Polaków można przekonać do szczepień lepszą komunikacją

Oprac. Emilia Grzela
opublikowano: 08-07-2021, 17:52

Jak pandemia COVID-19 wpłynęła na zaufanie do idei szczepień? Co wiemy na temat szczepionek przeciwko SARS-CoV-2? O tym m.in. dyskutowali zaproszeni przez „Puls Medycyny” eksperci podczas debaty „Nauka kontra antyszczepionkowcy: jak przekonać Polaków do szczepień?”.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Zaproszenie do wirtualnego studia przyjęli:

  • dr hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski, specjalista w dziedzinie wirusologii, mikrobiologii i diagnostyki laboratoryjnej, adiunkt w Katedrze i Zakładzie Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego;
  • dr n. med. Konstanty Szułdrzyński, specjalista w dziedzinie chorób wewnętrznych oraz anestezjologii i intensywnej terapii, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie;
  • Mariusz Błaszczyk, kierownik Banku Dawców Szpiku Fundacji Urszuli Jaworskiej;
  • Juliusz Krzyżanowski, adwokat z kancelarii prawnej Baker McKenzie.

Skuteczność i bezpieczeństwo preparatów wciąż badane

W dobie pandemii COVID-19 temat szczepień ochronnych, już wcześniej wywołujący spore emocje, stał się szczególnie gorący. Szczepienia przeciwko SARS-CoV-2 są naszą szansą na powrót do względnej normalności, ale nadal nie wszyscy Polacy ufają w ich skuteczność i bezpieczeństwo.

– Badania nad bezpieczeństwem poszczególnych preparatów oraz ich skutecznością w odniesieniu do kolejnych mutacji SARS-CoV-2 nadal trwają. Czy może pojawić się taki wariant koronawirusa, przed którym dostępne szczepionki nie będą chronić? Tak, ale jesteśmy w stanie zareagować na taką sytuację bardzo szybko. Dotyczy to zwłaszcza preparatów mRNA. Powstają one na drukarkach mRNA, czyli syntezatorach nukleotydów sprzężonych z komputerem. Jeśli więc będziemy znali sekwencję nowego wariantu SARS-CoV-2, będziemy również w stanie dostosować do tego preparat – wyjaśnił dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.

Ekspert poinformował, że właśnie w taki sposób zareagowała firma Moderna, której specjaliści zaobserwowali zmniejszoną o 70 proc. skuteczność swojego preparatu względem południowo-afrykańskiego wariantu wirusa. „Producent wdrożył wówczas do kolejnej partii produkcyjnej innowację, polegającą na wprowadzeniu sekwencji białka kolca tej mutacji, przez co preparat znacząco zyskał na skuteczności” – dodał wirusolog.

Celem uzyskanie odporności populacyjnej

Inną, często powracającą wątpliwością, zgłaszaną także przez osoby z wykształceniem medycznym, jest sama decyzja o nadaniu szczepieniom przeciwko COVID-19 masowego charakteru. Czy nie byłoby właściwe ograniczenie ich wyłącznie do populacji wysokiego ryzyka?

– Tego rodzaju postępowanie wydaje się nie być zasadne, ponieważ nie wszystkie osoby z grup obarczonych ryzykiem ciężkiego przebiegu COVID-19 i śmierci, są w stanie poddać się szczepieniu. W związku z tym, aby uchronić je przed zakażeniem, a nawet przedwczesnym zgonem, należy ograniczyć transmisję SARS-CoV-2, a jedynym na to sposobem jest uzyskanie odporności populacyjnej. W kontekście nowych mutacji koronawirusa należy dodać, że odporność uzyskana po przechorowaniu COVID-19 w wyniku zakażenia daną mutacją, nie zapewni całkowitej ochrony przed kolejnymi. Najskuteczniejszym sposobem na zahamowanie rozprzestrzeniania się nowych wariantów, potencjalnie bardziej zakaźnych i niebezpiecznych, jest wyszczepienie jak największej części polskiej populacji, zwłaszcza że obecnie szczepionka jest powszechnie dostępna – podkreślił dr Konstanty Szułdrzyński.

Z kolei zupełnie innym zagadnieniem jest to, w jaki sposób zachęcić ludzi do szczepień. - Wiadomo, że chęć do szczepień wzrasta wraz z subiektywnym odczuciem zagrożenia związanego z epidemią. Niestety, nie obserwujemy na dużą skalę efektu solidarności społecznej w Polsce. W jaki sposób to zmienić? Przede wszystkim walcząc z dość szkodliwymi mitami dotyczącymi rzekomego ryzyka wynikającego z poddania się szczepieniu, jak również z nieprawdziwymi informacjami o eksperymentalnym charakterze szczepień – wskazał dr Konstanty Szułdrzyński.

Problem w komunikacji na linii lekarz-pacjent

Podejmując decyzję o zaszczepieniu się przeciwko COVID-19, wiele osób konfrontuje informacje płynące z różnych źródeł. Niebagatelną rolę mają tu do odegrania lekarze, w tym przede wszystkim specjaliści medycyny rodzinnej. Okazuje się jednak, że komunikacja pacjent-lekarz nie zawsze przebiega modelowo.

– Największą barierą w prawidłowej komunikacji lekarzy z pacjentami jest brak czasu. Wszyscy doskonale znamy realia praktyki lekarskiej i pracy w gabinecie, a więc zdajemy sobie sprawę, że każdego dnia lekarz przyjmuje wielu pacjentów, przez co czas przeznaczony na jedną wizytę siłą rzeczy się skraca. W mojej ocenie, to właśnie jest źródło wszelkich problemów komunikacyjnych na linii pacjent-lekarz. W ramach działań podejmowanych przez Fundację Urszuli Jaworskiej od dość dawna zajmujemy się zagadnieniem prawidłowej komunikacji medyków z chorym, czego efektem były choćby warsztaty dla pacjentów. Staramy się ich przekonywać, że do każdej lekarskiej konsultacji warto się przygotować, np. zastanowić, o co chcemy lekarza zapytać i w jaki sposób opiszemy swoje dolegliwości. Przy ograniczonym czasie na wizytę powinno to znacznie ułatwić rozmowę – tłumaczył Mariusz Błaszczyk.

Jego zdaniem, w toku studiów nadal zbyt mały nacisk kładzie się na wykształcenie w młodych lekarzach umiejętności komunikacji, medycy uczą się jej więc dopiero w praktyce. Warto byłoby uzupełnić ofertę kształcenia podyplomowego o zagadnienia związane właśnie z tym obszarem.

Bezprecedensowa mobilizacja do opracowania szczepionki

W kontekście rzetelnego informowania o stosowanych preparatach dr Dzieciątkowski wielokrotnie w trakcie debaty podkreślał, że obawy przed niewystarczającym potwierdzeniem profilu bezpieczeństwa szczepionek przeciwko COVID-19 są nieuzasadnione. Technologia, na podstawie której je opracowano, jest od lat doskonale znana.

– Ani szczepionki mRNA, ani wektorowe nie są nowością. Koncepcja szczepionek mRNA ma już ponad 20 lat, szczepionek wektorowych ok. 40. Preparaty tego typu, zwłaszcza wektorowe, były nawet wykorzystywane klinicznie w leczeniu chorób nowotworowych. Fakt, że dotychczas nie zostały zarejestrowane, wynikał wyłącznie z braku opłacalności ich produkcji dla nielicznej populacji pacjentów. Istotnie, bezprecedensowemu skróceniu uległy badania kliniczne nad preparatami, co było wypadkową kilku czynników. Przede wszystkim można było wykorzystać wiedzę z pracy nad szczepionkami przeciwko innym koronawirusom o potencjale epidemicznym, takim jak SARS-CoV-1, której dostarczyły badania przedkliniczne. Znacznie przyspieszyło to proces badawczy – wyjaśnił ekspert.

Przypomniał, że jednym z czynników, który zawsze ogranicza tempo badań klinicznych, jest skromne finansowanie. - W sytuacji zagrożenia dla zdrowia publicznego o takich rozmiarach jak pandemia COVID-19 zdobycie pieniędzy nie stanowiło jednak problemu. O wiele łatwiej było także zgromadzić pacjentów chętnych do udziału w badaniach, co w zwyczajnych warunkach także nie jest najłatwiejsze. Warto podkreślić, że o ile standardowo w trzeciej fazie badań klinicznych różnych preparatów i szczepionek bierze udział zazwyczaj kilka tysięcy osób, to w przypadku badań nad poszczególnymi szczepionkami przeciwko SARS-CoV-2 było to od kilku do kilkunasty tysięcy osób – podkreślił dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.

Znacznemu skróceniu uległ również proces rejestracji i dopuszczenia do użytku preparatów. Przed pandemią COVID-19 tego rodzaju procedura trwała nawet 18 miesięcy, tymczasem w przypadku szczepionki przeciwko SARS-CoV-2 skrócono ją do kilku tygodni. Zdaniem wirusologa, to duże usprawnienie, które powinno na stałe wejść do praktyki, także w warunkach postpandemicznych.

Zasadność immunizacji dzieci

Mimo potwierdzonej wiedzy o poszczególnych preparatach, wiele kontrowersji i emocji wzbudza kwestia zasadności i bezpieczeństwa objęcia szczepieniami populacji dziecięcej.

– Częstość ciężkich przebiegów i powikłań odległych COVID-19 u dzieci, głównie osławionego zespołu PIMS, wciąż jest wyższa niż częstość niepożądanych odczynów poszczepiennych, zwłaszcza tych o cięższym przebiegu. W związku z tym porównanie korzyści i ryzyka związanego ze szczepieniem wypada zdecydowanie na korzyść szczepionek. Drugim argumentem przemawiającym za zasadnością szczepień dzieci i młodzieży jest konieczność uzyskania wspomnianej już odporności populacyjnej. Aby to osiągnąć, nie możemy pominąć żadnej z grup wiekowych, zwłaszcza takiej charakteryzującej się dużą częstością i intensywnością kontaktów społecznych – uświadomił dr Konstanty Szułdrzyński.

Czy jesteśmy zatem blisko objęcia szczepieniem także młodszych dzieci?

– W mojej ocenie, do końca 2021 r. możemy spodziewać się wyników badań klinicznych. Na razie nic nie wskazuje na to, aby profil bezpieczeństwa i skuteczność preparatów przeznaczonych dla młodszych dzieci miały się różnić od szczepionek stosowanych w starszych grupach wiekowych. Jeśli badania kliniczne ostatecznie to potwierdzą, a Rada Medyczna, działająca dziś przy premierze Morawieckim, nadal będzie istniała, wówczas zapewne zarekomendujemy także szczepienie młodszej populacji. W kwestii masowych szczepień przeciwko SARS-CoV-2 ponosimy niestety porażkę nie tyle na polu badań, co komunikacji ze społeczeństwem. Media społecznościowe zostały zdominowane przez antyszczepionkowców, a poziom agresji skierowanej pod adresem osób promujących ideę szczepień jest zdumiewająco wysoki – przyznaje anestezjolog.

Akcentuje, że ogromną rolę mają tu do odegrania lekarze rodzinni, do których społeczne zaufanie jest bardzo wysokie. - Chciałbym zwrócić również uwagę na fakt, że Polska jest jednym z niewielu krajów europejskich, który nie ma powszechnego programu promocji zdrowia, obejmującego też działania medialne. Co więcej, w mediach publicznych, zobowiązanych do realizacji misji, emitowane były jeszcze niedawno programy o wydźwięku jednoznacznie antyszczepionkowym – zauważył dr Konstanty Szułdrzyński.

Bilans zysków i strat

Propozycją systemowego rozwiązania, które miałoby wzmocnić społeczne zaufanie do szczepień, była informacja o stworzeniu Funduszu Kompensacyjnego. Pomysł pojawił się już w 2018 r. w dokumencie „Polityka lekowa państwa”. Nie zostały jednak wówczas sprecyzowane konkretne założenia funduszu.

– W przypadku wystąpienia działań niepożądanych w wyniku podania szczepionki i związanych z tym powikłań oraz konieczności hospitalizacji pacjenci będą mogli występować o przyznanie świadczenia kompensacyjnego – wyjaśniał adwokat Juliusz Krzyżanowski. – Wbrew europejskiemu standardowi, środki w ramach Funduszu Kompensacyjnego będą pochodziły głównie z wpłat wnoszonych przez firmy farmaceutyczne w wysokości uzależnionej procentowo od wartości umów na dostarczanie preparatów. Celem stworzenia funduszu jest zachęcenie Polaków do szczepień i możliwość uzyskania takiego świadczenia związane będzie nie tylko ze szczepieniami przeciwko SARS-CoV-2, ale także powikłaniami po szczepieniu preparatami zawartymi w obowiązkowym kalendarzu szczepień ochronnych. Budzi to moje wątpliwości, ponieważ wiele szczepionek obowiązkowych stosowanych jest od lat bez większych wątpliwości co do ich niepożądanych działań.

Prawnik zauważa, że trochę inaczej wygląda to w przypadku COVID-19, gdzie mieliśmy do czynienia z warunkowym dopuszczeniem większości preparatów. - Polski regulator, dopuszczając szczepionki do obrotu, niejako gwarantuje ich bezpieczeństwo, choć oczywiście pewne ryzyko wystąpienia działań niepożądanych istnieje zawsze i w przypadku podania każdego leku. Moim zdaniem, powinniśmy sprawdzić działanie Funduszu Kompensacyjnego na przykładzie szczepień przeciwko SARS-CoV-2 i dopiero wówczas, gdy uznamy to rozwiązanie za zasadne i prawidłowo funkcjonujące, rozszerzyć możliwość uzyskania świadczeń kompensacyjnych na przypadki działań niepożądanych po podaniu preparatów przeciwko innym chorobom zakaźnym – ocenił Juliusz Krzyżanowski.

Jak dodał, jednym ze skutków stworzenia Funduszu Kompensacyjnego może być zwiększenie liczby potencjalnych roszczeń, która do tej pory była stosunkowo niewysoka, a przyznanie takiego świadczenia może być potraktowane jako swego rodzaju prejudykat. Ponadto wątpliwość eksperta wzbudza fakt przerzucenia kosztów wypłaty świadczeń kompensacyjnych na firmy farmaceutyczne, w sytuacji gdy to odpowiednie organy administracji państwowej podejmują ostateczną decyzję o dopuszczeniu technologii lekowych do obrotu. Tym bardziej, że projekt funduszu zakłada wypłatę świadczeń w powiązaniu z wystąpieniem działań niepożądanych, które wskazane są w charakterystyce produktu leczniczego.

Dr hab. Tomasz Dzieciątkowski zauważył, że zjawisko niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP) istniało zawsze i nie ma możliwości jego zupełnego wyeliminowania, ponieważ żadna technologia lekowa nie jest całkowicie wolna od związanego z jej zastosowaniem ryzyka działań niepożądanych.

– W większości przypadków odnotowane dotychczas odczyny poszczepienne przebiegały łagodnie. Wiele z nich manifestowało się jedynie bólem, zaczerwienieniem i obrzękiem w miejscu wkłucia. Czasem, głównie po podaniu szczepionek wektorowych, towarzyszyły temu objawy ogólnoustrojowe, najczęściej podwyższona temperatura, uczucie rozbicia, bóle głowy i symptomy grypopodobne. NOP o ciężkim przebiegu zdarzają się naprawdę rzadko – poinformował specjalista.

Przypomniał, że jeszcze kilka miesięcy temu głośna była sprawa przypadków wstrząsu anafilaktycznego po podaniu preparatu firmy Pfizer. - Dokładniejsze analizy potwierdziły jednak, że częstość występowania takiej reakcji waha się od 6 do 11 przypadków na milion podanych dawek. Dla porównania warto przypomnieć, że częstość występowania wstrząsu anafilaktycznego po podaniu domięśniowo penicyliny to 3 do 4 przypadków na 10 000 podanych dawek. Wiele emocji wzbudziła także kwestia epizodów zakrzepowo-zatorowych po zastosowaniu szczepionki producenta AstraZeneca. Do kwietnia na terenie Wielkiej Brytanii zgłoszono 79 takich przypadków (w tym 19 zakończonych zgonem) na ok. 6 milionów podanych dawek – wskazał dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.

Merytoryczne argumenty mają siłę przebicia

Eksperci zgodzili się co do tego, że z osobami sceptycznie nastawionymi do szczepień należy podejmować dyskusję opartą na merytorycznych, zrozumiale przedstawionych argumentach.

– Skutecznym sposobem na przekonanie sceptyków może być przywołanie danych statystycznych dotyczących m.in. liczby wspominanych niepożądanych odczynów poszczepiennych czy pacjentów, którzy brali udział w badaniach klinicznych nad poszczególnymi preparatami. Skalę zagrożenia, jakie stwarza COVID-19, warto pokazać w mniej abstrakcyjny sposób i powołać się na liczbę zgonów, przypadków ciężkich powikłań i jednocześnie zestawić je z niską liczbą przypadków powikłań po szczepieniu. Zaprezentowane w ten sposób twarde informacje powinny trafić do wielu sceptyków – przekonywał Mariusz Błaszczyk.

Odwołał się do przykładu z własnej działalności. - Na podstawie mojego doświadczenia, nabytego w prowadzonym przez Fundację Urszuli Jaworskiej punkcie wsparcia dla mieszkańców warszawskiej Pragi, mogę stwierdzić, że często ten deklarowany sceptycyzm nie jest poparty silnym przekonaniem. W wielu przypadkach wystarczy dłuższa, spokojna i merytoryczna rozmowa, by go rozwiać. Z perspektywy lekarza ważne jest, aby nie respektując wątpliwości pacjenta, trzymał się merytoryki i nie dał się sprowokować do emocjonalnej dyskusji – wskazał Mariusz Błaszczyk.

O ile jednak osoby wyrażające wątpliwości co do zasadności szczepień można przekonać rzetelnie przedstawionymi argumentami, to, jak zauważyli eksperci, o wiele trudniej jest dyskutować z osobami prezentującymi postawy jawnie antyszczepionkowe.

– To osoby, które podważają koncepcję szczepień ochronnych jako takich i często swoimi wypowiedziami podgrzewają społeczne emocje. Rozmowa z nimi jest bardzo trudna, o ile w ogóle możliwa, dlatego że będą one podważały w sposób absolutnie irracjonalny wszystkie przedstawione im dowody naukowe z wykorzystaniem argumentów m.in. o spisku światowego rządu. Tego rodzaju dyskusja wydaje się więc całkowicie bezprzedmiotowa – dodał dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.

Niestety, jak zauważył dr Konstanty Szułdrzyński w podsumowaniu dyskusji, podobne postawy można zaobserwować także wśród osób o medycznym wykształceniu. Zdaniem eksperta, promowanie przez medyków idei antyszczepionkowych – jednoznacznie sprzecznych z wiedzą medyczną – to zachowanie, którego nie powinno akceptować ani środowisko medyczne, ani organy odpowiedzialności zawodowej.

ZAPIS całej debaty dostępny jest pod tym linkiem: Konferencja “Polityka lekowa”. Jak przekonać Polaków do szczepień [WIDEO]

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.