Polak o pracy ratownika medycznego w Anglii: szykujemy się do strajku

opublikowano: 09-12-2022, 13:34

O zbliżającym się strajku pracowników brytyjskiego systemu ochrony zdrowia NHS rozmawiamy z Pawłem Bednarenko, ratownikiem medycznym pracującym w Wielkiej Brytanii, autorem bloga „Ratownik na Wyspach”. Przedstawiciele tego zawodu chcą walczyć o podwyżki płac, mimo że początkujący ratownik zarabia tam - w przeliczeniu - ponad 75 zł za godzinę pracy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W Wlk. Brytanii będą protestowały pielęgniarki, ratownicy medyczni, pozostali pracownicy szpitali, a od stycznia do akcji włączą się junior doctors, czyli lekarze stażyści.
W Wlk. Brytanii będą protestowały pielęgniarki, ratownicy medyczni, pozostali pracownicy szpitali, a od stycznia do akcji włączą się junior doctors, czyli lekarze stażyści.
Fot. Adobe Stock
  • Jeszcze w grudniu ratownicy medyczni z Wielkiej Brytanii włączą się do protestu pracowników National Health Service (NHS), czyli systemu publicznej służby zdrowia.
  • Ratownicy będą walczyć o podwyżki płac. Postulują 15 proc. wzrost wynagrodzeń lub 2 funty więcej za godzinę pracy, w zależności od tego, która opcja będzie korzystniejsza dla pracownika.
  • Obecnie początkujący ratownik medyczny (paramedic) może liczyć na 13,81 funta za godzinę pracy (ponad 75 zł za godzinę).
  • Protestować będą także pielęgniarki, a od stycznia do akcji protestacyjnej mają włączyć się lekarze-stażyści.
  • “Wcześniej, przez kilkanaście lat, pracowałem w polskim pogotowiu. I przyznam, że nie wyobrażam już sobie powrotu do zawodu w moim rodzinnym kraju” - mówi “Pulsowi Medycyny” Paweł Bednarenko, ratownik medyczny od ponad 6 lat pracujący w Wielkiej Brytanii.

15 i 20 grudnia odbędą się strajki pielęgniarek NHS w Anglii, Walii i Irlandii Północnej. Do protestu jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia zdecydowali się dołączyć ratownicy medyczni.

Puls Medycyny: Jakie są postulaty tej grupy zawodowej?

Paweł Bednarenko: Przede wszystkim finansowe. Pomiędzy 2010 a 2017 rokiem była nałożona blokada na wzrost wynagrodzeń dla pracowników służb publicznych, w tym dla pracowników brytyjskiego systemu ochrony zdrowia (NHS). Nasze płace w tych latach nie mogły rosnąć więcej niż 1 proc. w skali roku. Jednocześnie płaca minimalna wzrosła na przestrzeni tych 7 lat o kilkadziesiąt procent. Tolerowaliśmy tę sytuację przez ostatnie lata, jednak potem nastał czas pandemii. Był to dla nas trudny okres, pełen stresu, na początku nie wiedzieliśmy, „z czym się je” tego tajemniczego, nowego wirusa. Każdy bał się o swoją rodzinę, swoje życie. Jednak mimo to stanęliśmy na pierwszej linii frontu. I kiedy w innych krajach personel dostawał dodatki covidowe, nasze stawki pozostały bez zmian.

Dodatkowo rząd zdecydował, że minimalna stawka za pracę od 1 kwietnia 2023 wzrośnie z 9 funtów i 50 pensów do 10 funtów i 41 pensów. To bardzo duży wzrost, z którego skorzysta sporo osób, ale… nie ratownicy. Dlaczego? Bo płaca minimalna początkującego ratownika medycznego (paramedic) to 13.81 funta na godzinę. Z kolei osoby pracujące jako emergency call handler (osoby po kilkutygodniowym kursie rozpoczynające pracę przy odbieraniu zgłoszeń z numeru 999), początkowo zarabiają 11.12 funta za godzinę pracy. Oni także nie skorzystają zatem z podwyżek płacy minimalnej. I dojdzie do sytuacji, w której osoba pracująca w dyspozytorni pogotowia ratunkowego, gdzie wykonuje niezwykle stresującą i odpowiedzialną pracę, jaką jest przyjmowanie zgłoszeń, zarobi niewiele więcej, niż np. osoba sprzątająca biura.

Do tego wszystkiego rząd zapowiedział kolejną blokadę na wynagrodzenia w sektorze publicznym. Ma do niej dojść po 1 kwietnia 2023 r. i wówczas nasze płace przez kolejne dwa nie będą mogły rosnąć bardziej niż 2 proc. rocznie.

Z perspektywy Polski warunki pracy ratowników w Anglii nadal mogą wydawać się atrakcyjne…

Trawa zawsze wydaje się bardziej zielona po drugiej stronie chodnika. Inflacja w Wielkiej Brytanii również szaleje. W maju 2021 r. mój miesięczny rachunek za gaz i prąd wynosił 40 funtów. Dzisiaj, przy takim samym zużyciu, wynosi 160 funtów. Ceny jedzenia poszły niewyobrażalnie w górę. Jeszcze rok temu 2 litry mleka można było kupić w sklepie za 1 funta, obecnie jest to 1.65. Większość produktów żywnościowych jest droższa o ok. 50 proc. To wszystko spowodowało, że większość pracowników służby zdrowia zaczęła mieć problemy finansowe. Z sytuacji, kiedy można było sobie pozwolić na odłożenie co miesiąc jakiejś sumy, doszliśmy do realiów, w których nie sposób sobie na to pozwolić. Ludzie, którzy nigdy nie brali nadgodzin, stopniowo zaczęli brać więcej dyżurów, aby móc związać koniec z końcem.

Ratownicy odchodzą z zawodu?

Odchodzą z publicznej służby zdrowia, czyli NHS, do placówek prywatnych, gdzie mogą liczyć na zdecydowanie bardziej konkurencyjne zarobki. Obecne warunki finansowe w NHS trudno uznać za atrakcyjne dla osoby, która kończy 3-letnie studia jako ratownik medyczny, a ma do spłaty kredyt studencki opiewający na 35 tys. funtów. Kiedy ja rozpoczynałem pracę w Wielkiej Brytanii, różnica między pensją minimalną a pensją początkującego paramedyka (procentowo) była dużo większa i wynosiła ponad 50 proc. minimalnego wynagrodzenia. Na chwilę obecną to jest 30 proc., a jeżeli nic się nie zmieni, to w kwietniu przyszłego roku będzie to już tylko 20 proc.

Jak duży zasięg będzie miała grudniowa akcja protestacyjna?

Zanim podjęto decyzję o proteście, odbyło się referendum strajkowe. Wypowiadaliśmy się, czy jesteśmy za, czy przeciwko strajkowi. Ponad 90 proc. osób, które wzięło udział w referendum, opowiedziało się za protestem. Będą protestowały pielęgniarki, ratownicy medyczni, pozostali pracownicy szpitali. Wiadomo już, że od stycznia do akcji włączą się także junior doctors, czyli lekarze stażyści.

O jakie podwyżki stoczy się walka?

Mój związek zawodowy stawia żądania 15 proc. wzrostu wynagrodzenia lub 2 funtów więcej na godzinę, w zależności od tego, która opcja będzie korzystniejsza dla pracownika. Myślę, że będzie postulowane także skrócenie wieku emerytalnego dla ratowników medycznych do 60 lat - podobnie, jak ma to miejsce w przypadku policjantów czy strażaków. Obecnie wiek emerytalny kobiet i mężczyzn w Wielkiej Brytanii wynosi 67 lat. Teraz jest dużo ratowników w starszym wieku, którzy mimo to pracują w zespołach wyjazdowych. Natomiast jeżeli chcą, to mogą aplikować o inną posadę, np. jako instruktor. Jednak dużo moich kolegów wybiera pozostanie w ZRM.

Wróćmy jeszcze na chwilę do realiów pracy ratowników medycznych w Wielkiej Brytanii. Jak wygląda wasza codzienna praca?

Plusem jest to, że mamy duże wsparcie ze strony przełożonych. W każdej chwili, gdy potrzebuję konsultacji, mogę zadzwonić po poradę. Dodatkowo w brytyjskim pogotowiu obowiązują jasne i czytelne standardy postępowania, które sprawiają, że pracując jako ratownik medyczny, człowiek czuje się chroniony przed ewentualnymi roszczeniami. W porównaniu do Polski nieco lepsza jest też organizacja opieki nad pacjentem. Możemy chorego przekazać nie tylko do szpitalnego oddziału ratunkowego, ale także do jego lekarza rodzinnego czy lekarza opieki całodobowej. Co na minus? Tutejszy system opieki zdrowotnej jest zdecydowanie przeciążony, za mało jest zespołów ratownictwa medycznego.

Od jak dawna pracuje pan w angielskim pogotowiu?

Jako ratownik od 6,5 roku. Wcześniej, przez kilkanaście lat, pracowałem w polskim pogotowiu. I przyznam, że nie wyobrażam już sobie powrotu do zawodu w moim rodzinnym kraju. Dlaczego? Najlepiej zobrazuje to anegdota: jakiś czas temu byłem w Polsce i zaszła potrzeba, by do mojej babci wezwać pogotowie. Miała ciężką infekcję, była po złamaniu kości udowej, sama za bardzo nie była się w stanie poruszać. Okazało się, że w zespole, który przyjechał na miejsce, byli moi dawni koledzy z pracy. Po badaniach podjęli decyzję, że zabierają babcię do szpitala, a że jest ona osobą sporo ważącą, to chciałem kolegom pomóc i zacząłem zastanawiać się, jak ją przenieść z łóżka na nosze, by nie obciążać naszych kręgosłupów. Koledzy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem i śmiejąc się powiedzieli, że to dłużej potrwa i będziemy blokować zespół, więc oni pacjentkę raz dwa podniosą „z krzyża”. Dla mnie takie zachowanie było już nie do przyjęcia, bo w Wielkiej Brytanii bardzo dba się o bezpieczeństwo pracy. I luk w systemie nie łata się kosztem narażania zdrowia ratowników. Kolejny przykład: normą jest wsparcie psychologiczne dla ratowników, którzy brali udział w traumatycznym wyjeździe. Bywamy świadkami tragicznych wypadków z udziałem dzieci, jesteśmy zwykle pierwsi na miejscu różnych katastrof. Czasem trudno sobie z tym poradzić. W Anglii działa system wzorowany na rozwiązaniach sprawdzonych w wojsku. Po powrocie z trudnego wyjazdu każdy może poprosić o rozmowę z ratownikiem mającym przeszkolenie psychologiczne. Co więcej, propozycja takiej rozmowy pada też wtedy, gdy koordynatorzy wiedzą, że braliśmy udział w jakiejś trudnej akcji. I jeśli mamy taką potrzebę, to z „marszu” mamy do dyspozycji dwie godziny na dialog „od serca”. Co ważne, z kolegą po fachu, który rozumie specyfikę tej pracy. Jeżeli zauważy on tzw. czerwone flagi, czyli symptomy świadczące o tym, że ratownik może mieć depresję, doznał traumy, jest w silnym stresie, cierpi na bezsenność, to możliwa jest także pomoc psychologa. Jeżeli tych flag nie ma, to po miesiącu odbywa się kolejna rozmowa, by mieć pewność, że ratownik „przepracował” tę trudną sytuację. To sprawdzony system, który dobrze działa. Co więcej, kwestie dobrostanu psychicznego nie są tutaj tematem tabu. Wszyscy zdają sobie sprawę, że zawód ratownika medycznego jest jednym z najniebezpieczniejszych. Nie tylko ze względu na ryzyko doznania agresji fizycznej czy psychicznej, ale m.in z powodu dużej liczby samobójstw wśród ratowników.

Rozmawiała: Ewa Kurzyńska

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.