Prof. Grażyna Rydzewska: na korekty w programie lekowym czekają chorzy na NZJ i klinicyści

Rozmawiała Monika Rachtan
opublikowano: 29-12-2021, 09:45

Badania prowadzone w klinice kierowanej przez prof. Grażynę Rydzewską wskazują, że do nawrotu wrzodziejącego zapalenia jelit dochodzi w perspektywie roku u 25 proc. chorych. Kryteria programu lekowego obowiązującego w tym wskazaniu ograniczają chorym dostęp do skutecznego leczenia i odbierają szansę na normalne życie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O KIM MOWA

Prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska jest specjalistą w dziedzinie chorób wewnętrznych i gastroenterologii, kierownikiem Kliniki Gastroenterologii z Pododdziałem Leczenia NZJ CSK MSWiA w Warszawie, a także wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Gastroenterologicznego.

Jak obecnie wyglądają możliwości leczenia pacjentów z NZJ w Polsce?

W leczeniu biologicznym stosowanym w nieswoistych chorobach zapalnych jelit wciąż występuje w Polsce wiele barier, które ograniczają chorym dostęp do skutecznej terapii. Pierwszą barierą jest czas leczenia. W wielu programach lekowych, dotyczących innych schorzeń, czas leczenia zależy od decyzji lekarza i odpowiedzi pacjenta na lek. Programy lekowe w gastroenterologii ciągle jeszcze, z nieznanych nam powodów, pozostają limitowane. W związku z tym czas leczenia, jaki możemy zaproponować naszym pacjentom z NZJ, to jedynie rok lub dwa lata, w zależności od jednostki chorobowej.

Wskazany problem jest jedynie przeszkodą administracyjną, w żaden sposób niezwiązaną ze wskazaniami medycznymi czy wynikami badań. Stąd też trudno nam zrozumieć, dlaczego przez tak długi czas ta kwestia nie została rozwiązana przez Ministerstwo Zdrowia. W tej sprawie cały czas toczymy z nim rozmowy i patrzymy z nadzieją w przyszłość, licząc na przychylność i dobrą wolę resortu. W ostatnim czasie udało nam się także uzyskać pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) dotyczącą zniesienia limitów czasowych we wszystkich stosowanych w programie lekowym terapiach, co utwierdza nas w przekonaniu, że zmiany, o które postulujemy, nastąpią niebawem.

Był jeszcze problem ze spełnieniem przez chorych warunków przystąpienia do programu...

Kryteria włączenia do programu lekowego to druga ważna bariera dotycząca nieswoistych chorób zapalnych jelit. Sprawiają one, że liczba pacjentów leczonych biologicznie w tej jednostce chorobowej jest jedną z najniższych w krajach europejskich. Z uwagi na wspomniane kryteria, obecnie w Polsce w ramach programu lekowego leczeni są tylko najciężej chorzy na NZJ, a potrzeby związane z terapią są znacznie większe. Z ekonomicznego punktu widzenia takie postępowanie (leczenie tylko najciężej chorych) ponownie wydaje się nie mieć uzasadnienia. Nasi pacjenci na oddziałach, kwalifikowani do programu lekowego, są w złym stanie i na wprowadzone leczenie odpowiadają słabiej niż populacja pacjentów z wcześniejszymi stadiami zaawansowania NZJ.

Ponadto w Polsce leczenie farmakologiczne jest stosowane jako terapia ostatniej szansy, a nie jest to standard w innych krajach Europy. Gdybyśmy mieli możliwość wcześniejszego włączenia farmakoterapii, odpowiedź chorych byłaby lepsza, dłużej także pozostawaliby oni w remisji choroby, co pozwoliłoby zmniejszyć liczbę zabiegów chirurgicznych.

Polskie Towarzystwo Gastroenterologii wraz z konsultantem krajowym w dziedzinie gastroenterologii prof. dr. hab. n. med. Jarosławem Regułą złożyło w Ministerstwie Zdrowia projekt, w którym wskazało, w jaki sposób, zgodnie z obowiązującymi standardami, należy leczyć chorych z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit. W tym projekcie ujęliśmy także wytyczne dotyczące kryteriów kwalifikacji do programu lekowego. Niestety, w przypadku tej bariery nie jesteśmy tak optymistyczni, jak w kwestii poprzedniej, ponieważ nie widzimy chęci ze strony resortu zdrowia do wprowadzenia zaproponowanych przez nas zmian.

Trzeci problem jest związany z tym, że w Polsce nie dysponujemy wszystkimi lekami dostępnymi na rynku w omawianych jednostkach chorobowych.

W tych obszarach widzimy już pewne zmiany i resort zdrowia stara się poszerzać dostęp do nowoczesnych terapii. Obecnie brakuje nam jednak możliwości stosowania rustecinumabu we wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego oraz dostępu do terapii podskórnych.

Jednym z leków, który jest dostępny w całej Europie, jest podskórny wedolizumab – inhibitor integryny α4β7. To bardzo dobry lek, o potwierdzonej skuteczności i bezpieczeństwie stosowania. Działa miejscowo – w jelicie. Po indukcji dożylnej tego leku przejście na terapię podskórną byłoby korzystne dla pacjenta ze względów zdrowotnych i finansowych, a także wiązałoby się z korzyściami finansowymi dla systemu opieki zdrowotnej. Ponadto czekamy w Polsce na kolejną nową cząsteczkę – ozanimod – którą stosuje się we wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego.

Co oznacza dla chorych z NZJ przerwanie leczenia biologicznego?

Lecząc pacjenta w programie lekowym, po wyznaczonym przez ten program okresie, musimy przerwać terapię i czekać na kolejne zaostrzenie choroby. Gdy je stwierdzimy, program pozwala na ponowne włączenie chorego do terapii. I znów sytuacja się powtarza: leczymy chorego zgodnie z zapisami programu, przerywamy terapię i czekamy na pogorszenie. Zatem jeśli choremu uda się osiągnąć remisję choroby, my zabieramy mu lek, niszcząc dotychczas osiągnięte efekty terapii indukującej i terapii podtrzymującej. Takie postępowanie jest niewłaściwe nie tylko ze względów zdrowotnych, ale także finansowych.

Pacjent, który jest w remisji i jest leczony zgodnie z obowiązującymi standardami, otrzymuje mniejsze dawki leku, może prowadzić normalne życie, nie wymaga hospitalizacji, a tym samym nie generuje dodatkowych kosztów dla systemu. Natomiast pacjent, u którego nie prowadzi się leczenia zgodnie ze standardami, tylko tak, jak wskazuje obowiązujący u nas program lekowy, w momencie zaostrzenia choroby wymaga hospitalizacji, intensyfikacji terapii, musi przebywać na zwolnieniu lekarskim.

Jak widzimy, obowiązujący w Polsce sposób prowadzenia terapii generuje koszty nie tylko związane z koniecznością stosowania leków, ale także koszty pośrednie, związane z hospitalizacją i pogorszeniem się stanu chorego, absencją w pracy. Zapisy programu lekowego nie pozostawiają nam wyboru: zabieramy chorym lek, pomimo że wiemy, jak bardzo go potrzebują. Czasami w praktyce decydujemy się na finansowanie leczenia biologicznego ze środków szpitala. Ale taka sytuacja ma miejsce niezwykle rzadko, bo jak wszyscy dobrze wiemy, tego właściwego finansowania brakuje w wielu obszarach i szpitali nie stać na takie wydatkowanie środków.

Biorąc pod uwagę kolejne fale pandemii i pojawiające się nowe mutacje wirusa, narasta problem pacjentów przerywających leczenie biologiczne z obawy przed zgłaszaniem się do szpitali na kolejne podania leku. Tym bardziej aktualna byłaby możliwość dostępu do podskórnej terapii dla tej grupy chorych. Jakie jest zdanie klinicystów w kwestii wyboru pomiędzy leczeniem dożylnym a podskórnym?

Oczywiście, jak wcześniej wspomniałam, terapia podskórna jest formą leczenia preferowaną przez klinicystów. Chorzy leczeni dożylnie kilka razy w miesiącu muszą przyjeżdżać do szpitala na wlewy leku.

Wiąże się to z koniecznością organizowania podróży, rezygnacji z pracy czy obowiązków społecznych. Problem ten był dla nas widoczny już przed pandemią COVID-19, ale teraz jest jeszcze bardziej aktualny.

Po uzyskaniu remisji choroby, lek podawany podskórnie moglibyśmy wydawać pacjentowi do domu, dzięki czemu chory nie musiałby pojawiać się tak często w szpitalu. W dobie pandemii moglibyśmy ograniczyć dzięki temu ryzyko zakażenia COVID-19, do którego może dojść nie tylko w szpitalu, ale także podczas podróży pacjenta. Chorzy, mając do dyspozycji terapię podskórną, nie rezygnowaliby także z terapii biologicznej w programie lekowym z uwagi na zagrożenie epidemiczne, co dziś nadal obserwujemy. Nasi pacjenci boją się o swoje zdrowie, boją się zakażenia koronawirusem, także z uwagi na to, że będąc w grupie chorujących przewlekle, narażeni są na ciężki przebieg zakażenia.

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że długo oczekiwane zmiany w programie nastąpią niebawem. Jeśli rzeczywiście zostaną wprowadzone od stycznia, co to będzie oznaczało dla klinicystów i pacjentów?

Jesteśmy bardzo wdzięczni wiceministrowi zdrowia Maciejowi Miłkowskiemu za zaangażowanie w sprawy chorych na NZJ i mamy nadzieję, że nowy rok przyniesie zapowiadane zmiany w programie lekowym. Zniesienie ram czasowych zmieni życie leczonych w programie pacjentów, dzięki osiągniętej remisji choroby unikną oni zaostrzeń i hospitalizacji. Zmiany zakończą koszmar chorych i obawy o możliwość ponownej kwalifikacji do programu lekowego, skuteczność ponownego leczenia. Nasi pacjenci dziś żyją w ogromnym lęku, martwiąc się tym, co będzie, gdy znów pozostaną bez dostępu do terapii i co wydarzy się, kiedy będą go ponownie potrzebować. Jedyne co jest dla nich pewne, to że prędzej czy później przyjdzie im zmierzyć się z zaostrzeniem choroby.

Dla nas, klinicystów, najważniejsze jest to, że po wprowadzeniu postulowanych zmian kolosalnie poprawi się sytuacja naszych chorych. Mniej pacjentów z NZJ będzie także wymagało hospitalizacji, a co za tym idzie swoje siły i zaangażowanie będziemy mogli przenieść na innych chorych potrzebujących naszej pomocy.

Dlaczego warto uzupełnić zapowiadane zmiany o formy podskórne leczenia biologicznego?

Dostęp do leczenia podskórnego umożliwia optymalizację terapii. Jeśli uda nam się doprowadzić do realizacji wnioskowanych przez nas zmian, chory będzie otrzymywał leczenie indukujące w szpitalu, a po wejściu w remisję dostanie leki podskórne, które będzie mógł stosować w domu. O takiej terapii marzą nasi pacjenci, ale także my, klinicyści.

Nie jest to sytuacja tylko „wygodniejsza” dla nas i dla chorych, ale generuje ona korzyści finansowe, zarówno dla pacjenta, jak i dla systemu. Chory nie musi na czas pobytu w szpitalu rezygnować z pracy, nie musi kilka razy w miesiącu ponosić kosztów związanych z podróżowaniem do szpitala. Ponadto leczenie podskórne nie wymaga hospitalizacji, chory nie zajmuje łóżka, nie musi być żywiony podczas leczenia. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że takie rozwiązanie jest korzystne kosztowo i zdrowotnie dla nas wszystkich.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Objawy zespołu jelita nadwrażliwego dotyczą coraz młodszych dzieci

Prof. Samborski: najpilniejszą potrzebą w reumatologii szybka ścieżka diagnostyczna

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.