Polski przemysł farmaceutyczny kontra pandemia

Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 26-05-2021, 20:01

Od wielu lat toczy się w Polsce dyskusja na temat bezpieczeństwa lekowego w kontekście m.in. braku dostępu do niektórych leków, przerywanego łańcucha dostaw substancji czynnych z rynku azjatyckiego, konieczności rozwoju segmentu badawczo-rozwojowego czy prób umocnienia krajowej branży farmaceutycznej poprzez uregulowania prawne i system odpowiednich zachęt gospodarczych. Czy pandemia COVID-19 pogłębiła problemy, z którymi od lat zmaga się polski przemysł farmaceutyczny? I wdrożenie jakich rozwiązań mogłoby poprawić bezpieczeństwo lekowe państwa?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

OPINIE

Mec. Julian Krzyżanowski: Z optymizmem patrzmy na strategię farmaceutyczną dla Europy

Mec. Julian Krzyżanowski, senior associate w kancelarii Baker McKenzie
Szymon Łaszewski

Pandemia COVID-19 ujawniła szereg problemów związanych z opieką zdrowotną w Polsce, ale przy okazji stała się przyczynkiem do dyskusji nad tym, co i jak należałoby zmienić. Niewątpliwie teraz widzimy na własne oczy, że stan zdrowia społeczeństwa powinien być priorytetem w działaniach rządu, ponieważ jest to kluczowy warunek zrównoważonego rozwoju i stabilnego funkcjonowania państwa. Ujawnione przez pandemię słabości systemu pokazują konieczność podjęcia konkretnych działań w celu optymalizacji jego funkcjonowania.

Niezależenie jednak od pandemii, od dawna prowadzimy w Polsce dyskusję na temat potrzeby uniezależnienia naszego rynku od dostaw leków z zagranicy. W tym celu od 5 lat, z mniejszą lub większą intensywnością, trwają pracę nad wprowadzeniem tzw. Refundacyjnego Trybu Rozwojowego (RTR), którego ideą miałoby być skłonienie zagranicznych przedsiębiorców do lokowania zakładów produkcyjnych w Polsce, w zamian za pewne korzyści związane z refundacją. Oczywiście, jeśli rząd faktycznie zaproponuje benefity, które skłonią inwestorów do takich działań, to niewątpliwie będzie to świetna wiadomość dla Polski. Niemniej jednak, samo to nie wystarczy, żebyśmy mogli mówić o jakimkolwiek uniezależnieniu.

Wydaje się mało prawdopodobne rozwiązanie problemu niedoborów leków — które przecież zdarzały się przed pandemią, w trakcie pandemii i na pewno zdarzać się będą i po niej — przez dany kraj samodzielnie, niezależnie od tego, jakich programów zachęcających do inwestycji by nie wdrożył. Dlatego też z pewnością należy patrzeć z optymizmem na strategię farmaceutyczną dla Europy. Unia dostrzegła bowiem konieczność uzyskania zdolności zaspokajania zapotrzebowania na leki, również w czasach kryzysu. Z całą pewnością zakładane przez wspomnianą strategię zainicjowanie usystematyzowanego dialogu pomiędzy organami publicznymi oraz podmiotami z branży farmaceutycznej, mające na celu określenie słabych punktów w globalnym łańcuchu dostaw, połączone z przewidzianymi na to dużymi środkami, powinno pozytywnie wpłynąć na europejski rynek farmaceutyczny. Nie wyobrażam sobie, żeby Polska na tym nie skorzystała.

I jeszcze spojrzenie na braki leków z nieco innej perspektywy. Zauważmy, że jak tylko pojawią się przejściowe problemy z produkcją czy dystrybucją jakiegoś leku, co ma przełożenie na polski rynek, inicjuje to lawinę informacji prasowych w tym zakresie oraz słów krytyki i obaw o losy pacjentów. Jednocześnie, już kilka miesięcy temu weszliśmy w swego rodzaju „tryb awaryjny”, przerzucając wszystkie siły i środki na walkę z COVID-19.

W konsekwencji, zapomniano że na ochronę zdrowia należy patrzeć jako na całość i nie doprowadzać do zaniedbywania pacjentów cierpiących na inne choroby niż COVID-19. Znaczącemu pogorszeniu uległa sytuacja chorych przewlekle, cierpiących na nowotwory oraz tych wymagających pilnych interwencji. Codziennie słyszymy o braku dostępu do różnych świadczeń medycznych, zabiegów, badań profilaktycznych czy diagnostyki. Oznacza to, że stopniowo — bo sytuacja ta trwa od pewnego czasu — do systemu ochrony zdrowia wróci wielu pacjentów, którzy nie zostali zdiagnozowani i leczeni na czas, z powikłaniami i progresją chorób. Poza oczywistymi argumentami medycznymi, ludzkimi, są też te ekonomiczne, m.in. wzrost zarówno kosztów pośrednich w przyszłości, jak i kosztów społecznych.

Prof. Marcin Czech: Kluczem do sukcesu jest współdziałanie

Prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Marcin Czech, kierownik Zakładu Farmakoekonomiki Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego
Archiwum

Polska nie ma dużych problemów z dostępnością do leków z listy podstawowej Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), a tym samym bezpieczeństwem lekowym w porównaniu z innymi krajami. Istnieje sprawny mechanizm sygnalizujący o tym, że pewnych leków może zabraknąć, tzw. lista antywywozowa i związany z nią wymiar penalizacyjny. Odpowiednie przepisy prawne, coraz sprawniej działające służby i silniejsze państwo sprawiają, że udaje się zatrzymać w kraju te leki, które są najbardziej potrzebne, a ich nielegalny wywóz pozostaje na niskim poziomie.

Inną kwestią jest sprawa wybuchających raz na jakiś czas kryzysów związanych z brakiem dostępu do pewnych substancji czynnych, produkowanych dla całej Unii Europejskiej w nielicznych fabrykach azjatyckich, np. w Chinach czy Indiach. Zwykle wynika to z zanieczyszczenia tych substancji, ale też przestojów w produkcji czy problemów z transportem, z czym mieliśmy do czynienia m.in. podczas kolejnych fali pandemii COVID-19. Odpowiedzią na te utrudnienia może być poszukanie większej liczby dostawców lub wręcz przeniesienie produkcji do Europy, w tym Polski. Oczywiście, wiązałoby się to z zastosowaniem droższych technologii, ale w zamian zagwarantowana zostałaby płynność nieprzerwanych dostaw. Jest to kwestia podnoszona w ostatnim czasie nie tylko przez Komisję Europejską, ale również polskie urzędy państwowe zarządzające gospodarką i rozwojem. Uważam, że kluczem do sukcesu jest współdziałanie.

Dystrybucja szczepionek przeciwko COVID-19 pokazuje, że Polska jest gotowa na działania w kryzysowych sytuacjach związane z zaopatrzeniem 
w leki. W tym konkretnym przypadku większym problemem są jak do tej pory opóźnienia w produkcji szczepionek przez firmy farmaceutyczne, co z kolei zakłóca proces szczepień w całej Europie, nie mówiąc już o Azji czy Afryce. Na przykładzie pandemii widać, jak Polska wpisuje się w globalny system bezpieczeństwa lekowego i myślę, że o tym wymiarze należy pamiętać.

Doświadczenia z chlorochiną i amantadyną, które zaczęły być stosowane jako leki przeciwcovidowe (bez dowodów na skuteczność w tym wskazaniu), pokazują, że nagłe zapotrzebowanie na niektóre produkty może sprawić, iż zacznie ich brakować w innych wskazaniach, w których do tej pory były używane. Myślę, że w takich sytuacjach powinny istnieć rządowe regulacje, najlepiej wypracowane na szczeblu europejskim, które pozwoliłyby zablokować określoną pulę leków najbardziej potrzebnych z punktu widzenia zdrowia publicznego.

Polskie firmy farmaceutyczne bazują na produkcji leków generycznych. Wynika to głównie z faktu, że nie mają takich środków na inwestycje jak międzynarodowe koncerny. Najbardziej liczący się gracze na tym rynku mają wyższe obroty niż PKB niejednego państwa na świecie, więc trudno się z nimi porównywać. Polska nie powinna mieć jednak kompleksów dotyczących „know-how”, innowacyjnych pomysłów, wykształcenia kadr czy wyposażenia fabryk. Myślę, że z takim zapleczem prędzej czy później będziemy brali udział w tej globalnej grze, chociaż raczej jako partner niż lider.

Już teraz tzw. małe czy średnie innowacje (np. łączenie różnych substancji czynnych w jednej tabletce, lepszy profil uwalniania się substancji czynnych) są z powodzeniem wdrażane przez polski przemysł farmaceutyczny. Co więcej, w Polsce testowane są w fazach przedklinicznych cząsteczki, które mogą okazać się przełomem m.in. w onkologii. Wiele z nich zostanie prawdopodobnie odkupiona przez gigantów rynku farmaceutycznego, przez których dalej będą rozwijane. Z takimi scenariuszami trzeba się liczyć, bo są to naturalne mechanizmy działania wolnego rynku. Jestem jednak przekonany, że przyjdzie taki czas, kiedy nasze laboratoria będą w stanie - samodzielnie lub w kooperacji - przeprowadzić cały proces wytworzenia i zarejestrowania innowacyjnych leków. Warto przy tym podkreślić, że już teraz widać olbrzymi potencjał rodzimego przemysłu do tworzenia leków biologicznych i bionastępczych (np. insuliny ludzkiej). Do tego są jednak potrzebne działania długofalowe, strategiczne oraz gospodarcze zachęty dla inwestorów. Jedną z nich powinno być wdrożenie refundacyjnego trybu rozwojowego (RTR), który z pewnością przyczyniłby się do zwiększenia bezpieczeństwa lekowego państwa.

Beata Małecka-Libera: Nie wystarczą już piękne hasła

Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia
Tomasz Pikuła

W 2018 r. Rada Ministrów przyjęła dokument „Polityka Lekowa Państwa 2018-2022”, określający priorytety działań rządu w zakresie gospodarowania lekami. Zawarte zostały w nim bardzo ważne postulaty, jednak ich realizacja pozostawia wiele do życzenia. Krajowy rynek farmaceutyczny od lat zabiega o to, aby pojawiły się zachęty ze strony państwa do rozwoju rodzimego przemysłu. Odbyło się wiele spotkań branży farmaceutycznej z Ministerstwem Rozwoju oraz Ministerstwem Zdrowia. Niestety, efektu tych rozmów nie widać. Tymczasem sama pandemia pokazała, jak ważne jest prowadzenie efektywnej polityki lekowej oraz zapewnienie bezpieczeństwa lekowego obywateli. Drogą do tego jest zarówno sama obecność w Unii Europejskie oraz przestrzeganie unijnych standardów, jak i wspieranie własnego przemysłu farmaceutycznego. Z pewnością obecnie ogromnym problemem jest m.in. produkcja oparta na cząsteczkach pochodzących z krajów azjatyckich, głównie Chin.

Duże zastrzeżenia budzi również realizacja ustawy refundacyjnej, która miała gwarantować 17 proc. budżetu NFZ na finansowanie świadczeń zapisanych w jego planie. W momencie, gdy ceny niektórych leków spadają, to zaoszczędzone pieniądze powinny być wykorzystywane m.in. na rozwój przemysłu farmaceutycznego w Polsce. Niestety, tak się nie dzieje. Brakuje zarówno wsparcia finansowego, jak i gwarancji oraz poczucia bezpieczeństwa, wynikającego z długoletnich planów gospodarczych, a tym samym przewidywalności sytuacji prawno-ekonomicznej dla inwestorów. Obecnie stoimy przed projektem Krajowego Planu Odbudowy. Są w nim co prawda zapowiedzi pomocy dla rynku farmaceutycznego, ale proponowana suma środków finansowych jest całkowicie nieadekwatna do potrzeb.

Kolejnym typowo polskim problemem jest tzw. resortowość. Każdy urząd ma swoje plany, ale brakuje dialogu. A nawet jeżeli już dochodzi do jakichś spotkań i uzgodnień, to nie przekładają się one na konkretne działania. Nie ma międzyresortowych zespołów oraz projektów, które wspierałyby branżę farmaceutyczną jako całość. W skład takich gremiów powinny wchodzić, poza przedstawicielami przemysłu, ministrowie odpowiedzialni odpowiednio za zdrowie, gospodarkę i innowacje. W ustawie o zdrowiu publicznym z 2015 r. była mowa o komitecie sterującym, który miał nadzorować projekty międzyresortowe, ale zapis ten nie został przekuty w żadne skuteczne działania.

Tymczasem wyzwań jest coraz więcej i konieczne staje się podjęcie realnych kroków, które zapewniłyby m.in. bezpieczeństwo lekowe państwa. Nie wystarczą już piękne hasła — trzeba zacząć działać! Pandemia odkryła wszystkie bolączki, z jakimi zmaga się polski system ochrony zdrowia, w tym niedofinansowanie, niedostateczną liczbę personelu medycznego, brak ciągłości pewnych projektów i programów. Przykładem tego jest m.in. „Polityka Lekowa Państwa 2018-2022”, która jest w swoim założeniu dokumentem dobrym, ale niestety martwym.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.