Największy szpital pediatryczny na południu Polski może przestać istnieć. W kolejce inne placówki

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 02-12-2021, 17:39

Połowa lekarzy pracująca w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu zrezygnowała lub chce niebawem odejść z pracy. 1 stycznia placówka prawdopodobnie będzie musiała zostać zamknięta. Podobny los może spotkać kolejne dziecięce szpitale uniwersyteckie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu może zostać zamknięty. Lekarze masowo rezygnują z pracy.
Fot. Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie/Facebook

- Na dzień dzisiejszy do dyrekcji zostało złożonych 77 wypowiedzeń z pracy. Mam jeszcze 35 (wstępnych - red.) wypowiedzeń lekarzy, którzy formalnie jeszcze się na to nie zdecydowali. Błędem jest myślenie, że jeśli zwolni się połowa personelu, to zmniejszymy szpital, zamkniemy określone oddziały, zmniejszymy ilość przyjęć. Tak nie będzie - mówiła w czwartek (2 grudnia) dr Agata Hałabuda, specjalistka radiologii i diagnostyki obrazowej, szefowa OZZL w szpitalu dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.

- Miałem nieformalne spotkanie z wiceministrem zdrowia, który ocenił, że to sprawa lokalna. Koledzy z Prokocimia mają już pracę i muszą w ciągu tego tygodnia tylko ją potwierdzić. Jeżeli pan minister nie przyjedzie tutaj do końca tygodnia, chyba trzeba będzie zamykać szpital - mówił z kolei dr Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL.

Bukiel do ministra zdrowia: niech się pan obudzi

W związku z „dramatyczną sytuacją w uniwersyteckich szpitalach dziecięcych w całej Polsce” w czwartek (2 grudnia) odbyło się nadzwyczajne spotkanie ich przedstawicieli w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu. To największa placówka pediatryczna na południu Polski. Szpital działa we wszystkich dziecięcych specjalnościach pediatrycznych i chirurgicznych - łącznie funkcjonują w nim 22 oddziały i 32 poradnie specjalistyczne, lecznica ma ponad 400 łóżek. Lekarze walczą o lepsze warunki pracy (w tym zwiększenie liczby personelu) i płacy. Chcą, by kwotą wyjściową do negocjacji były trzy średnie krajowe.

- Najistotniejszym elementem jest zmiana wyceny świadczeń. Odejścia lekarzy stają się faktem. Co dalej, ze szpitalem, z leczeniem dzieci - proszę o to pytać Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia - wskazywała Hałabuda. Poinformowała, że pierwsze oddziały, z których lekarze złożyli wypowiedzenia, to pediatria, reumatologia, pulmonologia z alergologią oraz nefrologia.

- Jeżeli nie stanie się jakiś cud, od 1 stycznia przestaną istnieć - stwierdziła.

Jak mówił Bukiel, „dyrektor może wykazać się większą odpowiedzialnością niż minister i zadłużyć szpital”, ale - zdaniem szefa OZZL - to droga donikąd.

- Właściwie lekarze z Prokocimia zrobili ministrowi zdrowia prezent. Może teraz pójść do premiera i powiedzieć: wali się, trzeba zrobić prawdziwą reformę, trzeba wziąć pieniądze z funduszu na schody ruchome czy kolejny rezonans magnetyczny i przeznaczyć je dla personelu medycznego. Nie wiem, jak inaczej trafić do ministra. Niech się pan minister obudzi, jest przecież odpowiedzialny również za pacjentów, nie tylko lekarzy - tłumaczył Bukiel.

Placówka w Prokocimiu stanowi również bazę dydaktyczną i badawczą dla Instytutu Pediatrii Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum, w którym odbywa się kształcenie przyszłej kadry medycznej, prowadzi też badania naukowe.

- Nie zapominajmy, że szpital składa się również z rezydentów, którzy już niedługo wejdą na rynek jako pełnoprawni lekarze. Oddział pediatrii skupia niemal 50 rezydentów, którzy nie będą mogli kontynuować specjalizacji, bo nie będzie miał ich kto szkolić - zwracała uwagę Agata Dynkiewicz, rezydentka i wiceprzewodnicząca OZZL prokocimskiej lecznicy.

Wycena świadczeń pogrąża szpitale

Bukiel wskazywał na potrzebę powołania zespołu, który - jak przypomniał - już funkcjonował trzy lata temu z inicjatywy szpitali uniwersyteckich w Polsce. Miałby się składać z fachowców - lekarzy, dyrektorów szpitali, przedstawicieli NFZ i MZ i wypracować metodyczne sposoby wyceny świadczeń oraz układ zbiorowy dla lekarzy, określając warunki pracy, płacy.

- Pod takim oświadczeniem podpisali się lekarze ze szpitali dziecięcych w Krakowie, Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Łodzi, Białymstoku - wyliczał szef OZZL.

- Co to znaczy wycena świadczeń? Dla niektórych może się to wydawać abstrakcyjne, więc podam przykład. Usunięcie zęba w naszym szpitalu kosztuje ok. 20-30 zł, tyle NFZ płaci za pacjenta. W klinice stomatologii szpitala uniwersyteckiego - nie w jakichś prywatnych gabinetach - taka usługa to koszt 200 zł. To powiększa dług szpitala, a im bardziej chory pacjent, tym jest on większy. Takie wyceny obowiązują wszędzie, NFZ jest monopolistą, który dyktuje warunki - tłumaczyła dr Agata Hałabuda.

Szef małopolskiego OZZL, dr Piotr Watoła, podkreślał, że minister zdrowia kłamie, mówiąc, że problem w Prokocimiu ma charakter lokalny. Dodał, że borykają się z nimi niemal wszystkie szpitale uniwersyteckie w Polsce, ale skupiły się - jak w soczewce - właśnie w Krakowie.

- Nasze szpitale są finansowane wyłącznie przez kontrakt z NFZ. Wojewodowie wymagają od nas otwierania oddziałów covidowych, co zaburza pracę specjalistyczną. W NFZ zdecydowano, że mamy oddawać pieniądze, które były nam dane na kontrakty specjalistyczne, bo ich nie wykonaliśmy. To wprowadza jeszcze większy bałagan, zadłużenie, prowadzi do upadku szpitali - wskazywała dr Izabela Rogozińska, endokrynolog z Samodzielnego Publicznego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Warszawie.

Będą likwidacje kolejnych szpitali?

OZZL niepokoi fakt, że minister zdrowia podchodzi do tych problemów - w ocenie Związku - lekceważąco, usiłując dać do zrozumienia, że nie jest to „błąd systemowy”, który dotyczy wszystkich uniwersyteckich szpitali dziecięcych w Polsce. Zdaniem OZZL w rzeczywistości sytuacja wszystkich USD w Polsce jest podobna jak w szpitalu w Prokocimiu.

W ocenie OZZL rozwiązaniem problemu powinna być zmiana (znacząca poprawa) wyceny refundowanych świadczeń, udzielanych przez USD - w pierwszym etapie natychmiastowa, doraźna, przyjęta „szacunkowo” np. 50-proc. wzrost wyceny wszystkich świadczeń.

- Ze szpitali publicznych lekarze odchodzą coraz częściej, „po cichu”, z różnych powodów. Również dlatego, że nie chcą autoryzować złych warunków leczenia. Jeżeli dojdzie do jakiegoś błędu, niedopatrzenia i będzie sprawa roszczeniowa, to sąd zapyta: dlaczego dyżurował pan drugi czy trzeci dzień z rzędu, kto panu kazał? Nie zdaje pan sobie sprawy, że to prowadzi do ograniczenia możliwości psychofizycznych? Coraz więcej lekarzy nie chce się na to godzić - tłumaczył Bukiel

- Nie wiem, jaka powinna być właściwa forma zaproszenia pana ministra, (…) nie wiem, czy oni w ministerstwie te oficjalne pisma w ogóle czytają - skonstatował.

Przypomnijmy. 1 października dyrektor szpitala prof. Krzysztof Fydyrek poinformował, że zrezygnował z dalszego kierowania placówką. Jego decyzja ma związek właśnie z falą wypowiedzeń złożonych przez specjalistów zatrudnionych w szpitalu, a także zadłużeniem placówki sięgającym 40 mln zł. Nowym szefem szpitala został dr hab. Wojciech Cyrul.

Pod koniec października OZZL opublikował list otwarty, w którym pisano: "Nasi mali pacjenci, ich rodzice oraz lekarze, którzy obecnie doszli do granicy bezpieczeństwa, zostali sami z problemem".

PRZECZYTAJ TAKŻE: Bukiel: mamy poparcie prezydenta i premiera, minister zdrowia chyba nam nie odmówi

Bukiel: jeśli wynagrodzenia lekarzy nie wzrosną, OZZL będzie ich namawiał do rezygnacji z pracy

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.