Nieczysta gra informacją wokół szczepień przeciwko SARS-CoV-2

opublikowano: 28-10-2021, 12:38

Zdeklarowanych antyszczepionkowców jest w Polsce ledwie kilka procent, osób wahających się w decyzji o szczepieniu aż 20 proc. Jest więc wiele do ugrania – mówi w rozmowie z “Pulsem Medycyny” prof. Dariusz Jemielniak z Katedry Zarządzania w Społeczeństwie Sieciowym Akademii Leona Koźmińskiego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. Dariusz Jemielniak
MYLEEN HOLLERO, Wikipedia

Wspólnie ze swoim zespołem przeanalizował pan kampanię dezinformacyjną wokół szczepionki przeciwko SARS-CoV-2 firmy AstraZeneca. Skąd pomysł na realizację badań w tym zakresie? Jakie są z nich najważniejsze wnioski?

Projekt był naturalnym przedłużeniem mojej dotychczasowej działalności badawczej, w której koncentruję się na analizie społecznych postaw i zachowań wobec szczepień ochronnych, nie tylko tych przeciwko SARS-CoV-2, w polskiej populacji. Temat zaczęliśmy zgłębiać jeszcze przed wybuchem pandemii COVID-19 bez ukierunkowania na żadne konkretne preparaty.

W przestrzeni publicznej i mediach bardzo wiele informacji dotyczących szczepień przeciwko koronawirusowi pojawiało się, jeszcze zanim uzyskaliśmy możliwość zaszczepienia się którymś z preparatów. Wówczas szczepionki były postrzegane jako dobro deficytowe i społeczeństwo mocno oczekiwało ich pojawienia się. Jeśli chodzi o szczepienia przeciwko COVID-19, to akurat w ich kontekście bardzo zainteresowało mnie to, w jaki sposób społeczeństwo zareaguje, gdy do opinii publicznej trafi informacja o negatywnym wydźwięku, czyli np. o potencjalnych skutkach ubocznych podania danego preparatu.

Pierwsze takie doniesienia zostały opublikowane w marcu 2021 roku. Jako badacze byliśmy bardzo zainteresowani tym, jak to wpłynie na zmianę postaw i zachowań wobec szczepionki, także w sferze Internetu i mediów społecznościowych. Właśnie ta badawcza ciekawość stała się początkiem analizy. Poddaliśmy ocenie informacje w formie tweetów dotyczących preparatu AstryZeneki pobranych z Twittera. Było ich kilkaset tysięcy, z których wyselekcjonowaliśmy te w języku angielskim, a następnie poddaliśmy bardziej szczegółowej analizie. Zaciekawiła nas nie tyle ich treść, co konkretne media jako źródła informacji, jakie zostały w nich wykorzystane. Okazało się bowiem, że wraz z upływem czasu zmieniały się media najczęściej angażujące użytkowników Twittera, np. do podawania tweetów dalej lub ich lajkowania. Zaobserwowaliśmy, że zanim pierwszy raz pojawiła się informacja o ryzyku rozwoju zakrzepicy związanym ze szczepionką AstraZeneki, wśród źródeł na Twitterze wykorzystywane były tradycyjne i szanowane za swoją rzetelność tytuły np. “Guardian” czy Reuters. Natomiast po publikacji pierwszych doniesień coraz bardziej zaczęły dominować media kojarzone z dezinformacją, np. “Russia Today”, serwisy z Arabii Saudyjskiej i Nigerii.

Jednym z możliwych wniosków, jakie można wysnuć na podstawie tej analizy, jest podejrzenie o sterowanie dezinformacją w celu uzyskania konkretnych korzyści, np. biznesowych. Nasze badania pokazały też, jak w skuteczny sposób można wpływać na opinię publiczną i postawy społeczeństw wobec szczepień, wykorzystując selektywny dobór informacji i treści, jednocześnie nie publikując ani nie promując informacji błędnych lub nieprawdziwych.

Wybraliśmy losowo 30 artykułów z Russia Today, podejmujących temat szczepienia preparatem AstryZeneki, które dokładnie przeanalizowaliśmy. Wszystkie oparto o prawdziwe informacje, ale przytłaczająca większość, bo aż 29 z nich, miała wydźwięk negatywny. Były to np. artykuły wiążące, najpewniej bezpodstawnie, fakt czyjegoś zgonu z podaniem szczepionki. Taka informacja jest trudna, jeśli nie niemożliwa, do weryfikacji. Zresztą nawet gdyby istniał związek między poszczególnymi zgonami a podaniem szczepionki, statystycznie byłyby to sytuacje nieznaczące. Z uwagi na dysproporcję pomiędzy informacjami o pozytywnym i negatywnym wydźwięku z pewnością można ocenić, że była to zaplanowana akcja dezinformacyjna. Warto pamiętać, że rosyjska szczepionka Sputnik to bezpośrednia konkurencja dla preparatu AstryZeneki, można więc przypisać Russia Today i pozostałym mediom odpowiedzialnym za politykę informacyjną rosyjskiego rządu czysto biznesowe motywacje i chęć zdyskredytowania konkurencji.

Co więcej, udało się nam także zidentyfikować sieci powiązanych ze sobą kont, które automatycznie zwiększały zasięg danej informacji i wspierały się wzajemnie w uzyskiwaniu większej liczby odbiorców. To działanie charakterystyczne dla sieci dezinformacyjnych z zakresu propagandy politycznej, ale też polityki zdrowotnej. Podobne narzędzia stosowali urzędnicy Komisji Europejskiej, chcąc zwiększyć zasięg kampanii promującej szczepienia.

Jakimi narzędziami i technikami posłużono się podczas propagowania medycznych fakenewsów? Jaki był realny zasięg nieprawdziwych informacji? Na ile wpłynęły one na dyskusję wokół powikłań poszczepiennych?

Jedną z technik stosowanych w informacjach i komunikatach będących częścią kampanii dezinformacyjnej jest obrzydzanie szczepień. Mam tu na myśli np. rozpowszechnianie błędnych i uproszczonych twierdzeń jakoby do produkcji preparatów wykorzystywano elementy ludzkich płodów. W tego rodzaju nierzetelnych komunikatach niemal całkowicie pominięto skomplikowany proces opracowywania i pozyskiwania szczepionek. Ponadto pominięto informację, że skoro ktoś z uwagi na ten fakt i ze względów ideologiczno-religijnych odmawia przyjmowania lub podawania szczepionek, powinien także zrezygnować z mnóstwa innych technologii lekowych.

Inną techniką specyficzną dla dezinformacji jest szerzenie informacji, które są niemożliwe do zweryfikowania. Przykładem takiego działania są treści medialne, których autorzy twierdzili, że przyjęcie szczepionki przeciwko SARS-CoV-2 to czynnik wyzwalający zakażenie HIV. Były one oparte na doniesieniach pochodzących z Australii, gdzie część uczestników jednej z faz badań klinicznych uzyskała dodatni wynik testu w kierunku HIV. Sama w sobie nie jest to informacja kontrowersyjna, ale została podana do publicznej wiadomości w sposób sensacyjny, co wywołało bardzo silne negatywne reakcje emocjonalne.

Znaczącą rolę w badanej przez mój zespół kampanii dezinformacyjnej odegrały trolle i boty. Jaka jest między nimi różnica? Troll to żywa osoba, która albo z własnej woli, albo za wynagrodzenie generuje treści w mediach społecznościowych na dany temat i o określonym wydźwięku. To osoba o sprecyzowanej, choć skrywanej agendzie, a celem jej działań jest wywołanie określonej reakcji lub modyfikacja zachowania jednostek albo całych grup i populacji. Dotychczas trolle były bardzo aktywne np. przed i w trakcie wyborów w części krajów, gdzie starały się przekonać m.in. do rezygnacji z oddania głosu. Poza publikowaniem informacji do zadań trolli należy także zwiększanie ich zasięgu – to właśnie w tym momencie wkraczają do kampanii dezinformacyjnej boty, czyli automaty. To specjalnie stworzone oprogramowania rozpowszechniające w mediach społecznościowych wskazane treści, co sprzyja złudzeniu ich atrakcyjności i rzetelności. Aktywność botów dość trudno wykryć, choć mamy do dyspozycji złożone narzędzia analizy sieci.

Oszacowanie zasięgu kampanii dezinformacyjnej nie było przedmiotem naszych badań. Warto jednak sobie uzmysłowić, że niektóre z twitterowych postów znanych antyszczepionkowców mają ogromne zasięgi.

Na ile możliwe jest wyciągnięcie wobec autorów tych informacji konsekwencji prawnych?

Wyciągnięcie jakichkolwiek konsekwencji prawnych jest w zasadzie niemożliwe. Treści publikowane przez media tradycyjne, choć miały negatywny wydźwięk i epatowano w nich sensacją, oparte były na prawdziwych informacjach. Przeciwdziałanie dezinformacji w mediach społecznościowych to walka z wiatrakami: w miejsce jednego zablokowanego lub usuniętego konta natychmiast powstanie kilka kolejnych. Mimo to warto z całą pewnością warto podjąć próbę zablokowania konta na TT najbardziej popularnym antyszczepionkowcom. Utrata nawet kilku milionów obserwujących będzie dla nich realną stratą. Dlatego każdy użytkownik, który natknie się w mediach społecznościowych na podejrzane treści, powinien je zgłaszać Twitterowi lub Facebookowi. Pojedyncze działania tego rodzaju może nie przyniosą skutku od razu, ale z czasem mogą doprowadzić do zablokowania konta, którego właściciel przyczynia się do dezinformacji. Co więcej, boty rzadziej rozpowszechniają zgłaszane w ten sposób treści, docierają one więc do mniejszej liczby odbiorców.

Czy przeciętny użytkownik sieci jest w stanie w jakikolwiek sposób zweryfikować informacje pojawiające się mediach społecznościowych?

Osoby z wykształceniem medycznym, szczególnie posiadające wiedzę i umiejętności analizy tekstów naukowych (publikowanych często w obcych językach), są na pewno na uprzywilejowanej pozycji – ale to raczej wąskie grono. Oczywiście, medycy powinni weryfikować informacje dotyczące szczepień ochronnych, nie sądzę jednak, aby zmieniło to znacząco ogólną sytuację. Mimo to z całą pewnością pomoże im to w skuteczniejszej komunikacji z pacjentami. Nasze badania wykazały bowiem, że najskuteczniejszą metodą przekonania do szczepień nie jest otwarta krytyka cudzych przekonań, ale wysłuchanie wątpliwości i udzielenie merytorycznych odpowiedzi na pytania sceptyków. Nie musimy negować istnienia potencjalnego ryzyka skutków ubocznych, ale warto uzmysłowić wątpiącym, jak są one nieistotne statystycznie. Tym bardziej że zdeklarowanych antyszczepionkowców jest w Polsce ledwie kilka procent, osób wahających się w decyzji o szczepieniu aż 20 proc. – jest więc wiele do ugrania.

Jak zatem przekonać Polaków do szczepień przeciwko SAR-CoV-2?

W trakcie kampanii proszczepionkowej popełniono niestety kilka błędów, które teraz się mszczą. Pierwszym z nich było wprowadzenie zbyt ostrych, nieadekwatnych do sytuacji obostrzeń przeciwepidemicznych, jak np. zakaz wstępu do lasów. Nie miało to być może bezpośredniego związku ze szczepieniami, ale sprawiło, że później ludzie kwestionowali zasadne obostrzenia i zalecenia. Kolejnym tego rodzaju błędem były liczne sytuacje pokazujące lekceważący stosunek do obostrzeń prezentowany przez osoby z obozu rządzącego i wysokich rangą urzędników. Moim zdaniem w większym stopniu kampania informacyjna powinna także uświadamiać społeczeństwu, że pewne ograniczenia – np. zasłanianie nosa i ust – są wprowadzane z uwagi na konieczność ochrony najsłabszych zdrowotnie grup społecznych. Zdecydowanie zbyt wcześnie rządzący wysłali do społeczeństwa komunikat, że proces szczepień jest już „na ostatniej prostej”. Co należałoby zrobić na obecnym etapie? Przede wszystkim konsekwentnie egzekwować nadal obowiązujące obostrzenia oraz wprowadzić dolegliwe ograniczenia dla osób niezaszczepionych – m.in. zakaz wstępu do kin, restauracji czy na masowe imprezy.

Jak wynika z badań przeprowadzanych przez mój zespół na grupie młodych rodziców oraz osób dopiero planujących założenie rodziny, swoją postawę wobec szczepień w dużej mierze uzależniamy od komunikatów dochodzących do nas z najbliższego kręgu ważnych dla nas osób. Być może warto więc, poza organizowaniem kampaniami promocyjnych z udziałem rozpoznawalnych osób, namawiać ludzi do szerokiego dzielenia się informacją o tym, że zostali zaszczepieni.

W najbliższym czasie w swoich badaniach skupimy się też na korelacji pomiędzy sceptycyzmem i niechęcią do szczepień a m.in. wiarą w teorie spiskowe i przekonaniami politycznymi.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Szczepienia ochronne - czy potrzebują ratunku?

Skąd się bierze niechęć do szczepień przeciwko COVID-19?

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.