Nieszczepione dziecko w przedszkolu i szkole – czy stanowi zagrożenie?

opublikowano: 06-05-2020, 15:51

Odra, krztusiec i pozostałe choroby zakaźne wracają do szkół i przedszkoli – czy w takim razie niezaszczepione dziecko może stanowić zagrożenie w rozumieniu zbiorowiskowym? Jakie procedury i względy bezpieczeństwa należałoby wdrożyć w placówkach edukacyjnych, by zminimalizować zdrowotne ryzyko?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Wraz z aktywnością ruchów antyszczepionkowych rośnie liczba osób odmawiających poddawania dzieci szczepieniom ochronnym. Program szczepień realizowany w Polsce jest oceniany jako bogaty, a dla rodziców oznacza to sporą liczbę wizyt i iniekcji, co bywa dodatkowym czynnikiem pogłębiającym nieufność do szczepień. Jak wskazują eksperci, w 2015 r. w populacji dzieci do 5. roku życia liczba tych niezaszczepionych wynosiła 123 tysiące – już niebawem obejmie je obowiązek edukacyjny, a więc sukcesywnie zaczną pojawiać się w placówkach opiekuńczo-edukacyjnych i stykać z pozostałymi dziećmi. Czy od chorób zakaźnych uchroni je utrzymywana dotychczas odporność zbiorowiskowa?  

iStock

Odmowy szczepień – źródła problemu

Aktywność ruchów antyszczepionkowych oraz szerzące się w mediach błędne informacje dotyczące rzekomej szkodliwości szczepień na pewno są jedną z przyczyn tego niepokojącego zjawiska – ale druga to zwykłe zaniedbanie leżące po stronie rodziców i lekarzy. Ponadto, nierzadkie są sytuacje nadużywania przeciwwskazań do szczepienia. Gromadzenie się szczepionych i nieszczepionych dzieci w większych grupach jest zupełnie naturalne i nie do uniknięcia: w szkołach i przedszkolach, ale też innych na zajęciach edukacyjnych czy w placówkach medycznych i rehabilitacyjnych, co z kolei prowadzi do zwiększonego ryzyka powstawania ognisk epidemicznych chorób zakaźnych. Kluczowe jest, jak podkreślają specjaliści, zachowanie odporności populacyjnej (zbiorowiskowej) oraz wyłapywanie tych elementów systemu, które mogą ją zaburzyć.

Na czym polega odporność populacyjna?

„Odporność populacyjną zapewniają szczepionki, które wprowadzają drobnoustroje do populacji” – wyjaśnił prof. dr hab. n. med. Leszek Szenborn, kierownik Katedry i Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Wraz ze wzrostem wyszczepialności na daną chorobę zakaźną zmniejsza się liczba nowych zachorowań. Są takie szczepionki – jak te przeciwko wściekliźnie, tężcowi czy kleszczowemu zapaleniu mózgu – które nie przynoszą korzyści populacyjnych.

Odra i krztusiec – dwa największe zagrożenia

Wśród chorób zakaźnych są dwie, które w ciągu ostatniej dekady wracają w krajach rozwiniętych, czyli odra i krztusiec. W ich przypadku, aby doszło do zakażenia człowiek musi być jedynym rezerwuarem, czyli w jego organizmie musi być obecny drobnoustrój. Drugim warunkiem rozwoju ogniska jest brak odporności na właściwym poziomie w populacji m.in. z powodu niewystraczającej wyszczepialności. Ognisko epidemiczne pojawia się, gdy współczynnik reprodukcji jest wyższy niż 1 (określający ile innych podatnych osób może zakazić nosiciel). Są choroby, takie jak np. grypa, które mają wysoki czynnik reprodukcji i szerzą się bardzo szybko, ale stosunkowo szybko uzyskuje się także odporność populacyjną.

„W przypadku odry i krztuśca współczynnik reprodukcji wynosi odpowiednio 12-18 i 12-17. Jest to spowodowane nie tylko zjadliwością drobnoustrojów, ale też występowaniem w obu chorobach okresu objawów kataralnych. Wysoki stopień wyszczepienia na poziomie krajowym nie gwarantuje braku ognisk epidemicznych. Zdarza się, że chorują osoby zaszczepione dwiema dawkami, ale zachorowania wśród zaszczepionych dzieci są na szczęście skrajnie rzadkie” – wskazał prof. dr hab. n. med. Leszek Szenborn.

W kontekście odry ekspert powołał się na analizę przeprowadzoną w USA, której wyniki potwierdzały, że znaczna część zachorowań była skutkiem zamierzonego unikania szczepienia. Wykazano, że odmowa przyjęcia szczepionki była związana ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na odrę nie tylko u osób niezaszczepionych, ale też w populacji zaszczepionej. Jak z problemem radzą sobie amerykańskie władze? W większym stopniu akceptowalne społecznie są kampanie edukacyjne skierowane do rodziców, ponieważ nie wywierają nacisku i szanują wybór opiekunów – niestety, ich skuteczność jest niewielka. Drugim rozwiązaniem wdrażanym w USA jest zmiana kwalifikacji do szkół i przedszkoli w taki sposób, by utrudnić rodzicom odmawiającym szczepień zapisanie dziecka do placówki. Coraz więcej samorządów w Polsce się na to decyduje, nie ma bowiem przeciwwskazań prawnych do tego, by szkoły i przedszkola gromadziły dane zdrowotne dotyczące szczepień.

„To skuteczne rozwiązanie, ale napotykające na spory opór rodziców, ale też lokalnych polityków, którzy często instrumentalnie wykorzystują społeczne niezadowolenie” – ocenił prof. dr hab. n. med. Leszek Szenborn.

Na wzrost zainteresowania szczepieniami pozytywnie wpływa pojawienie się ogniska epidemicznego, ale to niestety z reguły wpływ krótkotrwały. W opinii prof. Szenborna korzystne byłoby wykorzystanie pojawienia się ogniska choroby zakaźnej do objęcia szczepieniem dzieci bez przeciwwskazań zdrowotnych, które dotychczas z różnych względów (np. światopoglądowych czy społecznych) nie zostały zaszczepione. 

Zarządzanie ryzykiem w placówkach opiekuńczo-edukacyjnych

Mimo potencjalnych niepożądanych odczynów poszczepiennych – występujących rzadko, co potwierdzają dane – szczepienia pozostają najlepszą metodą profilaktyki z powodu długotrwałego efektu ochronnego. Jeśli szczepienie wiąże się wystąpieniem niewielkich dolegliwości (np. niewysokiej gorączki) pacjent może wybrać najbardziej odpowiedni dla siebie moment poddania się szczepieniu. Warto zwracać rodzicom uwagę na te dwie korzyści. 

Praca z dziećmi bezwzględnie wiąże się z wyższym ryzykiem zachorowania na chorobę zakaźną, szczególnie tą przenoszoną drogą kropelkową i pokarmową. Jakie choroby najczęściej przenoszą dzieci na personel zatrudniony w przedszkolach i szkołach?

„Najczęściej dzieci przekazują dorosłym zakażenia układu oddechowego, spośród nich te zakaźne to grypa i krztusiec. Mniejsze jest ryzyko przekazania przez dziecko inwazyjnej choroby meningokokowej, biegunek rotawirusowych czy wirusowego zapalenia wątroby typu A, ale istnieje” – wskazał dr hab. n. med. Ernest Kuchar z Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Groźne mogą być także odra, różyczka i ospa wietrzna, zwłaszcza że personel szkół i przedszkoli jest z reguły sfeminizowany i stanowią go głównie kobiety w wieku rozrodczym. Ciąża jest także czynnikiem ryzyka ostrego przebiegu wielu chorób zakaźnych, np. grypy. 

Personel przedszkoli i szkół podlega ogólnym zasadom szczepień. Zgodnie z zaleceniami ekspertów wszyscy pracownicy placówek opiekuńczo-edukacyjnych powinni obowiązkowo zostać zaszczepieni przeciwko tężcowi, błonicy, odrze, śwince i różyczce, zapaleniom wątroby, krztuścowi, grypie, ospie wietrznej (jeśli jej nie „przechorowali”). Zalecane w ich przypadku jest również poddanie się szczepieniu przeciwko pneumokokom i meningokokom. Najważniejsze jest podanie pierwszej dawki.

Na podstawie wykładu wygłoszonego podczas VIII Krajowej Konferencji Naukowo-Szkoleniowej PTW w Poznaniu w 2019 r.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Epidemia COVID-19. Szczepienia ochronne przywrócone

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.