o komentarz w sprawie zarządzenia prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia zmianą zarządzenia w sprawie zasad sprawozdawania oraz warunków rozliczania świadczeń opieki zdrowotnej związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, wprowadził mechanizm, który umożliwia przekazanie świadczeniodawcom dodatkowych środków finansowych na udzielanie świadczeń w podwyższonym reżimie sanitarnym.

Prof. dr hab. n. med. Mariusz Zimmer
Wyświetl galerię [1/2]

Prof. dr hab. n. med. Mariusz Zimmer Archiwum prywatne

"Środki te powinny być wykorzystane na zorganizowanie i zapewnienie pacjentom świadczeń medycznych w bezpiecznych warunkach, m.in. na środki ochrony osobistej dla osoby towarzyszącej podczas porodu. Szacowany wzrost wyceny grup dedykowanych porodom wyniesie ok. 100 zł" - szacuje NFZ.

Osoby towarzyszące nie będą musiały przed uczestnictwem w porodzie wykonać testu w kierunku SARS-CoV-2, choć konsultanci krajowi nadal zalecają to w swoich wytycznych. Fundusz zachęca pacjentów do skontaktowania się z rzecznikiem praw pacjenta, w sytuacji gdy szpital odmówi realizacji świadczenia. NFZ argumentuje, że przywrócenie porodów rodzinnych jest podyktowane dbałością o realizację pełni praw pacjenta.

Pandemia jeszcze się nie skończyła

W połowie lipca prof. dr hab. n. med. Mariusz Zimmer, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, wydał stanowisko, w którym podkreślił, że środowisko jest za pełnym przywróceniem porodów rodzinnych – ale dopiero wtedy, gdy pozwoli na to sytuacja epidemiologiczna.

„Jako środowisko ginekologów i położników w pełni doceniamy to jak wielkim postępem medycznym jest dopuszczenie obecności bliskiej osoby w procedurach opieki okołoporodowej, w szczególności podczas samego porodu rodzinnego. Ze względu na panujące nadal zagrożenie epidemiologiczne nie jesteśmy dziś w stanie podać daty, gdy podczas realizowania tego świadczenia możliwe będzie zagwarantowanie bezpieczeństwa rodzącej, osobie towarzyszącej i personelowi medycznemu. Jest to szczególnie trudne w placówkach wyższego stopnia referencyjności, gdzie przyjmowane są ciąże powikłane. W takich szpitalach realizowanych jest nawet kilkanaście porodów dziennie, potencjalne ryzyko byłoby więc ogromne” – podkreślił w rozmowie z „Pulsem Medycyny” prof. dr hab. n. med. Mariusz Zimmer.

Jak dodaje prezes PTGiP, specyfika organizacji i przebiegu opieki okołoporodowej uniemożliwia zachowanie reżimu sanitarnego: poród trwa od kilku do kilkunastu godzin, w trakcie których trudno wymagać od osoby towarzyszącej stałego przebywania w środkach ochrony indywidualnej. Dodatkowym utrudnieniem są ograniczenia infrastrukturalne, w większości placówek sale porodowe znajdują się w jednym ciągu komunikacyjnym.

Odpowiedzialność spoczywa na lekarzu

W ocenie prof. Mariusza Zimmera przywrócenie porodów rodzinnych w placówkach, gdzie realizuje się małą liczbę takich świadczeń, byłoby być może dopuszczalne (w zależności od sytuacji epidemiologicznej na danym terenie). Podobne rozwiązanie jest w zasadzie niemożliwe do zastosowania w szpitalach III stopnia referencyjności, które opiekują się m.in. kobietami obciążonymi somatycznie, ciążami przebiegającymi z powikłaniami oraz wcześniakami.

„Mowa tutaj o pacjentkach np. po przeszczepach, dla których zagrożeniem bywa banalna infekcja. W ich przypadku zakażenie SARS-CoV-2 wiąże się z realnym ryzykiem śmierci. Jedynie medyk jest więc w stanie indywidualnie ocenić skalę zdrowotnego zagrożenia i ustalić przebieg postępowania medycznego. To na lekarzu spoczywa bowiem odpowiedzialność za matkę i jej dziecko, w tym także ta o charakterze prawnym. W mojej ocenie należy więc pozostawić decyzję dyrektorowi danego szpitala lub ordynatorowi oddziału. Jak wspominałem, są podmioty medyczne, gdzie tych porodów odbywa się na tyle mało, że zastosowanie się do zarządzenia NFZ nie wystawi pacjentek i personelu na zdrowotne zagrożenie” – mówi prezes PTGiG.

Nadal niewiele wiemy o SARS-CoV-2

Narodowy Fundusz Zdrowia stoi na stanowisku, że wymóg przeprowadzenia przez osobę towarzyszącą testu w kierunku SARS-CoV-2 jest nieuzasadniony, ponieważ poród to co do zasady zdarzenie nieplanowane. Prof. Mariusz Zimmer odnosi się do tego bardzo krytycznie.

„To absurdalne posunięcie, zwłaszcza że wielu nosicieli jest bezobjawowych. Jeśli chcemy poluzowywać lub całkowicie rezygnować z podwyższonego reżimu sanitarnego w ochronie zdrowia, musielibyśmy tak naprawdę wdrożyć przesiewowe testy na SARS-CoV-2 dla całej polskiej populacji. Tylko wówczas uzyskalibyśmy pewność co do statusu serologicznych wszystkich pacjentów i towarzyszących im osób” – mówi prof. Mariusz Zimmer.

Nie bez znaczenia pozostaje w tym kontekście fakt, że nadal wiemy bardzo mało o wpływie SARS-CoV-2 na przebieg ciąży, zdrowie przyszłej matki i noworodka. Co więcej, ustalenia badaczy są stale aktualizowane o nową wiedzę wynikającą z praktyki klinicznej,  modyfikacjom podlegają więc również wytyczne towarzystw naukowych.

„W marcu opieraliśmy się wyłącznie na doniesieniach z Chin i Włoch. Mimo to w tej niezwykle trudnej i zmiennej sytuacji, 13 marca PTGiP opublikowało oficjalny algorytm opieki ginekologiczno-położniczej, który się sprawdził. W tamtym okresie podejrzewano, że w przypadku SARS-CoV-2 zachodzi transmisja wertykalna, co później zostało podważone. Ledwie przed kilkoma dniami pojawiła się jednak kolejna informacja o prawdopodobnym przypadku zakażenia SARS-CoV-2 od matki na dziecko drogą łożyskową. (…) Coraz więcej danych świadczy również o długoterminowych zdrowotnych powikłaniach występujących u pacjentów, którzy przeszli infekcję COVID-19” – dodaje prof. Mariusz Zimmer.

Trudne do przewidzenia konsekwencje dla systemu

Zarządzenie prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia niesie ze sobą potencjalnie niebezpieczne skutki nie tylko dla samych pacjentek i towarzyszących im osób, ale również dla personelu medycznego i całego systemu opieki ginekologiczno-położniczej.

„Pojawienie się ogniska epidemicznego w jakimkolwiek szpitalu położniczym wiążę się z wyłączeniem takiej placówki oraz zatrudnionego w niej personelu medycznego z opieki nad pacjentkami. Przy tak niewielkiej liczbie miejsc położniczych podobna sytuacja grozi brakiem dostępności do opieki okołoporodowej. Jakiekolwiek działania zmierzające do przywrócenia porodów rodzinnych powinny być więc poprzedzone spokojnym namysłem, a nie podejmowane pochopnie i to pod dyktando płatnika, który nie ma kompetencji, by ingerować w postępowanie medyczne” – uważa prof. Mariusz Zimmer.

Prezes PTGiP podkreśla, że NFZ narzucił procedury medyczne bez zasięgnięcia należytej opinii środowiska. Zadeklarował jednocześnie, że Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników jest otwarte na dialog i udzielenie Funduszowi merytorycznego wsparcia.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.