Prof. Opolski: bez 6 proc. PKB na zdrowie do 2024 r. społeczeństwu grozi zapaść opieki zdrowotnej

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 27-12-2021, 09:00

Cała dyskusja toczy się wokół pieniędzy, ponieważ — co oczywiste — są kluczowe, jednak nie tylko one są istotne w usprawnianiu funkcjonowania ochrony zdrowia. Same pieniądze nie wystarczą — mówi prof. dr hab. n. ekon. Krzysztof Opolski w rozmowie na temat finansowania systemu ochrony zdrowia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O KIM MOWA

Prof. dr hab. n. ekon. Krzysztof Opolski jest przewodniczącym Kapituły Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP.

Ochrona zdrowia w Polsce jest finansowana ze źródeł publicznych i prywatnych. Jak wyglądają te proporcje?

Źródła prywatne stanowią rosnący udział w wydatkach na zdrowie. Obserwujemy tendencję, że ludzie są skłonni, a mówiąc bardziej brutalnie, wręcz zmuszeni, aby uczestniczyć w finansowaniu swojego zdrowia. Taka tendencja ma miejsce od wielu lat, od kiedy powstały ośrodki prywatnego leczenia i abonamenty na ich usługi. Jest to trend rosnący, ale w pewien sposób niepokojący. A to dlatego, że podstawowa odpowiedzialność za opiekę zdrowotną spoczywa na państwie, czyli tych wszystkich, którzy odprowadzają składki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Czy zatem rozważenie zwiększenia składki zdrowotnej jest zasadne?

Mamy dziś podniesienie stawki zdrowotnej dlatego, że jest ona obecnie odliczana od dochodu i nie jest wliczana w koszty. Jednym z elementów niezbędnych do usprawnienia systemu ochrony zdrowia w Polsce jest zawarcie pewnego rodzaju umowy społecznej. Społeczeństwo musi zgodzić się na wyrzeczenia, musi być dużo bardziej solidarne. Nie może być tak, że podniesienie składki jest traktowane jako czynnik wobec nas wrogi, „wyrywający” nasze pieniądze, a nie wynik zrozumienia obiektywnie trudnej sytuacji w systemie ochrony zdrowia.

Ile powinniśmy wydawać na system ochrony zdrowia? Czy istnieje jakaś konkretna kwota, która uzdrowiłaby ten ważny sektor?

Trudno precyzyjnie określić, jaka wielkość tych środków byłaby satysfakcjonująca. Proszę zwrócić uwagę, że — po pierwsze — rośnie poziom oczekiwań obywateli wobec opieki zdrowotnej, a po drugie — rosną koszty nowoczesnych technologii medycznych. Zwiększają się także koszty związane z niedoborem lekarzy, a zatem przedstawiciele tej grupy zawodowej oczekują wyższych wynagrodzeń. W tej chwili również rosną wszelkiego rodzaju koszty szeroko rozumianej infrastruktury związanej z wysoką inflacją.

Pandemia odcisnęła piętno na gospodarce. Trudno się nie obawiać, że wpłynie to negatywnie na organizację i finansowanie sektora zdrowotnego.

Widzimy zagrożenia związane z wolniejszym rozwojem gospodarczym, pozrywane zostały więzi kooperacyjne, mniej środków wpływało z podatków, co wynika z tego, że wiele rodzajów działalności zostało ograniczonych lub wręcz zaniechanych. Oczywiście, mamy kolejne tzw. tarcze antykryzysowe, które jednak nie w pełni spełniają wymagania pracodawców. Do tego dochodzą trudności związane z rosnącymi kosztami, kłopoty z prowadzeniem działalności z powodu chorób pracowników. Stąd już blisko do zamykania zakładów, firm i groźby generalnego zamrożenia. Tak więc sytuacja pandemiczna ma wpływ na finansowanie systemów ochrony zdrowia, m.in. poprzez spadek wpływów z podatków czy ograniczenia działalności przedsiębiorczej.

W 2018 r. rząd zapowiedział osiągnięcie progu 6 proc. PKB na ochronę zdrowia do 2024 r. Czy biorąc pod uwagę obecną sytuację, osiągnięcie tego celu jest możliwe?

Może z trudem, ale to musi być osiągnięte i będzie związane z pewnymi wyrzeczeniami określonych grup społecznych. 6 proc. PKB na zdrowie to i tak jest mało. Biorąc pod uwagę, jak wygląda to w Unii Europejskiej, jest to i tak próg minimalny. Jeśli go nie osiągniemy, społeczeństwu grozi daleko idąca zapaść opieki zdrowotnej. Pamiętajmy przy tym, że z prywatnego sektora korzysta niewielki odsetek ludzi, ci, których na to stać.

Należy podkreślić, że cała dyskusja toczy się wokół pieniędzy, ponieważ — co oczywiste — są kluczowe, jednak nie tylko one są istotne w usprawnianiu funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Same pieniądze nie wystarczą. Mam wrażenie, że panuje dziś myślenie pasywne: „Jak nie będziemy mieć więcej pieniędzy, to nic nie da się zrobić”. A to nie jest do końca prawda. W całym środowisku medycznym powinna panować spójność działań, kompleksowość i współpraca, a dzisiaj często obserwujemy podziały. Rehabilitant, lekarz, pielęgniarka — to wszystko jest jedność systemu.

Trudno sobie wyobrazić, aby przy obecnym natężeniu napięć społecznych to się mogło udać…

Cały świat jest w trudnej sytuacji i zgoda na pewne wyrzeczenia społeczne jest konieczna. Na tym polega idea solidaryzmu społecznego. Dzisiejszy świat jest niesamowicie egoistyczny. Ludzie myślą: „Chcecie podnieść podatki, czyli chcecie mi zabrać moje pieniądze”. Musimy to w sobie zmienić. Pandemia COVID-19 powinna nas nauczyć czegoś, co jest nazywane wspólnotą działań i odpowiedzialności. To jest najważniejsze — wspólnota zarządzania. I w ochronie zdrowia też musimy się do tej zasady zastosować. Pomoże to znaleźć pewne rezerwy finansowe, które będzie można dużo lepiej wykorzystać.

Wracając do obietnic rządu: budżet państwa nie jest z gumy, więc żeby więcej zainwestować w ochronę zdrowia, gdzieś trzeba — mówiąc kolokwialnie — urwać.

Po pierwsze, do zdrowia trzeba podejść w sposób kompleksowy, tzn. za ochronę zdrowia nie odpowiada tylko Ministerstwo Zdrowia, ale cała gospodarka. Innymi słowy, cała gospodarka musi uczestniczyć w odbudowie tego sektora. Po drugie, musimy dostrzec, że w pewnych obszarach państwowej opieki zdrowotnej pojawi się obiektywna konieczność i możliwość wykorzystania prywatnych środków. Powiem brutalnie: trzeba rozluźnić pewne możliwości organizacyjne państwowej służby zdrowia dla pozyskiwania środków prywatnych. Nie w leczeniu, ale w medycznej obsłudze pomocniczej, gdzie pieniądze mogłyby być znalezione i nie stanowiłyby dylematu moralnego.

Ma pan jakieś innowacyjne pomysły, co zmienić w systemie finansowania publicznych usług w zakresie ochrony zdrowia?

W trudnej sytuacji można rozważyć, choć zabrzmi to kontrowersyjnie, obligacje państwowe na rzecz systemu ochrony zdrowia, które będą atrakcyjnie oprocentowane i pozwolą na realne zwiększenie pieniędzy na ten sektor. Kolejna kwestia jest taka, że minister zdrowia powinien mieć dużo mocniejszą pozycję w rządzie. Powinien być w rzeczywistości wicepremierem, ponieważ sektor ochrony zdrowia jest niezmiernie istotny dla funkcjonowania całej gospodarki.

W jakim kierunku powinniśmy skierować uwagę, aby uniknąć tak dramatycznych scen, jakie miały miejsce podczas poprzedniego lockdownu, jak np. niekończące się kolejki pacjentów przed oddziałami onkologicznymi?

Powinniśmy znaleźć środki na działania profilaktyczne, które nauczą nas, jak nie doprowadzić do choroby. Cały aspekt prewencji w systemie ochrony zdrowia jest w tej chwili niedoceniany. I wcale nie jest niezbędne, aby takie programy były finansowane wyłącznie z budżetu państwa. Pieniądze na ten cel mogą pochodzić od rozmaitych firm czy instytucji. Szereg benefitów, dedykowanych pracownikom w przedsiębiorstwach, może mieć charakter działań na rzecz prewencji systemu ochrony zdrowia.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak polski system ochrony zdrowia wypada na tle innych krajów UE? [RAPORT]

Polski Ład: co się zmieni w podatkach u medyków w 2022 roku?

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.