Okulistyka dziecięca wymaga reformy. "Do systemu trzeba wpuścić optometrystów“

  • Katarzyna Lisowska
opublikowano: 31-01-2022, 09:11

Okulistów zaczyna zalewać fala małych pacjentów. Dziś w stolicy na wizytę u takiego specjalisty - w ramach NFZ - trzeba czekać nawet 4 miesiące. Prof. Marek Rękas, konsultant krajowy w dziedzinie okulistyki, przekonuje, że system może być wydolny.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Krótkowzroczność jest obecnie najczęściej diagnozowaną wadą wzroku u dzieci. Problem ten dotyczy nawet 40 proc. nieletnich Polaków.
Fot. Pixabay

Pilotaż badań wad wzroku u uczniów edukacji wczesnoszkolnej, który realizuje zespół specjalistów z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie pod kierownictwem prof. Roberta Rejdaka pokazał, że aż 40 proc. dzieci ma problem z krótkowzrocznością.

Wcześniej tylu problemów ze wzrokiem nie diagnozowano

Prof. Rejdak w rozmowie z portalem pulsmedycyny.pl przyznaje, że tak dużej skali problemów się nie spodziewał. Jak zaznacza, pandemia zaważyła na pogorszeniu stanu wzroku dzieci, bo w jej trakcie uczniowie więcej przebywali w domach, a nauka zdalna wymusiła wzmożone używanie komputerów, smartfonów.

Zaznacza, że należy głośno apelować do rodziców, by badali wzrok u swoich dzieci. - Nieleczone wady mogą pozostać na całe życie lub pogarszać się. A można je w łatwy sposób skorygować np. okularami - przekonuje.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Alarmujące dane: fala krótkowzroczności wśród najmłodszych uczniów

Kolejki do okulistów, są, nawet przy zniesionych limitach

Zgodnie z danymi Fundacji Watch Health Care, która na bieżąco kontroluje kolejki do lekarzy, wynika, że nawet w tak dużym mieście jak Warszawa na wizytę u okulisty w ramach NFZ trzeba czekać nawet cztery miesiące.

- W Małopolsce w ramach umów z NFZ funkcjonuje obecnie 10 poradni okulistycznych dla dzieci. Aby poprawić dostępność do świadczeń specjalistycznych, od lipca br. nie obowiązują w nich limity - przekazuje nam Aleksandra Kwiecień, rzeczniczka Małopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

Dodaje, że okulistyczna pomoc doraźna pacjentom oferowana jest też w ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej lub w stanach nagłych w ramach SOR-ów i izb przyjęć. - Nie ma obowiązku zatrudniania w szpitalnym oddziale ratunkowym lekarza okulisty. Natomiast, zgodnie z przepisami, każdy SOR i IP muszą mieć możliwość wykonania m. in.: płukania oka, usunięcia magnesem ciała obcego z przedniej części oka, usunięcia ciała obcego z przedniej części gałki ocznej (bez magnesu), zaopatrzenia urazu oka/oczodołu, wykonania USG gałki ocznej, rezonansu magnetycznego oczodołu - wyjaśnia rzeczniczka.

Brakuje lekarzy czy problem leży gdzie indziej?

Prof. Robert Rękas w rozmowie z nami podkreśla, że sama krótkowzroczność (oprócz krótkowzroczności wysokiej) to wada, nie choroba. - To, że dziś widzimy coraz więcej dzieci, ale i dorosłych z tym problemem, to efekt zmian socjologicznych i genetycznych. Na świecie to obszar, którym zajmują się optometryści, nie lekarze - wyjaśnia konsultant.

Dodaje, że to optometryści badający wzrok powinni wychwytywać te osoby, które należy kierować do okulistów, ale zdecydowanej większości pacjentów z wadami są w stanie pomóc sami.

Z jakim problemem należy się zwrócić do okulisty? - Głównie w przypadku wad złożonych, ryzyka niedowidzenia i chorób, które wymagają np. pewnych zabiegów. Takie problemy występują u ok. 14 do 20 proc. wszystkich pacjentów z wadami wzroku - mówi. prof. Rękas.

Zdaniem profesora wystarczy, że - wzorem innych państw - włączymy do publicznego systemu ochrony zdrowia optometrystów i to im przekażemy profilaktykę, a okulistom zostawimy pacjentów, którzy wymagają leczenia. Ocenia, że wówczas opieka nad dziećmi jeśli chodzi o wady wzroku znacznie się poprawi.

- Bez takich zmian, jeżeli dodatkowo napływ pacjentów do okulistów będzie napędzany przez chociażby przesiewy, system może stać się niewydolny. Oczywiście taki screening to potrzebne narzędzie. Byłoby bardzo dobrze zrobić to np. w zaćmie, gdzie nie mamy już kolejek. Ale generalnie trzeba pamiętać, że każdy przesiew generuje problem z dostępnością, jeżeli jednocześnie nie poprawi się działającego systemu - komentuje prof. Robert Rękas.

- Dziś trudno jednoznacznie stwierdzić, czy w kraju mamy za mało, czy może za dużo okulistów. Z pewnością zasoby kadrowe nie są dobrze wykorzystywane - zaznacza krajowy konsultant i podkreśla, że okulistyka dziecięca jest ponadto “specyficzna”.

Za często hospitalizowani są pacjenci, którzy mogliby być leczeni w AOS

Tłumaczy: - Biorąc pod uwagę chociażby liczbę hospitalizacji - obecnie w całej Polsce jest to 12 tys. przy 16 oddziałach - średnio na jeden oddział wychodzi mniej niż tysiąc. To mało. W klinice Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie ich liczba sięga 5 tys. Jeżeli zaczniemy się przyglądać dalej, okazuje się, że 45 proc. przyjęć w oddziałach okulistyki dziecięcej to przyjęcia zachowawcze. Myślę tu o pacjentach z wieloma wadami, którzy są przyjmowani wielokrotnie, a powinni po zdiagnozowaniu - jeżeli nie wymagają zabiegów - być prowadzeni w przychodniach. Dwie następne procedury, które są najczęściej wykonywane na oddziałach, to zez i zgłębnikowanie kanału nosowo-łzowego. Te 3 procedury stanowią 95 proc. wszystkich realizowanych w ramach okulistyki dziecięcej.

Jak podsumowuje profesor, tylko ok. 6 oddziałów okulistyki dziecięcej wykonuje kontrakt w 60-70 proc. poprzez wykonywanie zabiegów, następnych 6 poniżej 50 proc., a są takie, które nie wykonują w ogóle zabiegów. - Być może należałoby część okulistów z oddziałów uwolnić na potrzeby opieki ambulatoryjnej, tak, by upłynnić tam kolejki - wskazuje.

Wystarczy 3-5 dobrych centrów okulistyki w kraju?

W ocenie prof. Rękasa tak naprawdę w kraju potrzebne są 3-5 dobre centra okulistyki dziecięce, sieć przychodni oraz włączenie do publicznego systemu optometrystów. - Wtedy problem opieki okulistycznej nad dziećmi i młodzieżą powoli będzie się rozwiązywał - uważa.

- Teraz mamy kilkanaście oddziałów w kraju, a niektóre zabiegi realizowane są tak rzadko, że część specjalistów nawet nie ma szans, by nabrać praktyki w leczeniu określonych schorzeń. Mamy więc taką sytuację, że uruchamiamy oddział, wyposażamy go w drogi sprzęt, a ten jest niewykorzystywany. Może czasem taniej i lepiej przywieźć dziecko z urazem z małego ośrodka do doświadczonego chirurga i dobrze wyposażonej placówki, niż utrzymywać i wyposażać taki oddział? - pyta nasz rozmówca i przyznaje, że inną kwestią pozostaje też pilna potrzeba doszacowania gotowości tego typu ośrodków.

Wyposażyć w potrzebny sprzęt pomoże WOŚP

W niedzielę (30 stycznie 2022 r.) na rzecz dziecięcej okulistyki zagrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Ze środków zebranych w czasie jubileuszowego, 30. finału, planowane jest uruchomienie pierwszego w Polsce centrum symulacji operacji okulistycznych.

PRZECZYTAJ TAKŻE: 30. finał WOŚP: ile pieniędzy zebrano? Kolejny raz padł rekord

To pierwszy zbiórka na rzecz dziecięcej okulistyki, ale nie pierwsze działanie WOŚP związane z ratowaniem wzroku najmłodszych pacjentów. Fundacja od 20 lat prowadzi program Zapobiegania i Leczenia Retinopatii Wcześniaków. Do tej pory w jego ramach przebadano ponad 250 tys. wcześniaków, a do lecznic za pośrednictwem WOŚP trafiło 125 diagnostycznych wzierników pośrednich do badania dna oka, wyposażono 21 wyspecjalizowanych ośrodków zajmujących się leczeniem retinopatii w najnowocześniejszy sprzęt laserowy - fotokoagulatory laserowe. Dzięki programowi uratowano wzrok 11 tys. wcześniaków.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Długofalowe skutki COVID-19 to także pogorszenie wzroku dzieci [BADANIE]

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.