Prof. Roman Danielewicz: W Polsce istnieje ogromny niewykorzystany potencjał donacyjny

Notowała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 29-12-2020, 14:45

Rok 2020 nie był dobry dla transplantologii. Zmagaliśmy się z dwiema falami zachorowań na COVID-19, przez co wyraźnie spadła liczba zgłoszeń potencjalnych dawców, a tym samym pobieranych narządów i wykonywanych transplantacji - mówi prof. dr hab. n. med. Roman Danielewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. n. med. Roman Danielewicz
Archiwum

Trend ten był widoczny najpierw od lutego do maja. W miesiącach letnich nastąpiła poprawa, ale na krótko, bo od września znowu notowany jest duży regres. Warto przy tym podkreślić, że 95 proc. przeszczepianych nerek pochodzi od dawców zmarłych, a tylko 5 proc. – od żywych. Ta druga procedura ze względów epidemiologicznych jest w tym roku na jeszcze niższym poziomie. Większość ośrodków transplantacyjnych zawiesiła programy przeszczepiania narządów od dawców żywych lub wykonuje ich bardzo mało. Wynika to z obawy przed zakażeniem zarówno biorców, jak i dawców. Dotyczy to zwłaszcza szpitali, gdzie na sąsiadujących oddziałach hospitalizowani są pacjenci zakażeni SARS-CoV-2 i nie jest możliwe stworzenie „zielonych stref”.

Pandemia wpłynęła negatywnie na medycynę transplantacyjną, która już wcześniej zmagała się ze znacznymi ograniczeniami. W ostatnich 3-4 latach oscylowaliśmy wokół takiej samej liczby pobrań i przeszczepień. Widoczny był zaledwie 1-2-procentowy wzrost, co jest bardzo słabym wynikiem. Jeżeli w medycynie nie idzie się naprzód, to zaczyna się cofać. Dobrze ilustrują to statystyki. W Polsce jest 13 dawców na milion zmarłych, a w Hiszpanii – która jest światowym liderem – średnio 43 na milion, przy czym w niektórych regionach tego kraju wskaźnik ten sięga nawet 60! Co gorsza, według ostrożnych szacunków, w roku 2020 w Polsce liczba przeszczepień może okazać się o 20-25 proc. niższa niż w roku ubiegłym.

Na tę sytuację z pewnością nie wpływa pozytywnie fakt, że w ciągu ponad dziesięciu lat nie zmieniła się wycena procedur transplantacyjnych i są one niedoszacowane. Dość powiedzieć, że np. przeszczepienie nerki w Polsce jest wycenione na ok. 40 tys. złotych, a w krajach Europy Zachodniej na kilkadziesiąt tysięcy euro… Parę miesięcy temu resort zdrowia wspólnie z AOTMiT przystąpili do oceny finansowania w tym zakresie. Mam nadzieję, że przyniesie to wymierne efekty w postaci nowych wycen procedur transplantacyjnych, w tym również niektórych działań, które nie były finansowane w dostatecznym stopniu, np. kwalifikacji biorcy do przeszczepienia. Należy jednak przy tym podkreślić, że polskie ośrodki nie mają problemu z refundacją wykonanych przeszczepień, nawet jeżeli przekroczą określony wcześniej limit.

Patrząc na system medycyny transplantacyjnej w Polsce, trzeba przyznać, że mamy dobre prawo, nasze regulacje są podobne do tych, które obowiązują na całym świecie. Mamy przyzwoity system organizacyjny, czyli centralną jednostkę koordynującą i nadzorującą (Poltransplant), system koordynatorów transplantacyjnych oraz wymagania jakościowe w stosunku do ośrodków dokonujących przeszczepień. Mamy też doskonałych specjalistów. Problemem jest niewystarczające zaangażowanie środowiska medycznego w procedurę pobierania narządów w szpitalach położonych poza ośrodkami transplantacyjnymi, a tych jest zdecydowana większość. 30-50 proc. pobranych narządów do przeszczepień pochodzi z kilkunastu placówek, tymczasem procedurę tę można by wykonywać w ok. 400! Jakąkolwiek aktywność przejawia przy tym tylko 1/3 tych szpitali. Oznacza to ogromny niewykorzystany potencjał donacyjny.

Wpływ na to ma niewątpliwie kilka czynników, w tym niedobór i przepracowanie personelu, zwłaszcza anestezjologów, a także wspomniane niedofinansowanie. W wielu szpitalach pracownicy zatrudniani są na kontrakty, które nie obejmują procedur donacyjnych. Tak więc, mimo iż jednym z obowiązków szpitali jest pobieranie narządów do przeszczepień, to wiele placówek nie wymaga tej aktywności od swoich „kontraktowych” anestezjologów. Innym problemem, zgłaszanym często przez koordynatorów donacyjnych, jest brak wsparcia ze strony zarządów placówek.

Nadal niedostateczna jest też wiedza i świadomość społeczeństwa dotycząca transplantacji. Deklaratywnie wsparcie społeczne dla przeszczepień narządów jest na bardzo wysokim poziomie – od lat sięga bowiem ponad 90 proc. W praktyce jest jednak o wiele gorzej. W wielu kręgach ten temat nie jest podejmowany i w przypadku nagłej śmierci członka rodziny nie jest znana jego opinia dotycząca donacji, a z prawnego punktu widzenia decydująca jest wola zmarłego. Co gorsza, z braku wiedzy na temat przepisów, zdarza się, że rodziny uzurpują sobie prawo do odmowy donacji w imieniu zmarłych bliskich.

Problem ten powinien być nagłaśniany. Niestety, brakuje zorganizowanych, systematycznych kampanii społeczno-edukacyjnych w tym zakresie, zwłaszcza w mediach publicznych, których misją jest edukacja społeczeństwa. Problemem jest również brak wsparcia ze strony organizacji kościelnych, pomimo bardzo jednoznacznego poparcia transplantacji jako daru życia przez wszystkie wiodące religie.

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.