Pacjenci cierpią na alergie do niedawna w Polsce nieznane

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 02-05-2022, 09:07

Obserwujemy nie tylko większą zachorowalność na różnorakie alergie, ale też widzimy zmianę ich charakteru czy stopnia ciężkości. Częstsza jest np. anafilaksja. Ciekawym zjawiskiem jest zmiana ekspozycji na nowe alergeny. To dotyczy zarówno alergenów pokarmowych, jak i wziewnych. W tym drugim przypadku mierzymy się ze skutkami ocieplenia klimatu — podkreśla prof. Maciej Kupczyk, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O KIM MOWA
Fot. Archiwum

Dr hab. n. med. Maciej Kupczyk, profesor uczelni, jest specjalistą chorób wewnętrznych, chorób płuc i alergologii, pracownikiem Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, prezydentem Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

Czy to prawda, że z powodu zmian klimatu w Polsce diagnozowane są dziś alergie, które jeszcze kilka dekad temu nie występowały?

Mówiąc o chorobach alergicznych, mówimy już o pandemii. Tak duży jest wzrost występowania uczuleń. I rzeczywiście, obserwujemy nie tylko większą zachorowalność na różnorakie alergie, ale też widzimy zmianę ich charakteru czy stopnia ciężkości. Częstsza jest np. anafilaksja, o czym bardziej szczegółowo opowiem za chwilę. Ciekawym zjawiskiem jest zmiana ekspozycji na nowe alergeny. To dotyczy zarówno alergenów pokarmowych, jak i wziewnych. W tym drugim przypadku mierzymy się ze skutkami ocieplenia klimatu. Dziś w Polsce występują rośliny typowe raczej dla południa Europy. Najlepszym przykładem jest uczulenie na ambrozję, roślinę, która kiedyś w ogóle nie występowała na terenie naszego kraju. Obecnie ten ekspansywny, silnie uczulający chwast jest spotykany u nas coraz powszechniej. W efekcie będziemy obserwowali wzrost częstości występowania alergenu, jakim jest pyłek ambrozji, co sprawi, że uczulenie na niego stanie się w przyszłości problemem istotnym klinicznie.

Z powodu ocieplenia zmienia się flora. A fauna? Pojawiają się nowe owady, których jad może nas uczulać?

Tak, oczywiście. Dodam jeszcze, że zmiany klimatu to nie tylko pojawienie się na naszej szerokości geograficznej nowych roślin, ale też wydłużenie okresu wegetacji. A to oznacza w wielu przypadkach dłuższą ekspozycję na niektóre alergeny. Z tego powodu pacjenci uczuleni na pyłki będą mieli dłużej objawy. Wracając jednak do świata fauny: bardzo uważaliśmy na potencjalne alergeny, jakimi są jady owadów błonkoskrzydłych. Wywołana przez nie alergia może stanowić zagrożenie dla życia pacjenta. Do tej pory mieliśmy w Polsce prawie wyłącznie problem z uczuleniem na jad pszczoły i osy. Tymczasem zaczynają się pojawiać alergie na klecanki — owady, które występowały w Europie Południowej, a nie środkowej.

Zmienia się także obraz alergii pokarmowych. To skutego tego, że dziś bez trudu można kupić owoce morza czy egzotyczne owoce, które kiedyś były dostępne tylko okazjonalnie i nielicznym?

Na naszych stołach zagościły powszechnie potrawy, które jeszcze pokolenie wcześniej były praktycznie niedostępne. Zasada rozwoju alergii, czyli mechanizmów powstawania nadwrażliwości, jest taka, że u pacjenta z predyspozycją do uczuleń musi być ekspozycja na potencjalny alergen. Jeśli mamy zmianę nawyków żywieniowych, dostęp do innych produktów, które nie były wcześniej powszechne, to z czasem mogą pojawić się nowe uczulenia. Alergie pokarmowe zależą od tego, co dominuje w diecie, ale też od wieku pacjenta. U dzieci ten obraz jest nieco inny, bo jako przyczyna alergii pokarmowej dominują białka mleka krowiego, jajko, ewentualnie soja. Dopiero później coraz większą rolę odgrywają inne alergeny, np. pszenica, orzeszki ziemne. Natomiast u dorosłych zaczynają nam się dawać we znaki alergeny kiedyś dość rzadkie, np. owoce morza, chociażby powszechne już krewetki, mające dużą zdolność do alergizacji. Podobnie jak owoce egzotyczne, np.: mango, banany, kiwi, melony, awokado, a także dobrze nam znana brzoskwinia. Obserwujemy też zjawisko nowych alergii krzyżowych. To sytuacje, gdy wiemy, że uczelnie na pokarmy wiąże się z obrazem współistniejącego uczulenia. Tu przykładem jest uczulenie na wspomniane już owoce morze. Najczęstszym czynnikiem etiologicznym jest tropomiozyna, białko występujące w roztoczach kurzu domowego. To bardzo powszechny alergen w populacji polskiej, który występuje także w szeregu skorupiaków, w tym w owocach morza. I jeżeli osoba uczulona na kurz domowy zje krewetki, to po ich spożyciu może mieć objawy alergii, co wynika właśnie z reakcji krzyżowej, do której dochodzi ze względu na podobieństwa antygenowe alergenów.

Podsumowując, możemy się spodziewać reakcji uczuleniowych po wielu różnych produktach żywnościowych. A im częściej będzie na nie ekspozycja, tym częściej będą takie przypadki się pojawiały. Przykładowo, mamy obecnie więcej ciężkich uczuleń na sezam. Kiedyś ta roślina nie była aż tak popularna w diecie.

Czy te nowe alergie mogą mieć cięższy przebieg?

Mówiąc o alergiach, myślimy najczęściej o nieżycie nosa, astmie alergicznej. I bardzo słusznie, bo to są najczęstsze problemy, z jakimi zmagają się alergicy. Tutaj obraz jest w miarę stabilny, natomiast obserwujemy wyraźny wzrost częstości ciężkich, uogólnionych reakcji alergicznych po pokarmach. To stany anafilaksji, które potencjalnie mogą stanowić zagrożenie życia dla naszych pacjentów. Warto też wspomnieć, że z roku na rok widzimy coraz więcej ciężkich reakcji polekowych. Dość dobrym przykładem są reakcje po inhibitorach konwertazy angiotensyny, które są bardzo bezpiecznymi i bardzo skutecznymi lekami na nadciśnienie. Jednak ponieważ z tych dwóch powodów są stosowane bardzo szeroko, stosunkowo częściej widzimy ich objawy uboczne, które mogą być mylone z reakcjami alergicznymi. Typowym objawem ubocznym po lekach z tej grupy są: obrzęk twarzy, warg, świąd, pieczenie języka. To przypomina obraz typowej reakcji alergicznej.

A czy częstsze podróże mogą wywołać nową alergię? Np. gdy będąc na innej półkuli zetkniemy się z alergenem nieznanym nam wcześniej?

Podróż to za krótki czas, by doszło do długotrwałej ekspozycji na alergen i rozwoju uczulenia. Natomiast jeśli np. osoba uczulona na roztocze czy pleśnie przeprowadzi się w rejony, gdzie tych alergenów jest więcej, dolegliwości się nasilą. Obserwujemy to np. u alergików przeprowadzających się na Wyspy Brytyjskie. Duża mobilność ludzi sprawiła też, że lekarze muszą posiadać wiedzę o alergiach występujących w innych częściach świata. Na co dzień stosunkowo przydatna jest np. wiedza o uczuleniach w rejonie basenu Morza Śródziemnego. Mieszkają u nas obywatele z tych rejonów. Okazuje się, że wyjściowo byli uczuleni np. na pyłek drzew oliwnych, co w Polsce praktycznie się nie zdarza, bo one tu nie rosną. Tacy pacjenci, np. z Włoch czy Grecji, po przeprowadzce do Polski z reguły czują się lepiej, bo zniknął alergen, który powodował objawy. Jednak z czasem, z powodu predyspozycji do alergii, rozwijają się u nich uczulenia na nowe alergeny, obecne w nowym środowisku pacjenta.

Jak bardzo zmiany, o których rozmawiamy, wpływają na codzienną pracę alergologa?

Istotnie. Chociażby przeprowadzając wywiad lekarski, trzeba brać pod uwagę te nowe zagrożenia, których jeszcze nie było jakiś czas temu. Musimy się więcej uczyć, musimy być bardzo otwarci na problemy, które wydawały nam się problemami kazuistycznymi, znanymi z fachowego piśmiennictwa. Teraz możemy je zobaczyć w codziennej pracy. Wpływa to nie tylko na sam wywiad, ale musimy pamiętać o potrzebie dostępności do nowych testów. Musimy mieć możliwości diagnostyczne w kierunku tych rzadszych postaci alergii. Dziś mówi się dużo o nowoczesnych metodach diagnostyki komponentowej, która daje nam możliwości wejrzenia w te rzadsze problemy. To bardzo ważny aspekt praktyczny.

Bo samo postępowanie terapeutyczne się nie zmienia?

Podstawowe zasady postępowania w chorobach alergicznych są generalnie takie same. Czyli, jeżeli jest to możliwe, ważne jest unikanie ekspozycji na alergen. W przypadku alergii pokarmowych najczęściej to się udaje, ale w przypadku pyłków dość ciężko zrealizować takie zalecenie. Późniejszym etapem jest leczenie objawowe i leki są takie same, niezależnie od przyczyny, a ich dobór jest związany z nasileniem objawów klinicznych u pacjenta. Warto pamiętać, że w alergologii jedną z bardzo cennych metod postępowania jest immunoterapia swoista. To metoda, która polega na podawaniu alergenu po to, żeby indukować tolerancję. Mamy cały szereg wskazań do takiej terapii, np. uczulenia na jad owadów, ale też pyłki, roztocze kurzu domowego. To jest leczenie celowe z punktu widzenia skuteczności klinicznej, zmniejsza nasilenie dolegliwości u pacjenta, zmniejsza zapotrzebowanie na leki objawowe, a przez to w dłuższej perspektywie jest farmakoekonomicznie opłacalne. Warto też zwrócić uwagę, że to jedyne przyczynowe leczenie alergii, bo zmniejsza ryzyko progresji chorób alergicznych, np. u pacjenta z alergicznym nieżytem nosa zmniejsza ryzyko rozwoju astmy oskrzelowej. Natomiast ponieważ pojawiają się w naszym otoczeniu nowe alergeny, myślę że w przyszłości będziemy potrzebować dostępu do nowych preparatów, np. z uwzględnieniem pyłku ambrozji.

Na koniec zapytam jeszcze, ilu jest alergików w Polsce?

Szacunki oparte na badaniach epidemiologicznych mówią, że to w różnym nasileniu problem nawet 40 proc. naszej populacji. Skala problemu jest więc ogromna.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niebawem nawet połowa Polaków może cierpieć na alergię. Pomoże diagnostyka molekularna?

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.