Prof. Witt o rzekomym końcu pandemii: to jak szarpanie tygrysa za wąsy

Oprac. Monika Majewska
opublikowano: 15-02-2022, 15:11

Początek końca pandemii brzmi dla mnie niemal jak oksymoron. Tylko statystyka, a nie urzędnicza decyzja, może udokumentować jej rzeczywisty koniec. Jedynie zawodowa wróżka mogłaby określić, kiedy dokładnie to nastąpi; nie wiem, może Ministerstwo Zdrowia zatrudnia taką osobę - pisze w felietonie prof. Michał Witt, dyrektor Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Na zdj. prof. dr hab. Michał Witt, dyrektor Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu.
Fot. Anna Zielińska/Photoholic Studio

Przypomnijmy. 9 lutego 2022 r. minister zdrowia Adam Niedzielski “odwołał” pandemię. Jak stwierdził, za nami już apogeum piątej fali, a wszystko wskazuje, że wiosną sytuacja epidemiologiczna powinna być lepsza. Dlatego podjęto decyzję o zmniejszeniu infrastruktury szpitalnej przeznaczonej dla pacjentów z COVID-19, powrocie uczniów do nauki stacjonarnej 21 lutego oraz wprowadzeniu zmian w izolacji i kwarantannie.

CZYTAJ TEŻ: Zmiany w obostrzeniach: 21 lutego dzieci wrócą do szkół, izolacja skróci się do 7 dni. “Apogeum piątej fali już za nami”

"Statystyki wcale optymistyczne nie są, nie widać istotnego obniżenia wskaźnika zapadalności, który ciągle jest na poziomie ponad 40 tys. dziennie. Hospitalizowanych jest 20 tys. osób, na respiratorach 1200, ciągle doświadczamy 260 zgonów dziennie. Jeśli ktoś uważa, że to niewiele, to namawiam żeby przeprowadził 260 rozmów z rodzinami doświadczającymi w ten sposób bolesnej straty…” - pisze prof. dr hab. Michał Witt, dyrektor Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu.

Jeśli chcemy znosić restrykcje, musimy mieć wyższy odsetek zaszczepionych

Zdaniem eksperta, “jeśli chcemy być trendy” i iść śladem innych krajów, które znoszą restrykcje, to musimy wziąć pod uwagę, że jest w nich znacznie wyższy odsetek osób zaszczepionych, a ich systemy zdrowotne są bez porównania sprawniejsze od naszego.

“To ostatnie stwierdzam z prawdziwą obawą, bo sam, tak jak inni w moim wieku, mogę w każdej chwili zachorować na jedną z wielu chorób nękających naszą populację. Zapowiadane zniesienie obowiązku noszenia maseczek jest kuriozalne – ja osobiście w zamkniętych przestrzeniach publicznych maski FFP2 prędko nie zdejmę, chyba nikt mi tego przecież nie nakaże. Są kraje gdzie od dawna kanonem kulturowym jest noszenie maseczki przy każdej infekcji dróg oddechowych. To działa!” - pisze prof. Michał Witt.

Dla eksperta stosunkowo najmniej kontrowersyjne jest skrócenie izolacji i ograniczenie kwarantanny, która - jak ocenia - i tak, podobnie jak maseczki, jest przestrzegana i egzekwowana z mizernym skutkiem.

“Czyli odwieszamy coś, co i tak nie funkcjonuje. Trzeba jednak pamiętać, że wszyscy przechorowujący infekcję omikronem, a nie poddani izolacji, roznoszą go w populacji na potęgę. Prędzej niż później trafi na osobę nie zaszczepioną i możemy spodziewać się ciężkiego przebiegu choroby, zupełnie nie potwierdzającego fałszywie uspokajającej opinii o niewinnym przebiegu zakażenia omikronowego” - pisze prof. Michał Witt.

Podkreśla, że nawet jeśli infekcja omikronem faktycznie przebiega lekko, to ciągle jest to COVID-19, “a to zupełnie nie są żarty”.

“O odległych powikłaniach u tych osób przekonamy się dopiero za jakiś czas. Do tej pory opisano ponad 200 różnych objawów tzw. długiego covidu. I lista ciągle się wydłuża. Takie igranie z poważną chorobą, to jak szarpanie tygrysa za wąsy. Czy taka gra nie jest przypadkiem zbyt kosztowna?” - podsumowuje.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Co po Omikronie? Prof. Szuster-Ciesielska: potrzebne będą kolejne szczepionki, bo SARS-CoV-2 już nas nie opuści

Prof. Flisiak: odporność populacyjna w Polsce została osiągnięta

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.