Onkologia
DGP: co trzeci pacjent z podejrzeniem nowotworu rozpoczyna leczenie z opóźnieniem
Opublikowano:
Liczba wydanych kart DiLO w 2022 r. była rekordowa – to niemal 300 tys. Fot. Pixabay
“Dziennik Gazeta Prawna” informuje o pogłębiającym się problemie opóźnień diagnostycznych w obszarze onkologii. Wynika to z zamrożenia procedur w czasie pandemii COVID-19, ale też z wydłużającego się czasu oczekiwania na niektóre badania.
Czytaj więcej o:
OnkologiaEG/PAP
Karta DiLO (karta diagnostyki i leczenia onkologicznego) powinna być wystawiona pacjentowi z podejrzeniem choroby nowotworowej w ciągu 28 dni od wizyty, na której postawiono podejrzenie.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Prof. Rutkowski o opóźnieniach w realizacji strategii onkologicznej: pandemia bywa wymówką
“Pierwszy krok powinien nastąpić w ciągu 14 dni od wizyty, na której lekarz stwierdził podejrzenie nowotworu złośliwego. Ale w 2022 r. tylko 66 proc. pacjentów otrzymało opiekę zgodnie z tymi terminami" – podaje "DGP".
Źródłem opóźnień diagnostycznych są braki kadrowe i kolejki do badań
Dziennik zwraca uwagę, że w 2022 r. ten wynik był o 9 pkt. proc. lepszy. Problemem ma być rosnąca liczba pacjentów.
"Liczba wydanych kart DiLO w 2022 r. była rekordowa – niemal 300 tys. (w 2020 r. było ich 238 tys.). System korkują rosnące kolejki do rezonansu i tomografu, również pacjentów z innymi chorobami niż rak" – podkreślono.
Terminy wydłuża paradoksalnie rosnąca liczba możliwych do zastosowania opcji terapeutycznych. Jak tłumaczy dziennikowi dyrektor Kliniki Onkologii Klinicznej w Krakowie Marek Ziobro, lekarz dłużej zajmuje się jednym chorym, bo może mu zaoferować więcej działań niż kilka lat temu. Opóźnienia diagnostyczne wynikają także z braków kadrowych, a także z faktu długiego oczekiwania na niektóre procedury diagnostyczne.
"DGP" przypomina, że według ostatniego raportu OECD Polska jest w europejskim ogonie, jeśli chodzi o umieralność z powodu raka.
"Wskaźniki śmierci nowotworowych są u nas o 15 proc. wyższe niż średnia unijna" – alarmuje Dziennik Gazeta Prawna.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Cytologia w dobie COVID-19: zgłaszalność tylko na poziomie 10-13 proc.
Udostępnij artykuł: