Nauka i badania
"Terapia to nie dokręcanie śrubek, to strojenie instrumentu". Nowe podejście do leczenia uzależnień
Opublikowano:
Dr Inga Dziembowska z Katedry Patofizjologii Wydziału Farmaceutycznego Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy
Jak rozpoznać moment, w którym pacjent w trakcie terapii uzależnień zaczyna oddalać się od procesu leczenia – zanim zrobi to naprawdę? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć dr Inga Dziembowska. Jej projekt: „Kliniczny system predykcyjny zapobiegający przerwaniu terapii uzależnień”, nagrodzony w XXIV edycji Konkursu o Grant Naukowej Fundacji Polpharmy, łączy wiedzę kliniczną z elementami neuropsychologii, diagnostyki laboratoryjnej oraz nowoczesnej analizy danych. Celem jest stworzenie narzędzia, które pomoże wcześniej identyfikować pacjentów zagrożonych przerwaniem terapii i dzięki temu skuteczniej wspierać ich w procesie zdrowienia.
Czytaj więcej o:
Naukowa Fundacja PolpharmyJaka jest skala leczenia uzależnień w Polsce? Jakie uzależnienia dominują i jakich grup pacjentów dotyczą?
Najczęściej w Polsce leczymy uzależnienie od alkoholu. Osoby obciążone tym nałogiem to wciąż największa grupa pacjentów w systemie terapii uzależnień. Gdy jednak spojrzymy na ten obszar uważniej, szybko okazuje się, że obraz jest dużo bardziej złożony. Coraz częściej mamy bowiem do czynienia z używaniem wielu substancji jednocześnie, a także z zaburzeniami niezwiązanymi z przyjmowaniem substancji.
Dobrym przykładem jest zaburzenie hazardowe, które we współczesnych klasyfikacjach medycznych zalicza się do zaburzeń uzależnieniowych, mimo że nie jest związane z przyjmowaniem substancji. To ważne doprecyzowanie, ponieważ przez lata wiele osób traktowało hazard wyłącznie jako problem z kontrolą impulsów albo „zły nawyk”. Dziś wiemy, że aktywuje on bardzo podobne mechanizmy w mózgu, jak uzależnienia chemiczne – wiążące się z układem nagrody, utratą kontroli i nawrotami.
Warto też podkreślić, że stereotypowy obraz osoby uzależnionej dawno przestał być aktualny. Na terapię zgłaszają się zarówno młodzi dorośli, ludzie aktywni zawodowo, jak i rodzice, studenci. Często są to osoby, które przez wiele lat społecznie dobrze funkcjonowały, aż w pewnym momencie pojawiły się czynniki, które uruchomiły mechanizmy uzależnienia.
Jednym z największych wyzwań nie jest dziś samo rozpoczęcie terapii, ale jej utrzymanie. Motywacja w trakcie leczenia trochę przypomina kompas podczas burzy – działa, ale łatwo traci stabilność. A gdy ktoś wypada z terapii, ryzyko nawrotu bardzo szybko rośnie.
Na czym polega indywidualne podejście do leczenia uzależnień?
Współczesne rozumienie uzależnień coraz wyraźniej odchodzi od myślenia, że są one po prostu kwestią słabej woli człowieka. To wygodna opowieść, ale naukowo bardzo uboga. Uzależnienie to nie brak wyboru – to system, który nauczył się wybierać jedną drogę szybciej niż inne. Dlatego staramy się zrozumieć, w jakiej sytuacji znalazł się mózg danej osoby i dlaczego nauczył się właśnie takiej strategii radzenia sobie z napięciem, stresem czy emocjami.
Mózg jest niezwykle plastyczny – uczy się na podstawie doświadczeń. Każde działanie, które przynosi ulgę, zmniejsza napięcie albo daje choćby chwilowe poczucie kontroli, zostawia w nim pewien ślad. Problem polega na tym, że mózg nie ocenia tych strategii w kategoriach moralnych czy zdrowotnych. Nie pyta: „czy to będzie dla mnie dobre za pięć lat?”. Interesuje go przede wszystkim to, czy coś działa tu i teraz. Jeśli więc substancja albo określone zachowanie przynosi krótkotrwałą ulgę, mózg bardzo szybko zaczyna zapamiętywać tę drogę jako skuteczny sposób regulacji emocji.
Z czasem taka strategia się utrwala. Powstają połączenia neuronalne, które sprawiają, że w określonych sytuacjach – stresu, samotności, przeciążenia emocjonalnego, zmęczenia czy frustracji – organizm coraz szybciej wykorzystuje znany wcześniej wzorzec. To trochę jak ścieżka wydeptana w lesie: za pierwszym razem trudno ją znaleźć, ale im częściej się nią chodzi, tym bardziej staje się oczywista. A po pewnym czasie człowiek nawet nie zauważa, że znowu skręcił właśnie tam.
Dlatego tak ważna jest indywidualizacja terapii. Z zewnątrz sytuacja dwóch osób może wyglądać podobnie – obie nadużywają alkoholu, obie mają nawroty, obie zmagają się z utratą kontroli – ale ich mechanizmy psychiczne i neurobiologiczne mogą być zupełnie inne. Jedna będzie zmagała się przede wszystkim z impulsywnością, druga z przewlekłym napięciem, trzecia z trudnościami z regulacją emocji, a czwarta z osłabieniem funkcji poznawczych, takich jak planowanie, elastyczność myślenia czy przewidywanie konsekwencji.
Dlatego patrzymy na pacjenta w szerokim ujęciu – nie tylko przez pryzmat stosowanej substancji czy zachowania, ale także funkcjonowania poznawczego, reakcji organizmu na stres, historii życiowej i aktualnej sytuacji psychicznej. Innymi słowy: próbujemy zrozumieć nie tylko co pacjent robi, ale dlaczego jego układ nerwowy uznał właśnie tę strategię za najbardziej dostępną. Dopiero wtedy można zaplanować terapię, która nie będzie jedynie formalnie poprawna, ale rzeczywiście dopasowana do konkretnej osoby.
Czasem mówię studentom, że terapia uzależnień przypomina bardziej strojenie instrumentu, niż dokręcanie śrubek. Człowiek to nie urządzenie z jedną zepsutą częścią. To raczej cały system, który przez lata uczył się określonego sposobu przetrwania.
Jakim wyzwaniem klinicznym jest przerwanie terapii – dla lekarza, ale też np. dla rodziny pacjenta?
Przerwanie terapii to jeden z najbardziej newralgicznych momentów w leczeniu uzależnień. Najtrudniejszy moment w terapii nie zaczyna się wtedy, gdy ktoś odchodzi, ale dużo wcześniej - gdy przestaje wierzyć, że może zostać. Z perspektywy klinicznej oznacza często utratę bardzo ważnego momentu – chwili, w której pacjent był gotowy coś zmienić. A to w terapii uzależnień bywa chwila bezcenna, bo decyzja o leczeniu bardzo rzadko jest spontaniczna. Najczęściej dojrzewa długo, czasem miesiącami, a czasem latami.
Sama terapia nie jest łatwa. Wymaga konfrontacji z własnymi emocjami, zmianą stylu życia i rozbrajaniem bardzo utrwalonych schematów zachowania. To trochę jak remont starego domu: na początku wszyscy są pełni zapału, ale gdy zaczyna się kucie ścian, kurz i hałas, przychodzi zastanowienie – może prościej byłoby zostawić wszystko po staremu.
Przerwanie terapii jest ogromnym czynnikiem ryzyka nawrotu. A nawroty mają swoją neurobiologiczną dynamikę. Przy pierwszym użyciu substancji mózg dopiero tworzy nowe połączenia. Natomiast przy nawrocie porusza się już po dobrze wydeptanej ścieżce, a czasem wręcz po autostradzie neuronalnej, którą wcześniej sam zbudował. Nie uczy się wtedy niczego nowego, tylko bardzo szybko wraca do utrwalonego schematu zachowania. Właśnie dlatego nawroty bywają tak gwałtowne i tak destrukcyjne.
Ale przerwanie terapii nie dotyka wyłącznie pacjenta. To także bardzo trudny moment dla terapeutów. W pracy z osobą uzależnioną terapeuta nie „obsługuje przypadku”, lecz wchodzi w złożony proces rozumienia człowieka: jego historii, mechanizmów obronnych, sposobu przeżywania świata, relacji, lęków, strat i źródeł napięcia. To wymaga czasu, doświadczenia, uważności i ogromnego nakładu emocjonalnej pracy.
Terapeuci bardzo często stają się też swoistym „pojemnikiem” na trudne emocje pacjenta. Przyjmują złość, wstyd, rozpacz, bezradność, czasem agresję, a czasem milczenie, które również potrafi być bardzo ciężkie. To naturalna część procesu terapeutycznego, ale zarazem ogromne obciążenie psychiczne. Gdy pacjent przerywa terapię, zostaje nie tylko niedokończony proces terapeutyczny, ale też poczucie bezsilności, frustracji i świadomość, że za chwilę może wydarzyć się coś złego. Jeśli takich sytuacji jest wiele, rośnie ryzyko wypalenia zawodowego.
To ma też bardzo konkretne konsekwencje dla całego systemu. Przerwanie terapii często oznacza nawrót, a tym samym powrót pacjenta do systemu ochrony zdrowia – nierzadko w gorszym stanie psychicznym i somatycznym, wymagającym bardziej intensywnej pomocy. To zwiększa obciążenie oddziałów, poradni i zespołów terapeutycznych, wydłuża kolejki i pochłania zasoby, które i tak są ograniczone. Innymi słowy: system (i my, z naszych podatków) płaci dwa razy – raz za terapię, która została przerwana, i drugi raz za konsekwencje jej przerwania.
Do tego dochodzą jeszcze koszty społeczne i zdrowotne nawrotów: pogorszenie funkcjonowania rodzinnego, utrata pracy, konflikty, zadłużenie, problemy prawne, a także zaostrzenie chorób somatycznych i psychiatrycznych. Uzależnienie bardzo rzadko kończy się na jednej osobie. Jego skutki rozchodzą się dalej – po rodzinie, miejscu pracy i całym systemie opieki zdrowotnej.
Na czym polega nowatorskie podejście do wsparcia terapii uzależnień przez aplikację mobilną?
W naszym projekcie próbujemy zrobić coś, co w medycynie zawsze było bardzo trudne – przewidywać moment kryzysu, zanim on nastąpi.
Tworzymy aplikację wykorzystującą analizę danych i algorytmy uczenia maszynowego, która integruje informacje kliniczne, neuropsychologiczne, biochemiczne i behawioralne. Dzięki temu model może wskazać pacjentów znajdujących się w grupie podwyższonego ryzyka przerwania terapii.
Nowatorskość podejścia polega nie tylko na samej technologii, ale na sposobie jej wykorzystania. To nie ma być gadżet, który ładnie wygląda w opisie projektu, ale narzędzie realnie wspierające decyzje kliniczne. Technologia nie ma zastąpić terapeuty. Raczej pełni funkcję bardzo uważnego asystenta, który potrafi zauważyć drobne sygnały, zanim staną się poważnym problemem. Można powiedzieć, że to trochę jak radar w samolocie: pilot nadal prowadzi maszynę, ale radar pozwala zobaczyć burzę, zanim w nią wlecimy. Zdrowienie pacjentów bardzo często zaczyna się w miejscu, którego jeszcze nie widać – ale które ktoś potrafi wcześniej zauważyć. To właśnie dlatego w medycynie przyszłości kluczowe będzie nie tylko leczenie kryzysu, ale umiejętność dostrzeżenia go, zanim się wydarzy.
W jakich sytuacjach aplikacja będzie pomocna?
Przede wszystkim na początku terapii, kiedy zespół terapeutyczny próbuje zrozumieć, z jakimi zasobami i trudnościami przychodzi pacjent. To moment kluczowy, ale jednocześnie obarczony dużą niepewnością. Terapeuci mają ogromne doświadczenie kliniczne i bardzo często intuicyjnie czują, że dany pacjent może znajdować się w grupie większego ryzyka przerwania terapii. Problem polega na tym, że nie zawsze da się łatwo przełożyć tę intuicję na konkretne, mierzalne wskaźniki. A jeśli czegoś nie da się dobrze nazwać i uzasadnić, trudniej też wdrożyć dodatkową procedurę czy intensywniejsze wsparcie.
W tym sensie aplikacja może działać jak rodzaj klinicznego triage’u. W medycynie triage oznacza wstępną ocenę sytuacji pacjenta i określenie, kto wymaga szybszej lub bardziej intensywnej interwencji. Czasem największą zmianą nie jest to, co robimy inaczej, ale to, co zaczynamy w ogóle zauważać. Algorytm pomaga wychwycić subtelne sygnały i złożyć je w większy obraz. Co ważne, nie chodzi wyłącznie o samo wskazanie ryzyka. Narzędzie ma również wspierać zespół w proponowaniu określonych interwencji, czyli podpowiadać, gdzie warto przyjrzeć się pacjentowi uważniej, komu potrzebne może być dodatkowe wsparcie, częstszy kontakt, mocniejsze monitorowanie czy precyzyjniej dopasowany plan pracy terapeutycznej.
To szczególnie ważne w warunkach oddziału terapii uzależnień, gdzie bardzo istotną rolę odgrywa społeczność terapeutyczna. Taki oddział opiera się na jasnych zasadach, strukturze dnia i wspólnym porządku. Pacjenci uczą się tam funkcjonować w systemie norm, odpowiedzialności i konsekwencji. Z perspektywy neuropsychologicznej ma to ogromne znaczenie, ponieważ przewidywalność, stabilne reguły i konsekwencja w ich stosowaniu pomagają odbudowywać zdolność regulacji zachowania, planowania oraz kontroli impulsów. To jest w pewnym sensie ponowne uczenie się świata, w którym istnieją zasady, granice i przewidywalne skutki własnych działań.
I właśnie dlatego każda dodatkowa interwencja wobec jednego pacjenta może być delikatną sprawą. Zarówno sam pacjent, jak i reszta społeczności terapeutycznej mogą odebrać ją jako niesprawiedliwość, wyjątek od zasad albo zaburzenie porządku, który przecież sam w sobie jest częścią terapii. Jeśli jednej osobie proponuje się dodatkowe rozmowy, inne wsparcie czy zmodyfikowany plan oddziaływań, pojawia się naturalne pytanie: dlaczego właśnie jemu?
Dlatego tak ważna jest przejrzystość i możliwość uzasadnienia takich decyzji. Jeśli dodatkowe interwencje wynikają z bardziej obiektywnej analizy danych, łatwiej je w jasny sposób wyjaśnić zarówno samemu pacjentowi, jak i całej społeczności terapeutycznej. Wtedy nie są odbierane jako arbitralne czy niesprawiedliwe, ale jako element przemyślanej strategii terapeutycznej. To bardzo ważne, ponieważ w leczeniu uzależnień sprawiedliwość proceduralna i poczucie sensu reguł nie są dekoracją, lecz częścią procesu zdrowienia.
W praktyce oznacza to, że technologia nie zastępuje doświadczenia terapeuty. Raczej je uzupełnia, porządkuje i wzmacnia, dostarczając dodatkowych argumentów, które pomagają podejmować decyzje bardziej przejrzyście i precyzyjnie. A to zwiększa szansę na utrzymanie pacjenta w terapii, co w leczeniu uzależnień jest jednym z najważniejszych warunków powodzenia całego procesu.
Jakie są szanse na szerokie zastosowanie rozwiązania?
Myślę, że duże, ponieważ problem przerwania terapii jest uniwersalny i dotyczy wielu ośrodków leczenia uzależnień. To nie jest wyzwanie jednego oddziału czy jednej placówki. To problem systemowy.
Jeżeli narzędzie pomyślnie przejdzie proces walidacji, będzie mogło być stosowane w różnych miejscach – zarówno na oddziałach stacjonarnych, jak i w poradniach ambulatoryjnych. Co ważne, jeśli pierwsze etapy projektu przyniosą dobre wyniki, kolejnym krokiem będzie testowanie rozwiązania w większej liczbie ośrodków terapeutycznych, aby sprawdzić jego działanie w różnych warunkach klinicznych i w pracy z różnymi grupami pacjentów.
Takie rozwiązania bardzo dobrze wpisują się też w szerszy kierunek rozwoju współczesnej medycyny. Coraz częściej odchodzimy od podejścia „jeden model dla wszystkich” i próbujemy budować opiekę bardziej precyzyjną, przewidującą i dopasowaną do konkretnego człowieka. Innymi słowy: medycyna coraz częściej chce nie tylko leczyć skutki, ale również rozpoznawać ryzyko, zanim problem zdąży się rozwinąć na dobre.
Jakie są pani zainteresowania naukowe i badawcze?
Moje zainteresowania koncentrują się na pograniczu neuropsychologii, psychiatrii i biologii stresu. Interesuje mnie szczególnie to, w jaki sposób funkcjonowanie mózgu – pamięć, uwaga, kontrola impulsów czy elastyczność poznawcza – wpływa na przebieg zaburzeń psychicznych i uzależnień.
W praktyce oznacza to łączenie diagnostyki neuropsychologicznej z analizą markerów biologicznych. Dzięki temu możemy lepiej rozumieć mechanizmy stojące za zachowaniem pacjentów i trafniej planować terapię. Mnie bardzo interesuje właśnie to miejsce, w którym psychologia spotyka się z biologią i gdzie nagle okazuje się, że zachowanie człowieka nie jest inicjowane wyłącznie „w głowie” ani wyłącznie „w ciele”, tylko zawsze jest wynikiem ich nieustannego dialogu.
Czasem żartuję, że nauka przypomina trochę pracę detektywa, jednak zamiast odcisków palców, analizujemy wyniki testów poznawczych, dane biologiczne i historię kliniczną. A potem próbujemy z tego wszystkiego ułożyć sensowną opowieść o tym, co naprawdę dzieje się z pacjentem.
Jakich specjalistów zgromadził projekt?
Ten projekt od początku był pomyślany jako przedsięwzięcie interdyscyplinarne. Uzależnienia są zjawiskiem zbyt złożonym, żeby opowiadać o nich wyłącznie językiem jednej dyscypliny. Potrzebujemy tu doświadczenia klinicznego, wiedzy neuropsychologicznej, zaplecza laboratoryjnego i narzędzi technologicznych. Dopiero połączenie tych perspektyw daje szansę na stworzenie rozwiązania, które będzie jednocześnie naukowo rzetelne i praktycznie użyteczne.
Ogromną rolę w opracowaniu projektu odegrała mgr Łucja Boguń, terapeutka uzależnień z 18-letnim doświadczeniem klinicznym, od 12 lat kierująca oddziałem terapii uzależnień. Właśnie dzięki jej ogromnej wrażliwości na trudności pacjentów, bardzo dobremu rozumieniu realiów codziennej pracy oddziału oraz doświadczeniu w zarządzaniu zespołem terapeutycznym ten pomysł mógł w ogóle nabrać kształtu. To istotne, ponieważ wiele projektów dotyczy pacjentów, ale nie zawsze wynika bezpośrednio z praktyki klinicznej. W tym przypadku było inaczej – projekt wyrósł bezpośrednio z doświadczeń praktycznych. Myślę, że najlepsze rozwiązania nie rodzą się w teorii, tylko tam, gdzie codziennie spotyka się człowieka w kryzysie.
To również nie przypadek, że projekt rozwija się we współpracy z Oddziałem Terapii Uzależnień Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego w Świeciu. To placówka o dużej otwartości na rozwój, współpracę naukową i nowoczesne, wielopłaszczyznowe podejście do terapii uzależnień. Bardzo ważna jest także świetna współpraca z laboratorium szpitalnym, które wspiera część diagnostyczną projektu i umożliwia łączenie obserwacji klinicznych z analizą danych biologicznych. Takie połączenie perspektywy klinicznej i laboratoryjnej pozwala znacznie szerzej patrzeć na proces zdrowienia.
W projekcie uczestniczy także mgr Joanna Jaskólska, psycholog z blisko 20-letnim doświadczeniem pracy w szpitalu psychiatrycznym. To bardzo cenne, ponieważ taka praktyka daje nie tylko wiedzę diagnostyczną, ale także dużą umiejętność „poruszania się” w obszarze zaburzeń psychicznych i dostrzegania subtelnych zmian w funkcjonowaniu pacjentów.
Moja rola w projekcie koncentruje się na diagnostyce neuropsychologicznej oraz integracji danych klinicznych z wynikami badań poznawczych i biologicznych. Dzięki doświadczeniu w projektach badawczych i badaniach klinicznych posługuję się szerokim zestawem narzędzi neuropsychologicznych, pozwalających oceniać m.in. pamięć, uwagę, kontrolę impulsów czy elastyczność poznawczą. W uzależnieniach są to funkcje szczególnie ważne, ponieważ pozwalają lepiej zrozumieć mechanizmy podejmowania decyzji i radzenia sobie z napięciem.
Bardzo ważnym elementem projektu jest jego komponent naukowy i laboratoryjny. Współpracujemy z dr. hab. n. med. Arturem Słomką, prof. UMK, prodziekanem ds. studenckich Wydziału Farmaceutycznego Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy, związanym – podobnie jak ja – z Katedrą Patofizjologii. Prof. Słomka wnosi do projektu ogromne doświadczenie badawcze oraz wiedzę z zakresu diagnostyki laboratoryjnej i markerów biologicznych.
Za stronę technologiczną odpowiada inż. Krzysztof Dziembowski, programista zajmujący się projektowaniem aplikacji i implementacją algorytmów analizy danych. To właśnie on przekłada pytania kliniczne i naukowe na realne narzędzie, które może wspierać proces terapeutyczny.
Projekt wspiera również pani Joanna Grześkiewicz z Wydziału Farmaceutycznego Collegium Medicum UMK, która pomaga w koordynacji działań projektowych i współpracy między zespołami.
Warto też podkreślić rolę Wydziału Farmaceutycznego Collegium Medicum UMK, który tworzy bardzo sprzyjające środowisko do prowadzenia badań na styku różnych dziedzin. To miejsce, które umożliwia realny rozwój interdyscyplinarnych projektów i zachęca do współpracy między naukami biomedycznymi, klinicznymi i technologicznymi. Dla takich projektów jak nasz jest to niezwykle ważne zaplecze.
Praca naukowa, zwłaszcza taka, która łączy różne obszary wiedzy i praktykę kliniczną, jest procesem złożonym i wymagającym. Na wielu etapach można popełnić błędy, źle zinterpretować dane albo pójść w kierunku, który później okazuje się ślepą uliczką. Dlatego tak ogromne znaczenie mają dobre relacje w zespole, wzajemne zaufanie i otwartość na współpracę.
Dużą wartością jest także środowisko akademickie, które sprzyja dialogowi między różnymi specjalistami. W takich warunkach łatwiej jest zadawać pytania, konfrontować pomysły i wspólnie szukać najlepszych rozwiązań, użytecznych w realnej praktyce klinicznej. To właśnie połączenie doświadczenia klinicznego, wiedzy naukowej i nowych technologii daje szansę na stworzenie narzędzia, które może realnie wspierać proces terapii uzależnień.
Rozmawiała Małgorzata Konaszczuk
Czytaj więcej
Czy zdrowie zaczyna się w jelitach? Prof. Jakub Piwowarski o mikrobiocie człowieka
Nauka i badania
Mikrobiota wpływa na funkcjonowanie organizmu, ale nauka wciąż nie potrafi wskazać jednego uniwersalnego wzorca zdrowego mikrobiomu. Jak odróżnić udokumentowane korzyści od obietnic dotyczących probiotyków i...
Udostępnij artykuł: